Witam. Postanowiłam założyć wątek w którym mogą się zintegrować przyszłe panny młode które mają nerwice.Ślub to nie wątpliwie najpiękniejszy dzień w życiu, co zrobić jak nie potrafimy sobie poradzić z nerwami i stresem? Proszę napiszcie jak zamierzacie sobie poradzić w tym dniu, może jakoś wspólnie będziemy się wspierać:)Ja mam nerwice. W stresujących sytuacjach robi mi się słabo,nie dobrze, czuję wewnętrzną panikę z którą nie mogę sobie poradzić. Ręce mi się trzęsą. Za 3 miesiące wychodzę za mąż. Staram się myśleć pozytywnie, że będzie dobrze, że będę się po prostu cieszyć a nie denerwować. Na wszelki wypadek chyba wezmę tabletkę na uspokojenie.
Podobne tematy
A co stresuje Cię, związanego z tym dniem?
Co za nerwicę dokładnie? Leczysz ją? Nie jakimiś domowymi sposobami czy doraźnym uspokajaczem, tylko tak konkretnie, poważnie?
Nerwice spowodowane są lękami. Czego się boisz? Zwykle biorąc ślub zakłada się, że będzie tylko lepiej.
Toteż pytam: bo jeśli samą ceremonią to naprawdę.... wierz mi; nie ma czym ![]()
Pytacie czym się stresuję. Tym, że podczas ceremonii zrobi mi się słabo, nie dobrze, że będą mi się trzęsły ręce, że zaschnie mi w gardle i nie będę w stanie wypowiedzieć przysięgi małżeńskiej, że się pomylę, zająkam, pomylę imię narzeczonego lub zrobię cokolwiek innego. Boję się że spanikuję, na samą myśl dre do łazienki;p
Przyszłego męża jestem pewna, wiem że chcę spędzić z nim resztę życia ale mam przykre doświadczenia które czasem mnie jeszcze męczą. Kilka lat temu zmarł mój poprzedni narzeczony, mój ojciec jest alkoholikiem. Bardzo przykre doświadczenia wyniosłam z dzieciństwa i młodości i boję się że coś nie wyjdzie. Tak jakby boję się być szczęśliwa, boję się żeby to wszystko się nie skończyło i żebym nie zwariowała. Lekarz powiedział tylko że to nerwica i przepisał mi hydroxyzinum, kazał brać magnez z potasem.Wiem, że sama sobie dużo wkręcam nie potrzebnie. Że za dużo myślę, wszystko analizuje, rozpamiętuje - nie potrzebnie.
Mieszkam za granicą,nie mam tu rodziny ani przyjaciół, myślę że to też mnie dołuje, za rok chcemy z narzeczonym wrócić do Pl na stałe i myślę,że wtedy będzie lepiej. Nie mam tu możliwości pójść do psychologa bo nie znam aż na tyle dobrze języka a polskiego psychologa akurat tu nie ma. Chce poradzić sobie sama tylko potrzebuję mieć kogoś kto mnie nakieruję. Podsumowując boję się tego co jest ważne, żeby kogoś nie zawieść, żeby być wystarczająco dobrą dla przyszłego męża i żeby mój organizm nie płatał mi figli.
Na problemy natury psychicznej nie poradzę, bo nie jestem lekarzem. Z kwestiami lęków przedślubnych można sobie jednak poradzić. Wystarczy tylko je oswoić, przygotowując scenariusz, jak sobie w różnych sytuacjach pomóc.
Tym, że podczas ceremonii zrobi mi się słabo, nie dobrze,
Wyśpij się przed ślubem. Zjedz porządne śniadanie. Wykluczy to omdlenia spowodowane słabością organizmu.
Jeśli bierzesz ślub kościelny, unikaj dekoracji kwiatowych np z lilii - ich intensywny zapach może przyprawić o mdłości. Nie zaciskaj za mocno gorsetu, łatwiej będzie oddychać ![]()
że będą mi się trzęsły ręce,
Mocno ściskaj dłoń Młodego albo wianek ![]()
Pomyśl również, że to dzień pełen emocji, więc takie rzeczy mogą się zdarzyć. To przecież nic wielkiego.
że zaschnie mi w gardle i nie będę w stanie wypowiedzieć przysięgi małżeńskiej
Niech świadkowa ma w torebce wodę. W razie zacięcia, poratuje Cię łykiem płynu.
