netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Nie umiem sobie poradzić z porażkami

11 odpowiedzi3 840 wyświetleńzałożony przez Rosemary S., 29.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Hej,

mój problem może wydawać się niespecjalnie poważny. Moje otoczenie uważa, że powinnam sobie z nim doskonale poradzić samodzielnie, ale chyba nie potrafię (co pewnie niezbyt dobrze o mnie świadczy...). Zaczęłam drugie studia, kończę pierwsze. Na pierwszych - jestem, obiektywnie rzecz biorąc, dobrą studentką. Średnia nigdy nie spadła mi poniżej 4.8, zbierałam różne wyróżnienia, planuję karierę naukową. Pracowałam dużo i widziałam efekty. Doskonale. Drugie studia to studia językowe. Kosztują mnie dużo więcej, ale też raczej sobie radzę. Jedynym problemem są zajęcia z wymowy. Nie da się na nie "nauczyć", nie ma określonego materiału, nie ma też jakichś sprecyzowanych kryteriów oceny. Ma brzmieć i już. No i nie brzmi. Od początku roku mam z tymi zajęciami problemy. Ćwiczę, nie ćwiczę, bardziej ćwiczę - źle i już. Skończyło się na tym, że nie zaliczyłam ostatnio prezentacji, nad którą pracowałam dwa tygodnie. Jestem załamana. Brzmi głupio i zwyczajnie - kto nie dostał kiedyś dwói na studiach (ja nie - to była moja pierwsza, a pracowałam jak szalona, żeby jej uniknąć), ale doprowadziło mnie to do stanu, którego się wstydzę i z którym muszę coś zrobić, żeby normalnie funkcjonować. Boli mnie żołądek na samą myśl o tych zajęciach (2 razy w tygodniu), na myśl o zabraniu na nich głosu (nieuniknione), chce mi się płakać, nie umiem już powiedzieć najprostszej rzeczy. Przestałam się też odzywać na innych ćwiczeniach - nie chcąc się taką wymową dodatkowo kompromitować. Moje pierwsze studia też na tym cierpią - pracuję nad magisterką i cały czas myślę, że mam kłopoty z zaliczeniem głupiego przedmiotu... Czuję się z tym fatalnie, szczególnie że na roku są sporo młodsi studenci, którzy jakoś dużo lepiej radzą sobie ze stresem. Zawsze miałam blokadę jeśli chodzi o mówienie w obcych językach, chciałam się na tych studiach przełamać, okazało się, że sobie zafundowałam jeszcze większą. W czerwcu mam zdawać egzamin, na którym wymowa będzie oceniana. Na samą myśl wpadam w taką panikę, że mam wrażenie, że cofnęłam się do podstawówki. Nie mam pomysłu co z tym zrobić. Dodatkowo - rodzina i otoczenie okazują nieustanne uprzejme zdziwienie, że coś mi się nie udaje, ewentualnie prawią morały, że to ten moment, kiedy uświadomię sobie, że nie we wszystkim można być dobrym. Pewnie mają rację, ale to nie bardzo pomaga. Trochę się boję, jak zareagują przyzwyczajeni do tego, że można się mną chwalić Rodzice i Dziadkowie, kiedy obleję egzamin. A znajomi na pewno będą się ogromnie dziwili, co, uwierzcie, w takich przypadkach naprawdę potrafi człowieka wykończyć. Czuję się bezradna i mam wrażenie, że innym dość trudno mnie zrozumieć. Bardzo proszę o pomoc.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
r.

2 Ostatnio edytowany przez Trixi89 (2013-04-30 15:12:50)

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Ach te wygórowane ambicje!

Po pierwsze: nie ma porażek, są tylko informacje zwrotne.

