Witam,
zdecydowałam się umieścić tu swój wątek w ramach autoterapii, choć długo się wahałam szukając pocieszenia w innych wątkach.
Moja sytuacja wygląda tak, że byłam z chłopakiem ponad 4lata. Różnie bywało, czasem było nam jak w siódmym niebie, czasem gorzej, jak to w każdym związku, ale zawsze wychodziliśmy jakoś z wszystkiego bo zwyciężało uczucie które nas łączyło. Jakoś na początku marca miała miejsce nie przyjemna sytuacja między nami, doszło do kłótni w której padły słowa, że skoro się nie dogadujemy to może powinniśmy się rozstać. Oczywiście w emocjach mówi się wiele rzeczy których później się żałuje, minęło parę dni, "rozmawialiśmy smsami", daliśmy sobie czas do ochłonięcia i namysłu czego tak naprawdę chcemy. Spotkaliśmy się dokładnie 15 marca, żeby porozmawiać, szłam na to spotkanie z mieszanymi uczuciami, ale przeważało uczucie które do niego żywię, postanowiłam sobie jednak, że wysłucham co on ma mi do powiedzenia i ustosunkuję się do tego. Powiedział że żaden czas nie jest odpowiedni na taką decyzję i że nadal nie wie czy dobrze robi, ale że może ta "kłótnia" dała nam impuls do tego żeby się jednak rozstać. Powiedział też że boi się że sobie beze mnie nie poradzi, ale może tak będzie lepiej... Szczerze powiedziawszy zamurowało mnie wtedy, bo w głębi serca wierzyłam że jednak będzie dążył do pojednania między nami (i sama chciałam do tego dążyć), stało się jednak inaczej, choć w głębi targały mną emocje to zachowałam kamienną twarz i spokój, nie chciałam dać po sobie poznać, jak bardzo dotyka mnie to co do mnie mówi. Moja reakcja trochę go zmieszała, chyba spodziewał się że raczej będę próbowała na siłę go przekonać że się myli. Im bardziej ja nie próbowałam go przekonywać, tym bardziej on próbował to wszystko tłumaczyć, mówił że mnie kocha, że jestem mu bardzo bliska że boi się jak to będzie beze mnie, ale też że nie jest pewien czy powinniśmy dalej razem być bo nasze charaktery znacznie się różnią, ale mimo wszystko prosił o nie zrywanie kontaktu, pytał czy się jeszcze spotkamy żeby ze sobą pobyć, powiedziałam że może (a w głębi krzyczałam z rozpaczy na myśl o tym co właśnie następuje). Nie przespałam tej nocy, cały następny dzień przepłakałam, po czym stwierdziłam że może jeszcze nie wszystko stracone i napisałam do niego, pytając czy jego propozycja spotkania jest nadal aktualna, odpisał ochoczo że tak i spotkaliśmy się. W ogóle nie rozmawialiśmy o nas, tylko o byle pierdołach, na koniec spotkania, zapytał czy może mnie przytulić, zrobił to, i dodatkowo mnie pocałował, myślałam że to początek wychodzenia na prostą, ale po tym spotkaniu był tylko "koleżeński" kontakt smsowy między nami, który jeszcze dwa lub trzy razy doprowadził do spotkania. Każde z tych spotkań miało taki sam charakter, przyjacielski spacer, rozmowa o życiu, trochę jak pierwsze randki, zawsze dochodziło też do okazywania sobie uczuć przez przytulenie, namiętne pocałunki, po każdym z tych spotkań żywiłam ogromną nadzieję na przełom w naszej relacji, na powrót do normalności, tak się jednak nie działo, po spotkaniach następowały bliższe lub dalsze koleżeńskie relacje. Byłam bardzo zmieszana, pogubiona, nie wiedziała na czym stoję. Następne dwa tygodnie nie spotkaliśmy się w ogóle (myślałam że zatęskni i wreszcie zaproponuje spotkanie ale nie doczekała się), tak bardzo doskwierała mi już ta sytuacja że postanowiłam sama zainicjować spotkanie na które zgodził się bez problemu, bardzo miło spędziliśmy razem czas, spacer, kawa, romantyczne spojrzenia prosto w oczy, po tym spotkaniu postanowiłam podjąć rozmowę na nasz temat (pomyślałam wóź albo przewóz), powiedziałam mu że go kocham, że uważam że jest wspaniały i że podobało mi się to jak się między nami