netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

25 odpowiedzi9 619 wyświetleńzałożony przez sombra28, 16.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1

Temat: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Witam,

Sprawa jest bardzo świeża bo z wczoraj. Nie potrafię sobie z nią poradzić, nie mam już czym płakać, nie mogę z nikim o tym narazie pogadać a potrzebuje jakiegoś spojrzenia na to wszystko zupełnie z boku....

Ja mam 28 lat, on jest 3 lata młodszy. Byliśmy ze sobą ponad 3 lata. Już po pół roku zamieszkaliśmy ze sobą. Było, jak mi się zawsze wydawało, na prawdę dobrze. Pracujemy w tym samym miejscu, mamy wspólne hobby, lubilismy ze sobą spędzać czas... właściwie to wszędzie bywaliśmy razem...

Problemem w tym związku byłam, co dopiero teraz widzę, jednak ja... mimo, że chyba nie zdawałam sobie z tego sprawy.  Byłam o partnera strasznie zazdrosna i zaborcza, nie lubiłam kiedy rozmawiał z innymi dziewczynami, nie chciałam bez niego nigdzie wyjeżdżać i tego samego oczekiwałam od niego... że zawsze będzie mnie ze sobą zabierał, że skoro kocha to przecież ze mna powinien spędzać czas. Do tego kontrolowałam jego rozmowy, czytałam wiadomości.... a kiedy udało mi się znaleźć jakieś rozmowy z koleżankami (których ma sporo i lubi z nimi rozmawiać) robiłam awantury...
On znosił to cierpliwie, mówił tylko 'wyluzuj' a za chwilę zachowywał się jakby się nic nie stało. Ja myślałam, że nie przeszkadza mu to tak bardzo i dalej brnęłam w ten ślepy zaułek. Dalej wszędzie wyjeżdżał i wychodził tylko ze mną, 'nie wyrywał się', a ja dalej Go kontrolowałam, osaczałam i wymagałam by ciągle tylko przytulał i był 'mój'...

I tak trwało to dłuższy czas, w którym nigdy nie dał mi odczuć tak na prawdę, że robię źle, żebym się nad sobą zastnaowiła bo wkońcu kiedyś nie wytrzyma i stanie się to co stało się wczoraj.

Odszedł. Tak z dnia na dzień.... Jeszcze w poprzednią sobotę przytulał, mówił że kocha, kupił kwiaty na dzień kobiet..... Za tydzień już go nie było. Spakował wszystkie swoje rzeczy i wyszedł. Zostawił mnie samą, w pustych ścianach wspólnego mieszkania....
Powiedział, że się udusił, że nie może tak dalej, że potrzebuje żyć a nie tylko wegetować... Że ja też muszę się wziąć za siebie, ogarnąć, zająć sobą. Że kocha, ale już nie tak jak kiedyś, i przeprasza ale nie umie sobie z tym poradzić.....

Nie dociera to do mnie co się stało.... Dlaczego bez żadnego 'ostrzeżenia'? Dlaczego nie dał mi w żaden sposób dobitnie odczuć, że robię źle, że Go osaczam?

Teraz to widzę, wiem jaka byłam głupia i co straciłam.... Ale czy musiało dojść aż do takiej sytuacji?
Chodzę po kątach i płaczę... nic nie jem, czuję jak wszystko w moim życiu nagle runęło...

Co najlepiej zrobić w tej sytuacji ? Zawalczyć o niego? Tylko jak... A może jest już za późno.... sad

Kocham Go bardzo mocno i nie chcę życia bez niego. Spróbowałabym się zmienić gdyby tylko uświadomił mnie wcześniej, dobitniej, że robię źle i że dalej tak nie wytrzyma, a nie po prostu wszystko zakończył z dnia na dzień.....

2

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Witaj, jestem w podobnej sytuacji, tylko u mnie minęło już dwa tygodnie od Jego wyprowadzki.. też z mojej winy, moje zachowanie było bardzo podobne jak Twoje, z tym, że nie pracujemy razem i nie spędzaliśmy ze sobą każdej wolnej chwili, jednak też byłam bardzo "zaborcza", że tak to nazwę. my rozmawialiśmy o tym, na prawdę zaczęłam się zmieniać, ale i tak się wyprowadził ... na początku jest ciężko, ale uwierz mi, z dnia na dzień jest coraz lepiej. tylko nie wydzwaniaj i nie wypisuj do niego, bo uzna, że nic nie zrozumiałaś... wiem, że tak jest ciężko, że chce się zadzwonić, napisać, cokolwiek, ale spróbuj.. ja dałam radę, to i Ty dasz:) a dzięki temu, sam się do mnie odezwał, nawet spotkaliśmy się, porozmawialiśmy na spokojnie. musisz mu pokazać, że się zmieniasz, a jeśli na prawdę Cię kocha to jak to zobaczy to wróci. przynajmniej ja w to wierzę

3

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

malinowa, znalazłam właśnie wątek o Twoim rozstaniu... I trochę mnie na duchu podniosły kolejne Twoje posty....

Mój właśnie zadzwonił czy może przyjechać po resztę rzeczy jutro bo znalazł mieszkanie a jutro podpisuje umowę (dodał, że na czas nieokreślony)... Tak się boje jutra sad Znów tej samej sytuacji co wczoraj kiedy zabiera rzeczy i wychodzi....

Nie dzwonie do niego i nie wypisuje... Napisałam co prawda  list, ale nie wiem jeszcze czy mu go wręcze. Taki, że rozumiem, że jeśli chce wolności to ja chcę jego szczęścia i mu ją dam, ale jeśli będzie chciał ze mną dzielić swoje życie to ja czekam...  Bez błagań, lamętów i wspominania jak to było cudownie... tylko żeby wiedział, że kocham, czekam i chce nad sobą pracować....

Dlaczego dopiero jak coś stracimy to to tak na prawdę doceniamy sad Dlaczego nie da się tego jakoś zawczasu przewidzieć......

Tak cholernie mi pusto....

4

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Kazdy ma wolna wole...
Ale szkoda tego czasu.... hmm/

Trzymaj sie Kobieto... !!

