netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

43 odpowiedzi10 079 wyświetleńzałożony przez Maksym24, 23.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

1

Temat: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Witajcie, forum przeglądam już od pewnego czasu, lecz dziś jakoś naszło mnie takie pytanie. Ile czasu potrzebujecie lub potrzebowaliście by dojść do stanu swojego dawnego "ja" sprzed nieudanego/toksycznego związku.

Byłem w związku ponad 5 lat, młodzieńcza miłość, wszystko ładnie, pięknie, nawet zamieszkaliśmy razem ze sobą lecz ponad 7 miesięcy temu odeszła do innego. W między czasie byłem w mniej zobowiązującym związku / znajomości, która to też się skończyła (długo by opowiadać, historia na inny raz, ale więcej zyskałem na tym niż straciłem).

Ale wracając do meritum sprawy, sprzed tych kilku lat byłem inną osobą, radosną, pogodną, z śmiesznym/specyficznym poczuciem humoru itp itd a związek mnie strasznie zmienił, żyłem pod kloszem, wbrew swojej naturze (nie chodzi o szaleństwa itp) lecz o styl bycia, zachowania, opinie wobec różnych osób/sytuacji. Gdy to się skończyło to wiadomo byłem przygnębiony, wiecznie smutny, zmarnowany, dopiero po kilku miesiącach zacząłem żyć, zacząłem ćwiczyć, biegać, sporo przytyłem (wiecznie miałem niedowagę), lepiej funkcjonuję. "Zakopałem" już ten poprzedni związek głęboko w ziemi lecz dalej z pewnymi sprawami nie wróciłem do normalności (pewne cechy charakteru, zachowania) co mnie strasznie irytuje i chciałbym żeby przestało tak być. Niby ta nowa znajomość mnie "odblokowała" w pewnych sytuacjach ale dalej to nie to, tym bardziej, że za wszelką cenę chciałem spowrotem być z kimś w związku, lecz zrozumiałem dzięki tej osobie, że dla mnie to jeszcze za wcześnie. Wiem, że ten okres nie jest jeszcze długi ale tutaj rodzi się pytanie. Jak długo to jeszcze może potrwać ?

2

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Witaj. Właśnie przez to przechodzę teraz. Po nieudanych długoletnich dwóch związkach. Jeszcze się "zbieram", ale nadal czuję, że to nie "ja". Dopiero teraz odżywam (po dwóch miesiącach), aczkolwiek wiem, że muszę dać sobie czas. Również chciałam być z kimś w związku, ale nie potrafiłam "grać", gdyż "siebie" zostawiłam przy kimś innym. Jak to ludzie mi mówili "daj czas czasowi".

Zachowania, które nabyłam podczas poprzedniego związku nadal daję się we znaki. Odczuwam to, gdy z kimś rozmawiam i nagle migawka "kurde przecież zachowujesz się jak On, jak wtedy". Cholernie irytujące zachowania, które chciałoby się zmienić, ale na to również potrzeba czasu.

Poprzednie związki uczą i to wiele. Czasami człowiek myśli, czy kiedyś jeszcze spotkam to szczęście? Czasami trzeba sięgnąć dna, aby się od niego odbić.

Maksym24 napisał/a:

Wiem, że ten okres nie jest jeszcze długi ale tutaj rodzi się pytanie. Jak długo to jeszcze może potrwać ?

Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Czas (tak znowu czas) leczy rany. Potem jest łatwiej, a wspomnienia się zacierają. U mnie jeszcze jest nijak z tym, także wszystko przede mną. Ponoć najlepsze jest spotkanie kogoś nowego, aby zapomnieć o tamtym. Ale moim zdaniem najlepiej go spotkać po swoim po związkowym "uzdrowieniu", rekonwalescencji.

Czasami dopiero inne osoby uświadamiają nam, że nie jesteśmy gotowi jeszcze na nowy związek po tym starym. Że musimy go pogrzebać, przeżyć 4 etapy żal, smutek, złość i gniew. Ten CZAS jest nam teraz potrzebny. I choć biegnie powoli, to jednak nie stoi w miejscu.

Nie załamuj się. Widocznie tak miało być. Ja do tej pory jeszcze się zastanawiam "dlaczego, po co", ale wiem że to już nie ma sensu. Chcę odciąć się od Niego i wyleczyć z tego uczucia. Być sobą taką jaką byłam przedtem. Wesoła śmieszka.


Możesz poczytać mój wątek jeśli zechcesz. Kliknij na mój nick i tam jest mój temat. Różne sytuacje, ale ten sam ból, ten sam efekt.

Jeżeli chcesz możemy również razem się powspierać, wtedy jest lepiej, raźniej. Pomarudzić, ponarzekać, relacjonować nasze "leczenie" albo i pośmiać się smile.
Ponoć taka terapia również pomaga. Powyciągać się za uszy wysoko hen!


smile

3

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Przeczytałem Twoją całą historię i widzę, że starasz się dzielnie brnąć przez to wszystko, że chcesz wrócić do prawdziwej normalności. Ja tak samo się staram, kiedyś, kiedyś jak jeszcze byłem w tym zakończonym związku, to uważałem, że metoda klina jest bardzo zła, można powiedzieć, że wypróbowałem ją na sobie. Niby człowiek cieszył się ze spotkań z tą nową osobą, ale jeśli się do końca nie "rozliczyło" z przeszłością to... nie wyjdzie nic z tego.

Wiem, wiem, czas jest jedyną metodą na to wszystko, lecz, czasami człowiek by chciał by to przebiegło szybko, bezboleśnie. Zresztą, nawet sam do końca nie jestem przekonany, czy chcę tworzyć teraz i w najbliższej przyszłości związek. Nie wiem czy bym mógł komuś zaufać po tym co mnie spotkało.

Możemy założyć małą grupę wsparcia, by jakoś ten cały trudny etap przejść wink

4

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Rozumiem Cię doskonale. Metoda klin klinem nie jest ani zła ani dobra, zależy dla jakiego człowieka. Ale najlepiej zakończyć pewien etap w życiu. Ja po pierwszym rozstaniu spotykając się właśnie z Nim potrafiłam zapomnieć, choć nie całkowicie, ale gdzieś tam w serduchu było coś co mówiło "spróbuj, daj się poznać" i naprawdę było super. Ale później to już wiesz jak się to potoczyło...również nie potrafiłam się otworzyć na drugiego człowieka. Jeszcze nie jestem gotowa, potrzebuję czasu. Oswajam się ze sobą;)

Napewno dasz sobie radę. Po prostu pewne rzeczy przychodzą do nas za późno. Ja dzięki temu forum pomogłam sobie, noi co ważne inni mi pomogli. Spojrzeli z innej perspektywy na ową sytuację i ocenili. Ja ich rady wcielam w życie:)

Jeśli masz ochotę możesz napisać maila bądź na gadu. Pomogę Ci a Ty mi . Ot taka pomoc smile

5

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Sama chcialabym znac odpowiedz, jak dlugo...................
Moze juz nigdy nie zaufam do konca , nie pokocham , bez analizy ? , niewiem , jedno wiem , Ci ktorzy potrafia zniszczyc nam zaufanie do ludzi , kim sa tacy ludzie?

6

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:

Witajcie, forum przeglądam już od pewnego czasu, lecz dziś jakoś naszło mnie takie pytanie. Ile czasu potrzebujecie lub potrzebowaliście by dojść do stanu swojego dawnego "ja" sprzed nieudanego/toksycznego związku.

Dobre pytanie a jeszcze trudniej o dobra odpowiedz na nie. Rozpatrujac dwie kwestie to od strony psychologicznej to dojscie do siebie zajmuje 2 latka i tyczy sie to rozstania tzw. zwyklego - porzucenia/ zdradzenia i przede wszystkim ze strony porzuconego.
Co do strony porzucajacej - harleqinowej - odchodzacej do innego ten okres zostaje wydluzony o jescze 2 latka jesli nie 4. Przy czym podejrzewam, ze niesmak z tego tytulu jest znacznie wydluzony czasowo i odbija sie "rotacyjna" czkawka.

Maksym24 napisał/a:

...7 miesięcy temu odeszła do innego. W między czasie byłem w mniej zobowiązującym związku / znajomości, która to też się skończyła (długo by opowiadać, historia na inny raz, ale więcej zyskałem na tym niż straciłem).

Choc znajomosci "klinowane" nie przynosza zazwyczaj efektow jakich bysmy oczekiwali, to i tak mozna sie z nich wiele dowiedziec, nie tyle o samym sobie, co o "niezgodnosci" i "zgodnosci"  charakterow u obu partnerow.