układało w naszym związku. Powiedziałam też że chciałabym czegoś więcej niż jest teraz, że chce wrócić do tego co było a mam wrażenie że sytuacja się nie rozwija. Miałam wrażenie że ucieszył się na te słowa ale potem nie wiedział co powiedzieć. Powiedziałam jeszcze że czas bez niego skłonił mnie do przemyśleń jak bardzo jest mi ciągle bliski, on odpowiedział że ja też ciągle jestem mu bliska i że pewnie o tym dobrze wiem, ale jemu myślenie wychodzi zdecydowanie wolniej. Stwierdził że tęskni za mną, że ciągle o tym myśli ale ma ciągle mieszane uczucia na nasz temat, że w dalszym ciągu nie potrafi się zdeklarować co dalej... Nie wyznaczyliśmy żadnego kolejnego spotkania na rozmowę, nic nie ustaliśmy, po prostu się pożegnaliśmy. Od tamtej pory mija piąty dzień, i cisza... Zero smsów, zero telefonów. Po tym jak się przed nim ostatnio "obnażyłam" emocjonalnie i powiedziałam o swoich oczekiwaniach, postanowiłam teraz zamilknąć i poczekać na jego ruch, na razie nie przejawił żadnej inicjatywy, a ja już nie wiem co myśleć, czy potrzebuje czasu bez kontaktu żeby ustosunkować się do swoich uczuć, czy w ten sposób daje mi do zrozumienia że nic z tego nie będzie... Sądzę jednak że bez względu na decyzję dałby mi jakoś znać, ale teraz już żadnej pewności nie mam. Bardzo przeżywam całą tą sytuację, ciągle płacze z tęsknoty, wszystko wokół wydaje mi się bezsensem, wydaje mi się że utraciłam siły do życia. Wczoraj dałam namówić się swoim znajomym na imprezę, pomyślałam że choć na chwilę przestanę o tym myśleć, że się trochę rozerwę, byłam już gotowa do wyjścia, kiedy usiadłam i zaczęłam płakać, pomyślałam że to bez sensu, że to wyjście i tak nic nie zmieni i nigdzie nie poszłam. Już nie wiem co robić, siedzę, myślę o tym i nic nie podnosi mnie na duchu. Jeśli ktoś przeczytał cały ten wątek i jest w stanie coś mi doradzić, cokolwiek powiedzieć w tym temacie obiektywnie to będę bardzo wdzięczna.
Podobne tematy
2 2013-04-21 15:14:12 Ostatnio edytowany przez Marque89 (2013-04-21 15:14:57)
Wiesz mam podobnie. Moim zdaniem skoro on potrzebuje czasu to Ty się odetnij on wtedy ma szansę zrozumieć co czuje. Wie, że Ci ciężko ja też przeżywam podobną sytuację też strasznie chciałbym pogadać ze swoją eks która niestety ma teraz kogos. No ale zresztą nie będę rozwijał mojej historii tutaj bo jest w osobnym wątku. Tak czy siak próbuj uczyć się żyć bez niego . Nie czekaj na decyzję wiem, że to ciężkie i że nadzieja jest ciągle wiem o tym. Ale chyba lepiej próbować ją dusić. Wychodź ze znajomymi nie spędzaj wieczrów sama mimo, że nie masz ochoty nigdzie iść. To Ci naprawdę pomoże. Ja jestem w zasadzie tydzień po rozstaniu ale tak właśnie próbuję robić mimo, że jest cholernie ciężko. Jak kocha to się odezwie jak nie to znaczy że nie był dla Ciebie. ZYj po prostu żyj ![]()
Wiesz mam podobnie. Moim zdaniem skoro on potrzebuje czasu to Ty się odetnij on wtedy ma szansę zrozumieć co czuje. Wie, że Ci ciężko ja też przeżywam podobną sytuację też strasznie chciałbym pogadać ze swoją eks która niestety ma teraz kogos. No ale zresztą nie będę rozwijał mojej historii tutaj bo jest w osobnym wątku. Tak czy siak próbuj uczyć się żyć bez niego . Nie czekaj na decyzję wiem, że to ciężkie i że nadzieja jest ciągle wiem o tym. Ale chyba lepiej próbować ją dusić. Wychodź ze znajomymi nie spędzaj wieczrów sama mimo, że nie masz ochoty nigdzie iść. To Ci naprawdę pomoże. Ja jestem w zasadzie tydzień po rozstaniu ale tak właśnie próbuję robić mimo, że jest cholernie ciężko. Jak kocha to się odezwie jak nie to znaczy że nie był dla Ciebie. ZYj po prostu żyj
Dzięki że napisałeś, to miłe. To Twoim zdaniem nie powinnam już nic więcej robić w jego kierunku i dać jemu szansę "się wykazać"?
