Ok poprzednia wiadomość była długa bo starałam sie opisać wszystkie sytuacje po kolei bo ja sama mam juz mętlik w głowie.
Także piszę od początku i konkrety:)
Jesteśmy z chłopakiem 3 lata razem znamy się od 3.5 roku. Na początku było sporo perypetii między nami bo ja akurat kończyłam związek on był wolny ale miał adortorki w postaci moich 2 koleżanek. Kiedy się poznaliśmy on był zainteresowany ale nie robił zadnych kroków tłumacząc to tym, ze nie chce sie wtrącać w czyjś związek. Kiedy zaczelismy byc razem trochę się starał jednak pilnował by mieć "czas dla siebie" oczywiście po uczelni siłowni i obiadku byłam dopiero ja. Wszystko nabrało tępa jak odsuneliśmy dotychczasowych znajomych, którzy nam "dobrze życzyli" i zaczelismy kolegować się z jego kolegą z pracy i jego żoną. Oboje byli w naszym wieku. Wtedy mój facet też zaczął się intersować troche za moją namową mieszkaniem ale okazało się że nie zamierza brać kredytu na mieszkanie innych możliwości typu "po babci" za bardzo nie ma za to jego matka bardzo nalega bym ja starała się o mieszkanie mojego ojca (którego nie chce znać wyrządził mi w zyciu wiele krzywdy i sama myśl o nim wzburza we mnie wielkie emocje). Kłucilismy się fakt ale w którym związku tych kłutni nie ma? Z każdą kolejną jest coraz gorzej bo na początku wykazywał jeszcze skruchę, z czassem zaczął dzielić winę na dwoje (nawet jesli ewidentnie to on zawinił) a od jakiegoś czasu nie przeprasza w ogóle bo ja "piłuje mordę wiec po co?"Nie pomaga nawet upominanie go w tym temacie. Był też temat zaręczyn bo sam powiedział, że to dla niego poważny związek i chce mi sie oświadczyć na wiosnę zeszłego roku miał to zrobić jeszcze wcześnniej czyli jakoś po świętach Bożego Narodzenia 2012 bylismy na mierzeniu pierścionków ja oczywiscie wybrałam sobie ten jeden jedyny egzemplarz i... do tej pory niczego nie otrzymałam. Mam wrażennie że on stracił do mnie szacunek nie wiem tylko kiedy mam wrażenie że też trochę wykorzystuje do własnych celów. W mieście z którego oboje wychodzimy nie chciał ze mną zamieszkać bo twierdził że "sporo nna tym mieszkaniu oddzielnie zaoszczędzi" zawsze wydawało mi się ze skoro dwoje ludzi się kocha deklarują że chcą być razem i pracują to nie stanowi to problemu. Dla niego był to duży problem dopóki nie zrodził się w jego głowie pomysł wyjazdu do Warszawy, i nagle było zebysmy zamieszkali razem bo on ma tam uczelnie. Ja oczywiście do swojej musiałam dojeżdzać i rzucić pracę bo on w momencie wyjazdu nie pracował. Od jakiegoś czasu gdy sie kłucimy on ma do mnie o wszystko pretensje o wszystko mnie obwinia i swoja matke też (która świeta też nie jest ale mimo wszystko to matka), zaczeły się też wyzwiska typu masz zajoba na punkcie zakupów (wtedy, gdy chcę sobie coś kupić bo zarabiam wiecej niz on też opłacam stancje rachunki mam na swoje potrzeby i jak każda typowa baba chyba coś od życia mi sie należy. Nie kupuje codziennie raczej jest to jakies 200-300 zł ale na dobrych parę miesięcy), że jestem chora i powinnam się leczyć. Zawsze kiedy jest poruszany jakis temat to ja jestem głupia i nigdy nie mam racji. W święta uslyszałam że nie nadaje się na zone i żebym nie nalegała na zaręczyny bo ja nie potrafie sie domem zając i on musi sobie ugotować i pozmywać (bo coś takiego jak sprzątanie w jego słowniku nie istnieje) bo ja pracuje po 10-12h w swieta i jakies wieksze okzje 14h rzadko mam wolne i nie mam czasu na nic. Oczywiście szczyci się rodzinie że jestem do niczego bo to on się domem zajmuje...
Nie tak sobie to wyobrażałam i w sumie nie wiem co się dzieje czy rzeczywiście on przestał mnie szanować? Co z tym zrobić? Jestem z nim 3 lata obydwie rodziny zaczynają dopytywać gdzie zaręczyny moja mama najbardziej bo sama sie rozwiodła. Też zależy mi na tym by zacieśnić związek, ale on chyba nie chce mimo iż deklaruje ze chce mi sie oswiadczyc ale uważa ze za drogi pierscionek wybrałam (za 800zł na upartego widziałam identyczny model na allegro za ponad 500 jednak uważam że pierscionek tak jak obrączka na całe życie powinna byc dobra gatunkowo wiec wolałabym ten za 800)
1 2013-04-15 16:06:38 Ostatnio edytowany przez Starligt (2013-04-15 17:39:35)
Podobne tematy
Najgorsze jest to że te jego teksty na mnie działają. Ostatnio sama po sobie widzę że jestem przygaszona, cały czas myślę że do niczego się nie nadaję że jestem beznadziejna, że po co mam się za coś zabierać... On tylko ostatnio cały czas sie dopytuje o czym myslisz co się dzieje a ja milczę. Bylismy wczoraj na weselu jego bardzo dobrego kolegi bawiłam sie bardzo dobrze bo rodzina pana mlodego wspaniała co chwile w głębi duszy chciało mi się płakać nawet czułam jak łzy napływają mi do oczu ale skutecznie sie jakoś trzymałam. Jeden kolega chłopaka tylko zauważył że coś jest nie tak zaczął dopytywać co się stało jednak skutecznie go zbyłam. Zazdrościłam młodym tego szczęścia wspaniale wesele facet jak marzenie (osobiście go znam), a ona w ciąży coż wiecej do szczęścia im trzeba?
Strasznie duzo napisalas...Ciezko skupic sie zeby to przeczytac ![]()
odpowiedz sobie na proste pytania.
Czy wyobrażasz sobie życie przy tym człowieku? Czy tak wyobrażasz sobie miłość? Czy tego oczekujesz od życia, związku, partnera? i wiele wiele podobnych...
Pisząc to już sobie uświadomiłaś pewne sprawy... teraz pytanie, czy dalej chcesz tak żyć?
Twoje życie to podsumowanie Twoich decyzji.