Maksym24 napisał/a:

sprzed tych kilku lat byłem inną osobą, radosną, pogodną, z śmiesznym/specyficznym poczuciem humoru itp itd a związek mnie strasznie zmienił, żyłem pod kloszem, wbrew swojej naturze (nie chodzi o szaleństwa itp) lecz o styl bycia, zachowania, opinie wobec różnych osób/sytuacji. Gdy to się skończyło to wiadomo byłem przygnębiony, wiecznie smutny, zmarnowany, dopiero po kilku miesiącach zacząłem żyć, zacząłem ćwiczyć, biegać, sporo przytyłem (wiecznie miałem niedowagę), lepiej funkcjonuję. "Zakopałem" już ten poprzedni związek głęboko w ziemi lecz dalej z pewnymi sprawami nie wróciłem do normalności (pewne cechy charakteru, zachowania) co mnie strasznie irytuje i chciałbym żeby przestało tak być.

To jaki jestes teraz to czastkowe nalecialosci nie tyle tego jaki byles przedtem, co przyklejone "latki" przez partnerke, ktorym sie poddales dla jej "dobra".
I teraz mozesz sie z tym zgodzic lub tez nie, ale... czy to zerwanie poprzedniego zwiazku nie porownasz czasem jak do objawow odstawienia alkoholu czy narkotykow?   
Twoje zerwanie z eks jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojej partnerki. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...
Ale jak sam mowisz

Maksym24 napisał/a:

Niby ta nowa znajomość mnie "odblokowała" w pewnych sytuacjach ale dalej to nie to, tym bardziej, że za wszelką cenę chciałem spowrotem być z kimś w związku, lecz zrozumiałem dzięki tej osobie, że dla mnie to jeszcze za wcześnie. Wiem, że ten okres nie jest jeszcze długi ale tutaj rodzi się pytanie. Jak długo to jeszcze może potrwać?

I tu jest mocno zakrecone graniaste kolo pt. rosyjska ruletka. Twoje rozstanie z eks jest spowodowane kims trzecim; przechodzisz wlasna terapie nawet w ramionach "klinowego" zwiazku a chcialbys na sile byc z kims w zwiazku i z dawnym swoim "ja".
Zalozmy, ze Twoja eks ma zamiary na powrot, Ty chcesz wrocic do swojego dawnego "ja" ze zwiazku albo i sprzed niego... A co ma powiedziec i jak sie czuje w tym wszystkim - bez urazy - Pani "klinowa"???

Czasu nie cofniesz, co przespales to juz nie dodrzemiesz. Do dawnego "ja" tym bardziej nie wrocisz. Teraz pozostaje Ci zaakceptowac i dopracowac terazniejszy finisz etapu transformacji Ciebie z poprzedniego do obecnego "ja". I albo zrobisz z tego uzytek dla siebie i nowego zwiazku albo wszystkim zaserwuesz mocne kuku... a najwieksze samemu sobie.

7 Ostatnio edytowany przez malacialem_duzasercem (2013-04-24 22:12:23)

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
pati31 napisał/a:

Sama chcialabym znac odpowiedz, jak dlugo...................
Moze juz nigdy nie zaufam do konca , nie pokocham , bez analizy ? , niewiem , jedno wiem , Ci ktorzy potrafia zniszczyc nam zaufanie do ludzi , kim sa tacy ludzie?

Napewno żal i zadra została, ale myślę, że da się ponownie zaufać, tylko potrzeba czasu, aby poznać nowego partnera. Pokochać, też napewno pokochasz. Nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie strzeli ten "piorun". A co do analizy, mam dokładnie tak samo, analizuję każdy gest, słowo, czyn. I wiem, że nie jest to dobra rzecz. Czasami trzeba wrzucić na luz i dać sobie spokój, tymbardziej jeśli druga osoba, ma to czy też nas totalnie gdzieś. Osoby te nie analizują tak jak my, prędzej chcą o tym zapomnieć, bo same wyrządziły nam krzywdę. A taka analiza może tylko przysporzyć im wyrzutów sumienia. Z resztą czy to ważne? chyba już nie...

Najlepiej dać sobie czas. Nowa miłość napewno przyjdzie i nie trzeba czasami czekać wieczność. Tylko trzeba odpocząć po tych związkach, dać sobie czas i otworzyć się na ludzi. A analizowanie... odsuńmy teraz na bok. Bo przecież już nie ma czego analizować, nieprawdaż?:)

Pati31 i Maksym24- trzymam kciuki:*

Choć różne historie to znajdujemy się w tym samym punkcie, te same odczucia, to odtrącenie. Ale życie bez nich istnieje. Rozglądnijcie się ile rzeczy wspaniałych nas omija zadręczając się tymi ludźmi i rozpamiętując. Przyjdą jeszcze o wiele wspanialsze chwile, z "tą" właściwą osobą.

8

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

:- malacialem_duzasercem

Z miłą chęcią, później coś skrobnę wink a i też uważam, że jak zupełnie inne osoby spojrzą na całą sytuację to znajdą zupełnie inne rozwiązania niż "my" sami. Moi koledzy już mnie mają dość gdy tylko poruszam ten temat, wcale się im nie dziwię ;D


:- bags

Na wstępie dzięki za te słowa, uchyliłem tylko rąbka tego wszystkiego a odpowiedziałeś tak jakbyś znał całą sytuację. Dzięki smile

bags napisał/a:

Dobre pytanie a jeszcze trudniej o dobra odpowiedz na nie. Rozpatrujac dwie kwestie to od strony psychologicznej to dojscie do siebie zajmuje 2 latka i tyczy sie to rozstania tzw. zwyklego - porzucenia/ zdradzenia i przede wszystkim ze strony porzuconego.
Co do strony porzucajacej - harleqinowej - odchodzacej do innego ten okres zostaje wydluzony o jescze 2 latka jesli nie 4. Przy czym podejrzewam, ze niesmak z tego tytulu jest znacznie wydluzony czasowo i odbija sie "rotacyjna" czkawka.

Mhm, czyli plus minus jeszcze mam przed sobą rok tułaczki w myślach po tym zdradliwym świecie. Uporałem się z przeszłością (mam taką nadzieję, ale zawsze coś może dziwnego wyskoczyć)

bags napisał/a:

Choc znajomosci "klinowane" nie przynosza zazwyczaj efektow jakich bysmy oczekiwali, to i tak mozna sie z nich wiele dowiedziec, nie tyle o samym sobie, co o "niezgodnosci" i "zgodnosci"  charakterow u obu partnerow.

W tym przypadku, ona i ja się "klinowaliśmy" dlatego może nie wyszło, ale co zrobić, czasami trafia się na tą odpowiednią osobę w nieodpowiednim czasie i nic z tego nie wychodzi, chociaż czas pokarze.


bags napisał/a:

To jaki jestes teraz to czastkowe nalecialosci nie tyle tego jaki byles przedtem, co przyklejone "latki" przez partnerke, ktorym sie poddales dla jej "dobra".
I teraz mozesz sie z tym zgodzic lub tez nie, ale... czy to zerwanie poprzedniego zwiazku nie porownasz czasem jak do objawow odstawienia alkoholu czy narkotykow?   
Twoje zerwanie z eks jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojej partnerki. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...

Trafiłeś idealnie w 10 z tymi słowami. Na samym początku nie chciałem do siebie takich myśli dopuszczać, sam zresztą nie wiem dlaczego.


bags napisał/a:

I tu jest mocno zakrecone graniaste kolo pt. rosyjska ruletka. Twoje rozstanie z eks jest spowodowane kims trzecim; przechodzisz wlasna terapie nawet w ramionach "klinowego" zwiazku a chcialbys na sile byc z kims w zwiazku i z dawnym swoim "ja".
Zalozmy, ze Twoja eks ma zamiary na powrot, Ty chcesz wrocic do swojego dawnego "ja" ze zwiazku albo i sprzed niego... A co ma powiedziec i jak sie czuje w tym wszystkim - bez urazy - Pani "klinowa"???
Czasu nie cofniesz, co przespales to juz nie dodrzemiesz. Do dawnego "ja" tym bardziej nie wrocisz. Teraz pozostaje Ci zaakceptowac i dopracowac terazniejszy finisz etapu transformacji Ciebie z poprzedniego do obecnego "ja". I albo zrobisz z tego uzytek dla siebie i nowego zwiazku albo wszystkim zaserwuesz mocne kuku... a najwieksze samemu sobie.