że się pomylę, zająkam, pomylę imię narzeczonego lub zrobię cokolwiek innego.
To Twój dzień i wszystko zostanie Ci wybaczone. Wiele Młodych Par zacina się przy przysiędze, wybucha nerwowym śmiechem lub płacze ze wzruszenia. To wszystko są potrzebne w tym dniu emocje.
Zrób sobie listę rzeczy, których się obawiasz i na każde znajdź rozwiązanie. Jak się coś przydarzy, będziesz miała plan naprawczy.
Pamiętajmy, że osoby dotknięte nerwicą nie funkcjonują na zasadzie: "Nie bój się, ślub to nic strasznego" - "Aha, dzięki, to już się nie boję".
Ja na przykład panicznie bałam się iść do sklepu. Czego tu się bać, prawda? A mnie przy drzwiach mieszkania blokowało, wybuchałam płaczem, biegiem wracałam do pokoju i chowałam się pod stół.
Autorko, ja bym poczekała ze ślubem do czasu wyzdrowienia, a przynajmniej do czasu Waszego powrotu do Polski (bo wtedy poczujesz się lepiej).
Pomysł z przygotowaniem sobie scenariusza "co zrobić w razie..." jest całkiem dobry.
Na pewno tak zrobię.Nie ma możliwości przełożenia ślubu ponieważ wszystko jest już gotowe, goście zaproszeni. Bardzo tego chce, porostu się boję. Mój narzeczony też strasznie się denerwuje, myślę, że będziemy się razem wspierać. Muszę sobie wbić do głowy że będzie dobrze i będzie pięknie. Tylko że to jest tak: ja sobie pomyślę: nie denerwuj się będzie wspaniale i na chwilę się uspokajam a za jakiś czas znowu to samo się ze mną dzieje.
Pelaśka, nawet jak się pomylisz podczas przysięgi, jak rozbijesz kieliszek nie w tym samym momencie co twój mąż, albo nie pokroisz dobrze tortu -NIEWAŻNE
Ciesz się nie formą, ale tym czasem wspólnym. Ślub się ZAWSZE wspomina; nieważne, czy był dobry czy nie - nie pozwól sobie samej zepsuć tych fajnych chwil. Podejdźcie do tego na totalnym ludzie- tak naprawdę niewiele się to wszystko różni od wyjścia na Andrzejki do znajomych.
Strasznie wam wszystkim dziękuję za słowa otuchy, nie liczyłam na aż tyle odpowiedzi.
Gdy poziom mojego stresu sięga zenitu zaczynam się śmiać, do łez i bez opamiętania ![]()
Oczywiście podczas zakładania obrączek tak się roześmiałam, że nie mogłam się prawie do końca mszy uspokoić
Mąż nawet nie próbował się na mnie patrzeć bo wiedział, że każde jego spojrzenie będzie jak katalizator. Nawet ksiądz komentował, że młoda już taka radosna ;P Na filmie słychać tylko "x przyjmij tę obrączkę... i bełkot przez śmiech, a później śmiech całego kościoła.
Myślę, że ślub jest takim dniem, że wolno nam trochę przyświrować, a każdą mniejszą czy większą wpadkę, warto traktować z przymrużeniem oka ![]()
Proponuję zacząć terapię u psychologa równolegle z terapią lekami u psychiatry. Wiem co piszę, bo miałam podobnie. Ciężko było mi się wybrać do tych specjalistów, ale uwierz mi, że domowe sposoby , ziółka i porada koleżanki NIC TU NIE PORADZĄ. Ty masz nawet poważniejsze objawy niż ja!! Dzięki terapii, przebrnęłam przez ślub bez szwanku, a za to mój wiecznie opanowany mąż zaciął się przy przysiędze parę razy i zaczerwienił jak burak ;-)
Zacznij jak najszybciej!!!
