Witam,mam 26 lat i uporządkowane życie,wszytsko przedmną,zależy mi na pewnym chłopaku,bo ja po prostu się w nim zakochałam,i nawet niewiem dlaczego,to takie nie wyjaśnione,ale do sedna sprawy.on jest synem alkoholiczki żyję w patologicznym środowisku,jego dom do ,którego nie chciał,abym weszła,wygląda w środku jakby od 1o lat nikt tam nie sprzatał,wiem,że ten facet moze pociągnąć mnie na dno i zburzyć moje zycie,on żyję chwilą,martwie sie o tego chłopaka,zrobiłam jeden błąd przez jeden wieczór piłam razem z nim,wtedy nie byłam świadoma ,że on pije codziennie,on ma pracę póki jest młody ,a potem?pewnego dnia umówiłam się z nim na szczera rozmowę,chciałam mu postawić ultimatum,nie przyszedł na wspomniana rozmowę juz wiedział ,że chcę gadać o alkoholu,zrobiłam jeden błąd bo zaczęłam krzyczeć na niego co on sobie wyobraża,z moich ust padły nie cenzuralne słowa,(Jak można umówić sie z kobieta i nie przyjść ,jak można było soie pozwolić aby kumpel odbierał jego telefony wmawiając mi,że pijany,wstał i oznajmił,że nie jest piany czyzby sprawdzał moja reakcję,od tamtego czasu nie mam z nim kontaktu,boli mnie to,że on sie niszczy,chciałabym go przytulic i jeszcze raz powiedzieć ,że ma mnie,chciałabym mu pomoc byc znim czy warto byc z kims kto juz rano pije piwo by przebrnąć dzien?boje sie o niego bo jest teraz sam nie ma dnia ani godziny bym o nim nie myslała,gdy jesteśmy razem czuc chemie w poietrzu co mam zrobić,??
1 2013-04-17 20:14:51 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-17 20:15:02)
Podobne tematy
Zostawić go, albo pomóć mu wyjść z nałogu, ale bez żadnych uczuć, nie jako jego dziewczyna/ partnerka. Jak nie podejdziesz do tego na chłodno to on zmarnuje i sobie i tobie zycie
3 2013-04-17 20:44:19 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-17 20:44:34)
Zostawić go, albo pomóć mu wyjść z nałogu, ale bez żadnych uczuć, nie jako jego dziewczyna/ partnerka. Jak nie podejdziesz do tego na chłodno to on zmarnuje i sobie i tobie zycie
Najgorsze jest w tym wszystkim to,że go naprawdę kocham,ale nienawidzę tego jego nałogu,a wiem,że dla mnie z tego nie zrezygnuje,wiem,że może mi zmarnować życie,tego bardzo się boję,bo jest dnem juz tak naprawdę wiem,może za ostro piszę ,ale mówię jak jest:(
Osoba powinna wychodzić z nałogu nie dla kogoś tylko dla siebie. Uwierz mi jeżeli nie pomożesz mu tak na luzie bez uczuć i emocji, to druga opcja to rozstanie. Ta opcja jest tak samo dobra jak ta pierwsza, bo dbasz o siebie i o swoje dobro. to nie Twoja wina, że on nie dba o siebie. niektórych nie da się uratować, ale Ty powinnaś przede wszystkim walczyć o swoje szczęście
5 2013-04-17 21:08:27 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-17 21:09:53)
Osoba powinna wychodzić z nałogu nie dla kogoś tylko dla siebie. Uwierz mi jeżeli nie pomożesz mu tak na luzie bez uczuć i emocji, to druga opcja to rozstanie. Ta opcja jest tak samo dobra jak ta pierwsza, bo dbasz o siebie i o swoje dobro. to nie Twoja wina, że on nie dba o siebie. niektórych nie da się uratować, ale Ty powinnaś przede wszystkim walczyć o swoje szczęście
On zawsze miał w życiu pod górkę,niewiem dlaczego,ale los tak chce ,że wciąż rzuca mu kłody pod nogi,bardzo wiele przeszedł,matka alkoholiczka,śmierć ojca,i wogóle bardzo duzo rzeczy innych,tak dbam o siebie,bo ja siebie szanuje zawsze szanowałam,ale boję się ,że pewnego dnia przestnę,że nie będę umiała ,byc obojętna wobec niego,bo naprawdę jest dla mnie ważny:(
to sa tylko wymówki, jego i Ty w nie uwierzyłaś. Jest mnóstwo dzieci z rodzin patologicznych, które normalnie żyją, może biednie bo np miały pod górkę z nauką, książkami, ale jednak żyją normalnie. A sa też takie, które żyją normalnie i nie biednie, bo miały chęci. Twój chłopak poszedł na łatwiznę. Każdy bez względu z jakiego domu się wywodzi wie co jest złe, a co jest dobre, może nie jako3-4latek, ale jako14-15 latek już napewno tak. Twój chłopak wie jak powinien żyć, ale po prostu nie chce i jeszcze Ciebie wciąga w to bagno.
NIE WSZYSTKICH DA SIĘ URATOWAĆ. Lepiej go zostawić, bo nie wykazuje żadnych oznak chęci poprawy swojego życia
7 2013-04-17 21:35:52 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-17 21:36:11)
to sa tylko wymówki, jego i Ty w nie uwierzyłaś. Jest mnóstwo dzieci z rodzin patologicznych, które normalnie żyją, może biednie bo np miały pod górkę z nauką, książkami, ale jednak żyją normalnie. A sa też takie, które żyją normalnie i nie biednie, bo miały chęci. Twój chłopak poszedł na łatwiznę. Każdy bez względu z jakiego domu się wywodzi wie co jest złe, a co jest dobre, może nie jako3-4latek, ale jako14-15 latek już napewno tak. Twój chłopak wie jak powinien żyć, ale po prostu nie chce i jeszcze Ciebie wciąga w to bagno.
NIE WSZYSTKICH DA SIĘ URATOWAĆ. Lepiej go zostawić, bo nie wykazuje żadnych oznak chęci poprawy swojego życia
Najbardziej mnie boli fakt,że obiecywał,to rzucić ,ale wciąż to samo,ile ja sie naprosiłam,ile ja błagałam,to się w głowie nie mieści,a on co nic z tego nie zrobił,i nic nie robi,tak wie jak powinnien życ,ale nie chce:((
Skowronku, ktoś kto ma problem z alkoholem (jak i z czymkolwiek innym), musi sam chcieć coś zmienić w swoim życiu. Proszenie, grożenie...nic tu nie pomoże. Czasami pomaga solidny "kopniak" jakim może być jedynie rozstanie i pokazanie tego, że brzydzisz się jego nałogiem i nie zamierzasz zmarnować sobie życia, tak jak on marnuje swoje. Skoro prośby nie pomogły, groźby też, to teraz czas na spełnienie gróźb. Jak to niektórzy mówią... "czasami trzeba sięgnąć dna, żeby się od niego odbić".
Skowronku, ktoś kto ma problem z alkoholem (jak i z czymkolwiek innym), musi sam chcieć coś zmienić w swoim życiu. Proszenie, grożenie...nic tu nie pomoże. Czasami pomaga solidny "kopniak" jakim może być jedynie rozstanie i pokazanie tego, że brzydzisz się jego nałogiem i nie zamierzasz zmarnować sobie życia, tak jak on marnuje swoje. Skoro prośby nie pomogły, groźby też, to teraz czas na spełnienie gróźb. Jak to niektórzy mówią... "czasami trzeba sięgnąć dna, żeby się od niego odbić".
przepraszam że się wtrącę margolinko zajrzyj na mój wątek
10 2013-04-19 22:39:34 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-19 22:39:49)
Skowronku, ktoś kto ma problem z alkoholem (jak i z czymkolwiek innym), musi sam chcieć coś zmienić w swoim życiu. Proszenie, grożenie...nic tu nie pomoże. Czasami pomaga solidny "kopniak" jakim może być jedynie rozstanie i pokazanie tego, że brzydzisz się jego nałogiem i nie zamierzasz zmarnować sobie życia, tak jak on marnuje swoje. Skoro prośby nie pomogły, groźby też, to teraz czas na spełnienie gróźb. Jak to niektórzy mówią... "czasami trzeba sięgnąć dna, żeby się od niego odbić".
Wiesz co witam cię ![]()
odpiszę na twojego posta,bardzo bym chciała mu dać takiego kopniaka,tylko wiem,że on kocha mnie nie jestem mu obojętna tylko ten alkohol niszczy wszystko:(.
Ja nie mogę patrzeć jak on się marnuje,wiem może byc moze jestem nawina i głupia,ale kocham go,bardzo bym chicała pomóc,ale nie umiem przerosło mnie to:(
Nie mogę znieść myśli,że on się tak bardzo niszczy.
on te dno dawno sięgnał ale nie odbije się on nie nie stac go na to,aby wstać ktoregoś razu i obiecać sobie przedewszystkim (juz nie musi myśleć o mnie),że po prostu nie będę pił,ale przecierz on tak nie powie,on to kocha:(
Witaj...
Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...
Nie rob priorytetu z kogos, dla kogo w wiekszosci wypadkow jestes tylko opcja, czasami jedna z wielu. Bo sa dla niego wazniejsze "priorytety"
"Ja chce, ja chce, ja bardzo tego chce"... skonczyc z tym. "A w sumie p***yc to. No to siup w ten glupi dziub!"
Jak to kiedys o alkoholizmie i piciu Marcin Daniec mowil, ze "im dluzej nie pije tym mi sie bardziej rece trzesa, wiec by zaspokoic trzesawke - musze sie napic. A im bardziej mi sie rece trzesa tym wiecej wylewam za kolnierz niz "w palnik". Czyli im wiecej pije - tym mniej pije" I na koniec skwitowal to mowiac, ze takiego "wylewania" najbardziej zyczy tym, ktorzy daja w pysk temu nalogowi wychodzac na prosta albo sie z nim w ogole nie kumpluja".
A dla Twojego faceta ten problem jest najwidoczniej z kategorii syndromu strusia - pojawia sie temat "zakazany" wiec wbija glowe w piasek, bo a nuz tam jest zakopany "skarb"... wysokoprocentowy.
3maj się. I przemyśl to wszystko, na chłodno, bez emocji.
Bo gdy włączają się emocje - wyłącza się myślenie.
12 2013-04-19 23:16:01 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-19 23:16:23)
Witaj...
Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...Nie rob priorytetu z kogos, dla kogo w wiekszosci wypadkow jestes tylko opcja, czasami jedna z wielu. Bo sa dla niego wazniejsze "priorytety"
"Ja chce, ja chce, ja bardzo tego chce"... skonczyc z tym. "A w sumie p***yc to. No to siup w ten glupi dziub!"
Jak to kiedys o alkoholizmie i piciu Marcin Daniec mowil, ze "im dluzej nie pije tym mi sie bardziej rece trzesa, wiec by zaspokoic trzesawke - musze sie napic. A im bardziej mi sie rece trzesa tym wiecej wylewam za kolnierz niz "w palnik". Czyli im wiecej pije - tym mniej pije" I na koniec skwitowal to mowiac, ze takiego "wylewania" najbardziej zyczy tym, ktorzy daja w pysk temu nalogowi wychodzac na prosta albo sie z nim w ogole nie kumpluja".
A dla Twojego faceta ten problem jest najwidoczniej z kategorii syndromu strusia - pojawia sie temat "zakazany" wiec wbija glowe w piasek, bo a nuz tam jest zakopany "skarb"... wysokoprocentowy.3maj się. I przemyśl to wszystko, na chłodno, bez emocji.
Bo gdy włączają się emocje - wyłącza się myślenie.
Nie raz tak mam,że usiądnę wieczorami w pokju zaczynam rozmyslać ,dlaczego tak jest,że na początku jak zaczynasz z kims byc jest wszystko ładnie pięknie,a pózniej co wszystko sie sypie,tylko dlatego,ze nie umiemy sobie poradzic z problemami ,które nas spotykaja,może nie tak bardzo nas co osób,których nam na nich zależy,nie mogę przeboleć,że taka osoba jak on tak marnie kończy,on nie jest złym chłopakiem może to przez to,że matka alkoholiczka,może dlatego,że napatrzył się w zyciu,może dlatego,że wiele przeszedl,może dlatego taki jest,ale wydaje mi się ,że ,gdy się kogoś kocha powinno sie razem przez to wszystko przejsć,a nie odsuwac się od siebie ech:(
Skowronku, za co kochasz swojego chłopaka?
Czy jest aż tak wspaniały, że pomimo nałogu, zasługuje na wielką miłość z Twojej strony?