Z pewnych względów nie wyobrażam sobie powrotu do eks, po prostu nie. Pani "klinowa" sama się "klinowała" taka zakręcona sytuacja, którą trochę wcześniej nakreśliłem. I zrobię tak jak mówisz, jedyne co dobrego dla siebie mogę zrobić to zaakceptować te wszystkie zmiany, te łatki i ruszyć mocno do przodu bo... praca dyplomowa sama się nie napisze a poza tym, gdzieś tam, na tym świecie czeka na mnie ta jedyna... (mam taką nadzieję)

9

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Maksym24 a może spróbuj zaakceptować siebie takim jakim jesteś teraz? Może wtedy odzyskasz tą radość sprzed związku? Czego w sobie najbardziej nie lubisz? Bo mi się wydaje że nie masz czego. Dlaczego? Bo kiedyś byłeś jeszcze dzieckiem, który nie miał za bardzo czym się martwić (nie zrozum mnie źle, bo uważam, że każde dzieciństwo takie powinno być!). W tym okresie ludzie żyją planami i marzeniami, mają cele w życiu i pogodne życie. Może faktycznie dla niej zmieniłeś się za bardzo (może czasem musiałeś ukrywać swoją radość, bo ona np była smutna i wkurzała się, że Ty nie smucisz się razem z nią i blokowałeś siebie by zadowolić ją)? Ja nie wiem dokładnie czemu ona Cię zmieniła, ale to po części jest normalne, bo będąc z kimś nie mamy już tylko swojego świata, ale budujemy swój wspólny świat. Ale teraz jej już nie ma i czas najwyższy byś zaczął akceptować siebie. Już nigdy nie będziesz taki jak sprzed związku, bo jesteś dużo starszy i bogatszy w doświadczenia. Jesteś zapewne mężczyzną, nie nastolatkiem. Ale to nie znaczy, że jesteś gorszy. A jeśli to zrozumiesz to te niespotykane poczucie humoru też wróci.;)

10

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Czytam pierwszy raz to forum weszłam przez przypadek smile i temat mnie zainteresował a raczej kwestia założenia forum wspierającego smile... Aktualnie jestem w związku, z którego chcę się uwolnić bo on jest żonaty... klasyka gatunku... a ja się chyba od niego uzależniłam i nie potrafię tego zrobić, dodam , że jestem sama rozwódką i mam 40+ a z tego co widzę tu piszą dużo młodsi... wierzę w młodość i dlatego pozwoliłam sobie dołączyć do Waszego grona.

11

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Betina1000 napisał/a:

Czytam pierwszy raz to forum weszłam przez przypadek smile i temat mnie zainteresował a raczej kwestia założenia forum wspierającego smile... Aktualnie jestem w związku, z którego chcę się uwolnić bo on jest żonaty... klasyka gatunku... a ja się chyba od niego uzależniłam i nie potrafię tego zrobić, dodam , że jestem sama rozwódką i mam 40+ a z tego co widzę tu piszą dużo młodsi... wierzę w młodość i dlatego pozwoliłam sobie dołączyć do Waszego grona.

Pisza mlodsi i starsi.
Co tu ma do rzeczy Twoja wiara w mlodosc?
Glupote moze napisac starowinka, mlodzieniaszek rowniez. Podobnie madrosc.
Dlugo juz tkwisz w tym chorym ukladzie?

12

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Hmm.. ciężkie pytanie ile czasu potrzeba. Ja jestem prawie 8 miesięcy po rozstaniu. Nie było ono spokojne, miłe i to ja zostałam porzucona, najprawdopodobniej dla innej;) I wiem jedno. Minęło tyle czasu,a ja ciągle czuję,że nie jestem "sobą". To,że nie wróciłeś, drogi autorze całkowicie "do siebie" to normalne. Może być tak,że już nigdy nie wrócisz. Zmieniłeś się pewnie, może wydoroślałeś. Człowiek zmienia się. Może właśnie te cechy, których szukasz zniknęły? Dla mnie zaskakujące w mojej sytuacji jest to, że dopiero po takim czasie zaczęłam czuć złość. Zawsze myślałam, że złość jest na "początku":P  Ktoś z was też tak miał?:)
Co do metody "klin klinem"- nie umiem sobie tego wyobrazić. Jakoś ja np z jednej strony mam ochotę poznać kogoś, ale z drugiej strony jest wielki znak "STOP". Po prostu zraziłam się na amen;) I też się zastanawiam, czy są jeszcze jacyś uczciwi faceli/ludzie ogólnie, którym można zaufać? I uważam, że ten czas po rozstaniu, trzeba dobrze wykorzystać. Paradoksalnie odżyłam towarzysko i zawodowo:) Więc chociaż tyle:)

13

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
betina2 napisał/a:
Betina1000 napisał/a:

Czytam pierwszy raz to forum weszłam przez przypadek smile i temat mnie zainteresował a raczej kwestia założenia forum wspierającego smile... Aktualnie jestem w związku, z którego chcę się uwolnić bo on jest żonaty... klasyka gatunku... a ja się chyba od niego uzależniłam i nie potrafię tego zrobić, dodam , że jestem sama rozwódką i mam 40+ a z tego co widzę tu piszą dużo młodsi... wierzę w młodość i dlatego pozwoliłam sobie dołączyć do Waszego grona.

Pisza mlodsi i starsi.
Co tu ma do rzeczy Twoja wiara w mlodosc?
Glupote moze napisac starowinka, mlodzieniaszek rowniez. Podobnie madrosc.
Dlugo juz tkwisz w tym chorym ukladzie?

W sumie nie długo bo rok a może o rok za długo, oczywiście dlatego, że usłyszałam co pewnie każdy żonaty mówi, że od 20-stu lat z nią nie jest i jej nie kocha... jak go poznałam chciałm uciąć tę znajomość od razu... ale wpadłam po uszy sad i cały czas nie mogę z tym sobie poradzić , jak jestem z nim to jest mi dobrze ale... nie radzę sobie on mnie prosi o czas, jego żona nęka mnie smsami... koszmar

14

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Oj, Betino, Betino..........
Gdyby to napisala dzieweczka wchodzaca w zycie i wykorzystana przez starego lowelasa, to moze bym lze uronila.............

Kobieto masz juz lat sporo, jestes po rozwodzie - czyli jakies tam doswiadczenie za Toba i wierzysz w gadanie - zony nie kocha, daj mi troche czasu, wiaza nas finanse, dzieci, zona chora - grozi samobojstwem, wspolna firma, kredyty,nie stac mnie na alimenty, oczywista ze soba nie spia - wybierz co uznasz  za stosowne.
Facet bredzi - na co masz mu dac czas? , zeby jeszcze sie troche pomeczyl w tym tragicznym malzenstwie? - msochista on?
Raczej bym podejrzewala, ze testuje kiedy mu sie znudzisz.

Wyjscia sa dwa - zostac z nim i przyjac do wiadomosci, ze jestes piatym kolem u wozu. Spelniac swa role w pokorze, wiedzac, ze praw nie masz zadnych, z godnoscia znosic obelgi jego zony (dlaczego obelgi, skoro  mowi prawde),  czekac na end bez happy.
Drugie - odejsc i zachowac resztki szacunku do samej siebie.

Piszesz - koszmar - jaki koszmar?, przeciez tego chcialas i to masz.

15

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Betina1000 napisał/a:
betina2 napisał/a:
Betina1000 napisał/a:

Czytam pierwszy raz to forum weszłam przez przypadek smile i temat mnie zainteresował a raczej kwestia założenia forum wspierającego smile... Aktualnie jestem w związku, z którego chcę się uwolnić bo on jest żonaty... klasyka gatunku... a ja się chyba od niego uzależniłam i nie potrafię tego zrobić, dodam , że jestem sama rozwódką i mam 40+ a z tego co widzę tu piszą dużo młodsi... wierzę w młodość i dlatego pozwoliłam sobie dołączyć do Waszego grona.

Pisza mlodsi i starsi.
Co tu ma do rzeczy Twoja wiara w mlodosc?
Glupote moze napisac starowinka, mlodzieniaszek rowniez. Podobnie madrosc.
Dlugo juz tkwisz w tym chorym ukladzie?