nie mam czasu czytać całego wątku ale odpowiem co mi pomogło
zaznaczam ze nie mam zdiagnozowanej nerwicy, ale jestem tez nerwowado tego stopnia że jak się panicznie wkurze to kończy się wymiotami i też się bałam jak będzie na ślubie
to mi pomogło może i tobie się przyda:
- wypij rano lampkę szampana ( przed fryzjerem i całym szumem jakiego za chwile byćmoże doswiadczysz) - pomaga :-)
- zadbaj o to o co możesz zadbać i jak najwięcej zaplanuj tak byś była sopkojna i nie musiała ganiać za niczym w dniu slubu (jesli ci to pomoże ustal nawet kolor kwiatków na torcie, zlec dekoracje, przerzuć na sale przywiezienia ciast i rorta - jeśli to niemozliwe niech zrobi to cukiernia, boisz sięo ojca ktory to mazajmować sie alkocholem- jako ojciec panny m - przerzuć obowiązek na świadka)
- biosz się o przysięge i kościół (wyobraź sobie ze wszyscy sa wbieliźnie- mi pomogło do tego stopnia, że aż zachciało mi się śmiać)
- i pamiętaj ślub jest przedewszystkim dla Ciebie - daleka kuzynka albo ciocia z afryki nie zwróci uwagi na niedociągniecia, ktore ty zauażysz
- nawet jeśli poczujesz sie słabo i zechcesz wyjsc z koscioła - no to cz?!!!!!! zawsze mozesz za chwile wrócic !!!!! - to Twój dzień i to czy zrobisz wszystko jak w katalotu to tylko od Ciebie zalezy, a czy bedziesz przez to mniej kochać męza - nie
- stres zawsze jest mniejszy lub wiekszy i twoja przypadłosć nie musi zawazyc nad tym czy ślub bedzie udany, większość panien młodych się denerwuje :-)
głowa do góry to TWÓJ dzień i bedzie dla Ciebie kazda chwila, nawet jak sie podkniesz to co? :-)) bedzie smiesznie i tyle :-) a tyza pare sekund bedziesz sie siac z tego co nie wyszło i pamietac to co było idealne
A weź przestań z tą radą wychodzenia z kościoła! Jeszcze pan młody pomyśli, że zwiewa. Wytrzymać w tym gorsecie oćby nie wiem co!
Najlepsza byłaby opcja ślub cywilny bo w urzędzie cała akcja trwa niecałe 10- minut.
Młody na pewno wie co dolega jego wybrance i wie jak bardzo sie denerwuje ( a opcja zaczerpniecia powietrza jest lepsza niż omdlenie czy zwymiotowanie na białą uknię) :-)
a w radzie chodziło raczej o to że nie ma rzezy których nie da się odwrócić, ze nawet jak coś się posypie to zawsze mozne wrócić
Najlepsza byłaby opcja ślub cywilny bo w urzędzie cała akcja trwa niecałe 10- minut.
O ile wiem, to i nawet ślub kościelny może trwać z jakieś 10-15 min...
Zdecydowaliśmy się na ślub kościelny juz 2 lata temu. Wtedy było wszystko dobrze. Czym bliżej tym po prostu więcej nerwów i stresów. Ślub kościelny 15 minut? Nie słyszałam o takim rozwiązaniu:)
Staram się myśleć pozytywnie, ze to nasz dzień. Że będzie jak chcemy, że goście nie będą zwracać uwagi na detale, tylko poprotu przyszli na imprezke:)
Jak cię to pocieszy to też mam podobne obawy do Twoich, a największą z nich jest, że się potknę w kościele i zatnę przy wypowiadaniu przysięgi
Jakieś dwa lata temu nie wyobrażałam sobie ślubu kościelnego, wmawiałam sobie że to nie dla mnie, że stres mi na to nie pozwoli. A co najlepsze to nikt by nie powiedział że ze mnie taki cykor. A teraz im bliżej tym jakoś się z tym oswoiłam i nawet nie mogę się doczekać fajnej zabawy
Raz się żyje.
Ślub kościelny 15 minut? Nie słyszałam o takim rozwiązaniu:)
A jednak i takie się zdarzają
Ale rzadko kiedy... To są głównie śluby bez mszy świętej. Ewentualnie może być też tak, że jest np. normalna msza wieczorna i po tej mszy para młoda podchodzi do ołtarza i wtedy kapłan udziela im sakramentu małżeństwa.
nasz "dzień" jest za tydzień i jest ze mną coraz gorzej...mam momenty że wybucham płaczem na samą myśl. boję się że zepsuję mojemu R. ten dzień. po prostu sama świadomość że wszyscy dookoła patrzą i patrzą, że będę w centrum uwagi...nie umiem sobie wmówić że to nic takiego! dodatkowo mam obawy co będzie po. nie mogliśmy urządzić mieszkania, musimy wszystko załatwić po weselu, a wygląda na to że R. 10 dni po wyjedzie służbowo za granicę i zostanę sama, w nowym miejscu...nie wiem, ale przeraża mnie to i nie umiem się cieszyć, a wszyscy dookoła już przygotowują i pytają czy się już stresuję...zastanawiam się na tabletkami uspokajającymi...