5 2013-04-15 17:58:38 Ostatnio edytowany przez Indygo (2013-04-15 18:00:23)
Problemem Twojego chłopaka jest to, że nie widzi nic więcej prócz czubka własnego nosa. Nie ważne jest co Ty czujesz, co myślisz, co jest dla Ciebie ważne i czego byś w życiu chciała - najważniejsze jest to, aby to jemu było wygodnie. Twoim problemem natomiast jest to, że propagujesz jego zachowanie, zgadzając się na każdy jego wymysł. Książę wymarzył sobie przeprowadzkę do innego miasta, bo będzie miał bliżej na uczelnię i jawi się wyraźnie perspektywa pracy, a Ty ślepo podążasz za nim, mimo tego, że sobie pogorszysz; stracisz pracę, a na uczelnię będziesz pokonywała grube kilometry. Miałaś szczęście, bo pracę znalazłaś dość szybko, ale czy w ogóle zastanawiałaś się, co by było gdybyś tą pracę znalazła podobnie jak on, po miesiącu, albo jeszcze później? Z czego byście żyli, za co byście opłacali rachunki? Oszczędności nie są studnią bez dna... Ale najbardziej jednak zszokowały mnie w Twoim poście fragmenty, w których cytujesz jego odzywki do Ciebie. Cały czas zastanawiam się, gdzie się podziała Twoja godność...? Bo moja - i podejrzewam, że wielu innych, różnych kobiet - nie pozwoliłaby znosić takich epitetów. Zamiast siadać na ziemi, płakać i trząść się, powinnaś wstać, wziąć trzy głębokiego wdechy, opłukać twarz, spakować się i pojechać na dworzec, na pociąg, który zabrałby Cię do domu.
To nie jest partnerski związek. To jest potrzask, który Ty - nie wiedzieć czemu - konserwujesz, a księżniczka siedzi na tronie, i wybrzydza. Ten Twój "indywidualista" nawet spodni nie nosi... Z tej mąki chleba nie będzie.
Indygo dzięki za konkretną odpowiedź fajnie że zauważyłaś/eś tą różnicę że to on chce...
On chce zwlekać z decyzjami o wspólnej przyszłości, on chciał tu zostać pomimo, że ja miałam już dość i chciałam wracać do domu bo co z tego że ja mam spoko pracę a on non stop szuka i nie moze bardzo długo znaleźć?, nie chciał w rodzinnym mieście żebyśmy mieszkali razem to nie mieszkaliśmy chciał to przyjezdżał nie chciał to nie tłumacząc to "brakiem czasu dla siebie" non stop to powtarza. Nie uważam by nie miał czasu dla siebie tym bardziej ze zawsze kończył pracę wczesniej niż ja robił obiad siadał na komputer i grał do późnych godzin nocnych. Nawet jak chciałam żeby przyszedł do mnie do kuchni pogadać to było że ja sie czepiam i już czegoś od niego chce bo on musi od gry odejść.
Padło pytanie jak ja sobie wyobrażam swoje życie?
Hmm przede wszystkim jestem troche przeciwieństwem jego bo jestem osobą rozrywkową, rozgadaną, chętnie spotykałabym się ze znajomymi, w gronie rodziny własnie jestem bardzo rodzinna. Na pierwszym miejscu stawiam życie osobiste, później nauka kariera itd. Z resztą uważam że szczęscie osobiste, związek stały z kimś można spokojnie pogodzić razem z zabawą, znajomymi oraz nauką i karierą. Osobiście znam takie związki i małżeństwa już. Wczoraj bylismy na ślubie jego bardzo dobrego kolegi ze studiów myślałam że co chwile będę płakać. Znajomi zauważyli że coś jest nie tak ale miałam wrażenie jakby mysleli że to ja jestem powodem całego zamieszania między nami bo co chwile ktoś mówił albo żebym się uspokoiła albo żebym sie nie denerwowała co jeszcze bardziej mnie podminowywało.
Jak każda baba kocham go wiadomo 3 lata spędzone razem sporo wspomnien jednak jak to jedna z użytkowniczek tego forum napisała zazdroszczę koleżankom i wczorajszej pannie młodej że ich mężczyźni okazują im publicznie uczucia że je przytulą obejmą że widać że oni się kochają. Nawet jak obejrzałam dziś zdjęcia z wesela to mój facet nie stoi blisko mnie ani mnie nie obejmuje tylko stoi metr ode mnie
7 2013-04-15 19:19:29 Ostatnio edytowany przez Indygo (2013-04-15 19:23:10)
Jasne, ze można pogodzić związek z nauką, pracą, znajomymi i rozrywkami. Można nawet pogodzić to wszystko, gdy ma się potomstwo na stanie. Jednakże warunek jest jeden; połówki mają być dla siebie partnerami. Nie może być nakazów, zakazów, wymuszeń, samolubstwa, nie może być tak, że tylko jedna strona daje, a druga bierze, nie dając od siebie nic. Ma być wsparcie, współpraca, zaufanie i miłość, której niestety z jego strony nie widać. Wiem, że jest Ci ciężko, ale najlepsze są szybkie cięcia. Im szybciej to skończysz, tym krócej będziesz cierpiała i więcej czasu zaoszczędzisz. Jemu się krzywda nie stanie. Zapewne wróci do nadgorliwej matki, w towarzystwie swojego skąpstwa i "indywidualności".
No własnie czyli dobrze mi się wydaje że nie widać z jego strony żadnych starań....
Indygo a jak dac mu do zrozumienia ze coś sie psuje? Bo póki co do konca miesiaca musze z nim mieszkac...jak dac mu odczuc ze mnie traci? Wiesz boje sie tylko tego ze w obecnych czasach mało jest osób młodych z poglądami takimi jak moje ze poznajemy sie i albo do siebie pasujemy i bierzemy slub albo sie rozstajemy. teraz ludzie chca miec wszystko od razu szalec do 30 a małzenstwo nikomu do niczego nie potrzebne a ja chciałabym założyc wspaniała rodzine chciałabym miec dzieci i wiem ze nie moge z ta decyzja długo zwlekac bo niestety w mojej rodzinie wszystkie kobiety cierpia na sprawy ginekologiczne i o ile nie maja problemow z zajsciem w ciaze to bardzo szybko tracą mozliwosc posiadania dzieci. Moja siostra ma 25 lat w przyszlym roku wychodzi za maz a zaraz bedzie miała operacje na jajniki... druga rok starsza juz jest po operacji usuniecia torbieli z piersi.
on wie o tym aale nic sobie z tego nie robi
Pytanie, jakie poglądy ma Twój chłopak? Jaką wartość ma dla niego ślub? Bo jak na razie to powiedział Ci tylko, że za drogi pierścionek wybrałaś, i że nie nadajesz się na żonę...
