Hej dziewczyny! Mam nadzieje ze nie będziecie mi miały za złe jeśli wrzucę tu swoją historię...Mam 26 lat, trzy lata temu byłam narzeczoną swojego normalnego chłopaka, który był dobrym człowiekiem. Zaplanowane wesele zresztą zaplanowane całe życie. Pierwszy dzień w nowej pracy...zobaczyłam go, mojego szefa i domyślałam się jakim jest typem mimo to pojawiło się dziwne uczucie że będzie miał wpływ na moje życie...szybko odgoniłam te myśli! Jak to w korporacjach bywa bardzo szybko dowiedziałam się od życzliwych że G jest 11 lat ode mnie starszy, rozwodnik, dwójka dzieci i najsłynniejszy kobieciarz w firmie, tą miał tamtą miał itd...poczułam dziwną nienawiść. Po kilku miesiącach zaczął smolić do mnie cholewki w pracy, pomyślałam wtedy hola hola źle trafiłeś a ja nie będę kolejną do kolekcji. Był bardzo przystojny, podobał się kobietą i uwielbiał je podrywać...czułam do niego pogardę..seksista! Opowiadałam mojemu facetowi jakim idiotą i dupkiem jest mój szef. Nie pamiętam kiedy przyśnił mi się pierwszy raz...pomyślałam idiotka ale przyłapałam się na tym, że coraz częściej o nim myślałam. Wszystkie jego głupie zaloty odrzucałam z pogardą ale serce jakoś dziwnie mi biło. Pamiętam jak dziś ten dzień. Wracałam z pracy.Dźwięk tel. Sms. Jaki on jest bezczelny pomyślałam... napisał do mnie. Głupoty coś tam o kawie itd. Odpisałam! Nie wiem dlaczego. Zaczęliśmy pisać ze sobą o wszystkim i o niczym ale w pracy zachowaliśmy dystans. Umówiłam się z nim. Coś strasznie mnie do niego ciągnęło. Spędziliśmy miły wieczór ja się trochę ubzdryngoliłam opowiedziałam mu cała historie życia i moje plany na przyszłość. On oczywiście nie pił, prowadził. Miałam straszną ochotę go pocałować zachowywałam się jak kretynka ale nie wykorzystał tego. Zawiózł mnie grzecznie do domu. Od tego spotkania wszystko sie zaczęło. Długie rozmowy, ciągłe smsy, spotkania. Zaprosił mnie do siebie i stało się. Kochałam się z nim i pomyślałam że dałam się podejść jak dziecko. Byłam kolejną w kolekcji, zdradzałam swojego faceta, okłamywałam rodziców kiedy spędzałam z nim noce. Najgorsze było to ze go kochałam. Prosił mnie żebym zostawiła faceta, zamieszkała z nim..w pracy zaczął okazywać mi zbyt dużo uwagi...oj nie podobało się to innym. Zwodziłam go. Mówiłam mu że zostawię narzeczonego, że potrzebuję czasu ale dobrze wiedziałam , że nie odważne się na to. Wychowałam się w porządnej rodzinie. Nigdy by mi tego nie wybaczyli. Mój A był dla mnie zawsze bardzo dobry ale z czasem wszystko zaczęło mi w nim przeszkadzać, zaczęłam się brzydzić własnym facetem, ciągle go oszukiwałam. Jestem potworem. Wyrzuty sumienia nie dawały mi żyć. G stał się wręcz natarczywy, nalegał żebym zostawiła A. Znał nasz układ ale nie chciał dzielić się z innym facetem. To co przeżyliśmy razem to było cudowne. Idealnie do siebie pasowaliśmy...jak ja go kochałam. Cała sytuacja bardzo mnie męczyła. Byłam egoistką. Okazało się, że G męczyło o jeszcze bardziej bo skończył ze mną. Powiedział, że nie chce być kochankiem i to koniec. Boże jak ja ciężko płakałam...myślałam że blefuję zaczęłam do niego dzwonić...odebrała kobieta. Serce pękło mi na milion kawałków. Życie straciło sens ale przecież miałam A, plany na przyszłość. Musiałam oglądać go codziennie w pracy widziałam jak rechocze z innymi widziałam też kobiety z którymi przyjeżdża do pracy. Nienawidziłam go tak bardzo jak go kochałam. Schudłam chyba 7 kg, każde wyjście do pracy było koszmarem.Musiałam o nim zapomnieć. Zaczęłam nalegać żebyśmy przyspieszyli ślub z A. W pracy unikałam G jak mogłam próbowałam sprawiać wrażenie szczęśliwej. To właśnie go bolało. Im częściej sie uśmiechałam tym częściej dostawałam reprymendę od szefa kiedy rozmawiałam z innym facetem potrafił zabrać mi pręmie. Zaczął pastwic sie nade mną. Któregoś dnia nie wytrzymałam wyrzygałam mu bardzo wiele wiedziałam ze to mobbing i powiedziałam że pojde z ty do dyrekcji. Widziałam jego złość ludzie w około stali z otwartymi ustami.Na drugi dzień w pracy powiedział mi że mnie kocha...rozpłakałam sie. Poprosił o spotkanie, a ja jak ćma do światła...zgodziłam się. Patrzyłam na jego kanapę i wyobrażałam sobie kobiety którymi się tutaj opiekował...łzy napłynęły mi do oczu. Prawie pobiłam go gdy próbował mnie dotknąć, brzydzę się tobą powtarzałam mu codziennie.Kochałam go. Wiedziałam wtedy że muszę porozmawiać z A ale nie potrafiłam. Pamiętam dzień kiedy uklęk przede mną w pracy Ci, którzy to widzieli znienawidzili mnie na amen. W pracy nie miałam życia. Zbliżała się Wielkanoc, patrzyłam na A i już wiedziałam co dalej będzie. Poprosiłam, żeby wyszedł z mojego domu powiedziałam ,ze nie chce z nim być. Nie wiedział co się dzieje, wyszedł. Mama patrzyła na mnie zdezorientowana. Powiedziałam:" mamo wyprowadzam sie". Myślała, że mi odbiło. Zadzwoniłam do G. Zostawiłam wszystko, znajdzie się dla mnie miejsce u Ciebie-powiedziałam. Nie wierzył. Cztery dni później w wielki czwartek siedziałam w dostawczym aucie razem z moim dobytkiem. Byłam przerażona. Tel się nie kończyły raz rodzice, raz rodzeństwo potem znów A. Wytłumaczyłam mamie przez tel. Była w szoku. Byłam pewna, ze rodzice mi nie wybaczą...wybaczyli. Z A nigdy już się nie zobaczyłam, nie miałam odwagi. Skrzywdziłam go strasznie ale on tez nie walczył o mnie.W pracy ludzie mnie nienawidzili.Zakłady trwały...kiedy G kopnie mnie w dupę. Zmieniłam pracę. Minęły dwa lata, szczęśliwe lata. Jestem z człowiekiem, którego kocham noszę pod sercem dziecko...nasze dziecko. Moje szczęście zakłócają inne problemy...uroki życia z rozwodnikiem, który ma już dzieci i byłą żonę która nienawidzi mnie i mojego dziecka...Ale o tym innym razem jeśli będziecie chciały usłyszeć. Przepraszam za tak długi post.