W sumie nie długo bo rok a może o rok za długo, oczywiście dlatego, że usłyszałam co pewnie każdy żonaty mówi, że od 20-stu lat z nią nie jest i jej nie kocha... jak go poznałam chciałm uciąć tę znajomość od razu... ale wpadłam po uszy sad i cały czas nie mogę z tym sobie poradzić , jak jestem z nim to jest mi dobrze ale... nie radzę sobie on mnie prosi o czas, jego żona nęka mnie smsami... koszmar

oj oj
własnie się powstrzumuje, żeby nie napisac co o tobie sądzę
i ten ton....
och ja biedna
no co mam zrobić, wpadłam po uszy a zona zła niedobra esemesami mnie nęka

ppowstrzumuje się cały czas...
i to jak bardzo

16

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Myszeczka23 napisał/a:

Maksym24 a może spróbuj zaakceptować siebie takim jakim jesteś teraz? Może wtedy odzyskasz tą radość sprzed związku? Czego w sobie najbardziej nie lubisz? Bo mi się wydaje że nie masz czego. Dlaczego? Bo kiedyś byłeś jeszcze dzieckiem, który nie miał za bardzo czym się martwić (nie zrozum mnie źle, bo uważam, że każde dzieciństwo takie powinno być!). W tym okresie ludzie żyją planami i marzeniami, mają cele w życiu i pogodne życie. Może faktycznie dla niej zmieniłeś się za bardzo (może czasem musiałeś ukrywać swoją radość, bo ona np była smutna i wkurzała się, że Ty nie smucisz się razem z nią i blokowałeś siebie by zadowolić ją)? Ja nie wiem dokładnie czemu ona Cię zmieniła, ale to po części jest normalne, bo będąc z kimś nie mamy już tylko swojego świata, ale budujemy swój wspólny świat. Ale teraz jej już nie ma i czas najwyższy byś zaczął akceptować siebie. Już nigdy nie będziesz taki jak sprzed związku, bo jesteś dużo starszy i bogatszy w doświadczenia. Jesteś zapewne mężczyzną, nie nastolatkiem. Ale to nie znaczy, że jesteś gorszy. A jeśli to zrozumiesz to te niespotykane poczucie humoru też wróci.;)

Dzięki za te słowa smile


Każdego dnia gdy się budzę to staram się akceptować to jak jest, jednego ranka cieszę się ze wszystkiego, a zarazem kolejnego mam dość wszystkiego. Może to być przez pogodę, niby wmawiam sobie, że już się "ogarnąłem" ale podświadomie czuję, że jeszcze trochę drogi przede mną.

Dla niej zrezygnowałem z kilku rzeczy, zmieniłem plany, wiele poświęciłem, wiele rzeczy zmieniłem (nie powiem, sporo tez na dobre mi wyszło) lecz pewne wg. mnie "wartościowe" rzeczy albo zatraciłem albo przepadły. Dlatego tak cały czas myślę, co by zrobić  by powrócić do dawnego siebie, lecz czy to ma sens ?

Faktycznie, możesz mieć racje, z tym że dorosłem, wtedy miałem zaledwie 18 lat, dziś mam 24 i jestem prawie "mężczyzną". Może dalej żyję przeszłością, tym co było bezproblemowe i nie potrafię do końca zaakceptować nowego (lepszego?) siebie.

17

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Witajcie dziewczyny.

Powiedz mi Betino1000 czy robiłaś cokolwiek, aby urwać z nim kontakt? Co on Ci mówi, gdy się z Tobą spotyka?


Myślę, że nie da się być tą samą osobą co kiedyś. Jakby nie było to dzięki tym ludziom staliśmy się takim człowiekiem jakim teraz jesteśmy. Z resztą czas też robi swoje. Wcześniej chłopiec/dziewczynka, a dziś kobieta/mężczyzna. Inne priorytety, marzenia, cele. Ważne, aby żyć ze sobą w zgodzie. Aby na siłę nie układać sobie związku, nie szukać. Ten piorun trzaśnie i to ze dwojoną siłą.

Ja odkrywam siebie na nowo. Bo przez 7 lat "związków" uczę się życia w samotności, sama, bez tej drugiej osoby. Tak, zauważyłam, że się da i to jest najważniejsze.

Powiedzcie czy warto marnować sobie każdy dzień na zadręczanie się tymi ludźmi? myślami i analizowaniem ? chyba nie wink

Witajcie młodsi i starsi smile!

18 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-25 23:19:42)

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
malacialem_duzasercem napisał/a:

Powiedzcie czy warto marnować sobie każdy dzień na zadręczanie się tymi ludźmi? myślami i analizowaniem ? chyba nie wink

Jesli w ogole warto, to tylko i wylacznie w jednym celu, by lepiej zrozumiec to, ze

malacialem_duzasercem napisał/a:

Jakby nie było to dzięki tym ludziom staliśmy się takim człowiekiem jakim teraz jesteśmy. Z resztą czas też robi swoje. Inne priorytety, marzenia, cele.

Cala ta transformacja dla Nas jest lub byla potrzebna temu, by wiedziec na przyszlosc co jest

malacialem_duzasercem napisał/a:

Ważne, aby żyć ze sobą w zgodzie. Aby na siłę nie układać sobie związku, nie szukać.

substytutow
a

malacialem_duzasercem napisał/a:

odkrywac siebie na nowo. Bo przez x lat "związków" uczymy się życia w samotności, sami, z bez tej drugiej osoby. Tak, zauważyłam, że się da i to jest najważniejsze.

By naumiec smile sie zyc z nowymi partnerami lub bez nich, a to co przeszlismy i doswiadczylismy sprawia, ze

malacialem_duzasercem napisał/a:

nie da się juz być tą samą osobą co kiedyś.

Wszystko co Nas otacza dzieje sie po cos nie dla czegos. A takie doswiadczenia z przeszlosci sa bagazem przyszlosci. Tego nikt juz Nam nie odbierze i tylko od Nas samych zalezy, jak te wyciagniete wnioski z takich doswiadczen wykorzystamy w przyszlosci.

19

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Oj dostało mi się i pewnie słusznie ale życie to nie matematyka a ni gra koloru carnego z białym.... życie to są słabości, i szarości i może to być czasami niewiarygodne, ze osoba silna i poukładana, która nie wyobrażała sobie takiego związku daje się tak wodzić za nos z pełną świadomością.... ale tak jest, nie wiem czy to jest fascynacja, zauroczenie , miłość albo strach przed byciem samemu ale nie potrafię tego uciąć, jak go nie widzę to zamiary mam, a się spotkamy i zapominam... jak licealistka sad nie potrafię sama sobie jasno odpowiedzieć na pytanie i w tym cały problem, radzić innym jest łatwo , wszak jestem w tym "specjalistką" ale zostaje pewne ale...

20

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Betina1000 napisał/a:

Oj dostało mi się i pewnie słusznie ale życie to nie matematyka a ni gra koloru carnego z białym.... życie to są słabości, i szarości i może to być czasami niewiarygodne, ze osoba silna i poukładana, która nie wyobrażała sobie takiego związku daje się tak wodzić za nos z pełną świadomością.... ale tak jest, nie wiem czy to jest fascynacja, zauroczenie , miłość albo strach przed byciem samemu ale nie potrafię tego uciąć, jak go nie widzę to zamiary mam, a się spotkamy i zapominam... jak licealistka sad nie potrafię sama sobie jasno odpowiedzieć na pytanie i w tym cały problem, radzić innym jest łatwo , wszak jestem w tym "specjalistką" ale zostaje pewne ale...

Betina -no to nie jecz, przyjmij te szarosci jak to ladnie nazywasz na klate i wracaj do czasow licealnych.
Tak  jak Ci wczesniej  pisalam - naciesz sie rola piatego kola u wozu, bo nie wiadomo jak dlugo to potrwa.
Zone ukochanego olej, czego w koncu baba sie czepia - tys taka samotna..............
Owszem radzic jest latwo , ale jezcze latwiej jest nie ladowac sie w takie uklady........, gorzej,jak juz jest post factum.

21

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Betina1000 napisał/a:

Oj dostało mi się i pewnie słusznie ale życie to nie matematyka a ni gra koloru carnego z białym.... życie to są słabości, i szarości i może to być czasami niewiarygodne, ze osoba silna i poukładana, która nie wyobrażała sobie takiego związku daje się tak wodzić za nos z pełną świadomością....

Zycie jest w kolorach jakie ma Twoja wyobraznia.

Betina1000 napisał/a:

nie wiem czy to jest fascynacja, zauroczenie , miłość albo strach przed byciem samemu ale nie potrafię tego uciąć, jak go nie widzę to zamiary mam, a się spotkamy i zapominam... jak licealistka sad nie potrafię sama sobie jasno odpowiedzieć na pytanie i w tym cały problem, radzić innym jest łatwo , wszak jestem w tym "specjalistką" ale zostaje pewne ale...

Mozna byc samy ale nie samotnym, bo zawsze ma sie rodzine.
Ale takie pitu pitu jakos do mnie nie przemawia, choc jestem - 10 wiekowo.
Innym jest radzic latwiej, co racja to racja gdyz zawsze jest bezpieczniej zyc w ukladzie 1+1 niz 2+1. Lepiej jak jest brutalnie mowiac "chooojowo, kolorowo ale stabilnie" z jutrem niz szaro, buro i do 4 liter, bo w kazdej chwili ktos - wiadomo kto - Nas nakryje.
Dla chwil przyjemnosci rozpirzasz komus rodzine... swiadomie dla krotkotrwalych, ulotnych motylkow.
Dzialasz jak saper... a on sie myli tylko raz...