Rozumiem doskonale Twoje priorytety względem założenia rodziny, ale to nie może tak wyglądać, że uwieszasz się na nim i wiercisz mu dziurę w brzuchu, bo czas nagli, ani nie może zdarzyć się tak, że chwilę po ewentualnym rozstaniu złapiesz pierwszego lepszego za nogi, i za wszelką cenę będziesz starała się, aby zaciągnął Cię przed ołtarz i spłodził dziecko. Każdy facet, wiedząc o Twoim toku rozumowania, wymiksowałby się z takiej relacji, bo poczułby się jak jeleń, który ma założyć obrączkę na palec, oddać nasienie, i jego rola się kończy. Partnerstwo to klucz do tego, czego pragniesz, a tego nie buduje się przez miesiąc.
Tak szczerze, to dla tego związku nie widzę żadnej przyszłości, dlatego doradzałam Ci rozstanie, a nie rozmowy i tłumaczenia.
Według mnie Twój chłopak należy do tej grupy osób, która wybudza się z amoku, gdy mleko jest już rozlane. Gdybyś się wyprowadziła, to może jakaś żaróweczka zaczęłaby jarzyć się nad jego głową, i próbowałby to wszystko posklejać do kupy, ale wtedy byłoby to już totalnie bezcelowe. Nie macie po 14 lat, aby w nieskończoność schodzić się i rozstawać.
bo ja "piłuje mordę wiec po co?"
że jestem chora i powinnam się leczyć.
to ja jestem głupia i nigdy nie mam racji.
że nie nadaje się na zone
szczyci się rodzinie że jestem do niczego
To są wszystko jego słowa?
Jak dla mnie, to brak mi w tym wszystkim zwykłego szacunku. Nawet w kłótniach nie wolno tak mówić.
Moim zdaniem to zły prognostyk na przyszłość, o ile jakąś w ogóle macie, skoro on poważnego związku nie chce.
Próbowałaś mu powiedzieć jak odbierasz jego zachowanie? Rozmawiacie o tym?
Wydaje mi się, że on ma kompleks na punkcie tego, że mniej zarabia i tymi durnymi tekstami, a zwłaszcza krytykowaniem Ciebie przy swojej rodzinie, chce pokazać, że on też ma coś do powiedzenia, że on jest samcem alfa itd. Oczywiście pewności nie mam, ale jak rozmawiałam czasem z mężczyznami na ten temat, to wielu twierdziło, że zarabiająca więcej partnerka jest dla nich niemal jak kastracja. Może jest zbyt mało dojrzały, żeby to normalne ocenić i nie zwracać na to uwagi? Nie wiem, nie wyobrażam sobie takiego związku.
Nie bede bawiła sie w psychoanalize Twojego faceta, bo szkoda na to mojego czasu. Zastanawia mnie fakt, że po tym wszystkim co on ci poiwedział (patrz post Luc- idealnie wszystko wyłuszczyła) i co ci zrobił , ty nadal preferujesz pierścionek za 800 zł niż podobny za 500 na Allegro. Po co ci do diaska jego pierścionek???? Z jego strony chamstwo do n-tej potęgi a ty z uporem zaręczyny, ślub..z takim chamem?? Nie szkoda ci siebie samej??
Nie sądzisz, ze NAPRAWDE zasługujesz na faceta, który bedzie Cie traktował dobrze i byś czuła sie przy nim dobrze. Bo ten Twój "osobnik" niedługo sprowadzi twoją pewność siebie i poczucie własnej wartości poniżej parteru.
Jesteś jeszcze bardzo młoda i zaradna i mądra wiec do ch&*ery skop mu doope posadz na niej różyczki, odwróc sie na piecie i odejdz kołysząc biodrami.
13 2013-04-16 09:59:52 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-04-16 10:01:00)
Oj dziewczyno. Bardzo mocno czujesz, że tyka Ci zegar biologiczny i uczepiłaś się złego faceta do realizacji swoich dążeń. I żebym nie była źle zrozumiana - naprawdę nic zdrożnego w tym, że chcesz ślubu, dzieci, wspólnego życia. Najnaturalniejsza z potrzeb to być kochanym a gdzie lepiej to zrealizować niż w szczęśliwym małżeństwie? No ale właśnie - szczęśliwym. Czy teraz Twój związek jest szczęśliwy? Ze związku w którym nie ma szacunku, wsparcia, zrozumienia nie będzie szczęśliwego małżeństwa. Szczęśliwe małżeństwa nie spadają z nieba - to owoc pracy i starania się obojga partnerów. Miłej pracy i dającego satysfakcję starania się, ale nie przychodzi to na pstryknięcie palcami, ani dlatego, że jedna ze stron tego chce - to jest wspólne staranie. Wspólne, świadome i codzienne.
Dlaczego tak upierasz się i uwieszasz na tym facecie? On wyraźnie mówi Ci, że nie chce i nie widzi z Tobą przyszłośći, a Ty to ignorujesz. Więc on poniża Cię, ośmiesza i krzywdzi słowami, ale Ty zamiast wyciągnąć wnioski dzielnie to znosisz i liczysz na... no właśnie na co liczysz?
O kurczę na wstępie dziękuję za odpowiedzi bo myślałam, że temat trochę podupadł...
Eileen trafna uwaga też myślałam, że tak jest kiedy na początku przyjechaliśmy do stolicy. Akurat mam fach, na który jest teraz duże zapotrzebowanie i jest mi łatwo znaleźć czy zmienić pracę zarobki też kształtują się moim zdaniem dosyć fajnie, ale mniejsza o to. Kiedy raz go zapytałam czy ma problem z tym że to ja się spełniam w pracy zawodowej, a dodatkowo zarabiam troche wiecej niż on powiedział że nie że bardzo się cieszy że mogę się spełniać i zdobywać doświadczenie wiec nie do końca rozumiem...
Luc Tak przy którejś kłótni powiedziałam mu że to w jaki sposób się do mnie odzywa pozostawia wiele do życzenia. Ja raz też go skrzyczałam ale uważam że w słusznej sprawie bo krzyczał do swojej matki. Wiec sie wkurzyłam i poszłam mu wygarnąć że w taki sposób do kobiety starszej od siebie i jeszcze jego matki nie godzi sie odzywać po czym on skwitował "to co mam iść przeprosić?" Myślę że ona wie że troche sknociła jego wychowanie po tym czasem jak mówie coś do niej o nim a ona "no wiesz jaki uparty jest P..."