5

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Byłam taka sama jak Ty. Zaborcza, kontrolowałam, szpiegowałam, osaczałam, dociekałam, chciałam by był tylko mój, robiłam awantury o koleżanki, chciałam by każdą chwilę dawał mnie, on to znosił cierpliwie do czasu. Dodam tylko, że na początku to był związek na odległość. Po pół roku naszego związku i moich jazd, fochów, pretensji, zostawił mnie z dnia na dzień, tak jak Twój. Z tym, że ja wypisywałam, prosiłam, błagałam, na marne oczywiście, nie chciał. Chciał odpocząć, spokoju, chciał się pozbierać. Może wtedy gdybym mu dała ten czas, to byłoby inaczej, w każdym razie.. przez następny rok ja próbowalam, walczyłam, czasami się odzywałam, czasami milczałam. Stało się tak, że zamieszkałam w tym samym mieście co on i koniec końców jesteśmy razem znów.   Mój też jest młodszy kilka lat. Po roku niewidzenia się, znów to wróciło z obu stron, z tym, że ja sie teraz bardzo zmienilam, bo pracowałam nad sobą strasznie. Dopiero jak zobaczył jakiekolwiek zmiany, to dał nam szansę taką prawdziwą. Daj mu czas i przede wszystkim, zacznij pracować nad sobą. W miłości nie ma rzeczy niemożliwych wink

6

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

To może ja dorzucę coś ze strony mężczyzny, który był w podobnej sytuacji. Kilka miesięcy temu rozstałem się z moją narzeczoną po 2 letnim związku. Początki nie były łatwe, bo mieszkaliśmy w różnych miastach, ale po kilku miesiącach przeprowadziłem się do jej miasta. Po jakimś czasie zamieszkaliśmy ze sobą razem. Zaręczyłem się z nią po roku jak się znaliśmy. Bardzo mi na niej zależało, więc odsunąłem od siebie sporo moich znajomych ( w tym także kobiet ), bo chciałem by czuła się mnie pewna. Była kobietą, która miała wysoką pewność siebie i ciągle bałem się, że jak dam jej choć małą pożywkę do zazdrości to rozstaniemy się. Wywołała we mnie taki lęk przez częste prowokacje do kłótni i wyprowadzki do mamy na kilka dni, przy których twierdziła, że to koniec z nami. W ten sposób nieświadomie wplątałem się w jej grę manipulacji. Z jednej strony zależało mi na niej, bo w wielu chwilach potrafiła mi udowodnić, że jest porządną kobietą, która nie leci na każdego, dba o dom i myśli o wspólnej przyszłości... jednak była tez ta gorsza strona. Nie akceptowała zupełnie nikogo z moich znajomych. Gdy raz się spotkaliśmy z nimi razem, to uznała, że "to nie jej poziom". Było mi przykro, ale nie chciałem z tego powodu rozsypywać narzeczeństwa i ograniczyłem kontakt do minimum ze znajomymi ( błąd ). Wszystko jednak z czasem się posypało, gdy pokłóciła się z moimi rodzicami, a potem zaczęła się fala wyzwisk, oszczerstw i wmawiania mi, że moja rodzina chce dla mnie źle, że nie potrzebuje jej, że powinienem się skupić na niej... Moje życie z każdym dniem stawało się coraz trudniejsze. Doszło do tego, że zerwałem kontakt na niemal rok ze wszystkimi po za moją narzeczoną i jej matką. Pracowałem i opłacałem sam dom, gdy ona dalej jeździła po mnie. W pewnym momencie jej mama straciła część pieniędzy na życie i postanowiliśmy sie wprowadzić do niej i dzieląc nasze pieniądze razem żyć i się wspierać. To był jednak błąd. Okazało się jednak, że z naszych wspólnych pieniędzy szybko pojawiły sie w domu nowe meble, drzwi antywłamaniowe... a ja sam nie mogłem sobie nic kupić dla siebie. Po kilku miesiącach nagle jej mama obudziła się, że ja nie mogę u nich dłużej mieszkać, bo mnie nie zameldują, jeśli ja nie wezmę ślubu... Tylko z czego miałem na ten cel odłożyć, jak dla nich ważniejsze było kupowanie do domu nowych rzeczy? Przez jej manipulacje, mogłem liczyć tylko na siebie, bo rodzice się zupełnie odcięli od nas. Moja "wspaniała narzeczona" wpadła na pomysł, że ja zamieszkam na stancji w małym pokoiku, gdzie będę opłacał mały czynsz, zostawi mi 400zł na życie, a resztę sama z mojej wypłaty będzie "odkładała na ślub"... Tym mnie już udusiła. Pozbawiony znajomych, rodziny, przyjemności z pracy, bliskości z narzeczoną i praktycznie bez kasy... nie wytrzymałem. Wyprowadziłem się od niej i zerwałem zaręczyny. Nie mogłem tak trwać...

Czemu to wszystko opisałem? Chcę byś widziała jak podobna historia może wyglądać z oczu mężczyzny. Nie można zupełnie odbierać "przestrzeni życiowej" i traktować faceta jak swoją własność... jak skarbonkę bez dna... jak przedmiot do seksu i zabawy. Toksyczna zazdrość i chęć kontroli absolutnej nad mężczyzną zawsze niszczy związek, bo mimo starań obu stron w końcu przestajemy się cieszyć z własnego życia. Wyobraź sobie, że Twój facet odciąłby Cię od wszystkiego i mówił Ci na każdym kroku co masz robić... Czy czułabyś się szczęśliwa? No raczej nie...

Teraz przeanalizuj sobie wszystko jeszcze raz i daj sobie szansę za jakiś czas na wybudowanie związku, bez tej zazdrości. Im bardziej trzymasz faceta za rękę, tym mocniej będzie się wyrywał...

7

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Sombra, mówiłam, że z dnia na dzień wychodzi coraz bardziej słońce. sama widzę po sobie jak siedziałam i płakałam 3 tygodnie temu, że się wyprowadza, że to wszystko stracone, a teraz? po prostu staram się żyć. wiadomo, nie jest łatwo, wciąż w trudniejszych momentach płaczę, zastanawiam się i rozmyślam, ale próbuję wtedy się czymś zajmować, cokolwiek, oglądam seriale, czytam książki, wychodzę na spacer, czy na zakupy, albo biorę więcej zmian w pracy i jakoś wtedy muszę się trzymać. staram się jak najmniej czasu spędzać na mieszkaniu, bo tutaj faktycznie jest mi bardzo ciężko. nie wiem czy Tobie też pomoże ale mi bardzo pomogło kupienie nowej pościeli:) bo wszystkie które miałam kojarzyły mi się z Nim, a wiadomo, że najcięższe są noce. I przede wszystkim musimy nad sobą pracować i wierzyć, że będzie dobrze smile