Jeśli jest tu ktoś kto ma bardziej "trzeźwy" umysł niż ja i potrafi mi coś doradzić to będę bardzo wdzięczna
Tak myślę. Ty pokazałaś dobrą wolę teraz niech on to zrobi niech poczuje stratę. Wiem , że to ciężkie sam przechodzę przez podobny koszmar ale jakoś trzeba się trzymać ![]()
6 2013-04-21 20:08:48 Ostatnio edytowany przez voltaren (2013-04-21 20:09:44)
Witaj w klubie
Mam bardzo podobną sytuację do Ciebie, też czekam już tydzień na kontakt, a facet milczy. Bardzo się pokłóciliśmy, historię możesz przeczytać w moich postach. Trzeba czekać na ich ruch, nie ma innej opcji, nie wolno nam się narzucać, pisać, dzwonić - MILCZENIE I CISZA, tylko to nam może jeszcze pomóc. Wiem że to trudne, sama przechodzę katusze. Płaczę każdego dnia, mam myśli samobójcze, a że mam 35 lat to już w ogóle panika, że czeka mnie starość u boku kotów
Jedyna nadzieja w tym, że oni przemyślą i zatęsknią, jeżeli tak się nie stanie.... ja nie mam planu co wtedy.
PS. też 4 lata razem, jak tak czytam różne historie, to 4 lata są jakieś przełomowe
Witaj w klubie
Mam bardzo podobną sytuację do Ciebie, też czekam już tydzień na kontakt, a facet milczy. Bardzo się pokłóciliśmy, historię możesz przeczytać w moich postach. Trzeba czekać na ich ruch, nie ma innej opcji, nie wolno nam się narzucać, pisać, dzwonić - MILCZENIE I CISZA, tylko to nam może jeszcze pomóc. Wiem że to trudne, sama przechodzę katusze. Płaczę każdego dnia, mam myśli samobójcze, a że mam 35 lat to już w ogóle panika, że czeka mnie starość u boku kotów
Jedyna nadzieja w tym, że oni przemyślą i zatęsknią, jeżeli tak się nie stanie.... ja nie mam planu co wtedy.
PS. też 4 lata razem, jak tak czytam różne historie, to 4 lata są jakieś przełomowe
Też tak myślę że jedyne co mogę teraz zrobić to czekać, ale to jest tak cholernie trudne. Nie mogę się pozbierać...
Dacie radę
Ja też czekałem na ukochaną która wybrała innego i przy tym nei umiała być uczciwa na koniec. Niestety musicie mieć na względzie, że oni nie wróca. Brutalne ale prawdziwe. Żyjcie własnym życiem
Jestem z wami w tej niedoli ![]()
Po sześciu dniach milczenia, odezwał się... Zapytał co u mnie słychać, odpisałam "nonszalancko" ;-) Ale nie wiem co teraz, miejmy nadzieję że relacja jakoś pozytywnie się rozwinie...