Szkoda, że ta miłość jest jednostronna, bo masz rywalkę nie do pokonania, którą Twój wybranek kocha bardziej niż Ciebie i siebie.
Nie tłumaczy go fakt, że ma matkę alkoholiczkę, bo ma swój rozum, wiek odpowiedni i szansę, na zmianę życia, tylko czy on tego chce, czy tylko udaje, ze względu na Ciebie?
Zostaw go, jeżeli on sam siebie nie szanuje, bo jeżeli z nim zostaniesz, nie będzie szanował także Ciebie.
Życzę Ci odwagi w podejmowaniu właściwych decyzji, bo to Twoje życie:)
14 2013-04-20 20:33:13 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-20 20:33:33)
Skowronku, za co kochasz swojego chłopaka?
Czy jest aż tak wspaniały, że pomimo nałogu, zasługuje na wielką miłość z Twojej strony?
Szkoda, że ta miłość jest jednostronna, bo masz rywalkę nie do pokonania, którą Twój wybranek kocha bardziej niż Ciebie i siebie.
Nie tłumaczy go fakt, że ma matkę alkoholiczkę, bo ma swój rozum, wiek odpowiedni i szansę, na zmianę życia, tylko czy on tego chce, czy tylko udaje, ze względu na Ciebie?
Zostaw go, jeżeli on sam siebie nie szanuje, bo jeżeli z nim zostaniesz, nie będzie szanował także Ciebie.
Życzę Ci odwagi w podejmowaniu właściwych decyzji, bo to Twoje życie:)
Właśnie dobre pytanie za co go kocham,a tak naprawdę nie znam na to odpowiedzi,
kocham go tak naprawdę za nic(kiedyś mi ktoś powiedział,że nie istnieje zaden powód ,aby kochac,trzeba po prostu kochać)tylko tyle tak naprawdę trudno to wyjaśnić,
wiem ,że nie tłumaczy go fakt ,że matka alkoholiczka,ale zawsze na to zganiam ,że napatrzył się dość dużo,i może stąd taka reakcja,takie emocje,może z niej wziął przykład,
sama już nie wiem ,wiem jedno,że ciężko mi jest go zostawić,ale chyba nie mam wyjścia innego,
ja sama nic nie zdziałąm,nie będę mu kazała już wybierać czy alkohol czy ja bo to nic nie da,
wciaż to samo wicznie obiecywanie ,ale co z tego gdy na drugi dzień znowu alkohol góruje,
to jest chore tak uważam,takie uzależnienie,przecierz to choroba,
nie wiem może się mylę ,ale tak myślę,
tak wiem, że on sie nie szanuje tylko powiedz czemu tak trudno jest mi odjeść,
15 2013-04-20 21:19:14 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-20 21:19:56)
Właśnie dobre pytanie za co go kocham,a tak naprawdę nie znam na to odpowiedzi,
kocham go tak naprawdę za nic(kiedyś mi ktoś powiedział,że nie istnieje zaden powód ,aby kochac,trzeba po prostu kochać)tylko tyle tak naprawdę trudno to wyjaśnić,
wiem ,że nie tłumaczy go fakt ,że matka alkoholiczka,ale zawsze na to zganiam ,że napatrzył się dość dużo,i może stąd taka reakcja,takie emocje,może z niej wziął przykład,
sama już nie wiem ,wiem jedno,że ciężko mi jest go zostawić,ale chyba nie mam wyjścia innego,
ja sama nic nie zdziałąm,nie będę mu kazała już wybierać czy alkohol czy ja bo to nic nie da,
wciaż to samo wicznie obiecywanie ,ale co z tego gdy na drugi dzień znowu alkohol góruje,
to jest chore tak uważam,takie uzależnienie,przeciez to choroba,
nie wiem może się mylę ,ale tak myślę,
tak wiem, że on sie nie szanuje tylko powiedz czemu tak trudno jest mi odjeść,
Nie, nie mylisz sie.
Postawisz mu warunek to wpadnie w furie i do rekoczynow jestescie o krok.
On nie ma dobrych wzorcow bezalkoholowych i etc. wyniesionych z domu, nikt mu tego nie uswiadomil a i Tobie samej sie to raczej nie uda - jak pisalem w poscie wyzej.
Masz prawidlowy tok myslenia, on jest uzalezniony a Ty poprzez relacje z nim jestes wspoluzalezniona. Wiem, ze chcesz powiedziec, ze nie, bo nie pijesz tak jak on, ale tak sie Twoj status w takim zwiazku nazywa.
Poczytasz o terapiach AA dla malzenstw to zrozumiesz.
Poniekad Twoja relacja wyglada tak:
Takie związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie - jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo.
Trudno jest Ci odejsc, bo nie wyobrazasz sobie dalszego zycia bez tego "czynnika" w osobie Twojego partnera. I tu powstaje zamkniete kolo spaczonej wizji zycia z dala od takiego zwiazku.
Hej Skowronku:) Nauczyliśmy sie szufladkować pewne grupy ludzi, jako pozycje stracone. Póki życie trwa, nie można niczego przekreslać. Znam kogoś, kto dla miłości odrzucił alkohol i również żył w patologicznej rodzinie. Dziecinstwo upływało mu na piciu, narkotykach, dziwnym towarzystwie. Dalsze lata ukazywały tylko skalę zniszczen w psychice i ciele. Tak dotrwał do 24 lat, stoczony na samo dno ;udzkiej egzystencji. Kiedyś jednak poznał kobietę, ktora nawet na jego, jako wraka spojrzec nie chciała. Zakochał się. Następny rok upłynął mu na odwykach, szukaniu pracy, postawieniu sie w miarę możliwości na nogi. Walkę ze soba samym wygrał, o nią już nie. By i może dalej upadł, ale na odwyku poznał tez kogos bliskiego.Wspierali sie w naprawdę trudnych dla obojga chwilach. I wiesz Skowroneczku co? Są ze sobą od czternastu lat w tym od osmiu w zwiazku małżenskim. Mają dwu letnia córkę. On nie pije. Jak twierdzi, pamieta swój rodzinny dom, brak ciepła, awantury, brak poczucia bezpieczenstwa i docenia to, co odnalazł w życiu. Piękna historia i prawdziwa.Ten pojedynczy przypadek uswiadamia mi, że nigdy nie można się poddawać. Trzeba tylko wiedzieć, jak i kiedy trzymac umiar, by samemu sie nie zapaść wraz z osobą, której podajemy dłoń. Myslę, że przede wszystkim najważniejszą role gra cierpliwość. Twoja miłość musi czuć Twoje wsparcie. Nie możesz na niego naciskać, krzyczeć, kazać, zabraniac itp.Agresja rodzi strach, poczucie winy, przymus a nie tak ma to przecież wyglądać. Alkoholizm, to choroba, wymagajaca cierpliwosci i od osoby chorej, jak i od osoby wspierającej. Nawyki, nałogi, wszelakie przyzwyczajenia, stają sie częścią życia, jak potrzeba picia czy jedzenia i mózg potrzebuje czasu, zależnie od psychiki na pozbycie sie przyzwyczajeń. Nauki radzenia sobie z zyciem bez użycia środków wspomagających. Cierpliwość, wsparcie, zrozumienie, rozmowa, to najlepsze wspomagacze w drodze do zdrowia. Wiele kobiet jednak mylnie uważa, ze jak zdegradują się do roli niani, to osiągną sukces. Pozniej przychodzi myśl, może dziecko go zmieni, może drugie itp. Wszekie zmiany muszą zaczynać się w umysle chorego. Jeżeli nie będzie czuł się na nie przygotowany, wszystko, co sie będzie działo poza jego kontrolą, moze okazać sie zgubne dla zwiazku. Skowronku:) cierpliwość, duża wyrozumiałość i wiele ciepła w połączeniu w delikatnym ,,praniem" umysłu ukochanego. Kierowaniu jego myśli na życie bez nałogów, szczęsliwe, przy Tobie, jako osobie kochającej, wspierającej. Kazda kobieta jest sama w sobie dobrym psychologiem. Nie kazda jednak to wie, dajac sie kierowac emocjom, podszeptom, standardom myslenia. Słuchaj serca ale z rozsadkiem, Bez kroków, ktore mogą być zbyt wielkie i trafić na przepaść. Jeżeli uważasz, że coś miedzy Wami jest, walcz o to, jednak nie każdym kosztem. Tocz walki o kazdy dzień Waszego życia, nie zakladaj od razu całej wojny. Kazda walka, to wygrana a sumą wojny, są wygrane walki. Pozdrawiam gorąco.
17 2013-04-20 22:09:50 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-20 22:10:12)
Skowronek25 napisał/a:Właśnie dobre pytanie za co go kocham,a tak naprawdę nie znam na to odpowiedzi,
kocham go tak naprawdę za nic(kiedyś mi ktoś powiedział,że nie istnieje zaden powód ,aby kochac,trzeba po prostu kochać)tylko tyle tak naprawdę trudno to wyjaśnić,
wiem ,że nie tłumaczy go fakt ,że matka alkoholiczka,ale zawsze na to zganiam ,że napatrzył się dość dużo,i może stąd taka reakcja,takie emocje,może z niej wziął przykład,
sama już nie wiem ,wiem jedno,że ciężko mi jest go zostawić,ale chyba nie mam wyjścia innego,
ja sama nic nie zdziałąm,nie będę mu kazała już wybierać czy alkohol czy ja bo to nic nie da,
wciaż to samo wicznie obiecywanie ,ale co z tego gdy na drugi dzień znowu alkohol góruje,
to jest chore tak uważam,takie uzależnienie,przeciez to choroba,
nie wiem może się mylę ,ale tak myślę,
tak wiem, że on sie nie szanuje tylko powiedz czemu tak trudno jest mi odjeść,Nie, nie mylisz sie.
Postawisz mu warunek to wpadnie w furie i do rekoczynow jestescie o krok.
On nie ma dobrych wzorcow bezalkoholowych i etc. wyniesionych z domu, nikt mu tego nie uswiadomil a i Tobie samej sie to raczej nie uda - jak pisalem w poscie wyzej.
Masz prawidlowy tok myslenia, on jest uzalezniony a Ty poprzez relacje z nim jestes wspoluzalezniona. Wiem, ze chcesz powiedziec, ze nie, bo nie pijesz tak jak on, ale tak sie Twoj status w takim zwiazku nazywa.
Poczytasz o terapiach AA dla malzenstw to zrozumiesz.
Poniekad Twoja relacja wyglada tak:Takie związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie - jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo.
Trudno jest Ci odejsc, bo nie wyobrazasz sobie dalszego zycia bez tego "czynnika" w osobie Twojego partnera. I tu powstaje zamkniete kolo spaczonej wizji zycia z dala od takiego zwiazku.