Wiecie co? pomogłyście mi trochę:) Teraz te "czarne" myśli staram się zastąpić tymi pozytywnymi, że będzie fajnie,że wszyscy się denerwują przed ślubem.Że jak zrobi mi się słabo wezmę parę głębszych oddechów, gorset zawiąże ciut luźniej,do auta którym będziemy jechać dzień wcześniej wrzucę butelkę wody. Macie rację, nikt nie będzie przywiązywał uwagi do szczegółów, goście przyjadą po to by sie zabawić,wypić a nie wsłuchiwać się w moją przysięgę.Może poproszę zakonnice żeby otwarła drzwi od zachrystii żeby był lekki przeciąg i świeże powietrze. A jak zemdleje, no to trudno nie mam wpływu na to:) Zadbam o rzeczy na które mam wpływ a reszta niech się dzieje wola Boża:)W chwilach zwątpienia będę czytać to co mi napisałyście jeszcze raz i kolejny i ile trzeba będzie...dziękuję:)
Nawet, jak coś się stanie, to potem i tak będziecie się z tego śmiać
Kuzynka koleżanki pomyliła właśnie przysięgę i zamiast "nie opuszczę cię aż do śmierci" wyszło: "i NIE ODPUSZCZĘ CI aż do śmierci"
i nikt się nie przejął, mało kto to zauważył.
nasz "dzień" jest za tydzień i jest ze mną coraz gorzej...mam momenty że wybucham płaczem na samą myśl. boję się że zepsuję mojemu R. ten dzień. po prostu sama świadomość że wszyscy dookoła patrzą i patrzą, że będę w centrum uwagi...nie umiem sobie wmówić że to nic takiego!
Spokojnie! Oczywiście, że będziesz w centrum uwagi. Chyba po to zaprosiłaś gości, żeby celebrowali Wasze święto? ![]()
Zapewniam Cię jednak, że ceremonia w kościele minie Ci na totalnym zafiksowaniu na Twoim mężczyźnie. To on ma być Twoim centrum uwagi. Zobaczysz, odizolujesz się od reszty.
dodatkowo mam obawy co będzie po. nie mogliśmy urządzić mieszkania, musimy wszystko załatwić po weselu, a wygląda na to że R. 10 dni po wyjedzie służbowo za granicę i zostanę sama, w nowym miejscu...nie wiem, ale przeraża mnie to i nie umiem się cieszyć, a wszyscy dookoła już przygotowują i pytają czy się już stresuję...zastanawiam się na tabletkami uspokajającymi...
Klamka zapadła, ślub się odbędzie. Do tego dnia ciesz się tym, co Cię czeka. Ślub ma się raz. Nie warto się martwić na zapas.
Po ślubie będziecie małżeństwem, razem rozwiążecie Wasze sprawy.
Po co Ci tabletki? Czy po ich zażyciu dom sam się urządzi? ![]()
A jak zemdleje, no to trudno nie mam wpływu na to:)
Nawet jeśli, to będzie to też wyjątkowe zdarzenie
A przecież na dzień ślubu własnie takie wyjątkowe sytuacje się składają.
donatella000 daj znać jak poszło:)
Muszę wam się pochwalić że trochę mi to wszystko minęło, w tym sensie że strach dalej przed tym wszystkim jest ale już mnie nie paraliżuje;) Wmawiam sobie same pozytywne rzeczy i nie mogę się już doczekać tego dnia;) jeszcze 64 dni;)
Oo..nie ma się czym stresować.. Ja na szczęście byłam wyluzowana od początku do końca.. Zero nerwów, stresu, płaczu..
Jedynie na słowach przysięgi małżeńskiej się zaciełam:) Cały czas byłam wniebowzięta:)
Ale miło było popatrzeć jak mojemu mężowi zakręciły się w oczach łezki podczas błogosławieństwa..
Muszę wam się pochwalić że trochę mi to wszystko minęło, w tym sensie że strach dalej przed tym wszystkim jest ale już mnie nie paraliżuje;) Wmawiam sobie same pozytywne rzeczy i nie mogę się już doczekać tego dnia;) jeszcze 64 dni;)
Oby tak dalej!
Z takim nastawieniem wszystko musi pójść sprawnie i gładko.
