Mam 35 lat zakochalam sie w mezczyznie 8 lat temu ktory oklamal mnie na samym starcie ze mieszka z bratem a nie z zona i dzieckiem.
Wybaczylam, ale rownoczesnie bylam wyrozumiala w kwestii widywania sie z synem, otoz ; byla zona przez kolejne 5 lat zabraniala syna brac gdziekolwiek, miejsce spotkan byl zawsze dom dziecka lub dom dziadkow.
Bylismy bardzo szczesliwi, ale wszystko topila niepewnosc dlaczego nic nie robi z jej decyzjami, rzadzila i wymuszala rozne rzeczy uzywajac dziecka.
Po 5 latach czulam ogromne zmeczenie niewiadoma i czekaniem w co drugi wieczor w domu.
Byly klutnie, prosby o zmiane tego wszystkiego.
Kazdy weekend sama w domu, i 2-3 wieczory w tygodniu.
Klutnie przerodzily sie w zlosc i brak zaufania, nadal sie nic nie zmienialo z jego strony. Chcialam miec normalne zycie, dom gdzie bedzie mogl jego i moja rodzina wejsc kiedy chce.
W kilku tygodniach zalamal sie caly swiat w mojej glowie, nie czulam ze mam osobe ktora cos robi dla siebie, dla nas i dla tego zniewolonego syna.
Zmienilam prace i tam pojawil sie facet, nie przystojny nawet! ale bylo zainteresowanie z jego strony moja osoba. Sam, bez przeszlosci.
Stracilam wszstkie wartosci jakimi sie kierowalam w moim zwiazku i zaczelam sie umawiac z kims kto wywolywal we mnie lek, strach i nieufnosc.
Pamietam jedna noc ze siedzialam na lozku obok niego i poplakalam sie co zrobilam chcialam wszystko odwrocic, ale bylo za pozno. Zylam w leku ze strace wszystko, ciagnelam swoj dlugoletni zwiazek i spotykalam sie z nowym facetem raz w tygodniu raz na 2 tygodnie, bo on tak wybieral.
Po 6 miesiacach moj partner dowiedzial sie o wszystkim, taka gra trwala jeszcze 1,3roku i wreszcie zobaczylam przed soba bardzo zaniedbanego mezczyzne, schorowanego i nadal zakochanego.
Znalazlam dopiero sile zeby uporzadkowac zycie po 1,3 roku i podjelismy decyzje ze bedziemy probowac odbudowac prawie 7 letni zwiazek.
Dzisiaj jestesmy zmeczeni bardzo obydwoje, ja ciaglym czekaniem na okazywanie uczuc on brakiem wiary ze cokolwiek wyjdzie.
Kochalam i kocham bardzo, on mowi ze juz nie chce nic, bo nic nie czuje i jest zmeczony.
CZY KTOS MI POMOZE, CO MAM ROBIC??