Staram się zawsze dobrze mysleć,i obierać wszytsko słowa również nazywając rzeczy po imieniu,już taki charakter mam po prostu taka jestem i nie zmienię się niestety,
tak wie,że jestem współuzależniona,bo też na to patrzę między innymi,brzydzi mnie to ,
i wiem,że to jest tak jak napisałeś ,ze narkotyk,tak jakby w sumie nie tak jakby bo wszytsko przyciąga,
wszytsko przyciaga ze zdwojoną siła,ja nie chcę byc taka jak nie chcę pić mam inne cele w życiu,
inne plany,dlaczego tak jest ,że oosba ,którą się kocha ma wszytsko gdzieś,czy jemu naprwdę nie zależy,czynnika faktycznie brakuje mi to prawda,
18 2013-04-20 22:18:34 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-20 22:18:54)
Hej Skowronku:) Nauczyliśmy sie szufladkować pewne grupy ludzi, jako pozycje stracone. Póki życie trwa, nie można niczego przekreslać. Znam kogoś, kto dla miłości odrzucił alkohol i również żył w patologicznej rodzinie. Dziecinstwo upływało mu na piciu, narkotykach, dziwnym towarzystwie. Dalsze lata ukazywały tylko skalę zniszczen w psychice i ciele. Tak dotrwał do 24 lat, stoczony na samo dno ;udzkiej egzystencji. Kiedyś jednak poznał kobietę, ktora nawet na jego, jako wraka spojrzec nie chciała. Zakochał się. Następny rok upłynął mu na odwykach, szukaniu pracy, postawieniu sie w miarę możliwości na nogi. Walkę ze soba samym wygrał, o nią już nie. By i może dalej upadł, ale na odwyku poznał tez kogos bliskiego.Wspierali sie w naprawdę trudnych dla obojga chwilach. I wiesz Skowroneczku co? Są ze sobą od czternastu lat w tym od osmiu w zwiazku małżenskim. Mają dwu letnia córkę. On nie pije. Jak twierdzi, pamieta swój rodzinny dom, brak ciepła, awantury, brak poczucia bezpieczenstwa i docenia to, co odnalazł w życiu. Piękna historia i prawdziwa.Ten pojedynczy przypadek uswiadamia mi, że nigdy nie można się poddawać. Trzeba tylko wiedzieć, jak i kiedy trzymac umiar, by samemu sie nie zapaść wraz z osobą, której podajemy dłoń. Myslę, że przede wszystkim najważniejszą role gra cierpliwość. Twoja miłość musi czuć Twoje wsparcie. Nie możesz na niego naciskać, krzyczeć, kazać, zabraniac itp.Agresja rodzi strach, poczucie winy, przymus a nie tak ma to przecież wyglądać. Alkoholizm, to choroba, wymagajaca cierpliwosci i od osoby chorej, jak i od osoby wspierającej. Nawyki, nałogi, wszelakie przyzwyczajenia, stają sie częścią życia, jak potrzeba picia czy jedzenia i mózg potrzebuje czasu, zależnie od psychiki na pozbycie sie przyzwyczajeń. Nauki radzenia sobie z zyciem bez użycia środków wspomagających. Cierpliwość, wsparcie, zrozumienie, rozmowa, to najlepsze wspomagacze w drodze do zdrowia. Wiele kobiet jednak mylnie uważa, ze jak zdegradują się do roli niani, to osiągną sukces. Pozniej przychodzi myśl, może dziecko go zmieni, może drugie itp. Wszekie zmiany muszą zaczynać się w umysle chorego. Jeżeli nie będzie czuł się na nie przygotowany, wszystko, co sie będzie działo poza jego kontrolą, moze okazać sie zgubne dla zwiazku. Skowronku:) cierpliwość, duża wyrozumiałość i wiele ciepła w połączeniu w delikatnym ,,praniem" umysłu ukochanego. Kierowaniu jego myśli na życie bez nałogów, szczęsliwe, przy Tobie, jako osobie kochającej, wspierającej. Kazda kobieta jest sama w sobie dobrym psychologiem. Nie kazda jednak to wie, dajac sie kierowac emocjom, podszeptom, standardom myslenia. Słuchaj serca ale z rozsadkiem, Bez kroków, ktore mogą być zbyt wielkie i trafić na przepaść. Jeżeli uważasz, że coś miedzy Wami jest, walcz o to, jednak nie każdym kosztem. Tocz walki o kazdy dzień Waszego życia, nie zakladaj od razu całej wojny. Kazda walka, to wygrana a sumą wojny, są wygrane walki. Pozdrawiam gorąco.
Historię,Która opisałaś jest naprawdę piękna uważnie ją przeczytałam,żdanie po zdaniu,i powiem ci ,że tu jest podobnie tylko tyle,że bez narkotyków,ale alkohol i awantury,czasem dochodzę do wniosku,że on nauczył się tak od nich od osób najblizych,ktore powinny byc dla niego wsparciem a wcale nie były,w sumie miały go gdzieś,wiesz co ja tż wciąż wierze,że któregoś dnia on sie ocknie cos postanowi,coś zmieni w swoim,życiu,ze w końcu powie któregoś dnia ,że nie piję,wiesz byc może jestem naiwna,ale ja wierzę,wierze w to bardzo gęboko,
próbuje się nie poddawać,ale jest mi cholernie trudno,bardzo trudno,bo jestem z tym sama,moja rodzina nie wie o tym nawet nie ma pojęcia,nie wiem tez czy powinnam im powiedzieć,
Skowronku mam prośbę: poczytaj trochę o współuzależnieniu. Mam nadzieję, że twoja świadomość problemu na tym poziomie związku pozwoli ci podjąć właściwą decyzję dzięki której nie zmarnujesz sobie życia a może nawet unikniesz kontynuowania "jego rodzinnej męki".
Wiesz może ty sobie z tym jakoś poradzisz - choć nastaw się na to, że życie z nałogowcem nigdy nie przynosi nic dobrego - i to nie chodzi tylko o ryzyko awantur etc. po prostu jego nałóg pochłonie cie bez reszty. Musisz wiedzieć, że nawet jeśli jakimś cudem przestanie pić to w twojej głowie będzie wciąż ta niepewność.... każde jego spóźnienie lub zniknięcie będzie nasuwało ci jedną myśl "pewnie pije". W końcu staniesz się wrakiem, zgubisz własną osobowość. A teraz pomyśl, że pojawiają się dzieci. Coś go przerazi i pójdzie "w tango" i co? chyba nie o takich aspektach marzy kobieta dla swoich pociech - a ty decydując się świadomie na związek z taką osobą jednocześnie decydujesz się na taki los dla swoich dzieciaków. Może i gdzieś są jakieś cudowne ozdrowienia pod wpływem założenia rodziny, ale to są jednostki. Za dużo w życiu widziałam żeby koloryzować o happy endzie. Jeżeli się decydujesz na taki związek musisz wiedzieć, że marnujesz życie nie tylko sobie ale również dzieciakom które zapewne planujesz w jakieś przyszłości.
I nie zmieni się ! bo gdyby chciał to już by się zmienił a bodźcem który zmotywowałby go do tej zmiany jest wszystko to co napisałaś, czyli dramat jaki stworzyli mu rodzice. Jest dorosły wie co jest dobre a co jest złe - wybiera to łatwiejsze - nałogowcy tak właśnie robią.
To jest twoje życie i twoja decyzja, ale skoro masz świadomość problemu to odstaw emocje na bok. Wiem, że serce to trudny przeciwnik ale w tej walce serca z rozumem zdecydowanie postaw na rozum.
Trzymam kciuki.
20 2013-04-21 09:46:41 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-21 09:46:58)
Skowronku mam prośbę: poczytaj trochę o współuzależnieniu. Mam nadzieję, że twoja świadomość problemu na tym poziomie związku pozwoli ci podjąć właściwą decyzję dzięki której nie zmarnujesz sobie życia a może nawet unikniesz kontynuowania "jego rodzinnej męki".
Wiesz może ty sobie z tym jakoś poradzisz - choć nastaw się na to, że życie z nałogowcem nigdy nie przynosi nic dobrego - i to nie chodzi tylko o ryzyko awantur etc. po prostu jego nałóg pochłonie cie bez reszty. Musisz wiedzieć, że nawet jeśli jakimś cudem przestanie pić to w twojej głowie będzie wciąż ta niepewność.... każde jego spóźnienie lub zniknięcie będzie nasuwało ci jedną myśl "pewnie pije". W końcu staniesz się wrakiem, zgubisz własną osobowość. A teraz pomyśl, że pojawiają się dzieci. Coś go przerazi i pójdzie "w tango" i co? chyba nie o takich aspektach marzy kobieta dla swoich pociech - a ty decydując się świadomie na związek z taką osobą jednocześnie decydujesz się na taki los dla swoich dzieciaków. Może i gdzieś są jakieś cudowne ozdrowienia pod wpływem założenia rodziny, ale to są jednostki. Za dużo w życiu widziałam żeby koloryzować o happy endzie. Jeżeli się decydujesz na taki związek musisz wiedzieć, że marnujesz życie nie tylko sobie ale również dzieciakom które zapewne planujesz w jakieś przyszłości.
I nie zmieni się ! bo gdyby chciał to już by się zmienił a bodźcem który zmotywowałby go do tej zmiany jest wszystko to co napisałaś, czyli dramat jaki stworzyli mu rodzice. Jest dorosły wie co jest dobre a co jest złe - wybiera to łatwiejsze - nałogowcy tak właśnie robią.
To jest twoje życie i twoja decyzja, ale skoro masz świadomość problemu to odstaw emocje na bok. Wiem, że serce to trudny przeciwnik ale w tej walce serca z rozumem zdecydowanie postaw na rozum.
Trzymam kciuki.
Właśnie to jest walka między sercem a rozumuem,a praktycznie ze sama sobą,
moja rodzina na przykład nie wie ,ze spotykam sie z takim kims jak on dlaczego nie wie,hmm
oni by go dawno skreślili,wiem własnie ,że nałogowcy tak robią zastaniwam sie tez nad tym czemu rodzice taki los gotują swoim dzieciom,i naprawdę nie mogę tego pojąć,
wiesz powiem ci ,że ostatnio właśni mu powiedziałam,że to chyba nie ma sensu i wgóle takie tam,zawsze obiecuje tylko zmianę a nigdy tak naprawdę jej nie dotrzymuje i mnie to przeraża,często pytam sie samej siebie czy ja dla niego cokolwiek coś znaczę,on twierdzi,że tak,ale to sa tylko jego słowa nie czyny,
i najgorsze jest to,że ja mam tego pełną świadomość,i nie umiem go zostawić,wiem jestem głupia,i często bywam nawina,ale niby wierzę w zmiany o uzdrowieniachmchociaż teraz powoli zaczynam wątpic juz w to tak jak we wszystko inne,
21 2013-04-21 11:29:08 Ostatnio edytowany przez Skowronek25 (2013-04-21 11:29:19)
Niewiem,czy to tez ma wpływ,ale dodam,że w jedneym roku stracił 5 przyjaciół w wypadku samochodowym,nie dodałam tego bo uznałam,to za mało znaczący fakt,bo to było bardzo dawno parę lat temu już p[rawie 6 lat temu,niby twierdził,że zapomniał o tym chodz ja jednak myslę inaczej,ale juz nie ciagnęłam z nim tego tematu,
nie wiem czy to ma znaczeinie w tej sprawie,nie mam pojęcia zieolnego,może i ma jakies ,
(a tak na marginesie poza sprawą przepraszam,że się nie przedstawiłam,mam na imię Alicja).
