Jak to mawia mój lekarz prowadzący: "ciąża to taki dziwny stan, że wszystkie sprawy nienormalne w tym czasie są jak najbardziej normalne"
Trochę z przymrużeniem oka, ale pewnie coś w tym jest. Zatem zapraszam do dyskusji jak to było i jest z Wami i waszymi ciążami.
Zacznę od siebie, bo jako zaawansowana ciężarówka (32t.c), już mogę jakiś tam spory okres podsumować
Więc zaczynamy rozprawiać się z "ludowymi mądrościami". To ja pierwsza:
wymioty - w 1 trym u mnie sporadycznie się zdarzało. Najczęściej jak się spieszyłam gdzieś i na czas musiałam wyjść z domu. Zawsze się spóźniałam
No i kilka razy przytrafiło się jak pijanemu menelowi, gdzieś po rowach... ale na szczęście niezbyt często. U mnie w tym temacie zabawa na całego zaczęła się dopiero w połowie 2 trym, kiedy powinno wszystko minąć...
zawroty głowy i nudności - te towarzyszyły mi od początku właściwie. Czasem jak leżałam, to wręcz czułam się jak na łodzi, a ulicami chodziłam blisko budynku, żeby mieć się czego chwycić w razie czego. Trochę mi te przyjemności ustąpiły tak w połowie 6miesiąca, ale to nie znaczy, że minęły, a też piszą w mądrych książkach, że mają minąć po pierwszym trymestrze
senność, zmęczenie - podobno normalne i dotykające szczególnie w 1 trym. Ja tam w tym okresie spałam max po 4h i pomimo tego funkcjonowałam w miarę przyzwoicie. Od początku też właściwie budziłam się w nocy o w miarę stałych porach - na sika, na zaspokojenie głodu itp.
częste oddawanie moczu - a doświadczyłam. Tyle, że u mnie to było i jest sprzeżone z naprawdę sporymi ilościami wody, które w ciąży zaczęłam wlewać w siebie. Troche z rozsądku, ale bardziej z potrzeby. Czy w domu czy poza domem, mam przy sobie zawsze butlę z wodą, bo dopada mnie czasem takie pragnienie jakbym właśnie bez wody przeszła wiele kilometrów w słońcu i musze pić, no muszę, bo się uduszę.
bolesność piersi - to przychodziło falami. Są okresy, że nawet bawełniany stanik sprawia ból, są takie, że zupełnie nie czuję aby były jakoś bardziej wrażliwe niż normalnie.
pogorszenie stanu cery, paznokci, włosów - jak dla mnie mit zupełny
Taką cerę jak teraz, to mogę mieć już zawsze
, trochę mam bardziej suchą skórę, ale za to tak gładką, jak nigdy w życiu! Włosy, paznokcie bez zmian. Mi tam ciąża dermatologicznie służy ![]()
zachcianki ciążowe - ja tam w ogóle wybredna jestem, jeśli o jedzenie chodzi, więc ciąża już niewiele mogła zmienić
Ale poza dwoma wyskokami : zjedzenie czipsów z rodzynkami i serka homo waniliowego z krakersami, nie uskuteczniam ani żadnych dziwnych eksperymentów, ani nie mam obsesji słodkie/kwaśne. A śledzie jak obrzydzały mnie przed ciążą, tak i w ciąży obrzydzają. Smaki zupełnie mi się nie zmieniły, a poziom apetytu na coś konkretnego raczej nie jest nadzwyczajny w porównaniu z przedciązowym.
bóle kręgosłupa - oj, tu się nacierpiałam. Ale to chyba bardziej z racji posiadania już kręgosłupa uszkodzonego powypadkowo. I paradoksalnie - o ile pierwsze dwa trymestry wyłam z bólu, to im brzuch, większy, tym ból miejszy
żylaki, puchnięcie ciała - tu nic nie mam do powiedzienia, bo nie doświadczyłam.
rewolucje żołądkowe - zwykle ciężarne podobno zmagają się z zatwardzeniami. A ja myślę, że może to kwestia diety? Jako wegetarianka w życiu nie miałam takich problemów, tymbardziej w ciąży.
nadwrażliwość na zapachy - tu nie bardzo mogę mówić o jakiejś zmianie, bo ja od zawsze mam węch psa policyjnego. Choć faktycznie w ciąży chyba jeszcze mi się to nasiliło. I mam wrażenie, że smak i słuch, też jakby mam bardziej czuły...
huśtawka nastrojów - hehe, bywało, oj bywało
No ale z drugiej strony - która bez ciązy nie miewa humorów? ![]()
Dobra, na teraz więcej grzechów nie pamiętam. A jak to u Was było i jest?