Po sześciu dniach milczenia, odezwał się... Zapytał co u mnie słychać, odpisałam "nonszalancko" ;-) Ale nie wiem co teraz, miejmy nadzieję że relacja jakoś pozytywnie się rozwinie...
albo i kurtyna opadnie a drogi sie rozejda...
Może być tak jak mówisz, ale ja po cichu wierze że może zaczęło mu mnie troszkę brakować
Pisał jeszcze trochę do mnie, pytał o takie drobne przyziemności, wymieniliśmy kilka smsów, teraz napisał nawet Dobranoc z uśmieszkiem, ale ani słowa o spotkaniu, o jego przemyśleniach... Nie wiem jak mam to odbierać i jak się w stosunku do niego zachowywać? Myślałam, że jeśli odezwie się po tak długim milczeniu to w ramach przedstawienia mi swoich konkluzji na nasz temat, a tak to nie wiem...
To może następnym razem postaw sprawę jasno, że jak nie ma nic konretnego do powiedzenia to niech nie pisze.
To może następnym razem postaw sprawę jasno, że jak nie ma nic konretnego do powiedzenia to niech nie pisze.
hmmm myślisz, a może on jeszcze dalej jest "pogubiony" ale napisał po to żebym nie pomyślała że mnie olewa, przypomniał o swoim istnieniu, i dalej będzie myślał? Ale ileż można...
Wydaje mi się że nie możecie sobie tak poprostu teraz gadać jak kumple. Albo lewo albo [prawo . Wiem , że to niełatwe ale innej drogi nie ma
Znowu nachodzą mnie chwile załamania... Momentami jest nawet dobrze, tłumacze sobie że jeśli mnie kocha to wróci a jeśli nie to nie warto tracić więcej czasu na taki związek (pełen wątpliwości z jego strony). Ale teraz znowu nachodzi mnie czarna dziura, która mnie wciąga, tak bardzo chciałabym żeby był, wspominam te wspólne 4 lata... Wczoraj odzywał się, ale z niczym się nie zdradził w smsach, nie moge go wyczuć, sama też nie zadaję żadnych pytań i powiedzmy że chłodno odpisywałam. Ale tak sobie myślę że gdyby doszedł do jakichś istotnych wniosków to zaproponowałby spotkanie, przynajmniej dla mnie to logiczne, a może on myśli że ja sama zacznę temat? Może powinnam zapytać o jego przemyślenia? Może nie wie jak zacząć? Ale nie! Przecież facet powinien wiedzieć co zrobić w takiej sytuacji, gdyby mu zależało na pewno by wiedział co z tym zrobić. Gubię się już...
Trudna sytuacja... Możliwe, że on nadal nie wie co robić. Jednakze minęło już trochę czasu i powinien już podjąć pewne ryzyko. To niebezpieczne trzymać Cię tak w przedsionku. Jak już ktoś rzekł, wóz albo przewóz, domyślam się, że obecna sytuacja musi być dla Ciebie stresująca. Robisz sobie nadzieje, bo on daje Ci podstawy. Niestety jest też możliwe, że w ten sposób on chce powoli zacząć nowe życie, ale ma słabość do Ciebie, nie wie jak mu się ułoży i chce mieć do Ciebie otwartą furtkę, a to słabe rozwiązanie dla Twojego stanu emocjonalnego...Możliwe, że on próbuje oswoić się z tym, że jest wolny, a rozmowy z Tobą traktuje jako niezobowiązujące. Jeśli tak jest, to może bawić się w takie koleżeństwo przez ładnych kilka miesięcy, ale to nie pozwoli Ci zamknąć tego rozdziału.
Na początku chcąc Ci doradzić, chciałam napisać, że na Twoim miejscu poprosiłabym go ostatecznie o spotkanie, poważną rozmowę o tym jak on widzi Wasza relację. Ale w taki stawianiu go pod ścianą jest coś niedorzecznego. W końcu to on postanowił się rozstać i to on powinien za Tobą zatęsknić i chcieć rozmawiać o powrocie. Tak więc taką postawą tylko go przekonasz, jak bardzo ma Cię w garści - wtedy poczuje się zbyt pewnie.