Nie zapominaj o jednym, ze taka "wizytowke" wystawiasz nie tylko Ty sobie ale i Twojej rodzinie.
Jak Cie widza, tak Cie pisza... ale zycie tez dopisuje swoj scenariusz, przed ktorym potem ciezko jest uciec.

22

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Betina1000 napisał/a:

Oj dostało mi się i pewnie słusznie ale życie to nie matematyka a ni gra koloru carnego z białym.... życie to są słabości, i szarości i może to być czasami niewiarygodne, ze osoba silna i poukładana, która nie wyobrażała sobie takiego związku daje się tak wodzić za nos z pełną świadomością.... ale tak jest, nie wiem czy to jest fascynacja, zauroczenie , miłość albo strach przed byciem samemu ale nie potrafię tego uciąć, jak go nie widzę to zamiary mam, a się spotkamy i zapominam... jak licealistka sad nie potrafię sama sobie jasno odpowiedzieć na pytanie i w tym cały problem, radzić innym jest łatwo , wszak jestem w tym "specjalistką" ale zostaje pewne ale...

A powiedz mi ile Ty to już ciągniesz? kiedy dowiedziałaś się, że on jest żonaty i ma dzieci ? dlaczego nie zareagowałaś od razu? czy nie miałaś mechanizmu "nie pakuję się w to i basta" ?

Moim zdaniem powinnaś urwać z nim kontakt. Wiadomo, że to trudne, ale powiedzmy szczerze, on nie rzuci rodziny. Ty jesteś dla niego odskocznią, bo przy Tobie może się wyszaleć jak przy licealistce, na wszystko pozwolić. Ale powiedz czy chcesz to ciągnąć kilka lat, w nieskończoność, aż minie Cię koło nosa prawdziwa miłość? taka bez swojego "zaplecza"?

bags napisał/a:

Mozna byc samy ale nie samotnym, bo zawsze ma sie rodzine (...)
Dla chwil przyjemnosci rozpirzasz komus rodzine... swiadomie dla krotkotrwalych, ulotnych motylkow.
Dzialasz jak saper... a on sie myli tylko raz...

Dokładnie. Czy pomyślałaś jak może się czuć jego żona, albo ba dzieci ? Ja osobiście uważam, że skoro facet robi takie rzeczy żonie i rodzinie to nawet jak rzuci ich dla Ciebie to , to samo będzie robił z Tobą. Efekt domina i tyle. Skoro on nie potrafi jednej szanować to innych też. Wiem, że to co piszemy jest przykre, ale na własne życzenie niszczysz sobie życie i przyszłość. Zostaw to i urwij kontakt za nim będzie za późno, lub już jest?

23 Ostatnio edytowany przez Maksym24 (2013-04-27 10:47:27)

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Wszyscy macie racje Betina1000 powinnaś urwać to jak najszybciej. Takich historii było pełno, taki sam schemat i rzadko, na prawdę rzadko osoba będąca tą "trzecią" była szczęśliwa i kręciło się wokoło tej osoby. Zerwij to puki nie jest za późno i możesz jeszcze nie zniszczyć sobie życia.

24

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:

Wszyscy macie racje Betina1000 powinnaś urwać to jak najszybciej. Takich historii było pełno, taki sam schemat i rzadko, na prawdę rzadko osoba będąca tą "trzecią" była szczęśliwa i kręciło się wokoło tej osoby. Zerwij to puki nie jest za późno i możesz jeszcze nie zniszczyć sobie życia.

Tu jeszcze trzeba wziac pod uwage poprawke na to, czy aby jest sie faktycznie tylko lub az ta "trzecia", bo tak jak na swoim przykladzie sie dowiedzialem, ze nikt z Naszego otoczenia nie ma pewnosci, ze cala zabawa mojej zony na tym "trzecim" sie konczy.
A takie "zwiazki" w zwiazku koncza sie tez dzieckiem i... nowa "rodzina", gdzie w rezultacie wszystkie rodziny zostaja bez ojca/matki.

25

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Maksym24 a może spróbuj zaakceptować siebie takim jakim jesteś teraz? Może wtedy odzyskasz tą radość sprzed związku? Czego w sobie najbardziej nie lubisz? Bo mi się wydaje że nie masz czego. Dlaczego? Bo kiedyś byłeś jeszcze dzieckiem, który nie miał za bardzo czym się martwić (nie zrozum mnie źle, bo uważam, że każde dzieciństwo takie powinno być!). W tym okresie ludzie żyją planami i marzeniami, mają cele w życiu i pogodne życie. Może faktycznie dla niej zmieniłeś się za bardzo (może czasem musiałeś ukrywać swoją radość, bo ona np była smutna i wkurzała się, że Ty nie smucisz się razem z nią i blokowałeś siebie by zadowolić ją)? Ja nie wiem dokładnie czemu ona Cię zmieniła, ale to po części jest normalne, bo będąc z kimś nie mamy już tylko swojego świata, ale budujemy swój wspólny świat. Ale teraz jej już nie ma i czas najwyższy byś zaczął akceptować siebie. Już nigdy nie będziesz taki jak sprzed związku, bo jesteś dużo starszy i bogatszy w doświadczenia. Jesteś zapewne mężczyzną, nie nastolatkiem. Ale to nie znaczy, że jesteś gorszy. A jeśli to zrozumiesz to te niespotykane poczucie humoru też wróci.;)

Dzięki za te słowa smile


Każdego dnia gdy się budzę to staram się akceptować to jak jest, jednego ranka cieszę się ze wszystkiego, a zarazem kolejnego mam dość wszystkiego. Może to być przez pogodę, niby wmawiam sobie, że już się "ogarnąłem" ale podświadomie czuję, że jeszcze trochę drogi przede mną.

Dla niej zrezygnowałem z kilku rzeczy, zmieniłem plany, wiele poświęciłem, wiele rzeczy zmieniłem (nie powiem, sporo tez na dobre mi wyszło) lecz pewne wg. mnie "wartościowe" rzeczy albo zatraciłem albo przepadły. Dlatego tak cały czas myślę, co by zrobić  by powrócić do dawnego siebie, lecz czy to ma sens ?

Faktycznie, możesz mieć racje, z tym że dorosłem, wtedy miałem zaledwie 18 lat, dziś mam 24 i jestem prawie "mężczyzną". Może dalej żyję przeszłością, tym co było bezproblemowe i nie potrafię do końca zaakceptować nowego (lepszego?) siebie.

Pewnie, że lepszego!
I nigdy nie myśl inaczej! Ja mam nadzieję, że teraz tylko będzie lepiej u Ciebie! Jesteś wartościowym facetem i takich jak Ty jest mało. Ja za Ciebie ogromnie mocno trzymam kciuki i pamiętaj, że znajdzie się taka, która Cię pokocha za to jakim jesteś wspaniałym facetem teraz. I życzę coraz więcej pogodnych i radosnych dni.;)
Pamiętaj, że dasz radę!;)

26

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

to i ja wypowiem się w temacie smile powiem tak, najgorsze co chyba może być to rwany kontakt z byłą. szczególnie wtedy kiedy myślimy,że się ogarniamy a w momencie kontaktu wychodzi zonk ,ze jednak nie. na moim przykladzie, nie rozmawialem z nia ponad miesiac az do marca  i zrobila mi sieczke z glowy, a teraz tez znow mija miesiac od kad nie gadamy i czas plynie od zera. dlatego najlepiej odrazu zerwac kontakt chociaz, nie jest to latwe. szczegolnie pierwsze dni pomimo zapchania ich roznymi czynnosciami. teraz z perspektywy jak popatrze, to tak naprawde stoje w miejscu od jakiegos czasu bo dalej nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. czlowiek nie wroci juz nigdy do tego stanu z przed zwiazku, bo majac te wszystkie doswiadczenia wyciagniete z poprzedniego zwiazku staje sie tak naprawde lepszy, wiedzac jakich bledow nie popelniac i ,ktore zachowania sa  irytujace.   napewno ,kazdy z was po czasie jak spojrzy wstecz to pomyslal, ahh teraz to zrobilbym tak i tak , no ale widocznie wtedy tak musialo byc skoro sie to rozpadlo.

zapraszam do przeczytania mojego watku szczegolnie Ciebie myszeczka bo widze,ze masz ciekawe spojrzenia na tematy (zauwazylem to u scoobiego ) http://www.netkobiety.pl/t46590.html

27 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-28 13:49:55)

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
trelemorele napisał/a:

powiem tak, najgorsze co chyba może być to rwany kontakt z byłą. szczególnie wtedy kiedy myślimy,że się ogarniamy a w momencie kontaktu wychodzi zonk ,ze jednak nie.

dlatego najlepiej odrazu zerwac kontakt chociaz, nie jest to latwe. szczegolnie pierwsze dni pomimo zapchania ich roznymi czynnosciami.