Skowronku:) Ludzie z otoczenia zawsze wywierają na siebie jakis wpływ, zwłaszcza ci, którzy są najbliżej, wiec masz jakis wpływ na pewno. Czlowiek, to takie stworzonko, które potrafi sie przywiazać do drugiego człowieka nawet na zasadzie czasu wspólnie spedzonego. Nie musi byc to od razu pierwsze spotkanie z efektem ,,WOW!" Czas potrafi zdziałac cuda i byc może, z jego biegiem Twoja Miłosć uswiadomi sobie, ile dla niego znaczysz, jak bardzo jesteś mu bliska i decyzje podejmie sam. KGB ma rację, to trudna droga. Mozesz sie spotkać z takimi sytuacjami, ze On, nie dajac sobie z czymś rady, mimo długiej abstynencji siegnie po alkohol. Musisz być silna i za siebie i za Niego. Mój śp dziadzio był alkoholikiem. Sp babunia wrzuciła jednak z czasem na luz i do samej smierci dziadek zdrowo dawał jej popalic. Z drugiej strony mam dobra kolezankę, której matka popadla równiez w alkoholizm i nagle któregos dnia sie obudziła, nie wiedzac, ze pije i...pić przestała:) Niestety, stwierdzono spore uszczerbki na mózgu i to było przyczyną, jednak w domu robiła piekło, zanim nastąpił ów ,,cud". Walcz jednak do końca, jeżeli wiesz, że jest o co , jednak z głową. Byc może, gdybys porzuciła Go w takiej chwili, straci chłopak wiarę w ludzi i szansę na w miare normalne życie. A przeszłosć? Uświadom Mu, że to iluzja. mijający czas i nic go nie wskrzesi. Najwazniejsze jest, co mamy tu i teraz. Po co czekać, żyjąc wciaz przeszłoscią, az straci się znów cos i załować chwil, którym pozwalamy odejsć bez uwagi? Ja w Ciebie wierzę i Ty musisz wierzyć w swoje zwyciestwo. Dobrych przestróg trzeba słuchać, jednak nie żyć ciągłym strachem przed czymś, co istnieje w naszych głowach. Strach jest czesto gorszy od samego, potencjalnego żródła strachu. Alkoholizm jest, jak rak, Moze mieć nawroty i jest chorobą, ktorą trzeba leczyć, jednak ,,rakowca" nie porzuca sie tylko z racji choroby. Myslę, ze to samo tyczy alkoholizmu. Mocno trzymam kciuki i pozdrawiam:)
Skowronku:) Ludzie z otoczenia zawsze wywierają na siebie jakis wpływ, zwłaszcza ci, którzy są najbliżej, wiec masz jakis wpływ na pewno. Czlowiek, to takie stworzonko, które potrafi sie przywiazać do drugiego człowieka nawet na zasadzie czasu wspólnie spedzonego. Nie musi byc to od razu pierwsze spotkanie z efektem ,,WOW!" Czas potrafi zdziałac cuda i byc może, z jego biegiem Twoja Miłosć uswiadomi sobie, ile dla niego znaczysz, jak bardzo jesteś mu bliska i decyzje podejmie sam. KGB ma rację, to trudna droga. Mozesz sie spotkać z takimi sytuacjami, ze On, nie dajac sobie z czymś rady, mimo długiej abstynencji siegnie po alkohol. Musisz być silna i za siebie i za Niego. Mój śp dziadzio był alkoholikiem. Sp babunia wrzuciła jednak z czasem na luz i do samej smierci dziadek zdrowo dawał jej popalic. Z drugiej strony mam dobra kolezankę, której matka popadla równiez w alkoholizm i nagle któregos dnia sie obudziła, nie wiedzac, ze pije i...pić przestała:) Niestety, stwierdzono spore uszczerbki na mózgu i to było przyczyną, jednak w domu robiła piekło, zanim nastąpił ów ,,cud". Walcz jednak do końca, jeżeli wiesz, że jest o co , jednak z głową. Byc może, gdybys porzuciła Go w takiej chwili, straci chłopak wiarę w ludzi i szansę na w miare normalne życie. A przeszłosć? Uświadom Mu, że to iluzja. mijający czas i nic go nie wskrzesi. Najwazniejsze jest, co mamy tu i teraz. Po co czekać, żyjąc wciaz przeszłoscią, az straci się znów cos i załować chwil, którym pozwalamy odejsć bez uwagi? Ja w Ciebie wierzę i Ty musisz wierzyć w swoje zwyciestwo. Dobrych przestróg trzeba słuchać, jednak nie żyć ciągłym strachem przed czymś, co istnieje w naszych głowach. Strach jest czesto gorszy od samego, potencjalnego żródła strachu. Alkoholizm jest, jak rak, Moze mieć nawroty i jest chorobą, ktorą trzeba leczyć, jednak ,,rakowca" nie porzuca sie tylko z racji choroby. Myslę, ze to samo tyczy alkoholizmu. Mocno trzymam kciuki i pozdrawiam:)
Tylko,że ja już powoli sama zatracam siły w tą walkę,wszytsko mnie przerasta,pewnie dlatego.że jestem z tym sama nikomu tutaj poza tym forum nie powiedziałam,ja właśnie wiem,że najwżniejsze się liczy to co jest teraz a nie to co było tylko on,chyba tak naprawdę tego nie rozumiem,już nie wiem jak mam do niego dotrzeć,chociaż przyznam się,że dziś prawdo podbnie pił,bynajmiej tak mówił jak zadzwonił,niewiem może cos kiedyś powoli do niego dotrze,ale to zapewne bardzo długa droga do tego,aby tak było.:(
Witaj Skowronku:) Masz rację, to trudna walka i długa droga. Musisz chłopaka namówic na odwyk. Tam byś otrzymała najlepszą pomoc. Domyślam się, jak Ci jest rudno. Czy w Twoim otoczeniu nie ma tak naprawdę żadnej osoby, która by problem zrozumiała i przynajmniej psychicznie Cię wspierała? Nie musi wiedzieć jak ma Ci doradzać, co do chłopaka, jednak będzie wiedziała, jak wspierać Ciebie? Wiesz, forum, to raczej dobre rady, wsparcie, jednak nikt stąd nie jest z Tobą na co dzień. Sama znasz najlepiej, na ile dało się poznać, swojego chłopca. Moze masz jakies sposoby, by go jednak namówić na spotkania odwykowe? Czytajac swoje odpowiedzi, doszłam do wniosku, ze zbyt ogólnikowo zajęłam się przyszłoscią, kiedy własnie na ,,teraz" istnieje cos, co sie jątrzy i trzeba znależć lekarstwo na obecną chwilę. Bardzo Ci współczuję i jak wiekszość ludzi stąd pewnie, czuję sie bezradna. Może (zabrzmi brutalnie) powinnaś sie zastanowić, czy jednak warto az tak silnie sie angażować? Juz teraz jestes zmęczona, co bedzie, jak walka wypali Cię do reszty? Wtedy oboje bedziecie potrzebowali pomocy. Pozdrawiam.
Witaj Skowronku:) Masz rację, to trudna walka i długa droga. Musisz chłopaka namówic na odwyk. Tam byś otrzymała najlepszą pomoc. Domyślam się, jak Ci jest rudno. Czy w Twoim otoczeniu nie ma tak naprawdę żadnej osoby, która by problem zrozumiała i przynajmniej psychicznie Cię wspierała? Nie musi wiedzieć jak ma Ci doradzać, co do chłopaka, jednak będzie wiedziała, jak wspierać Ciebie? Wiesz, forum, to raczej dobre rady, wsparcie, jednak nikt stąd nie jest z Tobą na co dzień. Sama znasz najlepiej, na ile dało się poznać, swojego chłopca. Moze masz jakies sposoby, by go jednak namówić na spotkania odwykowe? Czytajac swoje odpowiedzi, doszłam do wniosku, ze zbyt ogólnikowo zajęłam się przyszłoscią, kiedy własnie na ,,teraz" istnieje cos, co sie jątrzy i trzeba znależć lekarstwo na obecną chwilę. Bardzo Ci współczuję i jak wiekszość ludzi stąd pewnie, czuję sie bezradna. Może (zabrzmi brutalnie) powinnaś sie zastanowić, czy jednak warto az tak silnie sie angażować? Juz teraz jestes zmęczona, co bedzie, jak walka wypali Cię do reszty? Wtedy oboje bedziecie potrzebowali pomocy. Pozdrawiam.
Witaj beba62:)
Powoli się właśnie wypalam ciężko się do tego przynać,ale tak jest.
Szczrze ja się cały czas zastanwiam czy dobrze zrobiłam angażując się w to.
Tylko nie chce potem żałować jeśli bym czegoś nie zrobiła,a mogła bym zrobić.
To wszystko jest bardzo trudne wprawdzie mam przyjaciół,którym mogła bym się zwierzyć.
Ale oni nie wiem czy zrzumieją być może bedą się starać.
Kilka krotnie prosiłam go ,aby poszedł na odwyk to się wścieka,że co ja wymyślam.
A ja powoli nie mam już sił boję się,że mnie to zniszczy.
Najgorsze jest to,że go kocham i wiem,że nie jestem mu obojętna takie coś da się wyczuć.
Tylko ten alkohol niszczy dosłownie wszystko,a także mnie gdzieś w środku.
Skowronku - Choroba alkoholowa jest choroba. Mozna ja leczyc, ale trzeba CHCIEC.
Twoje prosby maja sie tak do tego, jak proszenie drugiego czlowieka - nie choruj na grype, a on nie bedzie bral aspiryny.
Nie ma innej drogi - TYLKO I WYLACZNIE jego wola.
Ty mozesz ewentualnie wspierac, ale decyzja jego.
Jezeli on jej nie podejmuje - to trzeba odejsc, bo pozostanie tylko cierpienie i gorycz.
Ilez to kobiet sie ludzilo - miloscia wylecze, bedzie dziecko, to sie opamieta, zmienimy otoczenie, prace................
Dziewczyny Ci pisaly, z czym sie dobrze nalezy zapoznac w temacie uzaleznien i wspoluzaleznien.
Pamietaj jedno - Alkoholik, to mistrz manipulacji.
Poki ma sile i ochote pic - wszyscy naokolo beda chorzy, a on zdrow.
Skowronku - Choroba alkoholowa jest choroba. Mozna ja leczyc, ale trzeba CHCIEC.
Twoje prosby maja sie tak do tego, jak proszenie drugiego czlowieka - nie choruj na grype, a on nie bedzie bral aspiryny.
Nie ma innej drogi - TYLKO I WYLACZNIE jego wola.
Ty mozesz ewentualnie wspierac, ale decyzja jego.
Jezeli on jej nie podejmuje - to trzeba odejsc, bo pozostanie tylko cierpienie i gorycz.Ilez to kobiet sie ludzilo - miloscia wylecze, bedzie dziecko, to sie opamieta, zmienimy otoczenie, prace................
Dziewczyny Ci pisaly, z czym sie dobrze nalezy zapoznac w temacie uzaleznien i wspoluzaleznien.
Pamietaj jedno - Alkoholik, to mistrz manipulacji.
Poki ma sile i ochote pic - wszyscy naokolo beda chorzy, a on zdrow.
Ja wciąż mam nadzieję gdzieś tam głęboko,że on się opamięta wiem nawina jestem,ale jednak trudno jest mi odejść gdy by to było takie proste dawno bym to zrobiła.
A ja jednak odejść nie umiem być może to chore głupie nawine,ale niestety to jest silniejsze odemnie bo ja go kocham jaki by nie był.
Tak masz rację,że alkoholik to jednak dobry mistrz manipulacji ludzmi i twoimi uczuciami i dobrze to umie wyorzystać,czasem tak myślę,że on mnei nie zle zmanipulował,ale widzisz trwam w tym dalej,bo nie jest mi objętny.
Bardzo duż przeczytałam na temat uzależnień tak jak radziły mi dziewczyny bardzo dużo się dowiedziałam,i masz rację alkholizm to jest choroba,i to bardzo ciężka.i ciężko z nią wygrać.
Skowronku - Choroba alkoholowa jest choroba. Mozna ja leczyc, ale trzeba CHCIEC.
Twoje prosby maja sie tak do tego, jak proszenie drugiego czlowieka - nie choruj na grype, a on nie bedzie bral aspiryny.
Nie ma innej drogi - TYLKO I WYLACZNIE jego wola.
Ty mozesz ewentualnie wspierac, ale decyzja jego.
Jezeli on jej nie podejmuje - to trzeba odejsc, bo pozostanie tylko cierpienie i gorycz.Ilez to kobiet sie ludzilo - miloscia wylecze, bedzie dziecko, to sie opamieta, zmienimy otoczenie, prace................
Dziewczyny Ci pisaly, z czym sie dobrze nalezy zapoznac w temacie uzaleznien i wspoluzaleznien.
Pamietaj jedno - Alkoholik, to mistrz manipulacji.
Poki ma sile i ochote pic - wszyscy naokolo beda chorzy, a on zdrow.
Popieram w 100%
Beba62, bardzo ładnie piszesz, ale czy miałaś bliską styczność z osobą uzależnioną od alkoholu, widziałaś z bliska co przechodzą jego bliscy?
Porównywanie alkoholizmu i raka nie do końca do mnie przemawia.
Skowronku, najlepszą formą pomocy osobie uzależnionej jest tzw.twarda miłość.
Skowronku - z alkoholizmem sie nie wygrywa. Alkoholizm sie leczy!!!!
Zadnej innej drogi nie ma.
Jezeli uwazasz, ze uczucie nie pozwala Ci odejsc, to zostan z nim. Sluchaj tlumaczen, czemu on musi pic, daj sie od czasu do czasu upokorzyc,wysluchaj jego listy nieszczesc (kazda matka chorego dziecka powinna byc zalana w trupa) i jeszcze innych 100 powodow.......
Pamietaj tylko o jednym - nie stawiajac mu twardych warunkow - POMAGASZ MU W PICIU!!!
O ile Ci to pasuje trudno.