8

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Wiem o czym piszesz.ja jestem w podobnej sytuacji.Sama nie wiem co mam robic.
Jestem w zwiazku juz trzy lata. Ogolnie wszystko uklada sie dobrze.Na poczatku ufalam jemu w 100 %a teraz z czasem nie ufam jemu juz prawie wogole.Zdarzylo sie kilka rzeczy ktore mocno nadszarpnely moje zaufanie.Oczywiscie za kazdym razem to ja jestem winna i sobie wymyslam.
Jego tlumaczenia maja sens ale zawsze zostaje to "ALE".Nie chce zniszczyc swojego zwiazku ale chyba jestem na dobrej drodze.Przykladowa sytuacja jest znalezienie u niego w kuchennej szafce kondomow ktorych my nie uzywamy...jego tlumaczenie jest ze to nie jego,tylko kolegi od ktorego wynajal mieszkanie w ktorym zostaly jeszcze rzeczy jego kolegi.W sumie moze tak byc ale...skoro znalazl te kondomy dlaczego ich nie wyrzucil tylko wlozyl do szafki w kuchni(w opakowaniu brakowalo jednej sztuki)tutaj chce rowniez nadmienic ze nasze zycie seksulane jest udane.Inna sytuacja to przylapanie jego na czatowaniu i smsowaniu z inna dziewczyna...Zyje teraz rozdarta pomiedzy watpliwosciami a jego usprawiedliwieniami...Sama nie wiem co mam zrobic.Poradzcie cos!!!

9

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Witaj Autorko smile Czytam ten post i czytam i jakbym czytała o sobie kiedyś. Wiesz już, że taki związek to nic dobrego. Ciągłe kontrolowanie, nie pozwalanie na wyjścia w gronie znajomych etc., tak nie powinno być bo związek to przede wszystkim zaufanie. Widzisz jeśli jest się już w związku to kontakt z osobami trzecimi jest jak najbardziej wskazany. Być może bałaś się, że w taki sposób go stracisz, nie wiem. Potrafisz sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zachowywałaś się jak histeryczka, bo inaczej tego nie można ująć. Facet był cierpliwy ale do czasu, coś w nim pękło i nie chciał tak dłużej żyć bo co by było później ? Powinnaś była sama się domyślić, że robisz źle. Z nikim nigdy na ten temat nie rozmawiałaś ? Nikt Cię za to nie skarcił ?

Jeśli chcesz o niego zawalczyć to zrób to, tylko daj mu trochę czasu na ochłonięcie. Jeśli się nie uda trudno, ale nie będziesz żałować, że tego nie zrobiłaś.

10

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
IZATJE napisał/a:

Wiem o czym piszesz.ja jestem w podobnej sytuacji.Sama nie wiem co mam robic.
Jestem w zwiazku juz trzy lata. Ogolnie wszystko uklada sie dobrze.Na poczatku ufalam jemu w 100 %a teraz z czasem nie ufam jemu juz prawie wogole.Zdarzylo sie kilka rzeczy ktore mocno nadszarpnely moje zaufanie.Oczywiscie za kazdym razem to ja jestem winna i sobie wymyslam.
Jego tlumaczenia maja sens ale zawsze zostaje to "ALE".Nie chce zniszczyc swojego zwiazku ale chyba jestem na dobrej drodze.Przykladowa sytuacja jest znalezienie u niego w kuchennej szafce kondomow ktorych my nie uzywamy...jego tlumaczenie jest ze to nie jego,tylko kolegi od ktorego wynajal mieszkanie w ktorym zostaly jeszcze rzeczy jego kolegi.W sumie moze tak byc ale...skoro znalazl te kondomy dlaczego ich nie wyrzucil tylko wlozyl do szafki w kuchni(w opakowaniu brakowalo jednej sztuki)tutaj chce rowniez nadmienic ze nasze zycie seksulane jest udane.Inna sytuacja to przylapanie jego na czatowaniu i smsowaniu z inna dziewczyna...Zyje teraz rozdarta pomiedzy watpliwosciami a jego usprawiedliwieniami...Sama nie wiem co mam zrobic.Poradzcie cos!!!

Sytuacja z gumkami, faktycznie to może być prawda więc załóżmy, że to jest prawda bo po co zadręczać się głupimi myślami. Chyba, że już wcześniej nadużył Twojego zaufania. Hmm no z tą dziewczyną/czatem/sms-ami to chyba sprawa jest jasna skoro jeszcze go na tym przyłapałaś. Facet przeważnie się tłumaczy tym, że to dziewczyna jest winna bo coś tam coś tam itd. Chociaż skoro zachowujesz się tak jak autorka związku to może faktycznie coś w tym jest, że wymyślasz. Jak to właśnie mój facet stwierdził "Chociażby ją zdradził to przecież nie przyznałby się do tego, że to Jego gumki." Miej go dyskretnie na oku.

11

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
LadyAnette napisał/a:

Witaj Autorko smile Czytam ten post i czytam i jakbym czytała o sobie kiedyś. Wiesz już, że taki związek to nic dobrego. Ciągłe kontrolowanie, nie pozwalanie na wyjścia w gronie znajomych etc., tak nie powinno być bo związek to przede wszystkim zaufanie. Widzisz jeśli jest się już w związku to kontakt z osobami trzecimi jest jak najbardziej wskazany. Być może bałaś się, że w taki sposób go stracisz, nie wiem. Potrafisz sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zachowywałaś się jak histeryczka, bo inaczej tego nie można ująć. Facet był cierpliwy ale do czasu, coś w nim pękło i nie chciał tak dłużej żyć bo co by było później ? Powinnaś była sama się domyślić, że robisz źle. Z nikim nigdy na ten temat nie rozmawiałaś ? Nikt Cię za to nie skarcił ?

Jeśli chcesz o niego zawalczyć to zrób to, tylko daj mu trochę czasu na ochłonięcie. Jeśli się nie uda trudno, ale nie będziesz żałować, że tego nie zrobiłaś.