Tak więc dla swojego dobra na Twoim miejscu byłabym na tyle chłodna, by go zaintrygować. Niech poczuje, że układ koleżeński na ten moment nie wchodzi w rachubę. I niech ratuje, to co stracił, albo niech pozwoli Ci powstać na nogi bez niego.
Trzymaj się ciepło.
Trudna sytuacja... Możliwe, że on nadal nie wie co robić. Jednakze minęło już trochę czasu i powinien już podjąć pewne ryzyko. To niebezpieczne trzymać Cię tak w przedsionku. Jak już ktoś rzekł, wóz albo przewóz, domyślam się, że obecna sytuacja musi być dla Ciebie stresująca. Robisz sobie nadzieje, bo on daje Ci podstawy. Niestety jest też możliwe, że w ten sposób on chce powoli zacząć nowe życie, ale ma słabość do Ciebie, nie wie jak mu się ułoży i chce mieć do Ciebie otwartą furtkę, a to słabe rozwiązanie dla Twojego stanu emocjonalnego...Możliwe, że on próbuje oswoić się z tym, że jest wolny, a rozmowy z Tobą traktuje jako niezobowiązujące. Jeśli tak jest, to może bawić się w takie koleżeństwo przez ładnych kilka miesięcy, ale to nie pozwoli Ci zamknąć tego rozdziału.
Na początku chcąc Ci doradzić, chciałam napisać, że na Twoim miejscu poprosiłabym go ostatecznie o spotkanie, poważną rozmowę o tym jak on widzi Wasza relację. Ale w taki stawianiu go pod ścianą jest coś niedorzecznego. W końcu to on postanowił się rozstać i to on powinien za Tobą zatęsknić i chcieć rozmawiać o powrocie. Tak więc taką postawą tylko go przekonasz, jak bardzo ma Cię w garści - wtedy poczuje się zbyt pewnie.
Tak więc dla swojego dobra na Twoim miejscu byłabym na tyle chłodna, by go zaintrygować. Niech poczuje, że układ koleżeński na ten moment nie wchodzi w rachubę. I niech ratuje, to co stracił, albo niech pozwoli Ci powstać na nogi bez niego.
Trzymaj się ciepło.
Dziękuję, za Twoją obiektywną opinię, mądrze piszesz
Widzę, że masz do tego zdrowe podejście więc chciałabym zaczerpnąć jeszcze Twojej opinii, otóż zobowiązałam się do zrealizowania zlecenia przez jego mamę (jego mama wciągnęła mnie w pewien biznes i wcześniej od czasu do czasu dawała mi zlecenia), on pisał wczoraj że jego mama potrzebuje to jeszcze w tym tygodniu, i że mam dać znać jak będę miała to gotowe, powiedziałam że to będzie czwartek lub piątek. Podejrzewam (na tyle go znam i zawsze tak robił), że będzie chciał po to przyjechać, a ja nie wiem jak powinnam to rozegrać? Czy zgodzić się? Czy raczej odmówić i sama to sobie podrzucić do jego mamy? A jeśli już doszłoby do naszego spotkania to jak się zachować? Bo a nóż wyczuwa w tym spotkaniu moment do powiedzenia mi o swoich przemyśleniach?! Mam sporą zagwozdkę myśląc o tym... Doradź proszę
Decyzję musisz podjąć sama. Na Twoim miejscu napisałabym mu wiadomość w stylu "W czwartek/ piątek podrzucę to Twojej mamie" i zobaczyła jak on zareaguje. Jeśli będzie nalegał, że przyjedzie po to, no to nie robiłabym mu problemu, bo może faktycznie będzie to dla niego jakiś pretekst do rozmowy o Was. Powodzenia, dużo siły życzę:)
Ja wiem, że łatwiej jest powiedzieć niż zrobić, bo sama mam z tym problem ale najzdrowiej dla tej całej sytuacji byłoby abyś zajęła się sobą. Przestań obsesyjnie o nim mysleć i czy się odezwie, czy nie. Spotykaj się ze znajomymi, sprawiaj sobie przyjemności i staraj sobie zająć głowę innymi sprawami.