Hej Skowronku:)
Naprawdę masz cieżki orzech do zgryzienia. Nam tu łatwo mówić, żebyś przemyslała sprawę i jak nie da sie nic zrobić, to dała sobie spokój, W sumie to by była własciwa decyzja, jednak wiem, jak trudno jest własnie te, najwłasciwesze decyzje niekiedy podejmować mimo, że wydają się oczywiste. betina 2 ma całkowita racje w swoich wypowiedziach. Nie da rady tak, lub inaczej, to moze spróbuj Ty zasiegnąc rady psychologa? Mysle, że powinnaś wybrać sie na taką wizytę sama ze sobą. Moja mama, jak odszedł od niej tata totalnie sie załamała. Nie piła co prawda ale siedziała w dosyc egoistycznym dołku. Dziwnie brzmi, ale taki dołek tez jest. Mimo upływu czasu, wciąż nią szarpała nienawiść, z palcem brałą cała dłon i wystarczyło nie zgodzic sie w najdrobniejszej rzeczy z nią, momentalnie zachowywała sie jak mała dziewczynka, której odmówiono jakiejś zachcianki. Szantazowała otoczenie groźbą samobójstwa, potrafiła zainscenizować własne powieszenie sie w szafie, dokuczała i ,,umilała zycie" komu się dało. Mało, była w pelni swiadoma tego, co robi .Psychiatra jej mi tylko szepnał słowo ,,to manipulantka".Wreszcie sama zamkneła sie w zakładzie. Jestem jedynaczką i pozostałam jej ja do opieki. Naprawde nie dawałam rady z nią. Nic nie skutkowało, wciąż było nie tak, żle, wszyscy byli głupi itp. Wreszcie ktos zaproponował mi psychiatrę, bym z kims o tym pogadała, kto lepiej zna sprawy psychiki i pokieruje mój tok rozumowania własciwie, jak nie wasnie psychiatra?. Moze i Ty powinnaś sie tez przejść do takiego specjalisty. Nie radzisz już sobie i ze sobą i z sytuacją i Wasz zwiazek zaczyna przypominać prowadzenie kulawego przez slepego. Jak ja zajmowałam sie mamą, tez w pewnym momencie sie czulam, jak Ty. Tylko ja nie moglam ot tak porzucić mamy i sobie pójść. Nikt tez nie bardzo wiedział, co mi radzić. Podobno z kazdej sytuacji jest jakies wyjscie. Czasem trzeba cos poswiecić, by coś osiagnąć ale ludzie boją sie tracić. Nie zawsze jest tak, ze bez szwanku można rozwiązać wszystkie problemy. Pozdrawiam gorąco.
Anik38 hej:) Mój dziadek i wiekszość rodziny od strony mojego ojca była alkoholikami. Widziałam, co sie w domu dzieje. Przez trzydziesci lat mieszkałam w domu, mając piętro nizej alkoholicką rodzinę, gdzie ona i dzieci wciaz były maltretowane. Miałam znajomego, którego rodzice i rodzina piły. Moze przyrównanie z rakiem nie jest az tak trafne, jednak ja nie patrze czarno na swiat i statystyki. W zyciu poznalam wiele róznych przypadków, gdzie rzeczy nie możliwe stawały sie realne i nie mówie o cudach a o ludzkiej woli i wpływie otoczenia. Nigdy zadnemu pacjentowni nie powiedziałam, że ma marne szanse, ze cos jest mało prawdopodobne lub nie mozliwe. Ludzka mentalność zakłada patrzenie na sprawy od strony ,,co może nie wyjść". Przewiduje alternaatywy w razie gorszych sytuacji. Zamiast mówic, co mamy na teraz, wolimy mysleć, co stracilismy, jak gdyby to mialo większy sens i cos miało wnieść w nasze zycie. Rak jest chorobą uleczalna, jednak trudna do leczenia. Ma nawroty i trudno je czesto przewidzieć. Tylko na to wpływ mamy mniejszy, niz na decyzje o piciu. Moze nie jest najtrafniejszym przyrównaniem:) Jednak alkoholizm jest choroba, co by nie mówić. Tylko, ze cała jego przyczyna tkwi w umysle. Dzięki za uwagę Anka38:) Pozdrawiam ciepło
Bebo Droga,
Jeszcze jedno malutkie ale....
O ile w jakiejkolwiek innej chorobie otoczenie, rodzina starajac sie, pomagajac sa w stanie poprowadzic ku lepszemu..... o tyle w chorobie alkoholowej dzialanie powinno byc odwrotne - wybierasz picie, my tobie nic w zamian, wrecz przeciwnie - jak najmniej komfortu picia, pozwolenie delikwentowi na ponoszenie konsekwencji picia w jak najbardziej bolesny sposob.
Im bolesniej - tym szybciej szansa na zdrowienie.
betina2 napisał/a:Skowronku - Choroba alkoholowa jest choroba. Mozna ja leczyc, ale trzeba CHCIEC.
Twoje prosby maja sie tak do tego, jak proszenie drugiego czlowieka - nie choruj na grype, a on nie bedzie bral aspiryny.
Nie ma innej drogi - TYLKO I WYLACZNIE jego wola.
Ty mozesz ewentualnie wspierac, ale decyzja jego.
Jezeli on jej nie podejmuje - to trzeba odejsc, bo pozostanie tylko cierpienie i gorycz.Ilez to kobiet sie ludzilo - miloscia wylecze, bedzie dziecko, to sie opamieta, zmienimy otoczenie, prace................
Dziewczyny Ci pisaly, z czym sie dobrze nalezy zapoznac w temacie uzaleznien i wspoluzaleznien.
Pamietaj jedno - Alkoholik, to mistrz manipulacji.
Poki ma sile i ochote pic - wszyscy naokolo beda chorzy, a on zdrow.Popieram w 100%
Beba62, bardzo ładnie piszesz, ale czy miałaś bliską styczność z osobą uzależnioną od alkoholu, widziałaś z bliska co przechodzą jego bliscy?
Porównywanie alkoholizmu i raka nie do końca do mnie przemawia.Skowronku, najlepszą formą pomocy osobie uzależnionej jest tzw.twarda miłość.
Witam:)tylko powiedz mi czy ta twarda miłość ma szansę przetwać to wszystko bo ja już zaczynam wątpić wiesz co ona ma rację że alkoholizm to choroba ja sie z tym z godzę.Powiem ci,że nie miłe jest to jak się ma styczność z osoba pijącą to bardzo rani.
Skowronku - z alkoholizmem sie nie wygrywa. Alkoholizm sie leczy!!!!
Zadnej innej drogi nie ma.
Jezeli uwazasz, ze uczucie nie pozwala Ci odejsc, to zostan z nim. Sluchaj tlumaczen, czemu on musi pic, daj sie od czasu do czasu upokorzyc,wysluchaj jego listy nieszczesc (kazda matka chorego dziecka powinna byc zalana w trupa) i jeszcze innych 100 powodow.......
Pamietaj tylko o jednym - nie stawiajac mu twardych warunkow - POMAGASZ MU W PICIU!!!
O ile Ci to pasuje trudno.
Witam:*Wiesz co ja już mu nie stawiam tych warunków na początku owszem stawiałąm i to dość mozcno bo nie mogę znieść tego co on robi z własnym życiem jak bardzo go niszczy w imię czego.Masz rację z alokohlem się nie wygrywa nie ma opcji takiej to zawsze będzie silniejsze niż wszystko inne,fakt to trzeba leczyć tylko jest takie rozwiązanie tylko powiedz jak to leczyć jeśli osoba uzależniona nie chce tego:(
Pisalam wczesniej - osoba uzalezniona MUSI CHCIEC.
Poki nie chce, to mozesz sie zaplakac, zadreczyc i nic z tym nie zrobisz.
Jedyne co sie moze z toba stac w miedzyczasie, to tez zachorowac na tzw koalkoholizm.
Zeby on zachcial, to musi znalezc swoje dno, im predzej go siegnie, tym lepiej - dla ciebie i dla niego.
Brzmi to okrutnie, ale najgorsze co moze zrobic osoba obok, to podkladac "poduszki", pomagac w unikaniu konsekwensji picia.
Wybaczac, tlumaczyc, dawac 1001 szans itp..........
Tylko czy jestes gotowa na takie jazdy?
Pisalam wczesniej - osoba uzalezniona MUSI CHCIEC.
Poki nie chce, to mozesz sie zaplakac, zadreczyc i nic z tym nie zrobisz.
Jedyne co sie moze z toba stac w miedzyczasie, to tez zachorowac na tzw koalkoholizm.
Zeby on zachcial, to musi znalezc swoje dno, im predzej go siegnie, tym lepiej - dla ciebie i dla niego.
Brzmi to okrutnie, ale najgorsze co moze zrobic osoba obok, to podkladac "poduszki", pomagac w unikaniu konsekwensji picia.
Wybaczac, tlumaczyc, dawac 1001 szans itp..........
Tylko czy jestes gotowa na takie jazdy?
Właśnie to jest dobre pytanie czy jestem gotowa na takie jazdy bo szczerze mówiąc nie jestem tak naprawdę.Trudno być gotowym na takie coś po prostu jakiś strach również mnie ogarnia czy na przykład poradzę sobie z tym,bo szansę wiadomo można dać tylko tutaj pytanie trzeba postawić jak długo,że kiedyś każda cierpliwość się kończy.
Właśnie on twierdzi,że dno to jest jego życie i że on jest dnem ja tak nie uważam dnem się nie jest jedynei co to można się na tym dnie znaleść według mnie to moje myślenie.
Fakt być może owszem okrutnie to zabrzmiało ale tak niestety jest taka jest prawda a prawdzie w oczy trzeba spojrzeć i to za wczasu okrutne ale prawdziwe niestety.
Najgorzej wkurza mnie to że nie chce właśnie nic z tym zrobić tak mnie to wnerwia ech::(
a wybaczyć ja mu wybaczyłam dawno :
Hej:) Macie rację dziewczyny. Jednak odnoszę wrazenie, ze Skowroneczek nie jest az tak pewna miłosci swojego chłopca, by postawić sprawę na ostrzu noża. Czytając swoje odpowiedzi i Wasze, faktycznie może staram sie ująć sprawę, niczym jajko podczas, kieddy bardziej właściwie jest zalecić terapię wstrząsową. Staram się brać pod uwagę wrazliwość Skowronka, że pewne kroki przerastają ją na ,,teraz".by je poczynić. Trzeba się przygotować na wszystko. Nawet na to, że się przegra a związek po prostu przestanie istnieć. Nie jestem pewna, czy Skowronek jest na ,,teraz" w stanie uwzględnić rozpad. Nie twierdzę jednak, ze w takim razie ma czekać na cud. Doszłam do wniosku, ze dla dziewczyny na chwile obecną najlepszy będzie psychiatra i rozmowa z nim o tym wszystkim. Moze po takiej rozmowie, wszystko się jakoś poukłada w głowie i zmieni sposób postrzegania problemu. Ja ze swoją mamą postapiłam ostatecznie twardo. Moje kroki dały tyle, że wyrzekła sie mnie ale staneła na nogi i okazuje sie, że daje sobie doskonale radę z życiem, nie majac przy sobie osoby, ktora wcąż starała się robic wszystko, by ta poczuła się lepiej a efektów nie było, bo polepszenie stanu zdrowia psychicznego, oznaczaało koniec niaczenia. Nie wiem, czy uznać to za wygrana walke, czy przegraną swoją. Sumujac jednak wszystko, przyznaję Wam rację. Miłosć miłością, wrazliwosć wrazliwością, jednak w pewnych sprawach trzeba być stanowczym i konsekwentnym. Skowronku, czy tak, czy inaczej, musisz zmierzyc sie z problemem, zaczynajac od wlasnego podejscia do sprawy i scisłym okresleniu swoich warunków, co do Waszej przyszłości. Pozdrawiam ciepło:)
Hej:) Macie rację dziewczyny. Jednak odnoszę wrazenie, ze Skowroneczek nie jest az tak pewna miłosci swojego chłopca, by postawić sprawę na ostrzu noża. Czytając swoje odpowiedzi i Wasze, faktycznie może staram sie ująć sprawę, niczym jajko podczas, kieddy bardziej właściwie jest zalecić terapię wstrząsową. Staram się brać pod uwagę wrazliwość Skowronka, że pewne kroki przerastają ją na ,,teraz".by je poczynić. Trzeba się przygotować na wszystko. Nawet na to, że się przegra a związek po prostu przestanie istnieć. Nie jestem pewna, czy Skowronek jest na ,,teraz" w stanie uwzględnić rozpad. Nie twierdzę jednak, ze w takim razie ma czekać na cud. Doszłam do wniosku, ze dla dziewczyny na chwile obecną najlepszy będzie psychiatra i rozmowa z nim o tym wszystkim. Moze po takiej rozmowie, wszystko się jakoś poukłada w głowie i zmieni sposób postrzegania problemu. Ja ze swoją mamą postapiłam ostatecznie twardo. Moje kroki dały tyle, że wyrzekła sie mnie ale staneła na nogi i okazuje sie, że daje sobie doskonale radę z życiem, nie majac przy sobie osoby, ktora wcąż starała się robic wszystko, by ta poczuła się lepiej a efektów nie było, bo polepszenie stanu zdrowia psychicznego, oznaczaało koniec niaczenia. Nie wiem, czy uznać to za wygrana walke, czy przegraną swoją. Sumujac jednak wszystko, przyznaję Wam rację. Miłosć miłością, wrazliwosć wrazliwością, jednak w pewnych sprawach trzeba być stanowczym i konsekwentnym. Skowronku, czy tak, czy inaczej, musisz zmierzyc sie z problemem, zaczynajac od wlasnego podejscia do sprawy i scisłym okresleniu swoich warunków, co do Waszej przyszłości. Pozdrawiam ciepło:)
Witam:)Wiesz co zdecydowanie muszę się zgodzić z tobą,że powoli zaczynam nie być pewna jego miłości mam takie myśli kiedy usiądnę sobie wiczorem czy on kocha mnie czy tylko ten cholerny alkohol?I czasem odpowiadam sobie sama ,że miłość jego do alkoholu jest silniejsza niż do mnie.Czasem wątpię w to,że się pukłada chyba powoli i ja tracę na to nadzieję,nawet miałąm chęć porozmawiania z jego rodziną,ale oni mają to gdzieś nie przejmuja się niczym i tak się toczy dzien za dniem.Wiesz co ja już też przestałam czekać na cud wiem,że one sie nie zdarzają tylko w filmach,a to nie jest film tylko niestety życie,że tak napiszę.I chyba masz rację,że czas postawić sprawę na ostrzu noża i wziąść wszystki konsekwencje pod uwagę nawet to,że związek może przestać istnieć chociaż nie chciałąbym tego.:(
Skowronek,
On ma ochote wasza milosc przepic, Ty sklaniasz sie, zeby o te milosc walczyc.