On nigdy nie byl wylewny w okazywaniu do mnie uczuć, poprzez przytulanie, całowanie, mówienie kocham cię... dlatego troche w tym temacie 'nadrabiałam za nas dwojga'.... Z tego samego powodu nie czułam się zbyt pewnie, miałam wrażenie czasami, że nie chce mnie, bo jakby chciał to by czasami sam od siebie uścisnął mnie mocno i powiedzial te dwa słowa. Tak nigdy nie było... Pokazywał to na wszystkie inne sposoby, zawsze się troszczył o mnie i dom, dzwonił czy czegoś nie potrzebuje, czy gdzieś idziemy itp itd...
Ale nie był dla mnie zbyt czuły fizycznie, a jestem osobą, która tego potrzebuje. I chyba przez to drążyłam sprawę, szukałam po kątach wytłumaczenia, że może kogoś ma, że może woli kogoś innego.... Nigdy nie mogłam chyba zaakceptować tego, że po prostu taki jest... a okazuje uczucia inną drogą....

Była jeszcze jedna kwestia czym go przytłaczałam. Ja chcialam stabilizacji, co jakiś czas wspominałam o ślubie... on kategorycznie odmawiał... mówił że nie jest na takie kroki gotowy. Ja go męczyłam, mówiłam, że chciałabym przed 30tka, że skoro razem mieszkamy... To też go spłoszyło myślę. Za bardzo naciskałam, z czego nie zdawałam sobie sprawy aż do tej pory..... sad Odchodząc wspomniał też, że chyba nie jest mi w stanie dać tego czego oczekuję....

Teraz wiem, że nie dałam mu czasu, nie dałam dojrzeć do tej decyzji.... Naciskałam, szpiegowałam, zabraniałam... 'bo ja chce tego, ja chce tamtego'.... Zupełnie nie liczyłam się z jego poglądami.....

Byłam idiotką.... do której wszystko dotarło

ale za późno...

12

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
sombra28 napisał/a:
LadyAnette napisał/a:

Witaj Autorko smile Czytam ten post i czytam i jakbym czytała o sobie kiedyś. Wiesz już, że taki związek to nic dobrego. Ciągłe kontrolowanie, nie pozwalanie na wyjścia w gronie znajomych etc., tak nie powinno być bo związek to przede wszystkim zaufanie. Widzisz jeśli jest się już w związku to kontakt z osobami trzecimi jest jak najbardziej wskazany. Być może bałaś się, że w taki sposób go stracisz, nie wiem. Potrafisz sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zachowywałaś się jak histeryczka, bo inaczej tego nie można ująć. Facet był cierpliwy ale do czasu, coś w nim pękło i nie chciał tak dłużej żyć bo co by było później ? Powinnaś była sama się domyślić, że robisz źle. Z nikim nigdy na ten temat nie rozmawiałaś ? Nikt Cię za to nie skarcił ?

Jeśli chcesz o niego zawalczyć to zrób to, tylko daj mu trochę czasu na ochłonięcie. Jeśli się nie uda trudno, ale nie będziesz żałować, że tego nie zrobiłaś.

On nigdy nie byl wylewny w okazywaniu do mnie uczuć, poprzez przytulanie, całowanie, mówienie kocham cię... dlatego troche w tym temacie 'nadrabiałam za nas dwojga'.... Z tego samego powodu nie czułam się zbyt pewnie, miałam wrażenie czasami, że nie chce mnie, bo jakby chciał to by czasami sam od siebie uścisnął mnie mocno i powiedzial te dwa słowa. Tak nigdy nie było... Pokazywał to na wszystkie inne sposoby, zawsze się troszczył o mnie i dom, dzwonił czy czegoś nie potrzebuje, czy gdzieś idziemy itp itd...
Ale nie był dla mnie zbyt czuły fizycznie, a jestem osobą, która tego potrzebuje. I chyba przez to drążyłam sprawę, szukałam po kątach wytłumaczenia, że może kogoś ma, że może woli kogoś innego.... Nigdy nie mogłam chyba zaakceptować tego, że po prostu taki jest... a okazuje uczucia inną drogą....

Była jeszcze jedna kwestia czym go przytłaczałam. Ja chcialam stabilizacji, co jakiś czas wspominałam o ślubie... on kategorycznie odmawiał... mówił że nie jest na takie kroki gotowy. Ja go męczyłam, mówiłam, że chciałabym przed 30tka, że skoro razem mieszkamy... To też go spłoszyło myślę. Za bardzo naciskałam, z czego nie zdawałam sobie sprawy aż do tej pory..... sad Odchodząc wspomniał też, że chyba nie jest mi w stanie dać tego czego oczekuję....

Teraz wiem, że nie dałam mu czasu, nie dałam dojrzeć do tej decyzji.... Naciskałam, szpiegowałam, zabraniałam... 'bo ja chce tego, ja chce tamtego'.... Zupełnie nie liczyłam się z jego poglądami.....

Byłam idiotką.... do której wszystko dotarło

ale za późno...

Jak sama stwierdziłaś, nie liczyłaś się z Jego poglądami, a to duży błąd. Facet lubi czuć, że Jego zdanie także się liczy, nawet jeśli Ty się z tym nie zgadzałaś zawsze mogliście znaleźć jakiś kompromis.

Widzisz skoro on kategorycznie odmawiał ślubu to może faktycznie coś było nie tak. W ogóle nigdy nie chciał ślubu ? Nawet w przyszłości ?

Rozumiem, że nadrabiał okazywanie czułości fizycznej poprzez inne rzeczy, jednak dla Ciebie to było niewystarczalne i dla mnie również by to nie wystarczało. On najwyraźniej taki był i taki już zostanie.


Wiesz, tak sobie myślę, że może warto zamknąć ten rozdział w życiu, wyciągnąć z niego wnioski i poszukać sobie kogoś kto spełni Twoje oczekiwania ? Ja wiem, że to nie jest łatwe, żadne rozstanie nie jest łatwe jeszcze jak się było z kimś tak długi okres czasu.

13 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2014-03-17 00:05:13)

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Źle zrobiłaś, bardzo źle.
To druga, najgorsza dla związku rzecz po zdradzie.
Każdy musi mieć swoją przestrzeń i to nie podlega absolutnie żadnej dyskusji.
z drugiej strony, gdyby Cię naprawdę kochał/jeśli Cię naprawdę kocha, powinnaś dostać szansę na naprawienie tego, co spieprzyłaś.

I powiem ci jeszcze, że Ty również porzebujesz swojej przestrzeni, każdo z Was, każdy w związku.
i ma to być naturalne, nie powinno wymagać wyrzeczeń....musisz na tyle ufać partnerowi, by cieszyć się z tego, że ma swje pasje, swoich przyjaciół, że nie dusi się wyłącznie z Tobą.
W innym wypadku związek NIE MA SZANS na przetrwanie.