Moim zdaniem on potrzebuje czasu i twój nacisk i stawianie go pod ściana spowoduje, że on się wycofa. Dlatego ja dałabym mu czas.
Decyzję musisz podjąć sama. Na Twoim miejscu napisałabym mu wiadomość w stylu "W czwartek/ piątek podrzucę to Twojej mamie" i zobaczyła jak on zareaguje. Jeśli będzie nalegał, że przyjedzie po to, no to nie robiłabym mu problemu, bo może faktycznie będzie to dla niego jakiś pretekst do rozmowy o Was. Powodzenia, dużo siły życzę:)
Twoja propozycja wydała mi się bardzo racjonalna, tak też zrobiłam, napisałam że jutro podrzucę to jego mamie, na co on zareagował, że nie ma takiej potrzeby i że to on może po to do mnie podjechać :-) Więc jesteśmy umówieni - boję się, ale postanowiłam być twarda ;-)
Dziękuję Ci za wsparcie ![]()
Ja wiem, że łatwiej jest powiedzieć niż zrobić, bo sama mam z tym problem ale najzdrowiej dla tej całej sytuacji byłoby abyś zajęła się sobą. Przestań obsesyjnie o nim mysleć i czy się odezwie, czy nie. Spotykaj się ze znajomymi, sprawiaj sobie przyjemności i staraj sobie zająć głowę innymi sprawami.
Moim zdaniem on potrzebuje czasu i twój nacisk i stawianie go pod ściana spowoduje, że on się wycofa. Dlatego ja dałabym mu czas.
Cały czas staram się wrócić jakoś do "normalnego" życia, i inwestować w siebie żeby tyle o tym wszystkim nie myśleć, ale lekko nie jest...
Dzięki że napisałaś ![]()
Nie zmięknij podczas tego spotkania, potraktuj jako "służbowe" - postaraj się by nie mógł odczytać z Twojej twarzy zbyt silnych emocji. Radziłabym nawet wysilić się na udawanie szczęśliwej, to mu da bardziej do myślenia niż obraz kobiety cierpiącej. Na Twoim miejscu starałabym się uśmiechać i dać mu odczuć, że u Ciebie wszystko jest w najlepszym porządku. Zaintryguj go, bądź miła, ale też nie ciepła
Trzymam kciuki, że nie wszystko stracone. A tak z ciekawości, ile macie lat?
Jestem już po spotkaniu...
A więc zacznę od początku, na spotkaniu postanowiłam wyglądać olśniewająco żeby wiedział co stracił i że bez niego też mogę wyglądać kwitnąco ;P
Przyjechał, zatkało go na mój widok (tym bardziej że przez ostatni czas trochę zeszczuplałam - to jedyny plus tej sytuacji), z uśmiechem na ustach dałam mu "przesyłkę dla mamy" i zaczął mnie chwalić jak to ładnie wyglądam, po czym stwierdził że musimy się wybrać na lody i że zaprasza, zastanowiłam się chwile i w sumie pomyślałam ok. Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, w drodze powrotnej zatrzymał się w malowniczej okolicy nad jeziorami, zaczął do mnie robić "podchody", komplementował mnie, chciał się przytulać, najpierw bardzo sceptycznie do tego podchodziłam, wzbraniałam się, ale starałam się też być "czarująca", mimo że traktowałam go z dystansem to w pewnym momencie uległam i przytulaliśmy się, poczułam się jakby czas stanął w miejscu, było mi tak dobrze w jego ramionach, myślałam że to przełom i teraz będzie już tylko dobrze.
Czas mijał nam miło, ale on ani razu nie zająknął się o nas, cały czas tylko zachwycał się mną...
Kiedy postanowił mnie odwieść do domu i powiedział: miło Cię było zobaczyć, coś mnie tknęło (przypomniałam sobie wcześniejsze nasze spotkania i to co było, albo raczej czego nie było, już po nich), pomyślałam że znowu się rozstaniemy i ja będę o nim rozmyślać i się zastanawiać na czym stoję a on nie wystosuje do mnie żadnego gestu, więc zapytałam, jakie są jego przemyślenia, bo nasze spotkania w takim charakterze nie wchodzą w rachubę, jeśli on nie potrafi nadal się zdeklarować. I że jeśli tak jest to, to było nasze ostatnie spotkanie w takim charakterze.