Czy Ty czytasz co piszesz?
Lejesz wode na mlyn jak malo kto i sam siebie mocno destrukcyjnie nakrecasz. Ktos Ci pluje w twarz a Ty z uporem maniaka mowisz, ze to nic takiego, to tylko deszcz pada.

trelemorele napisał/a:

czlowiek nie wroci juz nigdy do tego stanu z przed zwiazku, bo majac te wszystkie doswiadczenia wyciagniete z poprzedniego zwiazku staje sie tak naprawde lepszy, wiedzac jakich bledow nie popelniac i ,ktore zachowania sa  irytujace.

Doswiadczenia z przeszlosci sa bagazem przyszlosci, bo najwiecej po takich doswiadczeniach zawdzieczamy tym, ktorzy Nas skrzywdzili.
A jesli samemu sie dojdzie do wniosku, co sie spitolilo w relacji, to tego tez nie naprawisz. Co przespales nie dodrzemiesz a i czasu nie cofniesz.

trelemorele napisał/a:

napewno ,kazdy z was po czasie jak spojrzy wstecz to pomyslal, ahh teraz to zrobilbym tak i tak, no ale widocznie wtedy tak musialo byc skoro sie to rozpadlo.

Tak, tyle ze kto nie chce kiedy moze, ten nie bedzie mogl, kiedy bedzie chcial. A skoro tak, to juz musztarda po obiedzie, bo ratowalo by sie cos, co juz od dawna nie istnieje.

Ja ze swojej strony moge powiedziec jedno: zrobilem wszystko wtedy, kiedy sam od siebie - bez presji otoczenia i przymusu - chcialem i moglem; szukajac gdzie popadnie a nawet wyciagajac spod ziemi sposoby na ratowanie swojego zwiazku, zrobilem kompletnie wszystko z pomoca przychylnych i gotowych bezinteresownie i od reki niesc mi pomoc ludziom - za co jestem Im do dzisiaj wdzieczny, mimo, ze sie nie udalo.
Tak teraz kompletnie mi sie nie chce nawet palcem kiwnac w tej sprawie, choc nadal moglbym. Tylko po co?

trelemorele napisał/a:

zapraszam do przeczytania mojego watku szczegolnie Ciebie myszeczka bo widze,ze masz ciekawe spojrzenia na tematy (zauwazylem to u scoobiego ) http://www.netkobiety.pl/t46590.html

Na co tak szczerze powiedz liczysz? ze ktos Ci cos innego napisze niz to, co zostalo juz w Twoim watku powiedziane? Zgubne nadzieje sieja ferment w Twoim umysle...

28

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Czuliście kiedyś gorycz po tym wszystkim co Was spotkało ? Od kilku dni mam takie poczucie, że pierwszy związek mogłem o wiele wcześniej skończyć (miałem 2 razy ku temu powody) ale uparcie walczyłem, patrząc z perspektywy czasu to nie potrzebnie. I teraz czuję tą gorycz, że poniekąd zmarnowałem 5,5 roku, niby zyskałem wiele na tym ale fakt straty tego, tylu zmian życiowych, celów nie wiem dlaczego ale mnie boli. Że mógłbym być teraz w innym "etapie" życia. Zawsze odcinałem się od takich myśli ale od kilku dni nie mogę, do tego dochodzą głupie sny, na każdy temat. Zacząłem biegać, niby trochę pomaga ale ... no właśnie, nie jest ani dobrze ani źle. Jestem zawieszony w próżni.

29

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

maksym24 ja mysle, ze na razie jestes zrezygnowany i straciles swoje ,,ja,, i mysle ze za chwile ktos odmieni twoje zycie .. Potrzebna Ci pogodna kobieta ktora wszystkie Twoje wady zmieni w zalety zaczniesz znow byc soba.. A jak dlugo na to czekac??? Hmm tego nie wiem ale im bardziej i czesciej bedziesz sie usmiechac sam przyciagniesz do siebie mnostwo pozytywnych osob.. Wartosciowy z Ciebie facet badz pewny siebie sporo zyskasz smile

30

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:

Czuliście kiedyś gorycz po tym wszystkim co Was spotkało ? Od kilku dni mam takie poczucie, że pierwszy związek mogłem o wiele wcześniej skończyć (miałem 2 razy ku temu powody) ale uparcie walczyłem, patrząc z perspektywy czasu to nie potrzebnie. I teraz czuję tą gorycz, że poniekąd zmarnowałem 5,5 roku, niby zyskałem wiele na tym ale fakt straty tego, tylu zmian życiowych, celów nie wiem dlaczego ale mnie boli. Że mógłbym być teraz w innym "etapie" życia. Zawsze odcinałem się od takich myśli ale od kilku dni nie mogę, do tego dochodzą głupie sny, na każdy temat. Zacząłem biegać, niby trochę pomaga ale ... no właśnie, nie jest ani dobrze ani źle. Jestem zawieszony w próżni.

A popatrz na to z innej strony,
czy bylbys o tyle "bogatszy" w te zyciowe doswiadczenia tkwac dalej w tym zwiazku, przymykajac oko "z milosci" co jestes teraz? Spelniony doswiadczeniowo a uczuciowo wrak!

Walczyles o zwiazek odsuwajac na bok "bogactwo" inwentarza, ktory tylko Tobie przypadl w udziale. Bo jesli jestes tym przegranym w zwiazku a dobrze wykorzystasz zdobyte w nim "plony", zyskujesz wiecej. Role zerwanego zwiazku z reguly zawsze sie odwracaja z uplywem czasu.
"Wartosc siebie poznasz wtedy, kiedy sie poswiecisz" a "najwiecej zawdzieczamy tym, ktorzy Nas skrzywdzili".

Gorycz towarzyszy temu zawsze... ale a koniec dodaje "smaczku" w zyciu.

31

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
bags napisał/a:
Maksym24 napisał/a:

Czuliście kiedyś gorycz po tym wszystkim co Was spotkało ? Od kilku dni mam takie poczucie, że pierwszy związek mogłem o wiele wcześniej skończyć (miałem 2 razy ku temu powody) ale uparcie walczyłem, patrząc z perspektywy czasu to nie potrzebnie. I teraz czuję tą gorycz, że poniekąd zmarnowałem 5,5 roku, niby zyskałem wiele na tym ale fakt straty tego, tylu zmian życiowych, celów nie wiem dlaczego ale mnie boli. Że mógłbym być teraz w innym "etapie" życia. Zawsze odcinałem się od takich myśli ale od kilku dni nie mogę, do tego dochodzą głupie sny, na każdy temat. Zacząłem biegać, niby trochę pomaga ale ... no właśnie, nie jest ani dobrze ani źle. Jestem zawieszony w próżni.

A popatrz na to z innej strony,
czy bylbys o tyle "bogatszy" w te zyciowe doswiadczenia tkwac dalej w tym zwiazku, przymykajac oko "z milosci" co jestes teraz? Spelniony doswiadczeniowo a uczuciowo wrak!

Walczyles o zwiazek odsuwajac na bok "bogactwo" inwentarza, ktory tylko Tobie przypadl w udziale. Bo jesli jestes tym przegranym w zwiazku a dobrze wykorzystasz zdobyte w nim "plony", zyskujesz wiecej. Role zerwanego zwiazku z reguly zawsze sie odwracaja z uplywem czasu.
"Wartosc siebie poznasz wtedy, kiedy sie poswiecisz" a "najwiecej zawdzieczamy tym, ktorzy Nas skrzywdzili".

Gorycz towarzyszy temu zawsze... ale a koniec dodaje "smaczku" w zyciu.

jak zwykle sie z Toba zgodze smile bardzo trafny poscik i ile w nim prawdy o nas tych polamancach zyciowych dziena bags smile

32

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

nowaja29 faktycznie, masz rację, sam się na tym "łapię" że praktycznie cały czas gdzieś idąc jestem ponury i smutny a kogo takie oblicze przyciągnie ? chyba grabarkę tylko ;D ale muszę coś z tym zrobić, tak jak pisałem, bieganie pomaga ale w małym stopniu, to dusza moja musi zacząć chcieć. Powtarzam sobie w zdrowym ciele, zdrowy duch, zobaczymy czy to się sprawdza.

bags mógłbyś zostać moim mentorem, mentorem innych ludzi, bo bardzo mądrze mówisz. Faktycznie, wiele rzeczy bym nie "przeżył" co by się nie przekształciło w doświadczenie i "ukierunkowanie" mnie pod pewnym kątem. Coś w tym jest. Mam nadzieję, że to jaki jestem, jak się zachowuję, jak postrzegam świat, któregoś dnia będzie odpowiadało jakiejś miłej i sympatyczniej dziewczynie, która mnie zaakceptuje takiego jaki jestem i nie będzie wywierała na mnie zmian.