14

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
NieZnamSiebie napisał/a:

Źle zrobiłaś, bardzo źle.
To druga, najgorsza dla związku rzecz po zdradzie.
Każdy musi mieć swoją przestrzeń i to nie podlega absolutnie żadnej dyskusji.

Jestem pod wrażeniem, że ktoś to tak ocenia -- duszenie kogoś zaborczością stawiać na równi ze zdradą. Uważam identycznie... też byłem duszony, ale udało mi się jakoś wyrwać i trochę związek zreformować.

Tym facetom co się spakowali i wyszli się nie dziwię. Też bym tak zrobił, tylko że ja się obudziłem w klatce będąc już parę lat w małżeństwie.

15 Ostatnio edytowany przez kaja34 (2014-03-17 02:31:19)

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Sombra28 wiesz co mnie "uderzyło" w Twoim poście???? " miał dużo koleżanek". To ja Ci opiszę mojego eks męża, też dużo miał koleżanek raz poszłam z nim do Galerii, no więc pojechaliśmy windą najpierw na pierwsze piętro i podbiegła do niego, dużo młodsza dziewczyna. Pytałam Go skąd ją zna, coś zaczął mi opowiadać ale naprawdę jakoś się to nie kleiło no ale udałam że wierzę, nie chciałam psuć niedzieli. Po chwili zaproponował, że wypijemy  kawę i coś zjemy w kawiarni powiedziałam: "super", zjechaliśmy windą w tej Galerii no i kobieta (też jakaś małolata) w tej kawiarnii pracownica, po prostu powiedziała do niego: "cześć" nie "dzień dobry" tylko tak jakby się znali, podziękowałam mu za kawę bo się obraziłam i wyszłam, zaczął biec za mną i coś się tłumaczyć ale znowu tłumaczenie mu nie wyszło, zrozumiałam że coś z nim jest nie tak ale udałam że wszystko gra, znowu nie chciałam psuć  niedzieli. Od tego momentu zaczęłam baczniej mu się przyglądać i wiem, że tak nie powinnam robić ale raz wpadła mi w ręce Jego komórka i doznałam szoku. W komórce było chyba z dwadzieścia albo i więcej numerów do kobiet, nigdy mi nie mówił że ma aż tyle koleżanek gdy wrócił z pracy spytałam:  "co to jest?"  a byliśmy małżeństwem już prawie sześć lat, coś znowu nieskładnie tłumaczył zrozumiałam że przez te lata żyłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, od tego momentu żyliśmy tylko jeszcze rok ale już się nam nie układało, kiedyś po prostu pewnego dnia powiedziałam mu, że nie potrafię z nim być, nie chciał odejść ale w końcu dał sobie spokój bo nie umiałam z nim być. Opisałam Ci to po to, że ciesz się że nie byliście małżeństwem skoro Twój facet ma dużo koleżanek, to daruj sobie go na zawsze bo jak będziecie małżeństwem i będą dzieci, to też na pewno będzie się z nimi wszystkimi przyjaźnił ja nie chciałam takiego męża który przyjaźni się z dwudziestoma kobietami, dziwię się Tobie że w ogóle go chcesz kogoś z tyloma koleżankami. Mój jeszcze udawał, że zerwał te "przyjaźnie" ponoć dla mnie ale i tak nie wierzę że to zrobił. Pozdrawiam

16

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
kaja34 napisał/a:

Sombra28 wiesz co mnie "uderzyło" w Twoim poście???? " miał dużo koleżanek". To ja Ci opiszę mojego eks męża, też dużo miał koleżanek raz poszłam z nim do Galerii, no więc pojechaliśmy windą najpierw na pierwsze piętro i podbiegła do niego, dużo młodsza dziewczyna. Pytałam Go skąd ją zna, coś zaczął mi opowiadać ale naprawdę jakoś się to nie kleiło no ale udałam że wierzę, nie chciałam psuć niedzieli. Po chwili zaproponował, że wypijemy  kawę i coś zjemy w kawiarni powiedziałam: "super", zjechaliśmy windą w tej Galerii no i kobieta (też jakaś małolata) w tej kawiarnii pracownica, po prostu powiedziała do niego: "cześć" nie "dzień dobry" tylko tak jakby się znali, podziękowałam mu za kawę bo się obraziłam i wyszłam, zaczął biec za mną i coś się tłumaczyć ale znowu tłumaczenie mu nie wyszło, zrozumiałam że coś z nim jest nie tak ale udałam że wszystko gra, znowu nie chciałam psuć  niedzieli. Od tego momentu zaczęłam baczniej mu się przyglądać i wiem, że tak nie powinnam robić ale raz wpadła mi w ręce Jego komórka i doznałam szoku. W komórce było chyba z dwadzieścia albo i więcej numerów do kobiet, nigdy mi nie mówił że ma aż tyle koleżanek gdy wrócił z pracy spytałam:  "co to jest?"  a byliśmy małżeństwem już prawie sześć lat, coś znowu nieskładnie tłumaczył zrozumiałam że przez te lata żyłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, od tego momentu żyliśmy tylko jeszcze rok ale już się nam nie układało, kiedyś po prostu pewnego dnia powiedziałam mu, że nie potrafię z nim być, nie chciał odejść ale w końcu dał sobie spokój bo nie umiałam z nim być. Opisałam Ci to po to, że ciesz się że nie byliście małżeństwem skoro Twój facet ma dużo koleżanek, to daruj sobie go na zawsze bo jak będziecie małżeństwem i będą dzieci, to też na pewno będzie się z nimi wszystkimi przyjaźnił ja nie chciałam takiego męża który przyjaźni się z dwudziestoma kobietami, dziwię się Tobie że w ogóle go chcesz kogoś z tyloma koleżankami. Mój jeszcze udawał, że zerwał te "przyjaźnie" ponoć dla mnie ale i tak nie wierzę że to zrobił. Pozdrawiam

Ma dużo koleżanek - owszem, ale nie w ilościach o jakich wspominasz. Wszystkie je znam, a one wiedzą, że On jest ze mną i  wiedzą kim ja jestem. Po prostu  lubi utrzymywać kontakt z różnymi ludźmi, ja chyba mniej... Pracujemy w usługach/ sporcie (nie chce dokładnie precyzować na wszelki wypadek...) I z racji tego, że moja praca polega głównie na przebywaniu z ludźmi i ciągłym z nimi rozmawianiu, kiedy nie muszę to po prostu często nie mam na to już ochoty. Mam kilka swoich koleżanek i nie potrzebuje więcej znajomości...
On natomiast mógłby ciągle z kimś rozmawiać, ale WIEM że nie posuwał się do tego żeby szukać znajomości gdzieś poza naszą wspólna strefą... Nigdy nie miał 'koleżanek' o których bym nie wiedziała kim są. Nigdy też się z nimi sam nie spotykał, nie wisiał na telefonie. Po prostu plotkował i gadał o głupotach na facebooku i przez smsy...

