Dzień dobry
Zdaje sobie sprawę, że takich wątków może być więcej, jednakże liczę na pomoc z Waszej strony, bo sama już nie wiem jak mam działać. Chodzi o mojego faceta (32lat). Jesteśmy razem pół roku i od jakiegoś czasu zauważyłam, że boryka się on z problemami. Próbowałam z nim rozmawiać, jednakże mogę liczyć na odpowiedzi typu "nie wiem", "nie mam zdania", "nic mi się nie chce". Przyznaję, że brakuje mi pomysłów, aby go jakoś podnieść na duchu, ponieważ jest naprawdę ciężko.
Chłopak miał trudną przeszłość, został porzucony przez dziewczynę, która była dla niego całym światem. Relacje z rodzicami od roku też nie należą do najlepszych (po jednej z kłótni, wyprowadził się). Sam przyznaję, że jest mu ciężko, bo matka zachorowała i choć na razie pokonała walkę z rakiem, to niepewność istnieje. Nie kontaktuje się z nimi, do matki nie dzwoni, ale jak o niej mówi widać że bardzo jej do niej przywiązany, jednakże coś go blokuje przed kontaktem bądź spotkaniem z nią (ostatni raz widzieli się rok temu).
Do pracy chodzi (taki plus), ale jej też ma powoli dość. Nie chce spotykać się ze znajomymi, nie ma ochoty po prostu na nic. Gdyby mógł to by z łóżka nie wychodził. A ze mną spotyka się tylko dlatego, bym nie miała do niego pretensji. Twierdzi, że nic nie ma sensu, że bycie dobrym, to zła cecha. Że dostaje się po dupie, że nie warto się starać, mieć marzeń, planów i nadziei. Nie zależy mu na niczym. W końcu uznał, że nie ma sensu nawet żyć!!
Początkowo uznawałam, że jak każdy ma gorsze dni, nie chciałam się narzucać, wiec powiedziałam, że jak będzie potrzebował obecności mojej - niech zadzwoni. Milczałam przez kilka dni, choć było mi ciężko, ale uznałam, że może woli pozostać sam z problemami. Kilka dni temu spotkaliśmy się, milczał, w końcu przeprosił za siebie, popłakał na ramieniu, podziękował za wszystko i na końcu stwierdził, ze zastanawia się nad odebraniem sobie życia, choć nie chciałby w ten sposób złamać mi i matce serca (bo tylko uczuć do nas dwóch jest pewny, reszta nie ma sensu i znaczenia).
Jestem wstrząśnięta, bo nie wiem co robić. Próbowałam go pocieszyć, wciągnąć w działania aby opowiadał o swoim hobby, jakim są podróże, aby się uśmiechał... Ale widzę,że on to robi specjalnie by mi przykrości nie robić...
Zależy mi na nim, bo to wartościowy człowiek, mający w tym momencie jakieś trudności życiowe. Chyba po prostu zgubił swój tor... Chciałabym mu pomóc, ale nie wiem jak, bo chłopak prosił bym go odczarowała od tego stanu - ale nie wiem jak... Myślałam o psychologu, ale wątpie by się na wizyte u niego zgodził...
Może macie jakieś rady? Będę wdzięczna.