To jest prawda, która teraz powinna Cię wyzwolić i sprawić, że sobie odpuścisz. Zupełnie niepotrzebnie angażujesz się tak mocno emocjonalnie w tę całą sytuację. Spójrz na to z innej strony: zaczęłaś studia językowe, do których wiedziałaś, że nie masz talentu. Niektórzy ludzie mają "plastyczne" języki, mówią w kilku językach z właściwym akcentem, a INNI nie, bo tacy się rodzą no i tyle. W życiu powinno się rozwijać nasze naturalne talenty, a nie próbować nauczyć się czegoś na siłę.

Zaczynając więc takie studia, powinnaś zdawać sobie sprawę, że robisz coś niejako wbrew sobie. Dlaczego masz więc uzyskać zadowalający efekt?

Dałaś z siebie wszystko, ale efekt jest taki, że nie wychodzi. Jeśli nie możesz już zrobić nic więcej w tej materii, to należy pogodzić się z tym - nie we wszystkim można być dobrym. A pchanie się tam, gdzie wiemy, że nie należymy i zadręczanie się, że nam nie wychodzi, to już jest po prostu pastwienie się nad samym sobą.

Ja nie umiem śpiewać, na szkolnych przedstawieniach byłam zawsze sztywna jak kij od miotły. Idąc Twoją logiką, powinnam była studiować aktorstwo, żeby udowodnić sobie i innym, że umiem wszystko. Co za bzdura! Zaraziłabym się tylko na śmieszność. Żeby zbierać największe owoce, trzeba rozwijać to, co mamy w sobie najlepszego.

Rodzice i Dziadkowie, jeśli są mądrzy, powinni Cię wspierać i rozumieć, ewentualnie doradzić a nie się Tobą chwalić. Jesteś jakąś małpą z cyrku, czy jak? Żyjesz tylko dla siebie i decyzje podejmujesz tylko za siebie. Czy nie jest tak?

Jeszcze jako osoba, która zna języki i uwielbia się ich uczyć dodam, że nie ma nic gorszego, niż nauczyciel, który mówi w innym języku z silnym polskim akcentem. Nie da się tego słuchać, nie ma jak się od takiego nauczyć, no kompletny dramat. Co prawda nie wiem z jakim zamiarem wybrałaś te studia...

A tak z ciekawości: co studiujesz?

Trzymam za Ciebie kciuki!

3

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Przede wszystki - dzięki za odpowiedź:).
Studiuję polonistykę w ramach MISHu, licencjat mam też z dziennikarstwa. Zaczęłam anglistykę. Z bardzo, bardzo konkretnym zamiarem. Na polonistyce wybrałam specjalność tłumaczeniową. To nie do końca jest tak, że nie mam zdolności do języków - jedynym problemem jest mówienie, także na studiach, pozostałe przedmioty zaliczam z przyjemnością i bez kłopotów. Do tłumaczenia zresztą podobno mam dryg (chodzi o przekład literacki, ew. tekstów naukowych), sprawia mi to mnóstwo radości. Zaczęłam anglistykę, żeby się tłumaczeniowo dokształcić - chodziło mi o kulturę, historię, literaturę, kwestie stylistyki, słownictwo... Mówienie - cóż, fajnie opanować, ale z tej perspektywy nie jest dla mnie priorytetem. Lubię te studia, nauczyłam się mnóstwa ciekawych rzeczy przez ten rok. Szkoda mi tego. Z drugiej strony - przyjeżdżają do nas profesorowie filologii polskiej z innych krajów. Mówią rewelacyjną, bogatą polszczyzną. Z wyraźnym obcym akcentem. W niczym to nie przeszkadza...
Ale zgadzam się - nauczyciel ze złą wymową to fatalna sprawa, szczególnie, że potem (jak widzę na własnym przykładzie), trudno jest usunąć z wymowy ucznia utrwalone błędy. Wiem, że gdybym chciała uczyć, musiałabym to opanować. I mam raczej wrażenie, że moim głównym problemem nie jest ta fonetyka tylko... nerwy - pewnie wiesz, jak się mówi z zaciśniętym gardłem. Trudno brzmieć cudownie. W domu, kiedy mówię do siebie i się nagrywam, idzie mi znacznie lepiej...