Tak samo jak teraz, z jednej strony chciałbym być z kimś (z obawy przed samotnością ? lub by z kimś być? wiem, to głupie) a zarazem mam plany na wyjazd do Kanady po zakończeniu szkoły lub po prostu przeprowadzkę do Wrocławia. Może jednak odpuścić sobie krótkotrwałe miłości i znajomości a skupić się na sobie i pracy dyplomowej ? Cały czas mam "misz masz" w głowie, dlatego tutaj kieruję moje przemyślenia i wątpliwości, mając nadzieje, że ktoś mądrzejszy i bardziej doświadczony jakoś mnie nakieruje na dobrą drogę.

33

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

przysluchaj sie temu:
http://www.youtube.com/watch?v=_8soxGp52dk

34

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

bieganie hmmmm skad ja to znam smile ok zaczynasz od malych rzeczy a potem juz z gorki smile ja mam o tyle dobrze ze nawet jesli jest bardzo zle mam usmiech na twarzy i przyciagam do siebie sporo ludzi:) spotkajac sie z kims zapomnij o smutku i ciesz sie chwila i nie zaczynaj rozmowy jestem beznadziejny , trafiam na zle kobiety jak ja wygladam itd.. Zacznij z usmiechem poglaszcz sie po brzuszku i powiedz ze nikt takiego nie ma albo ze prawdziwy ogier pod wiata stac musi czy jaki ptaszek taki daszek smile jestem pewna ze masz jakies zalety ktorymi mozesz sie pochwalic troszeczke wiecej pewnosci smile zobaczysz ze to skutkuje smile

35

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

No właśnie, życie w "zawieszeniu". Człowiek próbuje się pogodzić sam ze sobą, ze swoim stanem ,ale jak na złość przychodzą wszystkie inne rzeczy. Chociaż ja mam wrażenie, że po tym rozstaniu tak się użalam nad sobą, że to do mnie niepodobne. Sama sobą już rzygam. Serio...

Tak bags zdecydowanie powinien zostać mentorem. Z resztą moim już został i chwała mu za to, bo sama pewnych rzeczy bym się nie domyśliła.

I choć serducho dalej niepotrzebnie się wtrąca, to jednak mimo łez i smutku, staram się słuchać swojego rozumu. Jak to moja mama mówi, kocha się rozumem, a serce to tylko taka żyłka, łącznik tego wszystkiego.

Ja staram się już do niego nie pisać i nie dzwonić. Niepotrzebnie wcześniej tak robiłam, dlatego moja rekonwalescencja trwa dłużej... i niepotrzebnie, z niekorzyścią dla mnie samej... niestety

Tylko pytanie. Czy to jest normalne, że teraz najmniejsza pierdoła odstrasza mnie od innych? - np. znak zodiaku (taki sam jak u byłego), wspólni znajomi, niektóre zachowania. A może ja się czepiam i nie potrafię zdjąć tego "pancerza"?

... aby te wszystkie wspomnienia zbledły ... stawały się coraz bielsze i bielsze

36

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

bags

Dzięki, kiedyś interesowałem się podobnymi tematami ale jakoś nie wcielałem ich w życie. Teraz wiem, że muszę zacząć wszystko od siebie, jak zaakceptuję siebie, swoje zalety i wady to ruszę do przodu. Cele mam wypisane na kartce, nic tylko je realizować.

nowaja29

zalet i dobrych cech mam na pęczki, też staram się je uwydatniać tylko ostatnim czasem nastał w mym życiu marazm. Zdawało mi się, że wiem czego chcę, ale rozmowa z "klinową" uświadomiła mi, jak jestem w błędzie i że to co chcę jest błędem. Dlatego to trochę znów zawirowało mi w życiu / świadomości własnej wartości. Plusem jest to, że zrobiłem wszystko co można było i nie ma we mnie żadnej winy, że tak to się skończyło. Kupię sobie taśmę, przykleję na twarz by mieć cały czas uśmiech wink zobaczę co to pomoże.

malacialem_duzasercem

Tak, niestety tak, każda znajomość zaczyna się od analizowania i porównywania, moim zdaniem po prostu jeszcze jest za wcześnie na cokolwiek i "rany" są jeszcze niezaschnięte. Potrzeba... czasu. Zapewne potrafisz, będziesz mogła to zrobić, ale może oglądnij to co bags wkleił, tam jest też sporo o tym powiedziane, ważne by "pokochać" siebie, by odkryć co mamy w sobie najlepszego do zaoferowania a reszta sama przyjdzie, i co najważniejsze, by odrzucić od siebie negatywne myśli, bo im ich więcej tym bardziej się nasilają  i nas otaczają. Pozytywne myślenie to podstawa.

37

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:

bags
Dzięki, kiedyś interesowałem się podobnymi tematami ale jakoś nie wcielałem ich w życie. Teraz wiem, że muszę zacząć wszystko od siebie, jak zaakceptuję siebie, swoje zalety i wady to ruszę do przodu. Cele mam wypisane na kartce, nic tylko je realizować.

Tez tak kiedys prosperowalem z przeswiadczeniem, zeby bardziej zwracac uwage na to, co o mnie i na moj temat mowia inni. Sugerowac sie tym bardziej niz swoim "jestestwem" w zyciu. Pewna rozmowa z osoba z mojego "swiatka chorobowego" wywrocila ta zasade do gory nogami. Przez to zrozumialem paradoksalnie i zarazem dobitnie problem, ze to nie ja a swiat i ludzie, ktorzy mnie otaczaja jest brutalnie mowiac chory. Przelozylo sie to idealnie na problematyke grajaca pierwsze skrzypce w moim zwiazku. Niby tez ludzie z problemami zdrowotnymi, majacy pojecie o problemie a jednak... nie do konca.

Maksym24 napisał/a:

Zdawało mi się, że wiem czego chcę, ale rozmowa z "klinową" uświadomiła mi, jak jestem w błędzie i że to co chcę jest błędem. Dlatego to trochę znów zawirowało mi w życiu / świadomości własnej wartości.

Po pierwsze nie tylko w "tej" Waszej sprawie a ze wszystkim, co sie wokol Ciebie dzieje.
Po drugie to nie Ty byles w bledzie a bedna byla interpretacja tego, co Ty chcesz - przez innych.
Jak tez to, ze

Maksym24 napisał/a:

zrobiłem wszystko co można było i nie ma we mnie żadnej winy, że tak to się skończyło. Kupię sobie taśmę, przykleję na twarz by mieć cały czas uśmiech wink zobaczę co to pomoże.

bo zrobiles tak, jak sam uwazales za sluszne. Wyszedles wygranym "cos" przegrywajac. I teraz to "cos" bedzie deptac innym dlugo po pietach.
Ja sie nauczylem od innych "nasladujac" Ich, ze czasem trzeba komus przylozyc "liscia" w twarz dobrym slowem tak, by w poczatkowej fazie smial sie z Nas i tego co slyszy. Jednak do czasu, bo gdy zatrybi przeslanie plynace z Naszej wypowiedzi, to bedzie wsciekly sam na siebie.
Jak to zrozumiesz, to rogal na twarzy pojawi sie samoczynnie, bez sztucznego wspomagania big_smile. 

Maksym24 napisał/a:

ale może oglądnij to co bags wkleił, tam jest też sporo o tym powiedziane, ważne by "pokochać" siebie, by odkryć co mamy w sobie najlepszego do zaoferowania a reszta sama przyjdzie, i co najważniejsze, by odrzucić od siebie negatywne myśli, bo im ich więcej tym bardziej się nasilają  i nas otaczają. Pozytywne myślenie to podstawa.

Haczykiem w calym tym filmie jest ten wic, ktory Ty ujales w "..." czyli nie brac tego doslownie do siebie. Egoizm jest wskazany, jak najbardziej ale w zdecydowanych granicach zdrowego rozsadku.

38

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

moj drogi usmiech musi byc widoczny w oczach smile juz czuje ze jestes na dobrej drodze dasz rade smile

39

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
bags napisał/a:

Tez tak kiedys prosperowalem z przeswiadczeniem, zeby bardziej zwracac uwage na to, co o mnie i na moj temat mowia inni. Sugerowac sie tym bardziej niz swoim "jestestwem" w zyciu. Pewna rozmowa z osoba z mojego "swiatka chorobowego" wywrocila ta zasade do gory nogami. Przez to zrozumialem paradoksalnie i zarazem dobitnie problem, ze to nie ja a swiat i ludzie, ktorzy mnie otaczaja jest brutalnie mowiac chory. Przelozylo sie to idealnie na problematyke grajaca pierwsze skrzypce w moim zwiazku. Niby tez ludzie z problemami zdrowotnymi, majacy pojecie o problemie a jednak... nie do konca.

