2-3 lata temu mialam bardzo ciezkie chwile w moim zyciu. Dowiedzialam sie, ze moj ukochany mezczyzna zdradza mnie. Zabronilam sie mu z nia spotykac i sama postanowilam zobaczyc co to za jedna. Poznalysmy sie i okazalo sie, ze to swietna dziewczyna. Spotkalysmy sie znowu i znowu i znowu i znowu.. Zakochalysmy sie w sobie. Wiem, niewarygodne, zakrecone, niemozliwe..a jednak. Zostawilam swojego faceta, zeby byc z nia. Wtedy on sobie o mnie przypomnial i zaczal walczyc. Gdyby mnie wtedy zostawil pewnie bylabym dzis szczesliwa.. Odzyly dawne uczucia, nie wiedzialam co mam robic-kochalam zarowna ja jak i jego. To nie byl dla mnie czas latwy..nie moc sie zdecydowac z kim chce byc i raniac przy okazji obie osoby, ktore kocham. Gdy zdecydowalam sie, ze wroce do niego nie moglam przestac o niej myslec. Gdy wrocilam do niej sytuacja sie zmieniala i chcialam isc do niego. Ta hustawka emocji trwala kilka miesiecy i wyczerpala mnie psychicznie, mysle nawet, ze mialam depresje. Tego nie da sie opisac jak kazdego dnia bolalo mnie to co sie dzieje. Pewnego dnia ona sie poddala, powiedziala, ze nie chce byc ze mna. Wiedzialam, ze dobrze robi ale zlamala mi to co z mojego serca jeszcze zostalo. Postanowilam byc z nim. Zmienil sie, traktuje mnie jak nigdy nie traktowal, zrozumial, ze mnie zranil. Wzielismy slub. Moje uczucia jednak nie sa takie jak kiedys. Kocham go, ale.. Wlasnie to ALE. Z nia spotykalam sie na stopie kolezenskiej ale wykanczylo mnie to jeszcze bardziej wiec ucielam ten kontakt. Juz rok nie kontaktujemy sie ze soba ale mysle o niej kazdego dnia. Z mezem na moja prosbe prowadzimy teraz otwarty zwiazek. Spotykam sie z innymi kobietami i mezczyznami na seks bez zobowiazan.. albo wchodze z nimi w zwiazki nie mowiac, ze mam meza. I wiecie co czuje? NIC. Nie mam wyrzutow sumienia, mam gdzies, ze innych ranie. Jedyna osoba, do ktorej zywie glebsze uczucia to moj maz. Tak myslalam. Jednak ostatnio zachorowal i musialam zostac z nim w domu i zrezygnowac z imprezy. Bylam strasznie zla, wrecz wsciekla, mialam ochote go uderzyc. Uspokoilam sie na chwile, pomyslalam.. I doszlam do wniosku, ze to wszystko jest straszne. Moj maz jest chory a ja jestem wsciekla bo nie moge isc na impreze i znalezc kogos na seks. Dotarlo do mnie, ze cos sie ze mna dzieje.. ze nie ma we mnie uczuc.. zadnych.. mysle tylko o sobie, inni nie sa dla mnie wazni.. chyba mam cos z glowa.. nie wiem.. Jestem totalnie pusta w srodku.. nie ma we mnie nic.
Prosze o jakies rady.
Karina.
Podobne tematy
Xgirl, jeśli nie potrafisz wytrwać przy jednej osobie, nie powinniście brać ślubu. Ewidentnie męczysz się w tym związku. Piszesz, że do nikogo nie żywisz głębszych uczuć, do nikogo prócz męża. Tylko czy głębsze uczucia są na równi z impreza i seksem bez zobowiązań? Bo wychodzi na to że tak, skoro miałaś takie wahanie co wybrać. Powiedz, czy mąż na prawdę akceptuje ten otwarty związek, czy też zgodził się na to jedynie dlatego, żeby utrzymać Cię przy sobie? Zastanów się poważnie co jest dla Ciebie ważniejsze w życiu i wybierz. Albo mąż, dom, rodzina... albo życie singielki. Takie życie w "rozkroku" na dłuższą metę będzie bardzo męczące dla Was obojga.
Maz akceptuje taki zwiazek, sam nawet czasem skorzysta z jego urokow.
Wiesz mi zalezy na mezu, nie chce go stracic. Chodzi o to, ze kiedys potrafilam oddac sie drugiej osobie na 100%, zawsze kochalam cala soba. Teraz wszystko jest takie na pol gwizdka. Mysle, ze ten kilkumiesieczny okres wahan i hustawki emocjonalnej zupelnie mnie wykonczyl i pozbawil wszelkich uczuc. Nie wiem jak sobie z tym poradzic. No i pytanie czy w ogole chce? W sumie zle mi nie jest. Tylko boje sie czasem sama siebie.. Kiedys taka nie bylam.
Xgirl, jeśli kiedyś potrafiłaś, to i teraz potrafisz. jest jedynie coś, co Cię powstrzymuje przed tym oddaniem się w 100% jednej osobie. Czyżbyś nie była pewna męża? Może szukasz tego przygodnego seksu, żeby samej sobie wmówić, że tak jest łatwiej bo nie pokazujesz przywiązania do jednej osoby. Może chcesz to pokazać mężowi?