Jeszcze raz dzięki!
Pozdrawiam,
r.

4

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami
Rosemary S. napisał/a:

przyjeżdżają do nas profesorowie filologii polskiej z innych krajów. Mówią rewelacyjną, bogatą polszczyzną. Z wyraźnym obcym akcentem. W niczym to nie przeszkadza...
I mam raczej wrażenie, że moim głównym problemem nie jest ta fonetyka tylko... nerwy - pewnie wiesz, jak się mówi z zaciśniętym gardłem.

Hej!

Co do profesorów filologii polskiej - ja bym jednak nie porównywała tutaj uczenia się przez kogoś z innego kraju języka polskiego... do uczenia się przez Polaka języka angielskiego. Angielski towarzyszy nam prawie codziennie, jest to powszechnie używany język... Ja oczywiście nie jestem żadnym ekspertem smile - mówię to co myślę i na podstawie własnych doświadczeń. Nie wymagałabym od obcokrajowca mówienia z polskim akcentem. Nie znam w ogóle takiej osoby, która nie urodziła się w Polsce, albo nie była wychowywana przez Polaków i mówi z polskim akcentem. Ale znam osoby, które nauczyły się angielskiego akcentu. Uważam, że w tę stronę działa to łatwiej tongue

No i czym Ty się tak denerwujesz??

smile

5

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Zgadzam się z Tobą. Myślę zresztą, że podejście do wymowy angielskiej na moim wydziale właśnie z takiego myślenia wynika. Angielski zna prawie każdy, więc filolog powinien się czymś wyróżniać. Oczywiście. Naprawdę to rozumiem i bardzo lubię słuchać ludzi mówiących ze ślicznym akcentem (pomijając fakt różnorodności brytyjskich akcentów - w sumie nikt w Wielkiej Brytanii nie mówi tak, jak się nas uczy:P). Jako polonistkę trochę mnie tylko martwi to, że można być filologiem angielskim bez przeczytania w ramach studiów ani jednej książki (naprawdę się da:P) i bez wiedzy, czym jest zaimek dzierżawczy, za to ze świetną wymową (ale to już jest kwestia podejścia do nauki, studiów, priorytetów, celów etc., nie wykluczam też, że ustawiam swoje priorytety mocno subiektywnie).
A denerwuję się tym, że popełniam błędy. Tak rzeczywiście miałam zawsze. Zaczynam coś tam mówić, jest ok, po czym słyszę, że popełniłam błąd, uświadamiam to sobie, nie myślę, co mówię dalej, tylko o tym błędzie i zaczyna być coraz gorzej. No a na etapie, kiedy się jest za wymowę ocenianym, to oczywiście dochodzi też element stresu "kolokwiowego", który jest o tyle trudniej wyeliminować, że na normalne kolokwium możesz się naprawdę porządnie nauczyć. No i im bardziej mi nie wychodzi i im większa jest groźba kłopotów z zailczeniem, tym bardziej się oczywiście stresuję (a dodatkowo mnie wkurza to, że ustne po polsku zdaję bez nerwów, stresu, sprawnie i, zazwyczaj, na piątki). Po prostu mam jedną rzecz, która mnie napełnia przerażeniem. I szukam pomysłów co zrobić, żeby przestała wink.

6

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami
Rosemary S. napisał/a:

A denerwuję się tym, że popełniam błędy. Tak rzeczywiście miałam zawsze. Zaczynam coś tam mówić, jest ok, po czym słyszę, że popełniłam błąd, uświadamiam to sobie, nie myślę, co mówię dalej, tylko o tym błędzie i zaczyna być coraz gorzej. No a na etapie, kiedy się jest za wymowę ocenianym, to oczywiście dochodzi też element stresu "kolokwiowego", który jest o tyle trudniej wyeliminować, że na normalne kolokwium możesz się naprawdę porządnie nauczyć. No i im bardziej mi nie wychodzi i im większa jest groźba kłopotów z zailczeniem, tym bardziej się oczywiście stresuję (a dodatkowo mnie wkurza to, że ustne po polsku zdaję bez nerwów, stresu, sprawnie i, zazwyczaj, na piątki). Po prostu mam jedną rzecz, która mnie napełnia przerażeniem. I szukam pomysłów co zrobić, żeby przestała wink.