Powiedział że jest pogubiony, bo jak jest sam to już wszystko wydaje mu się jasne, że nic z tego nie będzie, a odkąd wiedział o naszym spotkaniu i jak mnie zobaczył to wszystko do niego wróciło, że bardzo mnie kocha i tęskni za mną, i potrzeba bliskości jaką mi dziś okazywał bierze się właśnie z tęsknoty, ale wie też że nawet jeśli byśmy się teraz zeszli to on i tak za jakiś czas zastanawiałby się nad sensem naszego związku. Powiedziałam mu wtedy, że właśnie dlatego miał podjąć autonomiczną decyzję na temat tego czego chce na 100%, na co on odparł że w takim razie wie już na 100% że nic z tego nie będzie...
Byłam wściekła (w sobie) na zewnątrz tylko trochę okazałam mu swojego wnerwa, wywołanego tym że jeszcze przed chwilą tulił się do mnie robiąc mi nadzieję po czym znowu zaprzeczył wszystkiemu. Zapytałam więc dlaczego robi mi taki mętlik w głowie, bawi się moimi uczuciami, skoro wie już że nic z tego nie będzie, i jak można kogoś kochać i nie chcieć z nim być (to dla mnie zupełnie nie zrozumiałe), wtedy przeprosił mnie za to i powiedział że też nad tym nie panuje po czy stwierdził że może lepiej w takim razie będzie jeśli nie będziemy się spotykać, przyznałam mu rację. Potem nie było już o czym rozmawiać, kazałam się odwieść.
Mimo wszystko podziękował mi za urocze popołudnie i powiedział że było bardzo miło, ja mu tylko podziękowałam za lody, rzuciłam chłodno "cześć" i trzasnęłam drzwiami. Myślę, że widział, że byłam wściekła.
Ta moja złość jest moim zdaniem uzasadniona, ale też powoli dociera do mnie smutna rzeczywistość, że klamka zapadła, wszystko zostało już powiedziane, nie mogę już mieć żadnej nadziei na jego "przebudzenie" (pytanie czy w ogóle chciałabym z nim jeszcze być po tym wszystkim)...
A jednak ta niewiadoma do tej pory dawała mi cień nadziei że jeszcze uda się nam wyjść z tego kryzysu. Teraz już wiem, że nie będzie żadnych propozycji spotkania, żadnego smsa... nic, to koniec - chyba się załamię.
Nie zmięknij podczas tego spotkania, potraktuj jako "służbowe" - postaraj się by nie mógł odczytać z Twojej twarzy zbyt silnych emocji. Radziłabym nawet wysilić się na udawanie szczęśliwej, to mu da bardziej do myślenia niż obraz kobiety cierpiącej. Na Twoim miejscu starałabym się uśmiechać i dać mu odczuć, że u Ciebie wszystko jest w najlepszym porządku. Zaintryguj go, bądź miła, ale też nie ciepła
Trzymam kciuki, że nie wszystko stracone. A tak z ciekawości, ile macie lat?
