Zaczynając od początku - mój ojciec jest alkoholikiem. Zbiegiem lat jego problem narasta. Urósł do takiej rangi, że w moim domu pojawiła się policja.. kto to przeżył to wie co oznacza ten problem, ale właściwie nie o tym chciałam pisać. Jestem z moim chłopakiem od przeszło 4 lat i powiem wprost, że on również nadużywa alkoholu. Jest "niby" sportowcem, ale wcale nie przeszkadza mu fakt, że codziennie trenuje. Od świąt wielkanocnych pije co weekend - zazwyczaj doprowadza się do takiego stanu, że nie pamieta jak wrócił do domu. W tygodniu też zaczyna podpijać piwka od 1-3.
W obecnym momencie nie rozmawiamy ze sobą, ponieważ wystawił mnie dla kolegów, dla alkoholu a to jest mój najczulszy punkt.. W tą sobotę nawet nie trafił do domu - został u kolegi bo nie był w stanie wrócić do domu. Naturalnie nie widzi swojego problemu jak każdy uzależniony od tego "sportu". Bije się z myślami, zawsze groziłam mu że rzuce go w cholere, ponieważ nie zapewnie sobie takiego zycia jakie mam z ojcem. Mam dużą motywację. Nigdy jeszcze tak się nie zawzięłam. Czy myśliscie że taki "wstrząs" jak moje odejście zmieni go? Czy to będą jak zwykle złudne obietnice?
Podobne tematy
Seense, jeśli nie skończy się jedynie na groźbach, to może coś się zmieni. Póki co sama piszesz, że jedynie "zawsze mu groziłaś". Same groźby nic nie dadzą. Odejście, zmobilizowanie go do podjęcia przez niego leczenia... nic innego. Skoro do tej pory będąc z nim nie skłoniłaś go do leczenia, to widocznie potrzebuje większej "motywacji". Zawsze powtarzam to co kiedyś słyszałam od pewnego znajomego (zresztą też alkoholika) "czasami trzeba sięgnąć dna, żeby się móc od niego odbić".
Alkoholik musi sam dla siebie podjac leczenie.Ale twarda miłosc powoduje ,ze nie bedzie mial komfortu picia.Zostawic go ,nie gotowac ,nie prac ,nie sprzatac.Moze siegnie swojego dnia i dostanie łaske leczenia.Ale nie wiadomo.Jednak bedac przy nim i robiac za niego wiele rzeczy, przyklada sie reke do dalszego rozwoju choroby.A tobie polecam terapie dla DDA
Zgadzam się, chociaż to boli, czasem trzeba być twardym - dla jego i , przede wszystkim Twojego dobra. Mieszkasz teraz z tym chłopakiem czy z ojcem?
My ze sobą niemieszkamy, aczkolwiek mój "luby" coś kiedyś wspominał. Pamietam jak w te świeta, naturlanie mój ojeciec zajrzał do kieliszka i wszystko działo się jak zawsze. Awantura-Policja-Izba
Wtedy mój chłopak powiedział, że chce znaleźć mieszkanie ażebym nigdy już takich świąt ja te niemiała.. Dziwie sie,że pisząc takie słowa robi mi dokładnie to samo. Teraz? Staram się to ignorować, zajać sobą nie ich problemami. Mam 21 lat, czytałam kiedyś o tej terapii aczkolwiek nie myśłalam nad tym aby takową podjąć. Być może jest mi potrzeczna, bo jestem współuzalezniona. Miałam manie kontrolowania, z uwagi na dość twardszy charakter staram się zmagać z tym sama i idzie naszczęście ku dobremu, małymi krokami mam nadzieje że dojdę do pełnej równowagi.