Niobexxx
Już teraz mam wrażenie jakby sprowadził mnie i moją samoocene do 0 bo tracę pewność siebie. Cały czas myślę o naszym związku wiesz to jest mój drugi nieudany długi związek i powoli dochodze do wniosku że jestem staroświecka w swoim poglądzie zamążpójścia bo ciężko znaleźć faceta który będzie rzeczywiście facetem z jajami szanującym kobiete i na dodatek będzie chciał założyć rodzinę... Nie łatwo (jak to było już napisane w paru wątkach) jest zostawić kogoś po 3 latach związku z kim miało sie jakieś plany... Najbardziej boli mnie to, że on twierdzi że tak on chce mi się oświadczyć, chce ze mną zamieszkać ale wszędzie widzi problem finansowy. Tak jakby bał się wydawać pieniądze. Nie dostaje od niego żadnych kwiatów czy prezentów na rocznice nawet przestałam wymagać bo on twierdzi że to zbędne i że nie ma kasy albo pyta a co ty mi dasz? Z tym że ja jestem osobą która nie ma problemu by postawić mu pizze obiad kupić bez okazji perfumy czy coś droższego po prostu taka jestem ![]()
nocnalampka tak dokładnie tego potrzebuje! Cały czas myślę, że jeszcze uda mi się go wypracować w sensie nie zmienić tylko wypracować te jego wady typu odzywki tak aby on zaczął szanować mnie i moja pozycję w tym związku. Wczoraj wieczorem chciałam z nim pogadać był co prawda po pracy wrócił późno bo 22.30 i mówię mu "słuchaj P... chcę z Tobą pogadać" "on na to ok wejde na komputer pozałatwiam sprawy wysle pare maili i pogadamy" Kiedy załatwił juz wszystko był senny i miałam wrażenie jakby słuchał 5 przez 10 tego co do niego mówie. Powiedziałam, że jeśli jeszcze raz się do mnie odezwie w taki sposób poskutkuje to tym ze biore torbę pakuje rzeczy i wracam do domu bez względu na zobowiązania. On że przeciez już się tak do mnie nie odzywa (co nie jest prawdą bo w piątek i wczoraj też były kłutnie i warczenie do siebie bo w piątek trzeba było po krawat dla jasniepana jechać" Dalej jak cos do niego mówiłam to milczał i tyle było z rozmowy...
Wiesz co, dobrego małżeństwa z was nie będzie. Może po prostu jesteście jeszcze oboje za młodzi, chociaż to nie usprawiedliwia chamstwa. Jedno jest pewne, swojego chłopaka na siłę nie zmienisz, ani szacunku na siłę nie dostaniesz.
Ok poprzednia wiadomość była długa bo starałam sie opisać wszystkie sytuacje po kolei bo ja sama mam juz mętlik w głowie.
Także piszę od początku i konkrety:)
Jesteśmy z chłopakiem 3 lata razem znamy się od 3.5 roku. Na początku było sporo perypetii między nami bo ja akurat kończyłam związek on był wolny ale miał adortorki w postaci moich 2 koleżanek. Kiedy się poznaliśmy on był zainteresowany ale nie robił zadnych kroków tłumacząc to tym, ze nie chce sie wtrącać w czyjś związek. Kiedy zaczelismy byc razem trochę się starał jednak pilnował by mieć "czas dla siebie" oczywiście po uczelni siłowni i obiadku byłam dopiero ja. Wszystko nabrało tępa jak odsuneliśmy dotychczasowych znajomych, którzy nam "dobrze życzyli" i zaczelismy kolegować się z jego kolegą z pracy i jego żoną. Oboje byli w naszym wieku. Wtedy mój facet też zaczął się intersować troche za moją namową mieszkaniem ale okazało się że nie zamierza brać kredytu na mieszkanie innych możliwości typu "po babci" za bardzo nie ma za to jego matka bardzo nalega bym ja starała się o mieszkanie mojego ojca (którego nie chce znać wyrządził mi w zyciu wiele krzywdy i sama myśl o nim wzburza we mnie wielkie emocje). Kłucilismy się fakt ale w którym związku tych kłutni nie ma? Z każdą kolejną jest coraz gorzej bo na początku wykazywał jeszcze skruchę, z czassem zaczął dzielić winę na dwoje (nawet jesli ewidentnie to on zawinił) a od jakiegoś czasu nie przeprasza w ogóle bo ja "piłuje mordę wiec po co?"Nie pomaga nawet upominanie go w tym temacie. Był też temat zaręczyn bo sam powiedział, że to dla niego poważny związek i chce mi sie oświadczyć na wiosnę zeszłego roku miał to zrobić jeszcze wcześnniej czyli jakoś po świętach Bożego Narodzenia 2012 bylismy na mierzeniu pierścionków ja oczywiscie wybrałam sobie ten jeden jedyny egzemplarz i... do tej pory niczego nie otrzymałam. Mam wrażennie że on stracił do mnie szacunek nie wiem tylko kiedy mam wrażenie że też trochę wykorzystuje do własnych celów. W mieście z którego oboje wychodzimy nie chciał ze mną zamieszkać bo twierdził że "sporo nna tym mieszkaniu oddzielnie zaoszczędzi" zawsze wydawało mi się ze skoro dwoje ludzi się kocha deklarują że chcą być razem i pracują to nie stanowi to problemu. Dla niego był to duży problem dopóki nie zrodził się w jego głowie pomysł wyjazdu do Warszawy, i nagle było zebysmy zamieszkali razem bo on ma tam uczelnie. Ja oczywiście do swojej musiałam dojeżdzać i rzucić pracę bo on w momencie wyjazdu nie pracował. Od jakiegoś czasu gdy sie kłucimy on ma do mnie o wszystko pretensje o wszystko mnie obwinia i swoja matke też (która świeta też nie jest ale mimo wszystko to matka), zaczeły się też wyzwiska typu masz zajoba na punkcie zakupów (wtedy, gdy chcę sobie coś kupić bo zarabiam wiecej niz on też opłacam stancje rachunki mam na swoje potrzeby i jak każda typowa baba chyba coś od życia mi sie należy. Nie kupuje codziennie raczej jest to jakies 200-300 zł ale na dobrych parę miesięcy), że jestem chora i powinnam się leczyć. Zawsze kiedy jest poruszany jakis temat to ja jestem głupia i nigdy nie mam racji. W święta uslyszałam że nie nadaje się na zone i żebym nie nalegała na zaręczyny bo ja nie potrafie sie domem zając i on musi sobie ugotować i pozmywać (bo coś takiego jak sprzątanie w jego słowniku nie istnieje) bo ja pracuje po 10-12h w swieta i jakies wieksze okzje 14h rzadko mam wolne i nie mam czasu na nic. Oczywiście szczyci się rodzinie że jestem do niczego bo to on się domem zajmuje...