Sytuacja, którą Ty opisujesz mnie by na pewno przerosła ale teraz już wiem, że każdy potrzebuje czegoś innego, może On lubił utrzymywać kontakt z ludźmi jeszcze w większym stopniu niż Mój ? Skoro zabrał Cię do kawiarni, w której kogoś znał to raczej nie po to żeby doprowadzic do sytuacji w której spotkasz jego kochankę ? Ale skoro tego nie akceptowałaś i nie chciałaś tak żyć to podjęłaś słuszną decyzję.

Ja natomiast chcę to zaakceptować i nie wchodzić już z butami w jego przestrzeń... Chcę pracować nad tym związkiem, nie być z kolejną osobą tylko 'na dobre' a jak już się robi źle to odpuszczać.....

Ps. Wczoraj wieczorem się nie powstrzymałam i napisalam mu smsa, z przyznaniem się do tego że wywierałam na nim presję i go osaczałam oraz z informacją, że chcę nad sobą pracować, jeśli nam na to pozwoli. Odpisał (nawet dosyć szybko)... że potrzebuje czasu i narazie wynajmie to mieszkanie i nic nie zmieni jego decyzji.

I wiecie co ? W głębi duszy chyba nawet takiej odpowiedzi chciałam.... Gdyby napisał, że wybacza, przyjedzie i razem to naprawimy to wiem, że by się nie udało. A dlaczego? Bo nadal wiedziałabym, że na moje skinienie jest obok i już.

Ale go nie ma a ja muszę sobie poradzić z tym sama wkońcu.....

17

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
kaja34 napisał/a:

Sombra28 wiesz co mnie "uderzyło" w Twoim poście???? " miał dużo koleżanek". To ja Ci opiszę mojego eks męża, też dużo miał koleżanek raz poszłam z nim do Galerii, no więc pojechaliśmy windą najpierw na pierwsze piętro i podbiegła do niego, dużo młodsza dziewczyna. Pytałam Go skąd ją zna, coś zaczął mi opowiadać ale naprawdę jakoś się to nie kleiło no ale udałam że wierzę, nie chciałam psuć niedzieli. Po chwili zaproponował, że wypijemy  kawę i coś zjemy w kawiarni powiedziałam: "super", zjechaliśmy windą w tej Galerii no i kobieta (też jakaś małolata) w tej kawiarnii pracownica, po prostu powiedziała do niego: "cześć" nie "dzień dobry" tylko tak jakby się znali, podziękowałam mu za kawę bo się obraziłam i wyszłam, zaczął biec za mną i coś się tłumaczyć ale znowu tłumaczenie mu nie wyszło, zrozumiałam że coś z nim jest nie tak ale udałam że wszystko gra, znowu nie chciałam psuć  niedzieli. Od tego momentu zaczęłam baczniej mu się przyglądać i wiem, że tak nie powinnam robić ale raz wpadła mi w ręce Jego komórka i doznałam szoku. W komórce było chyba z dwadzieścia albo i więcej numerów do kobiet, nigdy mi nie mówił że ma aż tyle koleżanek gdy wrócił z pracy spytałam:  "co to jest?"  a byliśmy małżeństwem już prawie sześć lat, coś znowu nieskładnie tłumaczył zrozumiałam że przez te lata żyłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, od tego momentu żyliśmy tylko jeszcze rok ale już się nam nie układało, kiedyś po prostu pewnego dnia powiedziałam mu, że nie potrafię z nim być, nie chciał odejść ale w końcu dał sobie spokój bo nie umiałam z nim być. Opisałam Ci to po to, że ciesz się że nie byliście małżeństwem skoro Twój facet ma dużo koleżanek, to daruj sobie go na zawsze bo jak będziecie małżeństwem i będą dzieci, to też na pewno będzie się z nimi wszystkimi przyjaźnił ja nie chciałam takiego męża który przyjaźni się z dwudziestoma kobietami, dziwię się Tobie że w ogóle go chcesz kogoś z tyloma koleżankami. Mój jeszcze udawał, że zerwał te "przyjaźnie" ponoć dla mnie ale i tak nie wierzę że to zrobił. Pozdrawiam

To chyba normalne, ze facet ma kolezanki/znajome. Tak jak kobiety maja kolegow.

18

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Właśnie się okazało, że kij ma zawsze dwa końce....

Dowiedziałam się, że wynajął pokój w mieszkaniu studenckim z dwiema studentkami, że ma zamiar się wyszaleć i poczuć studenckie życie, którego nie dane mu było wcześniej skosztować.  Umowę ma na dwa miesiące i tyle tam chce na pewno mieszkać...

Zapewne jak się wyszumi to pewnie będzie chciał wrócić.

Chciałam o niego zawalczyć ale teraz to już chyba nie ma po co....

19

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Daj sobie spoloj w takim razie. Tak jak napisalam, wyciagnij z tego zwiazku wnioski i zakoncz ten rozdzial. Znadziejsz sobie kogos z kim bedziesz szczesliwa.