Milosc sie daje i sie ja bierze. Jezeli na starcie waszego bycia razem musisz wydzierac kazdy dobry moment zycia, to co bedzie dalej jak polegniecie w tych zmaganiach.
Jest jeszcze jedno , z czasem mozna sie przyzwyczaic do tego, ze tak sie funkcjonuje, od pijanstwa do pijanstwa. I cos co na poczatku wydaje sie patologia, staje sie norma.
Ty sie skupisz na minimalizowaniu szkod spowodowanych jego przygodami z alkoholem, on na leczeniu kaca i moralniakach.
Skowronek jest tylko albo - albo. Posredniej drogi nie ma. Nie mozna byc troche w ciazy, czy jajeczkiem czesciowo nieswiezym.
Jezeli Twoja rywalka ma byc alkohol, to..........
Skowronek,
On ma ochote wasza milosc przepic, Ty sklaniasz sie, zeby o te milosc walczyc.
Milosc sie daje i sie ja bierze. Jezeli na starcie waszego bycia razem musisz wydzierac kazdy dobry moment zycia, to co bedzie dalej jak polegniecie w tych zmaganiach.
Jest jeszcze jedno , z czasem mozna sie przyzwyczaic do tego, ze tak sie funkcjonuje, od pijanstwa do pijanstwa. I cos co na poczatku wydaje sie patologia, staje sie norma.
Ty sie skupisz na minimalizowaniu szkod spowodowanych jego przygodami z alkoholem, on na leczeniu kaca i moralniakach.Skowronek jest tylko albo - albo. Posredniej drogi nie ma. Nie mozna byc troche w ciazy, czy jajeczkiem czesciowo nieswiezym.
Jezeli Twoja rywalka ma byc alkohol, to..........
Witam:)wiesz co ja to jakoś chyba staram się tłumaczyć oszukując samą siebie a to jest chyba najgorsze co może być przynajmiej tak mi się wydaje oszukać siebie jest się najprościej,ale co z tego co to daje nic tylko dołek i nic pozatym.
Właśnie on już przepił swoje życie i miłość też przepije co z tego,że raz jest trzezwy jak tak zliczyć dni w miesiącu to więcej jest pod wpływem alkholu niż trzezwy,a ja nie moge na to patrzeć.Wiem powinnam odejsć,ale widzisz nie umiem tego zrobić może to głupie,może jestem zbyt naiwna ale ja powtarzam po raz któryś naprawdę go kocham,tylko co ja mogę sama zdziałać nic tak naprawdę ech:(
Ja chyba już przyzwyczaiłam się do tego pijaństwa niszcząc w ten sposób swoje życie przy okazji bo muszę na to patrzeć dzień w dzień z małymi przerwami:(
Skowronek - no, to nic innego nie pozostaje, jak przyjac, ze patologia bedzie dla Ciebie norma....
Pozostaje czekac na inne atrakcje - obrazanie, wyzwanie, uderzenie.
Miloscia nie mozna tlumaczyc wszystkiego, no chyba ze to milosc zla.
Tylko Boze bron w takiej sytuacji dzieci. O sobie masz prawo decydowac, ze chcesz tak zyc, dzieciom nie masz prawa takiego zycia fundowac.
Skowronku hej:) Jesteś bardzo zagubiona w tym wszystkim. Weszłaś na to forum z nadzieją, ze ludzie stąd doradzą cos, co bedzie złotym eliksirem na całosć problemu. Jak zauwazyłas, mimo róznych wypowiedzi, w każdej jednak przebrzmiewa mianownik wspólny. Trzeba wreszcie cos zrobić i w dodatku cos takiego, co będzie ryzykowne. Co do ryzyka. Ryzykiem jest także Twoje pozostanie w tym zwiazku i kto wie, moze byc to wieksze ryzyko nieszczęscia, niz rozstanie. W całosci podpisuję się pod odpowiedzią betiny 2 w kwestii akceptacji stanu rzeczy i ewentualnym potomstwie. Co więc sądzisz o pomysle wybrania sie do psychiatry? Uwazam, ze to dobry pomysł i wiesz, co jeszcze wpadło mi do głowy? Moze jednak zrobisz decydujace kroki a ich efektami bedziesz sie dzielic tu z nami na forum? Będzie to doskonały materiał i dla osób o podobnej sytuacji do Twojej i dodatkowa mozliwosć dyskusji. Może jak połączysz praktykę w temacie walki z nałogiem z byciem na tym forum, co wiaze sie z ewentualnymi radami, podpowiedziami, jak w czymś sie zagubisz czy coś Cie przerosnie, to wspólnymi siłami da sie cos zdziałać? Co o tym myślisz Ty i pozostali ? Pozdrawiam.
Skowronek - no, to nic innego nie pozostaje, jak przyjac, ze patologia bedzie dla Ciebie norma....
Pozostaje czekac na inne atrakcje - obrazanie, wyzwanie, uderzenie.
Miloscia nie mozna tlumaczyc wszystkiego, no chyba ze to milosc zla.
Tylko Boze bron w takiej sytuacji dzieci. O sobie masz prawo decydowac, ze chcesz tak zyc, dzieciom nie masz prawa takiego zycia fundowac.
Tylko nie mozna mylic pojec, bo patologia to nie milosc. I choc milosc we wszystkim poklada nadzieje, tak w polaczeniu jej z patologia... 
Sowronku-nie,nie i jeszcze raz nie!Dlaczego?Bo w głębi duszy wiesz.Nie trwoń czasu na pijaka.Tyle razy już o tym była mowa,a dziewczyny mają nadzieję.Że "ja go zmienię".Potem tylko dramaty.I nie daj boże-dzieci.Dzieci bez dzieciństwa i z traumą na zawsze.Chcesz tego?
Skowronek - no, to nic innego nie pozostaje, jak przyjac, ze patologia bedzie dla Ciebie norma....
Pozostaje czekac na inne atrakcje - obrazanie, wyzwanie, uderzenie.
Miloscia nie mozna tlumaczyc wszystkiego, no chyba ze to milosc zla.
Tylko Boze bron w takiej sytuacji dzieci. O sobie masz prawo decydowac, ze chcesz tak zyc, dzieciom nie masz prawa takiego zycia fundowac.
Wiesz co Patologia to mi się kojarzy trochę całkiem z czym innym Patologia według mnie to to,że wiesz niektórzy rodzice zaniebują swoje dzieci biją ich nie dbają można dać tu wiele określeń na tego typu słowo.
Dziec nie planuje nawet nie ma mowy w takiej sytuacji.
Skowronku hej:) Jesteś bardzo zagubiona w tym wszystkim. Weszłaś na to forum z nadzieją, ze ludzie stąd doradzą cos, co bedzie złotym eliksirem na całosć problemu. Jak zauwazyłas, mimo róznych wypowiedzi, w każdej jednak przebrzmiewa mianownik wspólny. Trzeba wreszcie cos zrobić i w dodatku cos takiego, co będzie ryzykowne. Co do ryzyka. Ryzykiem jest także Twoje pozostanie w tym zwiazku i kto wie, moze byc to wieksze ryzyko nieszczęscia, niz rozstanie. W całosci podpisuję się pod odpowiedzią betiny 2 w kwestii akceptacji stanu rzeczy i ewentualnym potomstwie. Co więc sądzisz o pomysle wybrania sie do psychiatry? Uwazam, ze to dobry pomysł i wiesz, co jeszcze wpadło mi do głowy? Moze jednak zrobisz decydujace kroki a ich efektami bedziesz sie dzielic tu z nami na forum? Będzie to doskonały materiał i dla osób o podobnej sytuacji do Twojej i dodatkowa mozliwosć dyskusji. Może jak połączysz praktykę w temacie walki z nałogiem z byciem na tym forum, co wiaze sie z ewentualnymi radami, podpowiedziami, jak w czymś sie zagubisz czy coś Cie przerosnie, to wspólnymi siłami da sie cos zdziałać? Co o tym myślisz Ty i pozostali ? Pozdrawiam.
Tak to prawda jestem zagubiona nawet nie ma co ukrywać,powiem ci ,że to prawda że wiesz chciałam rad i dalej chcę ,i powiem więcęj każdą radę czytam bardzo uważnie po kilka razy i biorę ją bardzo do siebie a z tą radą ,aby pogadać z psychologiem też wzięłam ja pod uwagę i napewno tak zrobię,ze pójdę do niego.
betina2 napisał/a:Skowronek - no, to nic innego nie pozostaje, jak przyjac, ze patologia bedzie dla Ciebie norma....
Pozostaje czekac na inne atrakcje - obrazanie, wyzwanie, uderzenie.
Miloscia nie mozna tlumaczyc wszystkiego, no chyba ze to milosc zla.
Tylko Boze bron w takiej sytuacji dzieci. O sobie masz prawo decydowac, ze chcesz tak zyc, dzieciom nie masz prawa takiego zycia fundowac.Tylko nie mozna mylic pojec, bo patologia to nie milosc. I choc milosc we wszystkim poklada nadzieje, tak w polaczeniu jej z patologia... http://img577.imageshack.us/img577/6599/zalamka.gif
Tu się z toba zgodzę zdecydownie podobno jak to mówią ,że nadzieja umiera ostatnia.
Sowronku-nie,nie i jeszcze raz nie!Dlaczego?Bo w głębi duszy wiesz.Nie trwoń czasu na pijaka.Tyle razy już o tym była mowa,a dziewczyny mają nadzieję.Że "ja go zmienię".Potem tylko dramaty.I nie daj boże-dzieci.Dzieci bez dzieciństwa i z traumą na zawsze.Chcesz tego?
Witam cię Zuzo:)
Wiesz ile razy ja miałąm nadzieję,że ja go zmienię i wciąż nadzieją się ta łudzę,że coś wskóram,tylko powoli zaczynam sama w to nie wierzyć.
Dramaty często się zdarzają w takich sytuacjach,co do dzieci nie chceę zaufundować tego dzieciom,nawet nie ma opcji ,aby moje dzieci były bez dzieciństwai do tego z traumą to nie wchodzi w grę.
Skowronek - skoro tak trudno Ci sie zmierzyc z choroba alkoholowa Twojego chlopaka, to musisz przynajmniej dobrze wiedziec z czym bedziesz miala do czynienia.
Najwazniejsze - WIEDZA o mechanizmach choroby alkoholowej - ta mozesz uzyskac w najblizszej poradni badz punkcie konsultacyjnym.
Wpisz w gogla i Ci wyskoczy lista poradni i adresy.
Przestan uzywac hasel " wiara, nadzieja, milosc" - bo mozesz na tym daleko nie zajechac.
Rzeczowa wiedza i odpowiednie zachowania moga przyniesc oczekiwany skutek. (moga, ale nie musza)
W tym temacie jest bardzo duzo literatury fachowej, ktora moze Ci byc pomocna - to dostaniesz w punkcie konsultacyjnym.
Mozesz tez przy okazji popracowac nad soba - sa grupy dla osob zwiazanych z uzaleznionymi.
Jezeli naprawde chcesz cos z tym zrobic - to zabierz sie za to z glowa, inaczej czeka cie seria rozczarowan i porazek.
50 2013-04-25 11:57:34 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-25 12:05:59)
Przestan uzywac hasel " wiara, nadzieja, milosc" - bo mozesz na tym daleko nie zajechac.