Nie tak sobie to wyobrażałam i w sumie nie wiem co się dzieje czy rzeczywiście on przestał mnie szanować? Co z tym zrobić? Jestem z nim 3 lata obydwie rodziny zaczynają dopytywać gdzie zaręczyny moja mama najbardziej bo sama sie rozwiodła. Też zależy mi na tym by zacieśnić związek, ale on chyba nie chce mimo iż deklaruje ze chce mi sie oswiadczyc ale uważa ze za drogi pierscionek wybrałam (za 800zł na upartego widziałam identyczny model na allegro za ponad 500 jednak uważam że pierscionek tak jak obrączka na całe życie powinna byc dobra gatunkowo wiec wolałabym ten za 800)
I ty chcesz z kimś takim wziąć ślub? sory ale chyba jesteś niepoważna, po slubie będzie jeszcze gorzej, nei wspominając że on wcale do niego nie zmierza, ja bym już dawno go zostawiła, tunei ma miejsca an sentymenty gdy on tak Cie traktuje
17 2013-04-16 13:17:09 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-04-16 13:18:41)
Krótka piłka - czy jesteś szczęśliwa? Czy jeśli Twój związek zachowując swój kształt i zasady zmieni tylko nomenklaturę - na narzeczeństwo, czy małżeństwo, będziesz szczęsliwa? Nadal będąc lekceważona i poniżana, ale już jako narzeczona/żona, będziesz szczęśliwsza? Chodzi o to żeby mieć męża i dzieci, czy o to, aby być szczęśliwą - być może przy okazji mając dzieci, męża i cały ten bałagan?
I jeszcze jedno - uważaj, żebyś z zalu dla straconych 3 lat nie zmarnowała kolejnych 3 czy 30...
Jeśli chodzi o wiek tak jak to było już poruszane w kilku postach między innymi w poście o ciaży z brytyjczykiem wiek nie jest wyznacznikiem. Akurat w tym przypadku ja nie czuję się za młoda na małżeństwo wręcz przeciwnie od zawsze wiedziałam że chciałabym wyjść za mąż młodo bo widzę tego i plusy i minusy akurat plusów mam wiecej niż tych negatywów. Jestem osobą odpowiedzialną, zaradną, która umie sobie w życiu poradzić. Musiałam szybciej dorosnąć przez różne życiowe historie a stworzenie z kimś prawdziwej rodziny było dla mnie od zawsze marzeniem. On z tego co mi mówił również marzy o rodziniie najlepiej z 2-3 dzieci i chciał tą rodzinę założyć więc wydawało mi się do tej pory że nie tylko ja tego chciałam...
Ale coś Ty się tego małżeństwa i dzieci uczepiła? Masz 21 lat? To masz koło 10 lat jeszcze na takie pomysły. A ten facet pewnie jest nie pierwszym i nie ostatnim w Twoim życiu, który będzie miał Cię gdzieś, ale nie ostatnim osobnikiem na ziemi, więc wykorzystaj swój czas na znalezienie kogoś, kto będize chciał tego samego co Ty.
Jesteś młodziutka, w moim wieku
Ja to dopiero zaczynam myśleć o zaręczynach itd. Uważam, że zaręczyć się można, czemu nie ale ślub ? W późniejszym czasie to na pewno. Zastanów się jak wyobrażasz sobie życie z człowiekiem który nie ma do Ciebie szacunku, który Cię obraża. Przez niego czujesz się beznadziejnie, a co za tym idzie, wcale nie jesteś szczęśliwa. I tak ma być zawsze ? On się nie zmieni, nie licz na to. Ewentualnie może na jakiś czas ukryć niektóre rzeczy ale zapewne nie na długo... Rozmawiałaś z nim na ten temat ?
nocnalampka to nie jest tak że ja sie uczepiłam małżeństwa jestem desperatką czy cokolwiek innego. Poprzedni mój post był odpowiedzią na post anik38 a wydaje mi się że jest to normalne że chciałabym wyjść za mąż. Dla niektórych priorytetem w życiu są studia i kariera a dla innych małżeństwo i rodzina ja własnie jestem z tych drugich ale mniejsza o to...
Czy jestem z nim szcześliwa? I to jest trudne pytanie bo on nie zawsze taki był. Wiadomo ma swoje wady i zalety moim ideałem to może on i nie jest ale nie łudze się że kiedykolwiek spotkam idealnego faceta na swojej drodze... Na poczatku było w porządku, a przynajmniej tak mi się wydaje... Nie było takich odzywek tam czasami jak sie pokłucilismy strzelił jakiegoś babskiego focha odwrócił sie na pięcie i poszedł w swoją stronę ale potem mu przeszło jak powiedziałam że zachowuje się gorzej niż baba....
Wiadomo mieliśmy dużo wspaniałych chwil od jakiegos czasu sie zepsuło sama nie wiem dlaczego. Wiem że na pewno jest mu równie ciężko jak i mi jednak nie tłumaczy to jego odzywek.
Widzę dużo rad w stylu olej go, ja bym juz go dawno zostawiła itd... jest to na pewno jakieś wyjście, ale nie da się tak łatwo kogoś zostawić. Poza tym gdzie praca nad związkiem? Mam wrażenie że sytuacje które tu opisałam są dla pewnych osób nie do przyjęcia, w moim otoczeniu jest troszkę inaczej. Kiedy ja powiedziałam swoim 2 koleżankom o zaistniałych sytuacjach one podzumowaly to "no nie ladnie sie zachował" i generalnie nie wywarło to na nich większego wrażenia. Ja sama wychowałam się w niezbyt szczęśliwej rodzinie i zawsze zastanawiało mnie jak jest u innych? Czy u was jak sie kłucicie nie padają tego typu słowa? Sama nie wiem jak powinno byc ![]()
Nie wiem może dziwna jestem i moje otoczenie też ale pytam bo jestem ciekawa.
LadyAnette O miło widzieć kogoś w moim wieku. Nie to nie do końca jest tak, że chciałabym wyjść za mąż już za 5 minut chociażby. Jestem z nim już 3 lata zaraz ponad i chciałam aby w końcu się zadeklarował chociaż nic poza tym. A nawet gdybysmy zaraz ppo zaręczynach zdecydowali się wziac slub to tez nie takie chop siup bo w moim regionie sale, zespoły i inne atrakcje są porezerwowane na 2 lata i wiecej w przód wiem bo moja siostra jest właśnie w tym temacie... także w najlepszym przypadku mężatką byłabym za jakieś 2-3 lata... Wiem że na wszystko trzeba czasu itd a wydaje mi sie że 3 lata to wystarczający czas aby kogoś poznać i nie mówię już tu konkretnie tylko o nim ale ogólnie. Widzisz Ty podchodzisz też może do sprawy nieco inaczej sama piszesz że jesteś młodziutka dopiero zaczynasz myslec itd itd. Nie uważam tego za złe każdy planuje w swoim tempie ja od dawna wiedziałam że jeśli poznam kogoś z kim chcę być to nie chce długo ze ślubem zwlekać bo to nic dobrego. Najważniejsze dla mnie było aby z człowiekiem z którym planuje ten ślub wcześniej zamieszkać żeby poznać go w takim codziennym życiu. Jestem osobą która uważa że małżeństwo nie przeszkadza w osiąganiu życiowych celów wręcz przeciwnie razem jest łatwiej
Kiedy ma się obok kogoś na kim można polegać
Do pracy nad zwiazkiem potrzebne sa dwie strony. Dwie strony widzące problem i chcące go rozwiązac. Masz to w swoim związku?