Za 64 dni będziesz żałować, że ślub jest tylko raz ![]()
Jeszcze raz wam wszystkim dziękuję:)
Czytam to co mi napisałyście po kilka razy i jest dobrze:):)
Czytaj te posty rano do śniadania i wieczorem przed pójsciem spać ![]()
Jak do śłubu zostanie tylko 10 dni, to dołącz do tego jeszcze czytanie w porze obiadowej ![]()
5 dni przed uroczystością zaglądaj tutaj za każdym razem jak usłyszysz słowo ślub, czyli średnio 40 razy w ciągu dnia ![]()
Hehehe Bubuś rada na miare złota;p uśmiałam sie;)
Hehehe Bubuś rada na miare złota;p uśmiałam sie;)
I o to chodzi ![]()
Z pewnymi emocjami trzeba się oswoić i tyle.
Stresuje się każdy, sukcesem jednak jest zapanowanie na tym stresem i obrócenie jego destrukcyjnej mocy na motywację ![]()
Ostatnio znowu miałam moment gdzie zaczęłam panikować.Znów wydawało mi się że zemdleje,będzie mi nie dobrze albo nie będę schodzić z kibelka. Dość szybko udało mi się nad tym zapanować. Pomyślałam sobie, że ludzie którzy przyjdą (z tej dalszej rodziny)tak naprawdę mają gdzieś te wszystkie szczegóły nad którymi ja się zamartwiam. Oni tego nie zauważą. Wiem sama po sobie jak idę na wesele, nie przejmuję się tym wszystkim co teraz dla mnie jest ważne. Po prostu idę na wesele, cieszę się szczęściem młodych i nie interesuje mnie czy przy przysiędze sie pomylili, czy ktoś się potknął, itd. Takie rzeczy po jakimś czasie wspomina się jako smieszną anegdotkę.
35 2013-07-07 15:23:13 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-07-07 15:24:15)
Wczoraj byłam na ślubie znajomych.
Panna młoda nie mogła sobie poradzić z założeniem młodemu obrączki.
Siłowała się dobrą chwilę, aż w końcu się udało. Ksiądz nie odmówił sobie zabawnego komentarza:
Twarda sztuka z chłopa, do samego końca się broni ![]()
Cały kościół parsknął głośnym śmiechem ![]()
Luzik,będzie OK
![]()
Hehe Bubuś faktycznie taka sytuacja może rozluźnić atomosferę... Pamiętam jak mój brat się denerwował i na przysiędze takim ściśniętym głosem mówił i wkońcu wydusił z siebie" i że cie nie dopuszczę aż do śmierci" to rozluźniło sytuację, wszyscy zaczęli się śmiać, on tez i potem był luzik;)
Widzisz, udaje Ci się zauważyć coraz więcej "za" przemawiających za tym, że naprawdę nie ma czego się bać ![]()
Witajcie!! Już po;) po Naszym Wielkim Dniu;) Wszystko było idealne,wspaniałe,cudowne i nic złego się nie wydarzyło;) Stresik był, ale nie taki paraliżujący, bardziej taki naturalny. Byłam prze szczęśliwa, przysięga przeszła gładko, nie było mi słabo, pogoda była świetna. Teraz już inaczej bym do tego wszystkiego podeszła, zmarnowałam piękny czas narzeczeństwa na nerwy i stres a nie potrzebnie. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie bo bardzo dużo mi pomogłyście;*
Gratulacje Pelaśka!
Wszystkiego dobrego na nowej drodze. By życie nie było nerwowe ![]()
GRATULACJE!!! ![]()
hej u nas minie 5 lat we wrześniu, po ślubie, najbardziej mi tkwi,przysięga małżeńska: od wręczenia pierścionka zaręczynowego nosiłam go na palcu serdecznym a w dniu ślubu włożyłam go na środkowy i wcześniej powiedziałam że tam gdzie pierścionek tam włóż obrączkę, i jak mąż mi zakładał obrączkę to pomyślałam że rano źle włożyłam ,i widać to na płycie jak mu pokazuje paluszek serdeczny...hehe, a ja prawie powiedziałam że cię nie dopuszczę...ale oboje się śmialiśmy...proboszcz też fajnie mówił bo moim rodzicom ślub dawał 28 lat temu ale w innej parafii...ale stres był tylko w kościele a potem już opadły emocje i było wszystko wspaniale...powodzenia:)