Witam wszystkie Panie
Bardzo ciężko jest mi podjąć decyzje o rozwodzie.
Jestem po ślubie 4 lata mamy 3 letniego przewspaniałego syna. Żałuje że wzięłam ślub.Łatwiej było by odejść nie mając go.
Problem polega na tym że mąż od samego początku małżeństwa mi nie pomagał, poniżał, wmawiał mi zdrady.Przy każdym problemie o którym chciałam porozmawiać zaraz się unosił krzyczał żebym dała mu spokój i w rezultacie wychodził z domu.Nigdy nie zważał na to że dziecko śpi i tak i tak krzyczał. Gdyby tego było mało to w zeszłym roku sprzedał obrączki i pierścionek zaręczynowy(nie zrobiłam mu awantury a może powinnam) tylko przyszłam porozmawiałam dlaczego tak zrobił.Obiecał że wykupi i oczywiście do tej pory nic z tym nie zrobił. Kilka miesięcy potem zaciągnął kredyt na 1.500tys. i gdyby nie to że sprzątałam u niego w szafie to bym się o tym nie dowiedziała, ponieważ znalazłam umowę o kredyt. Oczywiście nie potrafił powiedzieć na co przeznaczył te pieniądze. Jakoś przebolałam to wszystko dla dobra dziecka. Ale cały czas siedzi to w mojej głowie nie potrafię mu tego zapomnieć czuję się jak by mnie zdradził. Nie po tafie już od dłuższego czasu z nim się kochać. Robiłam to tylko dlatego bo on chciał ale nic nie czułam.Jak gdyby wszystko co do niego czułam zgasło. Próbowałam za wszelką cenę utrzymać ten związek lecz z dnia na dzień jest coraz gorzej. Nigdy nie mogłam iść normalnie do siostry posiedzieć pogadać bo zaraz były pretensję krzyki itp. tak samo jak przy spotkaniu z koleżanką. Nie można z nim nigdzie wyjść bo zaraz narobi obciachu. Ja studiuje 5 rok daleko od domu na weekendach i już miałam dość ciągłego jeżdżenia w tą i z powrotem do domu przez 3 dni. Więc po 4 latach (jeżdżenia w ten sposób)postawiłam zostawać tam na noc to zabiło się jeszcze gorzej. Nie potrafił zrozumieć że jestem wycieńczona jeżdżąc tyle kilometrów.W spomne również że gdy jestem w szkole to on się dzieckiem nie zajmuje tylko albo jego rodzice albo moi. Nawet chwili z dzieckiem nie posiedzi przez weekend z wyjątkiem niedzieli gdy jest obiad u niego rodziców.
Kłótnie u nas miały miejsce dzień w dzień. Chyba że robiłam tak jak ON sobie zażyczył wtedy było Ok. Nie czuję że żyje czuję się jak w wiezieniu fizycznym i psychicznym.
Dostawał tyle szans i żadnej nigdy nie wykorzystał. Nic się nigdy nie zmieniało i było gorzej.Teraz gdy zaczęłam się poważnie zastanawia nad rozwodem to po prosiłam go o spakowanie swoich rzeczy i wyprowadzenie się. Powiedziałam mu że chce separacji.
Kilka krotnie mnie nachodził w domu z samego rana gdy jeszcze spałam i płakał przepraszał błagał nawet posunął się do tego że się zabije. Ja nie chce mieć go na sumieniu bo bym się zadręczyła nie potrafiłabym sobie z tym. Zniszczyłabym życie dziecku i sobie. Cały czas otrzymuje od niego sms że mnie Kocha i chce by z nami chce się spotyka rozmawia ale ja nie chce ja mam dość tego. Chce w końcu poczuć się szczęśliwa ale tak jak wcześniej wspomniałam bardzo się boje tego że gdy złoże pozew o rozwód to naprawdę zrobi to o czym mówi.
Proszę was pomóżcie mi doradźcie. Szkoda mi jest tego wszystkiego zakańczać ale i tyle tak można życ w takim związku. Chce by szczęśliwą kobietą z moim synem.