Rzeczowa wiedza i odpowiednie zachowania moga przyniesc oczekiwany skutek. (moga, ale nie musza)
AMEN
Skowronku ja tez jestem odrzutem ze zwiazku patologicznego, w ktorym pokladlem "wiare, nadzieje i milosc" i tylko z ta roznica do Ciebie, ze u mnie pierwszych skrzypiec nie gral alkohol a patologiczne uzaleznienie corki do matki poprzez nieodcieta pepowine. Patologii toksycznego zwiazku a nie czystej i naturalnej relacji miedzy matka a corka, w ktorym ja bylem kolejnym ogniwem w tej patologii. I Ty masz teraz ten sam problem co ja mialem na poczatku mojego zwiazku uwienczonego malzenstwem, ze z tym chorym uzaleznieniem Twojego partnera da sie mimo wszystko zyc i normalnie funkcjonowac. Nie nie da sie!
Nic bardziej mylnego by nie powiedziec, ze do rangi kuriozalnie mylnego do kwadratu.
To ze alkohol wyniszcza Twojego partnera to jest pikus, bo Twoja relacja z Nim jako Twojej osoby wspoluzaleznionej z Nim "z milosci" wyniszcza nikogo innego jak wlasnie Ciebie jeszcze bardziej. Tu nie kopiesz sie z jednym koniem stachanowcem a z cala stadnina przed wyscigami na Sluzewcu.
W tym uzaleznieniu kryje sie sila, o mocy ktorej nawet nie masz pojecia. Ja tez na poczatku nie mialem a teraz juz mam. I nawiazujac do kolokwialnego powiedzenia o Sluzewcu, w pewnym momencie wypisalem sie z uczestnictwa w wyscigach i obstawiania kto wygra - ja, zona czy tesciowa.
Reasumujac...
Pojecie wiary nadzieii i milosci zostalo delikatnie mowiac zdeptane w tym moim zwiazku i teraz - z dala od niego - odbudowuje wartosc znaczenia tych slow na nowo z nadzieja na lepsze jutro.
Bo co by tez nie mowic, to owa nadzieja choc jest matka glupich, ktorzy na pozor swiadomie pakuja sie w takie relacje jak Nasze, to jest tez matka tych, co rozumem wciaz nie grzesza... Ja juz to wiem i Ciebie probujemy wspolnymi silami przed tym uchronic. My bylismy lub - o zgrozo - dalej jestesmy uzaleznieni a Ty doswiadczysz tego samego, co My juz przeszlismy. O ile nie wiecej.
Bo pakowanie sie w taka relacje jest kosmicznie dalekie od standardowego pojecia pelnej swiadomosci. Pakujac sie w nia czlowiek jest zaslepiony, zamroczony jak w przewodnim temacie Twojego watkowego problemu - alkoholem. A nawet tutaj jest ono dalekie od prawdziwego zamroczenia alkoholowego.
Skowronek - skoro tak trudno Ci sie zmierzyc z choroba alkoholowa Twojego chlopaka, to musisz przynajmniej dobrze wiedziec z czym bedziesz miala do czynienia.
Najwazniejsze - WIEDZA o mechanizmach choroby alkoholowej - ta mozesz uzyskac w najblizszej poradni badz punkcie konsultacyjnym.
Wpisz w gogla i Ci wyskoczy lista poradni i adresy.
Przestan uzywac hasel " wiara, nadzieja, milosc" - bo mozesz na tym daleko nie zajechac.
Rzeczowa wiedza i odpowiednie zachowania moga przyniesc oczekiwany skutek. (moga, ale nie musza)
W tym temacie jest bardzo duzo literatury fachowej, ktora moze Ci byc pomocna - to dostaniesz w punkcie konsultacyjnym.
Mozesz tez przy okazji popracowac nad soba - sa grupy dla osob zwiazanych z uzaleznionymi.
Jezeli naprawde chcesz cos z tym zrobic - to zabierz sie za to z glowa, inaczej czeka cie seria rozczarowan i porazek.
Zdążyłam zauwazyć,że jest tu bardzo dużo literatury fachowej,ale właśnie o to tu chodzi po to też między innymi napisałam,aby dostać rady i po to aby dużo pisać.
Wiesz co trudno się zmierzyć dlatego,że jestem z tym sama i dlatego tak bardzo ciężko jest.Wiesz jemu to obojętne,ale mnie nie wiem ja jestem głupia,ale taka jestem jak mi na kims zalezy po prostu walczę do końca pomimo wszytskich przeszkód.I również domyślam się mniej więcej z czym będę miała do czynienia,ale zniosę to jakoś powoli,ale dam radę bynajmiej będę się strała.Wiesz te hasła wiara,nadzieja,miłość to chyba jedyne co zostaje w takiej sytuacji kiedyś mi ktoś powiedział,że warto w coś wierzyć warto w kimś położyć nadzieję i warto kochać gdy są przeszkody na drodze,i chyba ktoś kto mi to mówił miał rację.A nad sobą ja już zaczęłam pracować.
betina2 napisał/a:Przestan uzywac hasel " wiara, nadzieja, milosc" - bo mozesz na tym daleko nie zajechac.
Rzeczowa wiedza i odpowiednie zachowania moga przyniesc oczekiwany skutek. (moga, ale nie musza)AMEN
Skowronku ja tez jestem odrzutem ze zwiazku patologicznego, w ktorym pokladlem "wiare, nadzieje i milosc" i tylko z ta roznica do Ciebie, ze u mnie pierwszych skrzypiec nie gral alkohol a patologiczne uzaleznienie corki do matki poprzez nieodcieta pepowine. Patologii toksycznego zwiazku a nie czystej i naturalnej relacji miedzy matka a corka, w ktorym ja bylem kolejnym ogniwem w tej patologii. I Ty masz teraz ten sam problem co ja mialem na poczatku mojego zwiazku uwienczonego malzenstwem, ze z tym chorym uzaleznieniem Twojego partnera da sie mimo wszystko zyc i normalnie funkcjonowac. Nie nie da sie!
Nic bardziej mylnego by nie powiedziec, ze do rangi kuriozalnie mylnego do kwadratu.
To ze alkohol wyniszcza Twojego partnera to jest pikus, bo Twoja relacja z Nim jako Twojej osoby wspoluzaleznionej z Nim "z milosci" wyniszcza nikogo innego jak wlasnie Ciebie jeszcze bardziej. Tu nie kopiesz sie z jednym koniem stachanowcem a z cala stadnina przed wyscigami na Sluzewcu.
W tym uzaleznieniu kryje sie sila, o mocy ktorej nawet nie masz pojecia. Ja tez na poczatku nie mialem a teraz juz mam. I nawiazujac do kolokwialnego powiedzenia o Sluzewcu, w pewnym momencie wypisalem sie z uczestnictwa w wyscigach i obstawiania kto wygra - ja, zona czy tesciowa.Reasumujac...
Pojecie wiary nadzieii i milosci zostalo delikatnie mowiac zdeptane w tym moim zwiazku i teraz - z dala od niego - odbudowuje wartosc znaczenia tych slow na nowo z nadzieja na lepsze jutro.
Bo co by tez nie mowic, to owa nadzieja choc jest matka glupich, ktorzy na pozor swiadomie pakuja sie w takie relacje jak Nasze, to jest tez matka tych, co rozumem wciaz nie grzesza... Ja juz to wiem i Ciebie probujemy wspolnymi silami przed tym uchronic. My bylismy lub - o zgrozo - dalej jestesmy uzaleznieni a Ty doswiadczysz tego samego, co My juz przeszlismy. O ile nie wiecej.
Bo pakowanie sie w taka relacje jest kosmicznie dalekie od standardowego pojecia pelnej swiadomosci. Pakujac sie w nia czlowiek jest zaslepiony, zamroczony jak w przewodnim temacie Twojego watkowego problemu - alkoholem. A nawet tutaj jest ono dalekie od prawdziwego zamroczenia alkoholowego.
Czyli nie jestem sama na świecie co ma lub miała podobny problem.
Ja używam tych słów on już nie niestety,powiem ci że to wszystko jest trudne bardzo trudne,i rozumiem też ciebie jak ty się czułeś bedąc w podobnym związku.
Ja chyba jestem aż za bardzo zaślepiona tak bym to napisała.
cześć. Możesz napisać Skowronku jak długo z nim jesteś ?? Tzn. Ile czasu się spotykacie? Czy na początku też pił, bo nic tu nie wspominasz..
cześć. Możesz napisać Skowronku jak długo z nim jesteś ?? Tzn. Ile czasu się spotykacie? Czy na początku też pił, bo nic tu nie wspominasz..
Witam:) Napiszę jestem z nim od trzech lat na początku było ładnie pięknie ,ale zaczęło się sypać Pił na początku ale wiesz niby w małych ilościach.ALe to już na dzień zisiejszy jest codziennie.
Hej Skowronku:) Wiec, czy już chociaż w zarysach, tworzy się w Twojej głowie jakaś, konkretniejsza decyzja?
Skowronku, najlepiej szukać wiedzy u źródła....
Znajdź grupę Anonimowych Alkoholików i zapytaj kiedy mają otwarty miting. Zwykle każda grupa ma taki raz w miesiącu. Idź i posłuchaj samych alkoholików, tych którzy chcą nie pić. Oni bardzo chętnie dzielą się doświadczeniami, w tym również tym co ich samych zmotywowało do trzeźwienia. Ja Ci powiem, że zawsze to był kryzys, inaczej DNO. I "twarda miłość". Nie prośby, cierpliwość i ocieranie łez. Ale nie musisz mi wierzyć, posłuchaj ich!
Dodam też, że życie z trzeźwiejącym alkoholikiem też nie jest łatwe. Samo odstawienie alkoholu nie załatwia sprawy. Alkoholik używa alkoholu, by radzić sobie z trudnymi emocjami. Znika alkohol, a emocje i różne nieumiejętności zostają. Musi się nauczyć radzić sobie z życiem w inny sposób. Zwykle nie jest to dla bliskich ani łatwe, ani przyjemne, gdy ON zapełnia pustkę po alkoholu swoim "trzeźwieniem".
Nie jesteś dla niego najważniejsza. Teraz, gdy jest aktywnym alkoholikiem, najważniejsza w jego życiu jest FLASZKA. To jego dziewczyna, kochanka i przyjaciółka.
Gdyby podjął poważną pracę nad swoim trzeźwieniem, najważniejsza będzie terapia, mitingi AA, Klub Abstynenta, kumple z terapii itp. Nie TY.
Znam wiele par, które trwały ze sobą, gdy ON pił, a rozstały się, gdy przestał. Bo ONA oczekiwała normalności, a życie z trzeźwiejącym alkoholikiem nie jest normalne.
Chcesz tego?
Kobiety podejmujące ten trud są związane z alkoholikiem dziećmi i wspólnym majątkiem. Jest o co walczyć.
TY dopiero się zastanawiasz, czy w to wejść.
Nie radzę Ci tego. Zawsze bedziesz na drugim miejscu. Dzisiaj za butelką, jutro za mitingiem, jeśli ON zechce trzeźwieć.
Jasne, zdarzają się historie jak z bajki, ale to rzadkość. Większość to trud i ciężka praca całymi latami.
Gdyby to tylko polegało na odstawieniu alkoholu, to byłoby cudownie. Ale to nie takie proste.......
Obok mnie mieszkali pijacy. Jako dziecko dziwiłam się czemu piją. Zawsze mieli kase na alkohol. Stali jak takie lumpy pod płotem i pili. Było mi ich żal, mieli żony i dzieci. Córka jednego z nich była super koleżanką dla mnie. Ogólnie człowiek alkoholik to kojarzy mi sie jako człowiek samotny i niezrozumiany, jako człowiek przegrany, ze przerosły go problemy dnia codziennego, czyli zarobic na dom itd., godziwe życie. On woli wstawać i kłaść się z kurami, lubi rano pójść po bułki i piwko. Generalnie są to ludzie pogodni i weseli.
Czasymiro - Blagam!!!!!!!!! "generalnie pijacy, to ludzie weseli i pogodni"
Szczegolnie zas jak dostaja wyroki za znecanie sie nad rodzina, jak sa interwencje policji, jak demoluja dziecinstwo swoim dzieciom, jak przepijaja dorobek zycia i wpedzaja w nedze swoja rodzine, badz skazuja ich na pomoc opieki spolecznej, bo akurat nie maja czasu i sily popracowac.
No ubawic sie mozna po pachy, a wesolo wszystkim, ze hej.................
Hej Skowronku:) Wiec, czy już chociaż w zarysach, tworzy się w Twojej głowie jakaś, konkretniejsza decyzja?