Jeszcze kilka lat temu, może z wrodzonej nieśmiałości, bardzo przywiązywałem uwagę ( i przez moją byłą ) co kto o mnie powie i co będzie o mnie sądził. Ale powoli "ewoluowałem" przemieniając się w osobę, którą nie interesują opinie innych ludzi na temat mojej osoby (w sensie negatywnym). I jak zauważyłem, od razu lepiej mi się żyje. Poza tym mam ogromny dystans do siebie, ogromną ilość autoironii i sarkazmu, śmieję się ze swoich wad zewnętrznych. Zależy to od podejścia.

bags napisał/a:

Po pierwsze nie tylko w "tej" Waszej sprawie a ze wszystkim, co sie wokol Ciebie dzieje.
Po drugie to nie Ty byles w bledzie a bedna byla interpretacja tego, co Ty chcesz - przez innych.
Jak tez to, ze

Maksym24 napisał/a:

zrobiłem wszystko co można było i nie ma we mnie żadnej winy, że tak to się skończyło. Kupię sobie taśmę, przykleję na twarz by mieć cały czas uśmiech wink zobaczę co to pomoże.

bo zrobiles tak, jak sam uwazales za sluszne. Wyszedles wygranym "cos" przegrywajac. I teraz to "cos" bedzie deptac innym dlugo po pietach.
Ja sie nauczylem od innych "nasladujac" Ich, ze czasem trzeba komus przylozyc "liscia" w twarz dobrym slowem tak, by w poczatkowej fazie smial sie z Nas i tego co slyszy. Jednak do czasu, bo gdy zatrybi przeslanie plynace z Naszej wypowiedzi, to bedzie wsciekly sam na siebie.
Jak to zrozumiesz, to rogal na twarzy pojawi sie samoczynnie, bez sztucznego wspomagania big_smile.

Rozumiem o co chodzi, po prostu żyć swoim życiem i czekać aż te osoby same sobie uświadomią swój błąd a ja będę hen, hen daleko wraz ze znalezionym szczęściem.


bags napisał/a:

Haczykiem w calym tym filmie jest ten wic, ktory Ty ujales w "..." czyli nie brac tego doslownie do siebie. Egoizm jest wskazany, jak najbardziej ale w zdecydowanych granicach zdrowego rozsadku.

Oczywiście, by nie popaść w narcyzm, gdzie zamiast polepszyć swoją sytuację, sprawimy, że będzie gorzej.

A powiedz mi jeszcze, można jakoś zmienić podejście typu "dla wszystkich zrobię wszystko, poświecę co się tylko da, a sam stracę bardzo dużo" bo niestety mam taką przypadłość, że każdemu oddałbym serce, ostatni posiłek i grosz a niestety najczęściej tracę na tym najwięcej.



nowaja29 też mam taką nadzieję, że jestem na dobrej drodze, robię wszystko co w mojej mocy by każdy kolejny dzień był lepszy od poprzedniego. Tym bardziej, że praca dyplomowa sama się nie napisze, a od niej uzależniam kilka spraw w przyszłości.

40

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:

A powiedz mi jeszcze, można jakoś zmienić podejście typu "dla wszystkich zrobię wszystko, poświecę co się tylko da, a sam stracę bardzo dużo" bo niestety mam taką przypadłość, że każdemu oddałbym serce, ostatni posiłek i grosz a niestety najczęściej tracę na tym najwięcej.

Dobre pytanie a jeszcze trudniej o sensowna odpowiedz...
Ty wszystko dla wszystkich a czy owi wszyscy - i kazdy z osobna - jest gotow zrobic vice versa dla Ciebie z tym samym bilansem zyskow i strat?
Wiec moze warto zaczac myslec o wszystkich i o sobie z naciskiem na to, by jednak stanowczo myslec o sobie najpierw. I pal licho czy oni na tym straca czy nie, wazne by ta strata byla dla Ciebie nawet malym zyskiem "czasu" niz niepowetowana strata ostatniego grosza.
Dasz palec to wezma cala reke... wiec trzeba czasem pogrozic tym palcem.

41

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
Maksym24 napisał/a:

A powiedz mi jeszcze, można jakoś zmienić podejście typu "dla wszystkich zrobię wszystko, poświecę co się tylko da, a sam stracę bardzo dużo" bo niestety mam taką przypadłość, że każdemu oddałbym serce, ostatni posiłek i grosz a niestety najczęściej tracę na tym najwięcej.

Niestety, mam dokładnie to samo. Zamiast serce miękkie a dupa twarda, to mam wszystko miękkie. Chcę dla każdego dobrze, zbawić świat, oddać serce, a w zamian dostaję połowę, a nawet ćwiartkę tego mojego "dawania", odwdzięczania się. I nie chodzi tu wcale o ilość, ale jakość podarunku. I to prawda dać palec, a wezmą całą rękę,  tylko nie zdają sobie sprawy, że zabierają cząstki nas samych, po to aby im było lepiej.

bags napisał/a:

Dobre pytanie a jeszcze trudniej o sensowna odpowiedz...
Ty wszystko dla wszystkich a czy owi wszyscy - i kazdy z osobna - jest gotow zrobic vice versa dla Ciebie z tym samym bilansem zyskow i strat?
Wiec moze warto zaczac myslec o wszystkich i o sobie z naciskiem na to, by jednak stanowczo myslec o sobie najpierw. I pal licho czy oni na tym straca czy nie, wazne by ta strata byla dla Ciebie nawet malym zyskiem "czasu" niz niepowetowana strata ostatniego grosza.
Dasz palec to wezma cala reke... wiec trzeba czasem pogrozic tym palcem.

No właśnie... bilans zysków i strat. Niby to takie płytkie i nie na miejscu rozkładać coś na czynniki pierwsze, ale to "coś" jest związkiem i czasami, ba nawet powinno się usiąść i pomyśleć ile dajemy a ile otrzymujemy w momencie kiedy dochodzi do nas myśl, że coś jest nie tak. Czasami trzeba być tym małym egoistą i pomyśleć o sobie, bo pytanie : czy ta osoba zawsze, wszędzie, o każdej porze dnia i nocy myśli także o nas? jest w stanie tyle samo dać? przełożyć to na taką samą jakość? pójść w ogień za nas?  - no właśnie...

Musimy dostrzec swoje zalety, a wady zaakceptować i śmiać się z nich. A piorun prędzej czy później trzaśnie i w serce i w rozum.

42

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku
malacialem_duzasercem napisał/a:

Czasami trzeba być tym małym egoistą i pomyśleć o sobie, bo pytanie : czy ta osoba zawsze, wszędzie, o każdej porze dnia i nocy myśli także o nas? jest w stanie tyle samo dać? przełożyć to na taką samą jakość? pójść w ogień za nas?  - no właśnie...

Ktos kiedys madrze zapytal:
Co bys zrobil/a gdyby jednoczesnie topila sie zona/maz i tesciowa? komu pierwszemu ruszyl(a)bys na ratunek?
Odpowiedz jest z reguly wiadoma no ale... odsylam do tego, co napisalas big_smile
Rzuca sie Nam na ratunek czy kolo ratunkowe albo zlamany kij podadza, wroc rzuca...???

Musimy dostrzec swoje zalety, a wady zaakceptować i śmiać się z nich. A piorun prędzej czy później trzaśnie i w serce i w rozum.

Byc soba i siebie w 100% akceptowac, bo to jest podstawa w zwiazku. I za to powinno sie kochac - z wzajemnoscia partnera.

43

Odp: Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Trochę dni już minęło, z dnia na dzień jest coraz lepiej, mam mniej gorszych dni z dziwnymi myślami. Można powiedzieć czynię postępy i zaczynam raczkować.

Podczas biegania mam trochę czasu na refleksje, a mianowicie dochodzę do wniosku, że aby zacząć z kimś nowy rozdział w życiu należy doprowadzić się do stanu " 0 " czyli potrzebne jest rozliczenie się z przeszłością / własnym sumieniem oraz otworzenie się na otaczający nas świat. Powoli i mozolnie robię ten rachunek sumienia, zobaczę ile to potrwa. Na dniach planuję wyrzucić wszystkie rzeczy po 1 związku, mam nadzieję, że to mnie głównie uwolni.

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czas potrzebny do bycia sobą po nie udanym związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026