20 Ostatnio edytowany przez kaja34 (2014-03-18 01:49:43)

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
LadyAnette napisał/a:
kaja34 napisał/a:

Sombra28 wiesz co mnie "uderzyło" w Twoim poście???? " miał dużo koleżanek". To ja Ci opiszę mojego eks męża, też dużo miał koleżanek raz poszłam z nim do Galerii, no więc pojechaliśmy windą najpierw na pierwsze piętro i podbiegła do niego, dużo młodsza dziewczyna. Pytałam Go skąd ją zna, coś zaczął mi opowiadać ale naprawdę jakoś się to nie kleiło no ale udałam że wierzę, nie chciałam psuć niedzieli. Po chwili zaproponował, że wypijemy  kawę i coś zjemy w kawiarni powiedziałam: "super", zjechaliśmy windą w tej Galerii no i kobieta (też jakaś małolata) w tej kawiarnii pracownica, po prostu powiedziała do niego: "cześć" nie "dzień dobry" tylko tak jakby się znali, podziękowałam mu za kawę bo się obraziłam i wyszłam, zaczął biec za mną i coś się tłumaczyć ale znowu tłumaczenie mu nie wyszło, zrozumiałam że coś z nim jest nie tak ale udałam że wszystko gra, znowu nie chciałam psuć  niedzieli. Od tego momentu zaczęłam baczniej mu się przyglądać i wiem, że tak nie powinnam robić ale raz wpadła mi w ręce Jego komórka i doznałam szoku. W komórce było chyba z dwadzieścia albo i więcej numerów do kobiet, nigdy mi nie mówił że ma aż tyle koleżanek gdy wrócił z pracy spytałam:  "co to jest?"  a byliśmy małżeństwem już prawie sześć lat, coś znowu nieskładnie tłumaczył zrozumiałam że przez te lata żyłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, od tego momentu żyliśmy tylko jeszcze rok ale już się nam nie układało, kiedyś po prostu pewnego dnia powiedziałam mu, że nie potrafię z nim być, nie chciał odejść ale w końcu dał sobie spokój bo nie umiałam z nim być. Opisałam Ci to po to, że ciesz się że nie byliście małżeństwem skoro Twój facet ma dużo koleżanek, to daruj sobie go na zawsze bo jak będziecie małżeństwem i będą dzieci, to też na pewno będzie się z nimi wszystkimi przyjaźnił ja nie chciałam takiego męża który przyjaźni się z dwudziestoma kobietami, dziwię się Tobie że w ogóle go chcesz kogoś z tyloma koleżankami. Mój jeszcze udawał, że zerwał te "przyjaźnie" ponoć dla mnie ale i tak nie wierzę że to zrobił. Pozdrawiam

To chyba normalne, ze facet ma kolezanki/znajome. Tak jak kobiety maja kolegow.

To jest normalne pod warunkiem, że nie sypia się z nimi akurat mam dowody że sypiał z niektórymi koleżankami:) ciekawe czy byłabyś taka tolerancyjna gdyby do Twojego męża non-stop wydzwaniały "koleżanki" i to co tydzień inna.

21

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
sombra28 napisał/a:

Właśnie się okazało, że kij ma zawsze dwa końce....

Dowiedziałam się, że wynajął pokój w mieszkaniu studenckim z dwiema studentkami, że ma zamiar się wyszaleć i poczuć studenckie życie, którego nie dane mu było wcześniej skosztować.  Umowę ma na dwa miesiące i tyle tam chce na pewno mieszkać...

Zapewne jak się wyszumi to pewnie będzie chciał wrócić.

Chciałam o niego zawalczyć ale teraz to już chyba nie ma po co....

Widzisz a nie mówiłam że trafił Ci się niezbyt ciekawy facet, za dużo koleżanek to niezdrowo czasami może coś z tego wyniknąć.

22

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Sombra a ty robisz cos w ogole z tym swoim kontrolowaniem? Pobujesz rozwiazac ten problem? Piszesz, ze wynajal sobie pokoj z dwiema studentkami i co myslisz, ze co tam beda robic? Krecic pornole zrobia tam sodome i gomore? Krecisz sobie filmy kobieto. Wkrecasz sobie teraz, ze gosc bedzie sie bawil i robil nie wiadomo co. Dziewczyno obudz sie. Masz problem, prawdopodobnie kazdy facet ktorego spotkasz skonczy jak twoj ex stlamszony, zniszczony przez nadmierna kontrole. Wy dziewczyny w ogole nie ufacie swoim facetom, jestem w szoku w tym poscie zawiazalo sie kolko kobiet kochajacych za bardzo, tlamszacych i kontolujacych swoich facetow. Jakbyscie sie czuly, gdyby wasz facet was tak kontrolowal i wyliczal z kazdego kolegi? Sprawdzal wasze komorki, komputer, chodzil za wami etc. Jeszcze co poniektore z was chca walczyc o facetow, ktorzy najnormalniej w swiecie sie puszczaja, gdzie jest wasze poczucie godnosci laski? Faceci nie sa zwierzyna, ktora ma leciec na skinienie raczka, tupniecie nozka. Polecam wam ebooka E. Herzyk o kobietach ktore kochaja za bardzo, ktorego mozna przeczytac na stronie Fundacji Kobiecego Serca. Chyba najwyzszy czas zamienic kontrolowanie kogos na kontrolowanie siebie. Pozdrawiam.

23

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
kattyen napisał/a:

Sombra a ty robisz cos w ogole z tym swoim kontrolowaniem? Pobujesz rozwiazac ten problem? Piszesz, ze wynajal sobie pokoj z dwiema studentkami i co myslisz, ze co tam beda robic? Krecic pornole zrobia tam sodome i gomore? Krecisz sobie filmy kobieto. Wkrecasz sobie teraz, ze gosc bedzie sie bawil i robil nie wiadomo co. Dziewczyno obudz sie. Masz problem, prawdopodobnie kazdy facet ktorego spotkasz skonczy jak twoj ex stlamszony, zniszczony przez nadmierna kontrole. Wy dziewczyny w ogole nie ufacie swoim facetom, jestem w szoku w tym poscie zawiazalo sie kolko kobiet kochajacych za bardzo, tlamszacych i kontolujacych swoich facetow. Jakbyscie sie czuly, gdyby wasz facet was tak kontrolowal i wyliczal z kazdego kolegi? Sprawdzal wasze komorki, komputer, chodzil za wami etc. Jeszcze co poniektore z was chca walczyc o facetow, ktorzy najnormalniej w swiecie sie puszczaja, gdzie jest wasze poczucie godnosci laski? Faceci nie sa zwierzyna, ktora ma leciec na skinienie raczka, tupniecie nozka. Polecam wam ebooka E. Herzyk o kobietach ktore kochaja za bardzo, ktorego mozna przeczytac na stronie Fundacji Kobiecego Serca. Chyba najwyzszy czas zamienic kontrolowanie kogos na kontrolowanie siebie. Pozdrawiam.

kattyen ja już to zrozumiałam. Ale bądźmy szczerzy, w związku w którym jest miłość wspólnie można wiele pokonać, i nad wieloma rzeczami pracować. Nie jestem idealna, ale on też nie był. Kontrolowałam bo nigdy przez 3 lata nie usłyszałam zapewnienia, że chce ze mną być w przyszłości. Więc szukałam odpowiedzi dlaczego tak jest.... Nie tłumacze się, wiem że postępowałam błędnie, ale prawda chyba w tym wypadku leży gdzieś po środku.