To jest tak on pewne problemy widzi a pewnych nie... Nie widzi czasami problemu przepraszania, gdzie on np. ostatnio zalewa mi kawą moje pudełka na biżuterię, które chłoną wodę i wilgoć w zawrotnym tępie. Stwierdzil że on nie zrobił tego specjalnie wiec przepraszał mnie nie będzie nawet z czystej grzeczności bo to nie zmieni faktu że ja będę zła dalej. Problem przperaszania jest jednym z takich, które mam wrażenie on czasami nie chce widzieć...
Ale kiedy są czasem jakieś inne kłótnie to dobrze wie o co się kłucimy i gdzie leży problem.
Mam wrażenie że on pwnych rzeczy po prostu nie chce widzieć
LadyAnette O miło widzieć kogoś w moim wieku. Nie to nie do końca jest tak, że chciałabym wyjść za mąż już za 5 minut chociażby. Jestem z nim już 3 lata zaraz ponad i chciałam aby w końcu się zadeklarował chociaż nic poza tym. A nawet gdybysmy zaraz ppo zaręczynach zdecydowali się wziac slub to tez nie takie chop siup bo w moim regionie sale, zespoły i inne atrakcje są porezerwowane na 2 lata i wiecej w przód wiem bo moja siostra jest właśnie w tym temacie... także w najlepszym przypadku mężatką byłabym za jakieś 2-3 lata... Wiem że na wszystko trzeba czasu itd a wydaje mi sie że 3 lata to wystarczający czas aby kogoś poznać i nie mówię już tu konkretnie tylko o nim ale ogólnie. Widzisz Ty podchodzisz też może do sprawy nieco inaczej sama piszesz że jesteś młodziutka dopiero zaczynasz myslec itd itd. Nie uważam tego za złe każdy planuje w swoim tempie ja od dawna wiedziałam że jeśli poznam kogoś z kim chcę być to nie chce długo ze ślubem zwlekać bo to nic dobrego. Najważniejsze dla mnie było aby z człowiekiem z którym planuje ten ślub wcześniej zamieszkać żeby poznać go w takim codziennym życiu. Jestem osobą która uważa że małżeństwo nie przeszkadza w osiąganiu życiowych celów wręcz przeciwnie razem jest łatwiej
Kiedy ma się obok kogoś na kim można polegać
Właśnie myślę, że tak 3 lata max po zaręczynach można spokojnie wziąć ślub, a przynajmniej według mnie
We wcześniejszym poście napisałaś, że na Twoich koleżankach nie wywarło to większego wrażenia, a może one po prostu nie chciały Cię dołować i mówić Ci co tak naprawdę myślą na ten temat ? Pomyślałaś o tym ? Ja już spotkałam się z wieloma osobami które tak właśnie robiły. Myślisz, że on będzie dobrym mężem, a kiedyś ojcem ? Nie sądzę. Chociaż nie znam go. Ale wiesz wiele kobiet twierdzi, że jak przyjdzie dziecko to mąż się zmieni, i są w błędzie bo na początku wszystko jest pięknie, a później bajka się kończy. Jeżeli facet przed ślubem już zachowuje się tak jak się zachowuje i nie ma szacunku do Ciebie to ja bym nie liczyła, że po ślubie się coś zmieni.
Starligt napisał/a:LadyAnette O miło widzieć kogoś w moim wieku. Nie to nie do końca jest tak, że chciałabym wyjść za mąż już za 5 minut chociażby. Jestem z nim już 3 lata zaraz ponad i chciałam aby w końcu się zadeklarował chociaż nic poza tym. A nawet gdybysmy zaraz ppo zaręczynach zdecydowali się wziac slub to tez nie takie chop siup bo w moim regionie sale, zespoły i inne atrakcje są porezerwowane na 2 lata i wiecej w przód wiem bo moja siostra jest właśnie w tym temacie... także w najlepszym przypadku mężatką byłabym za jakieś 2-3 lata... Wiem że na wszystko trzeba czasu itd a wydaje mi sie że 3 lata to wystarczający czas aby kogoś poznać i nie mówię już tu konkretnie tylko o nim ale ogólnie. Widzisz Ty podchodzisz też może do sprawy nieco inaczej sama piszesz że jesteś młodziutka dopiero zaczynasz myslec itd itd. Nie uważam tego za złe każdy planuje w swoim tempie ja od dawna wiedziałam że jeśli poznam kogoś z kim chcę być to nie chce długo ze ślubem zwlekać bo to nic dobrego. Najważniejsze dla mnie było aby z człowiekiem z którym planuje ten ślub wcześniej zamieszkać żeby poznać go w takim codziennym życiu. Jestem osobą która uważa że małżeństwo nie przeszkadza w osiąganiu życiowych celów wręcz przeciwnie razem jest łatwiej
Kiedy ma się obok kogoś na kim można polegać
Właśnie myślę, że tak 3 lata max po zaręczynach można spokojnie wziąć ślub, a przynajmniej według mnie
We wcześniejszym poście napisałaś, że na Twoich koleżankach nie wywarło to większego wrażenia, a może one po prostu nie chciały Cię dołować i mówić Ci co tak naprawdę myślą na ten temat ? Pomyślałaś o tym ? Ja już spotkałam się z wieloma osobami które tak właśnie robiły. Myślisz, że on będzie dobrym mężem, a kiedyś ojcem ? Nie sądzę. Chociaż nie znam go. Ale wiesz wiele kobiet twierdzi, że jak przyjdzie dziecko to mąż się zmieni, i są w błędzie bo na początku wszystko jest pięknie, a później bajka się kończy. Jeżeli facet przed ślubem już zachowuje się tak jak się zachowuje i nie ma szacunku do Ciebie to ja bym nie liczyła, że po ślubie się coś zmieni.
A widzisz czyli jednak myslimy podobnie
No bo w sumie tak to mniej więcej działa z tymi ślubami myślałam, że mniej więcej wiadomo o co chodzi ![]()
Jeżeli chodzi o te zmiany po ślubie to nie uważam, że facet się zmienia po ślubie dziecko może trochę zmienić faceta ale też nie każdego. Mojego faceta dzieci bynajmniej nie ruszają bo widzę jakie ma czasem podejście do małego synka koleżanki, wiec wiem, że ani dziecko ani ślub go nie zmieni
No właśnie... Dlatego sama musisz wiedzieć czego chcesz. Bo nie możesz powiedzieć z ręką na sercu, że jesteś szczęśliwa. Mam rację ?