Odpowiadając na Twoje pytanie ja mam 28, on 25 (i to może w tym jest największy problem)
Jeszcze przed tym spotkaniem byłam taka "mądra", teraz znowu jestem jakby w agonii, chce mi się wyć
Ja nie wierzę w postawę"kocham Cię, nie bądzmy razem". Nikt nie jest masochistą. Gdy kogoś kochamy chcemy z tą osobą byc za wszelką cenę. Facet jest niedojrzały, bawi się Twoimi uczuciami, nie wie czego chce. to Ty musisz wybrać za niego i połozyć temu kres, na ten moment to nie ma sensu. Odetnij się od miego dla swojego dobra, musisz się zdystansować. Jeśli chcesz pogadać prywatnie, to podeślij prywatną wiadomość/ maila. Trzymaj się, nie ma co igrać z ogniem. Na razie to on zachowuje się paskudnie.:(
Ja nie wierzę w postawę"kocham Cię, nie bądzmy razem". Nikt nie jest masochistą. Gdy kogoś kochamy chcemy z tą osobą byc za wszelką cenę. Facet jest niedojrzały, bawi się Twoimi uczuciami, nie wie czego chce. to Ty musisz wybrać za niego i połozyć temu kres, na ten moment to nie ma sensu. Odetnij się od miego dla swojego dobra, musisz się zdystansować. Jeśli chcesz pogadać prywatnie, to podeślij prywatną wiadomość/ maila. Trzymaj się, nie ma co igrać z ogniem. Na razie to on zachowuje się paskudnie.:(
Masz rację tylko szkoda że takie to trudne...
Ps: Jak mogę przesłać Ci prywatną wiadomość? Nie widzę nigdzie takiej możliwości w opcjach ani maila
courtney.go Ponieważ nie widzę możliwości skontaktowania się z Tobą prywatnie w Twoim profilu to bardzo Cię proszę, napisz do mnie na maila
30 2013-04-27 00:24:47 Ostatnio edytowany przez courtney.go (2013-04-27 00:37:57)
Ok.
Wierzę w Twój ból. Moja eks karmiła mnie nadziejami do końca ale i tak poszła do innego. Ciężkie to do zaakceptowania ale trzeba sobie wmawiać że dobrze, że stało się to wcześniej niż później. Damy radę ![]()
Wierzę w Twój ból. Moja eks karmiła mnie nadziejami do końca ale i tak poszła do innego. Ciężkie to do zaakceptowania ale trzeba sobie wmawiać że dobrze, że stało się to wcześniej niż później. Damy radę
Szczerze to nie wyobrażam sobie nawet co Ty przeżywasz, w grę wchodzi ktoś trzeci, dla mnie to już w ogóle nie do zaakceptowania ani do przejścia. Jeśli to mi jakaś inna kobieta odbiłaby mojego faceta to ja już bym go nie chciała, mogłaby go sobie wziąć, dla mnie to już nie byłoby co ratować. Ale na pewno ból jakiego doświadczyłeś jest przez to nieporównywalnie większy. Ja trochę się pocieszam myślą że nie rozstaliśmy się prze kogoś innego, nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, po prostu Ci współczuję.
Za to na pewno jest troszkę łatwiej jeśli można się komuś wygadać a ktoś doradzi coś mądrego, pocieszy, otworzy zaślepione miłością oczy... Cieszę się że jest to forum
No tak wiem, że tak by było żebyś go nie chciała. U nas jest trochę inaczej była chęć walki ale teraz to bez sensu szkoda zdrowie. Zresztą opisałem ta całą historię w osobnym wątku
I fakt to forum to świetna sprawa dlatego łączmy się w bólu i wychodźmy razem na prostą ![]()
nie kocha. myślę że chciał kontaktu i spotkań bo nie ma się do kogo przytulać, a Ty mu się po prostu podobasz, lubi Cię i miło mu się do Ciebie przytulało ![]()
Właśnie wróciłam z imprezy urodzinowej brata, znajomi zadawali mi pytanie gdzie mam "go", pierwszy raz otwarcie mówiłam że już nie jesteśmy razem... dziwne uczucie.
Starałam się o nim nie myśleć, ale często łapałam się na wizualizacji tego jakby to było gdyby był tam ze mną.
Wszystko jest bez sensu!
Eh jak ja Cię rozumiem. Ja budzę się co rano z nadzieją że ona jest obok.. Czas to zaleczy jakoś przetrwamy musimy nie my pierwsi i nie ostatni
Damy radę
Przypadkiem trafiłam na to forum, przeczytałam wszystkie posty i zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro mąż kochanki tak bez problemowo zaakceptował dziecko jako swoje moze problem jest w tym, ze jest bezplodny. O całej zdradzie zony wiedział od początku, a cała sytuacja była ukartowana?