Zastanawiam się, czy niezakończyć tego? 4 lata to szmat czasu.. ale czy warto marnować sobie życie? On uważa, że nie ma problemu, że picie w weekendy to nic złego. Uważam że alkohol jest dla ludzi, ale w miare rozsądku. A mój chłopak nie kontoroluje tego - ile widzi tyle pije. Nie widzi swoich błędów i nie potrafi przepraszać, zauważylam ze u niego w domu niema słow: dziękuje, prosze, przepraszam.
wspolczuje
Jeszcze chcę napomnąć, że przed chwilą kontaktował się ze mną i jak zwykle stwierdził że jak mi "przejdzie" to żebym się odezwała. On uważa, że wszystko skończy się jak zawsze. Pomarudzę i dwa trzy siedem dni i będzie zgoda. Mam nadzieje, że pokaże mu jak bardzo się tym razem pomyli że to nie moje "widzimisie"
Mam podobną sytuację. Mój ojciec pił (pije nadal, ale nie mieszka już z nami). Drugi raz weszłam w związek, w którym Pan wyraźnie nadużywa. Za pierwszym razem dosyć szybko się zmotywowałam, by przerwać taką toksyczną relację (potrafił oddawać rzeczy z domu do komisu, by mieć na alkohol). Mój obecny "luby" również nie próżnuje jeśli chodzi o picie. I nie uważa, by było to coś złego. "Wszyscy tak robią', "jestem młody", "kiedyś się ogarnę". Nie mogę już słuchać takich bzdur. Wypracował sobie schemat spotkań ze znajomymi - nachlać się do nieprzytomności. I co miałoby to zmienić? Nic. Groźby, prośby, ciche dni, szczere rozmowy - nic nie dają. Teraz wiem, że ostateczna decyzja należy tylko do mnie, bo on i tak się nie zmieni ( nie mówię,by nie pił wcale, ale żeby z umiarem).
Nie wiem czy "wstrząs" coś da. To zależy od człowieka. Ale ja wątpię by na dłuższą metę to by coś dało, skoro sam nie widzi problemu. Może przez jakiś krótki czas.
Trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło po Twojej myśli!
Seense - pamietaj o jednym. dziewczyny z rodzin alkoholowych, czesto wiaza sie z alkoholikiem. I nie dlatego, ze takiego szukaja, tylko dlatego, ze dziewczyna, ktora nie zna tego problemu spieprza od takiego faceta.
Ty podswiadomie jestes nastawiona na tzw dawanie szansy, przeciagania agonii itp. Pewne zachowania nie "zwalaja cie z nog".
Facet ewidentnie pije w chory sposob - jezeli on nie ma zmiaru tego zmienic - pozostaje tylko Tobie cos zmienic, najlepiej dac sobie spokoj.
Tak naprawde nie wiem, ale pomyśl "ile wody ze studni trzeba wypić żeby znieść tę rozłąke"?
Mam małe dziecko, dużo problemów na głowie. A mój facet ciągle nadużywa alkocholu . Myśłąc że to rowiąże nasze problemy, a ja nie dość że też przeżywam nasze wspólne problemy to jeszcze on sprawia mi kolejny problem . Próbowałąm z nim rozmawiać na każdy sposób i za każdym razem obiecuje że weźmie się w garść i za robote bo przy tym piciu zaniedbuje swoją prace, a jest taksówkarzem i gdy nie pracuje nie mamy pieniędzy na życie i na spłaty kredytów. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać chciała bym uciec z domu , ale nie mam gdzie bo może jak bym znikneła na kilka dni z dzieckiem, to może by coś przemyślał . Proszę żebyście mi doradzili co mam z tym wszystkim zrobic ?
Zaczynając od początku - mój ojciec jest alkoholikiem. Zbiegiem lat jego problem narasta. Urósł do takiej rangi, że w moim domu pojawiła się policja.. kto to przeżył to wie co oznacza ten problem, ale właściwie nie o tym chciałam pisać. Jestem z moim chłopakiem od przeszło 4 lat i powiem wprost, że on również nadużywa alkoholu. Jest "niby" sportowcem, ale wcale nie przeszkadza mu fakt, że codziennie trenuje. Od świąt wielkanocnych pije co weekend - zazwyczaj doprowadza się do takiego stanu, że nie pamieta jak wrócił do domu. W tygodniu też zaczyna podpijać piwka od 1-3.