Witam:)nie wchodziłam tu wczoraj bo właśnie decyzję podjęłam taką,że go zostawiłam
i powiem ci ,że czuję się strasznie podle i to bardzo podle.
beba62 napisał/a:Hej Skowronku:) Wiec, czy już chociaż w zarysach, tworzy się w Twojej głowie jakaś, konkretniejsza decyzja?
Witam:)nie wchodziłam tu wczoraj bo właśnie decyzję podjęłam taką,że go zostawiłam
i powiem ci ,że czuję się strasznie podle i to bardzo podle.
Skowronku , Twoja decyzja o zostawieniu go, moze byc pierwszym zaczynkiem do jego zdrowienia - moze chlopak cos zrozumie, ze zawalil po calosci i bedzie probowal sie ratowac.
Jezeli bedzie inaczej, to znaczy, ze nie warto , ze nie bylas tak wazna dla niego.
Moze byc Ci przykro i zle, ze zwiazek nie wypalil, ale pamietaj - ratowalas siebie, nie dalas sie wciagnac w taniec na linie z gorzala w tle.
W sumie to jego wybor, nie Twoj. Ty sie po prostu nie zgodzilas na taki uklad.
Skowronek25 napisał/a:beba62 napisał/a:Hej Skowronku:) Wiec, czy już chociaż w zarysach, tworzy się w Twojej głowie jakaś, konkretniejsza decyzja?
Witam:)nie wchodziłam tu wczoraj bo właśnie decyzję podjęłam taką,że go zostawiłam
i powiem ci ,że czuję się strasznie podle i to bardzo podle.Skowronku , Twoja decyzja o zostawieniu go, moze byc pierwszym zaczynkiem do jego zdrowienia - moze chlopak cos zrozumie, ze zawalil po calosci i bedzie probowal sie ratowac.
Jezeli bedzie inaczej, to znaczy, ze nie warto , ze nie bylas tak wazna dla niego.
Moze byc Ci przykro i zle, ze zwiazek nie wypalil, ale pamietaj - ratowalas siebie, nie dalas sie wciagnac w taniec na linie z gorzala w tle.
W sumie to jego wybor, nie Twoj. Ty sie po prostu nie zgodzilas na taki uklad.
Właśnie nie zgodziłam się i powiem ci,że ciężko jest mi bardzo jeszcze tak się nie czułam powiem ci,że boję się o niego ,że coś zrobisobie czy coś.
Ja wiem to jest śmieszne nie poiwnno było tak być,ale widzisz mimo wszytsko jednak dzieje się to.Byc może zrozumiem chociaż nie wiem czy tak będzie oby tak było.On mi zawsze niby powtarzał,że jestem ważna dla niego,ale widocznie nie tak bardzo jak alkohol to jest ważniejsze i ja to zrozumiałam.
Skowronku - zobacz, jak juz sie wciagnelas w chore myslenie - on cos zrobi sobie. Czyli, zeby sobie czegos nie zrobil, to powinnas akceptowac jego zachowania. Tyle, ze akceptacja z kolei znaczy niszczenie Twojego zycia.
Pamietaj - to ON wybral.
Z tego co wiem - to nic sobie nie zrobi. Moze tak mowic, to tylko beda demonstracje. Jak dasz mu szanse, bez jego leczenia, przegralas!
hej Skowronku:) Twoja decyzja jest słuszna. Teraz masz okazję sprawdzenia, na ile on kocha Ciebie. Co wybierze, alkohol, czy Ciebie. Za nic nie jestes odpowiedzialna teraz, co on zrobi. Samobójcy kryją sie raczej ze swoimi planami w obawie, ze ktos moze im przeszkodzić w ich wykonaniu. Ktoś, kto głosno krzyczy, że cos sobie zrobi, albo woła o pomoc albo szantazuje otoczenie w celu wyegzekwowania swoich oczekiwań względem innych. Bez wzgledu, co by sie nie działo, nie bedziesz winna niczemu. Teraz, kiedy on został sam ze swoim problemem, jest to dla niego terapia wstrząsowa. Czesto takie terapie są najlepszym sposobem, by pozbyć się swoich strachów, słabosci i demonów. Jezeli wybierze alkohol, to znaczy, że jego uczucie nie jest warte, by o nie walczyć. Jeżeli, nawet kulejac, jednak sie starając wybierze Ciebie, warto wtedy podać dłon i pomóc mu. Bądz twardza Skowronku. Swoja drogą, jestem pełna podziwu dla Ciebie. Uwierz, mało kobiet potrafi podjac tak radykalne kroki, przełamując swoje błędne myslenie. Domyslam sie, jak to dla Ciebie trudne. My tu piszemy, ze to własciwe kroki. Ja z obserwacji. Nie wiem jednak, na ile ja bym potrzebowała czasu na zrozumienie swojego, autodestruktywnego poswięcenia dla kochanej osoby z takim nałogiem. Mówić mogę wiele, praktyka czasem zaskakuje odmiwnnymi decyzjami. Szacunek dla Ciebie. Dla przykładu. Moi rodzice sie rozwiedli. Rad byłam pełna i madrosci. Mój zwiazek sie sypał...uuuu...sama nie wiedziałam, co ja tej swojej mamie bredziłam, wszak to takie trudne. Ostatecznie sama swoich wlasnych rad posłuchałam. Łatwe nie było, jednak przebrnęłam. Uczucie, to dziwna rzecz. Moja qumpela ma chłopaka, Nie pije. Jest psychologiem. Ma 30 lat. Ona ma 20. Ona go kocha a on...twierdzi, ze też kocha. Są razem od około roku. Pan psycholog jednak stara sie zmienić ją na ,,żonę ze stepford". Kojarzysz? Ta sie dostosowuje, jak może. Dostałam ostatnio jej rozmowę z nim na fejsie. Brzmiała mniej wiecej tak:
On:
- Myslisz, że jak poleżysz obok mnie w łóżku, pokochamy sie troche, to juz ja jestem w pełni usatysfakcjonowany?
Ona:
- Przecież sie staram. Poza tym, nie tylko na łóżku zwiazek sie opiera. Ty ze mna nie rozmawiasz. Mało spedzamy razem czasu.
On:
- A o czym z Wami rozmawiać? Macie pusto w głowie. Z Toba nie mam żadnych tematów. Nie masz zadnych zainteresowań, jestes nudna, ciagle tylko za raczkę, tulenie. Nie masz nic do zaoferowania tak, jak i inne baby, tylko d..pę.
Wiesz co Skowronku? Ona do mnie napisała, ze musi sie zmienić, bo on nie jest w pełni z niej zadowolony. Jak jej odpisałam, że nie ma do siebie szacunku, bo on ja traktuje, jak szmate do podłogi i gorzej, ona mi na to - ,,Ja go kocham, zrozum"
Co myslisz o tym? Czy Twoja sytuacja nie była podobna? On nie musiał Ci mówic az takich słow. Jego podejscie starczyło za słowa. Pewnie tej dziewczynie bys doradziła: ,,Rzuc go. Nie daj sobą pomiatać, miej honor", czy tak? Pozdrawiam Cie cieplutko. Wytrwaj:) I pisz o tym, jak sobie radzisz z tym.
Skowronku - zobacz, jak juz sie wciagnelas w chore myslenie - on cos zrobi sobie. Czyli, zeby sobie czegos nie zrobil, to powinnas akceptowac jego zachowania. Tyle, ze akceptacja z kolei znaczy niszczenie Twojego zycia.
Pamietaj - to ON wybral.
Z tego co wiem - to nic sobie nie zrobi. Moze tak mowic, to tylko beda demonstracje. Jak dasz mu szanse, bez jego leczenia, przegralas!
Wiem właśnie,że on wybrał.
To była jego decyzja ja nie mam prawa jej podważyć.
Chciałąm dobrze a wiesz sama nie zdziałała bym nic.
Właśnie wiem,ze on mógłby mi zniszczyć życie,a ja tego bym nie chciała.
hej Skowronku:) Twoja decyzja jest słuszna. Teraz masz okazję sprawdzenia, na ile on kocha Ciebie. Co wybierze, alkohol, czy Ciebie. Za nic nie jestes odpowiedzialna teraz, co on zrobi. Samobójcy kryją sie raczej ze swoimi planami w obawie, ze ktos moze im przeszkodzić w ich wykonaniu. Ktoś, kto głosno krzyczy, że cos sobie zrobi, albo woła o pomoc albo szantazuje otoczenie w celu wyegzekwowania swoich oczekiwań względem innych. Bez wzgledu, co by sie nie działo, nie bedziesz winna niczemu. Teraz, kiedy on został sam ze swoim problemem, jest to dla niego terapia wstrząsowa. Czesto takie terapie są najlepszym sposobem, by pozbyć się swoich strachów, słabosci i demonów. Jezeli wybierze alkohol, to znaczy, że jego uczucie nie jest warte, by o nie walczyć. Jeżeli, nawet kulejac, jednak sie starając wybierze Ciebie, warto wtedy podać dłon i pomóc mu. Bądz twardza Skowronku. Swoja drogą, jestem pełna podziwu dla Ciebie. Uwierz, mało kobiet potrafi podjac tak radykalne kroki, przełamując swoje błędne myslenie. Domyslam sie, jak to dla Ciebie trudne. My tu piszemy, ze to własciwe kroki. Ja z obserwacji. Nie wiem jednak, na ile ja bym potrzebowała czasu na zrozumienie swojego, autodestruktywnego poswięcenia dla kochanej osoby z takim nałogiem. Mówić mogę wiele, praktyka czasem zaskakuje odmiwnnymi decyzjami. Szacunek dla Ciebie. Dla przykładu. Moi rodzice sie rozwiedli. Rad byłam pełna i madrosci. Mój zwiazek sie sypał...uuuu...sama nie wiedziałam, co ja tej swojej mamie bredziłam, wszak to takie trudne. Ostatecznie sama swoich wlasnych rad posłuchałam. Łatwe nie było, jednak przebrnęłam. Uczucie, to dziwna rzecz. Moja qumpela ma chłopaka, Nie pije. Jest psychologiem. Ma 30 lat. Ona ma 20. Ona go kocha a on...twierdzi, ze też kocha. Są razem od około roku. Pan psycholog jednak stara sie zmienić ją na ,,żonę ze stepford". Kojarzysz? Ta sie dostosowuje, jak może. Dostałam ostatnio jej rozmowę z nim na fejsie. Brzmiała mniej wiecej tak:
On:
- Myslisz, że jak poleżysz obok mnie w łóżku, pokochamy sie troche, to juz ja jestem w pełni usatysfakcjonowany?
Ona:
- Przecież sie staram. Poza tym, nie tylko na łóżku zwiazek sie opiera. Ty ze mna nie rozmawiasz. Mało spedzamy razem czasu.
On:
- A o czym z Wami rozmawiać? Macie pusto w głowie. Z Toba nie mam żadnych tematów. Nie masz zadnych zainteresowań, jestes nudna, ciagle tylko za raczkę, tulenie. Nie masz nic do zaoferowania tak, jak i inne baby, tylko d..pę.
Wiesz co Skowronku? Ona do mnie napisała, ze musi sie zmienić, bo on nie jest w pełni z niej zadowolony. Jak jej odpisałam, że nie ma do siebie szacunku, bo on ja traktuje, jak szmate do podłogi i gorzej, ona mi na to - ,,Ja go kocham, zrozum"
Co myslisz o tym? Czy Twoja sytuacja nie była podobna? On nie musiał Ci mówic az takich słow. Jego podejscie starczyło za słowa. Pewnie tej dziewczynie bys doradziła: ,,Rzuc go. Nie daj sobą pomiatać, miej honor", czy tak? Pozdrawiam Cie cieplutko. Wytrwaj:) I pisz o tym, jak sobie radzisz z tym.
Ta decyzja była bardzo trudna.
Jeśli porosi wiesz ja pomogę jestem taką osobą,że wolę pomóc niż sobie coś wyrzucać.
Opowiem ci coś raz była taka sytuacja,że mój znajomy zbłądził w zyciu,za jeden błąd stracił wszystko co miał,każdy się od niego odwrócił i powiem ci,ze załamał się bardzo mocno.Już nie ten sam człowiek
popadł w długi bo zdradził swoją żonę a zdradził bo wcześniej bardzo był zakochany,i powiem ci,że miał dwie próby samobójcze.
Potem każdy się obwiniał ale kiedy potrzebował pomocy nie było nikogo.
A powiem ci chłopak taki przystojny a na takim dnie,ze masakra po prostu.
Że aż mi go szkoda jest.Co byś zrobiła pomogła byś czy byś się odwróciła.