No to jest błędne koło. Popełniasz błąd -> myślisz o błędzie zamiast iść dalej -> boisz się -> popełniasz jeszcze więcej -> Twoja samoocena spada. I od nowa.

Każdy kto uczy się języka popełnia mnóstwo błędów. Ja sama popełniałam ich wieeele. Mówiłam coś, palnęłam jakąś głupotę, śmiałam się lub też inni się śmiali, albo patrzyli na mnie z niezrozumieniem, co jest chyba jeszcze gorsze. Nie robiłam buraka, bo z natury jestem blada, ale wykrzywiałam twarz... no i co? I dalej brnęłam i dalej robiłam błędy. A z czasem mówiłam coraz lepiej. Teraz oczywiście też mi się zdarza raz na jakiś czas powiedzieć coś od rzeczy, czego za sekundę się wstydzę, ale to szybko mija. Bo wiem, że błędy TRZEBA robić i na nich się uczyć.

Widziałaś to: http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2013/02/08b4fa31bb8b22440932f2b6616939de_original.jpg?1361278249 ? smile

7 Ostatnio edytowany przez Emilia (2013-05-01 23:03:54)

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Lęk przed porażką bierze się z wygórowanych ambicji, perfekcjonizmu, chęci zadowolenia otoczenia (w twoim przypadku najbliższych), niskiego poczucia własnej wartości.
Spróbuj zrobić sobie takie ćwiczenie: na kartce z jednej strony wypisz te wszystkie rzeczy, których się boisz (typu "boję się że nie zdam egzaminu"), a obok spróbuj ten lęk zracjonalizować, napisz ripostę do niego, tak jakbyś odpowiadała komuś, kto ci się z lęku zwierza ("i co z tego? nie zdasz w pierwszym terminie, to zdam poprawkę"). Tym samym zracjonalizujesz swoje lęki. Co więcej, to ćwiczenie naprawdę działa i warto je robić zawsze, kiedy odczuwasz jakikolwiek lęk, nie tylko przed porażką.

Wymyśliłaś sobie fajny, ambitny plan, ale nie przewidziałaś, co może się zdarzyć, jeśli on nie wypali (czyli poszłaś na drugie studia, bo chcesz być tłumaczem itd.). I tego właśnie się boisz. Że ci nie wyjdzie. A wiesz, co się wtedy stanie? Nic. Nic zupełnie. Nie zrealizujesz planu. I co z tego? Będziesz miała kupę fajnych wspomnień ze studiów, trochę dodatkowej wiedzy i świadomość, że to, że raz się nie powiodło, to nie znaczy, że następnym razem też się nie uda smile. W życiu nie wyjdzie ci jeszcze mnóstwo rzeczy. I świat się nie zawali, po prostu zmienisz plany i pójdziesz do przodu smile.

8

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Dziękuję Wam bardzo. Powoli się ogarniam. Poprawka prezentacji na koniec maja, ćwiczę po 15 minut dziennie, próbuję to robić w jakiś przyjemny sposób (np. śpiewam piosenki pilnując akcentu), staram się sobie odpuścić (mogło być w końcu gorzej - wykładowca jest naprawdę spoko, nie wyżywa się i obiecał, że mi pomoże jak będzie mógł). Ćwiczenie z racjonalizacją mi się podoba - zrobię na pewno.
Jeszcze raz dzięki:*.

9

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Nie ma sprawy, pozdrawiam i trzymam kciuki, za prezentację i za twój rozwój osobisty smile

10

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Powodzenia! smile

11

Odp: Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Po prostu myśl, że każda porażka to krok bliżej do sukcesu, a błędy pozwalają na nabycie doświadczenia.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Nie umiem sobie poradzić z porażkami

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026