W obecnym momencie nie rozmawiamy ze sobą, ponieważ wystawił mnie dla kolegów, dla alkoholu a to jest mój najczulszy punkt.. W tą sobotę nawet nie trafił do domu - został u kolegi bo nie był w stanie wrócić do domu. Naturalnie nie widzi swojego problemu jak każdy uzależniony od tego "sportu". Bije się z myślami, zawsze groziłam mu że rzuce go w cholere, ponieważ nie zapewnie sobie takiego zycia jakie mam z ojcem. Mam dużą motywację. Nigdy jeszcze tak się nie zawzięłam. Czy myśliscie że taki "wstrząs" jak moje odejście zmieni go? Czy to będą jak zwykle złudne obietnice?
Także jestem córką alkoholika.Też często dochodziło do awantur i kończyło się izbą wytrzeźwień.
I powiem Ci ,że bardzo sobie pilnuje tego ,żeby mój facet nie pił,mam wspaniałego faceta który bardzo mnie wspiera i nie daje mi powodów do jeszcze większych zmartwień,dlatego nawet bardzo rzadko spotyka się z kolegami,chociaż wiem nie moge go tak ograniczać
Nie myśle ,żeby rozstanie zmieniło Twojego faceta,jeżeli ktoś jest uzależniony to już tak będzie ,ja nie wierze w cudowne uzdrowienie,to jest choroba i trzeba ją leczyć ale napewno nie wtaki sposób.
To jak myślisz czy powinnam nas zapisać na terapie rodzinną do psychologa ? A jego do AA ? Tylko jest pytanie jak go do tego przekonac ?
To jak myślisz czy powinnam nas zapisać na terapie rodzinną do psychologa ? A jego do AA ? Tylko jest pytanie jak go do tego przekonac ?
Porozmawiaj z nim szczeże,powiedz ,jaki masz zamiar i jeżeli sie zgodzi to ok,a jeżeli nie to odejdź bo przecież go nie zmusisz do wspólnej terapii,a przecież to on sam powinien jej chcieć jeżeli mu wg zależy i nadal Cie kocha
Wiele sie pozmienialo moimi mili. Dziekuje za wszystkie komentarze! Bardzo mi milo kiedy wiem ze moge porozmawiac z kims kto mnie rozumie. Wiec zaczne od poczatku... tamta sytuacja potoczyla sie nastepujaco.. przyjechal do mnie do pracy z kwiatami, przepraszal... potem zaszczicil mnie swoja obecnoscia u mnie w domu. Dlugo rozmawialismy. Jak zawsze twierdzil ze przestanie mnie wystawiac dla kolegow.i alkoholu. Chce naznaczyc ze nie zabraniam mu pic, uwazam ze alkohol jest dla ludzi, sama czasem wypije reedsa to przeciez nie grzech. Wymagam od niego trzezwosci na spotkaniach. W sobote miala miejsce sytuacja ktora mnie dosc pozytywnie zaskoczyla. Odmowil wypicia piwa.. ale ze nienaleze do osob naiwnych i latwowiernych nie wierze w obietnice bez pokrycia. Przyszedl czwartek tj.02.0f i sytuacja sie powtorzyla. Chce wspomniec ze moj.luby posiada bardzno nachalnego koleszke bez perspektyw i ambicji a z racji tego ze moj chlopak jest bardzo podatny na sugestie innych poszedl z nim po raz kolejny na piwko konczylo sie to upojeniem alkoholowym. W obecnej chwili postanowilam zakonczyc ten zwiazek, gdyz przy oststniej klotni powiedzialam ze to jego ostatnia szansa. A z alkoholikiem trzeba konsekwentnie czyz nie? Naturalnie prouje odwwrocic kota ogopnem i stwierdzil ze nie zapytalam o sprawe wazna dla niego i mam u niego przez to przekichane. Zycze wam i sobie wytrwalosci. Alkoholikowi nie mozna odpuszczac poki niespadnie na dno bedzie nami pomiatal. Wiec zyczcie mi sily..