LadyAnette i tu masz rację nie mogę z ręką na sercu powiedzieć że jestem z nim szczęśliwa przed chwilą nawet mogłam się przekonać. Koleżanka prosiła mnie abym sprawdziła, czy w sklepie gdzie jakiś czas temu kupiłam płaszcz są jeszcze te płaszczyki. Pomyślałam, że jest fajna pogoda a my z moim facetem nigdzie nie wychodzimy to fajnie byłoby przejść się na jakiś spacer chociaż. I jak tylko przyszedł do domu powiedziałam mu, że fajnie byłoby pójść na spacer, przy okazji weszlibyśmy do tego sklepu na chwile rzuciłabym okiem tylko czy są te płaszcze. Najpierw było ok ale nie obiecuje, potem doszedł do wniosku, że on jest zmęczony i że nie chce nigdzie iść a już tym bardziej patrzeć jakieś ciuchy.
To ja mu powiedziałam że ja nic nie chce nawet portfela nie biorę a bardziej zależy mi na spacerze. On dalej obstawał przy swoim wiec się wkurzyłam i poszłam do kuchni robić obiad i podsumowałam, że faceta mam chyba tylko po to aby ze mną dobrze na zdjęciu wyglądał. Po 30 minutach przyszedł i powiedział że jednak chce iść na ten spacer. Po czym zapytałam go dlaczego muszę z nim o wszystko walczyć, o najmniejszą pierdołę nic mi nie odpowiedział a na spacerze się nie odzywał po czym spytałam czy chce ze mną o czymś porozmawiać bo szliśmy w milczeniu dobre 15 minut, po czym on stwierdził że nie ma ochoty bo ja go zmusilam do tego żeby ze mna poszedł.
Po czym ja sie zdenerwowałam i powiedzialam że skoro tak to wracajmy do domu bo przecież nie będę go ciągnęła na siłę bez sensu. To on odwrócił się na pięcie i nie odwracając się ani razu wrócił do domu zostawiając mnie samą. Usiadłam na lawce ochłonęłam i wróciłam do domu po czym ja siedzę aktualnie w kuchni a on w naszym pokoju
Kurcze naprawdę ciężko go rozgryźć. A jak było między Wami na początku ? Z tego co piszesz to Jemu się wiecznie nic nie chce, ciągle jest zmęczony. Gdzie on w ogóle pracuje ? Może praca tak źle na niego wpływa. Powiem Ci, że ja też miałam lekki kryzys w związku ale tu przyczyną był straszny stres związany z pracą i minęło.
Tak LadyAnette to jest człowiek, któremu wiecznie się nic nie chce...
Kiedy się poznaliśmy to myślałam sobie, że jest inny bo ciągle gdzieś wychodziliśmy nawet parę razy w tygodniu. Później zauważyłam, że było to za sprawą jego przyjaciela, który był bardzo rozrywkowy. On później zaczął marudzić, że nie ma kasy na wieczne wyjścia, ok ja to rozumiem ale uważam, że te 8 czy 10 zł na kawe tym bardziej, że on mi nigdy nie stawia i płacimy oddzielnie go nie zbawi. Właśnie często jest tak, że ja mu coś stawiam, ale on nie czuje takiej potrzeby żeby sam z siebie miał mnie gdzieś zabrać...
Mówisz może przez pracę jest taki? Wiesz to jest jego 3 praca w ostatnim czasie i przy każdej jest tak samo... Aktualnie jest magazynierem, nie zarabia wiele bo ok 1500 zł i nie jest to na pewno jego praca marzeń, ale czy to powód aby zakisić się w domu? Pracuje na 3 zmiany i akurat wczoraj skończył o 15.30. Jak pracował w firmie wujka i układał kostkę miał w sezonie 3000 tys i też było mu źle... i też chodził wiecznie zmęczony, czasem udało mi się go namówić jeszcze wtedy na jakąś dyskoteke, teraz od ponad roku prócz wesela w zeszły weekend nie byłam na żadnej imprezie bo on każe mi samej chodzić. A po co mam iść? Żeby obcych kolesi wyrywać? Chciałabym z nim pójść i się wytańczyć..., tak samo sama powinnam chodzić na zakupy, i sama powinnam chodzić mu kupować koszule i krawaty jak to miało miejsce przed weselem... I najlepiej sama powinnam wszystko załatwiać, a on to co przepraszam? Siedzi i gra..
Kiedy pracował w zawodzie w firmie logistycznej też narzekał bo musi dojeżdżać, i też był zmęczony więc ten typ chyba tak ma...
Wczoraj w nocy przez tą sprzeczkę na spacerze późno położyłam się spać. Chciałam trochę załagodzić tę sytuację no i wiadomo jak mieszka sie z facetem w jednym mieszkaniu i śpi w jednym łóżku to też naszła mnie ochota na małe co nie co
Także zaczęłam z nim rozmowe no i zaczęłam się do niego trochę przymilać, na co on wybuchł płaczem... Wyglądało to troche jak szantaż emocjonalny, a on dobrze wie że na moje emocje jest łatwo wjechać... Zaczął się żalić że ja go nie rozumiem zaczął histeryzować gorzej niż baba?! Zaczęłam go pocieszać no bo co miałam zrobić? Po czym on zarzucił że mnie kocha. No to ja zaczęłam temat tego, że póki co wszystko jest pod jego dyktando: mieszkanie, wyjścia, wyjazdy, wspólne plany, że ja nie mam nic do powiedzenia i zaczęłam mu podawać przykłady.
I się zaczęło... że jestem taka sama jak ojciec, że niszczę wszystko dookola ( nie zna mojego ojca widział go 2 razy na oczy i z nim nie rozmawiał),że te 3 lata związku to najgorsze lata w jego życiu, że nikt nie potrafi ze mną wytrzymać i że współczuje mojemu przyszłemu mężowi na co ja się popłakałam powiedziałam, ze nie chce mieć z nim nic wspólnego zabrałam pościel i poszłam spać na fotel. Powiedziałam mu też, że tak jak kończymy zobowiązania to to jest koniec naszego związku a on z taką satysfakcją "haah w końcu!"
Czuje sie strasznie, boje sie ze zawale szkołę i wszystko to, co osiągnęłam do tej pory...
A może on jest jakiś chory, że ciągle zmęczony jest ? W weekend też mu się nic nie chce nawet jak odeśpi sobie ? Dziwny jest. Ile on ma w ogóle lat ? Zakładam, że to młody facet, a jemu nic się nie chce. Uuu czyli między Wami koniec ? Jak to wygląda ?
LadyAnette on ma 23 lata młody gość energia go powinna rozpierać... Wiesz już próbowałam z nim o tym rozmawiać i w ogóle żeby poszedł na badania itd ale on badania ma w porządku. Jedyne co mu dolega to ma chorą nerkę i nadciśnienie ale bierze leki ogólnie wszystko powinno być ok chodzi regularnie do lekarza.