Jeśli zerwał kontakt a od wspólnych znajomych, którzy wiedzą co u niego słysze 'daruj go sobie, gówniarz jak widać musi się jeszcze wyszumieć' i kilka szczegółów w jaki sposób, to chyba o miłości tu nie mówimy...

Bo gdyby kochał, nie ranił by bardziej takimi rewelacjami o jego nowym życiu, dał by czas a nie wpadł w wir wolności, imprez, dziewczyn... I to od razu po przeprowadzce.

Może zabiłam w nim miłość a może po prostu nigdy jej nie było...

24

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Mozliwe, ze nigdy nie zapewnil Cie o wspolnej przyszlosci bo widzial co sie dzieje. Bylas, bo bylas, znudzilo mu sie i sobie poszedl. Milosci to chyba raczej nie bylo, bo milosc sie nie konczy, moze predzej zauroczenie, ktore mu szybko przeszlo. Zreszta w takich zwiazkach po pewnym czasie pozostaje tylko wspoluzaleznienie a w tym wypadku to raczej ty sie wkrecilas, nie on - bo on sie wylogowal z bajki. Wiem, sama po sobie i po dwoch latach terapii, ze osoby, ktore kontroluja, ograniczaja i trzymaja sie rozpadajacych zwiazkow maja niskie poczucie wartosci.Ja wiem jak to jest kiedy sie boisz, ze ktos cie oszukuje, kiedy wkrecasz sie w spirale paranoi.  Zapewnienia o wspolnej przyszlosci moze nie dac Ci nikt, po co Ci to zreszta? Jeszcze w takim zwiazku? Przeciez ty caly czas zylas w jakims irracjonalnym leku, szukalas poczucia bezpieczenstwa w zwiazku na zewnatrz siebie,myslalas ze da Ci je jakis koles, takich kolesi mozesz jezszcze spotkac 20 i zaden z nich ci moze tego nie dac. Bezwarunkowego poczucia bezpieczenstwa, bezwarunkowej milosci szukaj najpierw u siebie a jak je znajdziesz to juz nie bedziesz ladowac sie w takie zwiazki, bo spotkasz wtedy mezczyzne, ktory bedzie cie szanowal i kochal nie za cos tam ale za to, ze jestes i wtedy zadne zapewnienia, papierki, pierdzionki i inne bzdury nie beda ci potrzebne zeby czuc sie bezpiecznie, bo bedziesz znac swoja wartosc i nawet jezeli znowu nie wypali, to wiesz ze masz siebie i pojdziesz do przodu. Nie zalamuj sie kobieto, tylko odrob lekcje jaka zadalo ci zycie, pracuj nad tym zeby czuc sie wartosciowa, wspaniala kobieta. A wtedy zobaczysz wszystko sie ulozy. Pozdrawiam.

25

Odp: Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...
kaja34 napisał/a:
LadyAnette napisał/a:
kaja34 napisał/a:

Sombra28 wiesz co mnie "uderzyło" w Twoim poście???? " miał dużo koleżanek". To ja Ci opiszę mojego eks męża, też dużo miał koleżanek raz poszłam z nim do Galerii, no więc pojechaliśmy windą najpierw na pierwsze piętro i podbiegła do niego, dużo młodsza dziewczyna. Pytałam Go skąd ją zna, coś zaczął mi opowiadać ale naprawdę jakoś się to nie kleiło no ale udałam że wierzę, nie chciałam psuć niedzieli. Po chwili zaproponował, że wypijemy  kawę i coś zjemy w kawiarni powiedziałam: "super", zjechaliśmy windą w tej Galerii no i kobieta (też jakaś małolata) w tej kawiarnii pracownica, po prostu powiedziała do niego: "cześć" nie "dzień dobry" tylko tak jakby się znali, podziękowałam mu za kawę bo się obraziłam i wyszłam, zaczął biec za mną i coś się tłumaczyć ale znowu tłumaczenie mu nie wyszło, zrozumiałam że coś z nim jest nie tak ale udałam że wszystko gra, znowu nie chciałam psuć  niedzieli. Od tego momentu zaczęłam baczniej mu się przyglądać i wiem, że tak nie powinnam robić ale raz wpadła mi w ręce Jego komórka i doznałam szoku. W komórce było chyba z dwadzieścia albo i więcej numerów do kobiet, nigdy mi nie mówił że ma aż tyle koleżanek gdy wrócił z pracy spytałam:  "co to jest?"  a byliśmy małżeństwem już prawie sześć lat, coś znowu nieskładnie tłumaczył zrozumiałam że przez te lata żyłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, od tego momentu żyliśmy tylko jeszcze rok ale już się nam nie układało, kiedyś po prostu pewnego dnia powiedziałam mu, że nie potrafię z nim być, nie chciał odejść ale w końcu dał sobie spokój bo nie umiałam z nim być. Opisałam Ci to po to, że ciesz się że nie byliście małżeństwem skoro Twój facet ma dużo koleżanek, to daruj sobie go na zawsze bo jak będziecie małżeństwem i będą dzieci, to też na pewno będzie się z nimi wszystkimi przyjaźnił ja nie chciałam takiego męża który przyjaźni się z dwudziestoma kobietami, dziwię się Tobie że w ogóle go chcesz kogoś z tyloma koleżankami. Mój jeszcze udawał, że zerwał te "przyjaźnie" ponoć dla mnie ale i tak nie wierzę że to zrobił. Pozdrawiam

To chyba normalne, ze facet ma kolezanki/znajome. Tak jak kobiety maja kolegow.

To jest normalne pod warunkiem, że nie sypia się z nimi akurat mam dowody że sypiał z niektórymi koleżankami:) ciekawe czy byłabyś taka tolerancyjna gdyby do Twojego męża non-stop wydzwaniały "koleżanki" i to co tydzień inna.

Akurat ja mówiłam o zwykłych koleżankach. Chłopak mojej przyjaciółki często rozmawia ze swoimi koleżankami i to różnymi i jakoś jej nie zdradza. Myślisz, że każdy jest taki jak Twój mąż ? No to chyba się mylisz. Trzeba odróżniać koleżanki od kochanek wink

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odszedł, a ja zrozumiałam jak Go krzywdziłam...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026