Tak też dochodzę do wniosku, że jest dziwny choć przykro mi to stwierdzić. Jak to jest? Ja trzymam go już na dystans i powoli przyzwyczajam się do myśli że to będzie koniec. Ciężko jest ale wolę sobie to po prostu spokojnie, powoli wybić z głowy
zaczęłam się do niego trochę przymilać, na co on wybuchł płaczem... Wyglądało to troche jak szantaż emocjonalny, a on dobrze wie że na moje emocje jest łatwo wjechać... Zaczął się żalić że ja go nie rozumiem zaczął histeryzować gorzej niż baba?! Zaczęłam go pocieszać no bo co miałam zrobić? Po czym on zarzucił że mnie kocha. No to ja zaczęłam temat tego, że póki co wszystko jest pod jego dyktando: mieszkanie, wyjścia, wyjazdy, wspólne plany, że ja nie mam nic do powiedzenia i zaczęłam mu podawać przykłady.
I się zaczęło... że jestem taka sama jak ojciec, że niszczę wszystko dookola ( nie zna mojego ojca widział go 2 razy na oczy i z nim nie rozmawiał),że te 3 lata związku to najgorsze lata w jego życiu, że nikt nie potrafi ze mną wytrzymać i że współczuje mojemu przyszłemu mężowi na co ja się popłakałam powiedziałam, ze nie chce mieć z nim nic wspólnego zabrałam pościel i poszłam spać na fotel. Powiedziałam mu też, że tak jak kończymy zobowiązania to to jest koniec naszego związku a on z taką satysfakcją "haah w końcu!"
Boże. Kompletnie nie zrozumiałam nic, nie mam pojęcia, o co może chodzić, jeśli facet tak się zachowuje. Nie wiem, czy po prostu wpadł w jakąś histerię i nie panował nad tym, co robi, ale żeby najpierw wybuchać płaczem, opowiadać o niezrozumieniu, wyznać miłość, a zaraz potem powiedzieć, że cały związek to najgorszy okres jego życia i ucieszyć się z jego końca? No i najgorsze - pokazanie, że zakłada, że przyszłym mężem kobiety, z którą jest, nie będzie on. Bo jak tamto można jeszcze zrzucić na nerwy itd., to jakiś instynkt samozachowawczy faceta powinien wzbudzać chyba niechęć do potencjalnego nowego partnera aktualnej dziewczyny, jakąś zazdrość, cokolwiek.
Rozmawialiście później jeszcze o tym? Tłumaczył coś, czy udaje, że nic się nie stało?
Skoro ma nadciśnienie to może czuć ciągłe zmęczenie tak jak mój tata.
Nie przymilaj się już do niego, wiem, że to ciężko tym bardziej jak komuś bardzo zależy. Bo chyba nie zamierzasz być tak traktowana całe życie. Wiem też, że łatwo powiedzieć żeby kogoś zostawić ale sama widzisz jak on się zachowuje, a to do niczego nie prowadzi... Chyba, że jeszcze z nim szczerze porozmawiasz chociaż wątpię, że to coś da...
Starligt i jak tam sprawy się troczą ? ![]()
Witajcie,
I znów przyszłam po poradę.... Z perspektywy czasu czytając poprzedniego posta z probemem, odbieram go nieco inaczej..
Niestety, kiedy mamy czasem problemy i nie potrafimy sobie z nimi poradzić, nieco je wyolbrzymiamy...
Teraz rozumiem że osoba, z którą byłam nie miała często być może poczucia stabilizacji i możliwości by ze mną zamieszkać, a ja często tej osoby nie rozumiałam.
Finał tej historii był taki, że po powrocie z Warszawy na koniec kwietnia rozstaliśmy się. Nie byłam pewna tej decyzji, choć myślałam, że z tego powodu będę szczęśliwa. Powiedziałam mu, że to koniec, a on mi się oświadczył... W tamtym momencie byłam tak roztrzęsiona, że nie przyjęłam tego pierścionka, powiedziałam ze tak sie spraw nie załatwia, choć on bardzo nalegał. Napisał mi też piękny list, przez który płaczę do dziś. Opisał naszą miłość na hymnie do miłości, niespodziewałam się, że jest do tego zdolny. Na dwa tygodnie przed rozstaniem z nim zmieniłam prace. Powiedziałam sobie wtedy, że rozpocznę nowe życie. I zaczęłam... O zgrozo przeklinam dzień kiedy były już mój chłopak zawiozl mnie na te przeklętą rozmowe.
Nowa praca, nowe miejsce i nowe znajomości. Moja praca od mojego byłego i domu jest oddalona o 100 km. Pracuje tydzień/tydzień czyli co drugi tydzień pracuje potem mam wolne. Byłam "zawieszona", samotna bo nie miałam tam nikogo z kim mogłabym pogadać. Dużo myślałam o swoim związku. W pracy poznałam chłopaka S****, z którym zaczelam gadać na różne tematy. Po jakimś czasie zaczelam mu sie zwierzać. Raz słyszał moją rozmowę z byłym i powiedzial " dlaczego musisz mu oddawać za paliwo? dlaczego sie nie szanujesz? Powinien przyjechać po swoją kobietę..." I coś we mnie pękło. To był gwóźdź do trumny dla naszego związku. Zaczęłam sie nad tym zastanawiać, że rzeczywiście nie było miedzy nami ostatnio najlepiej i że on też mnie nie rozumie i nie wspiera... I tu właśnie wydarzyła sie ta chwila kiedy powiedziałam byłemu że to koniec, i odprawiłam go z pierścionkiem.... S**** zaczął coraz częściej przyjeżdżać, zaczął nalegać, bym zerwała kontakty z byłym, że on do mnie coś czuje ale ja musze być wolna. Zrobiłam to, i jakże bardzo teraz tego żałuję....
Najchętniej cofnęłabym czas, gdybym tylko mogła.
Od chwili kiedy odprawilam bylego mysle o nim przynajmniej raz dziennie, przepłakałam sporo nocy. On którejś nocy upił sie i myślac, ze go zdradziłam, krzyczal do mnie po nocy niestworzone rzeczy.
Ostatnio wspomnienia o nim nie dały mi zupełnie spokoju płakałam 3 dni aż S*** z którym to głupia zamieszkałam przyjelam jego oswiadczyny po 5 miesiacach znajomości pytał co sie stało. Wytłumaczyłam mu, że chyba popełnilam zyciowy bląd, że mam wyrzuty sumienia, że tak potraktowałam bylego, że tęsknie i nie potrafie zapomnieć. Powiedziałam też, że podstępnie wykorzystał nasz moment słabości i wskoczył na jego miejsce, ale nie da sie budować czegoś na czyimś nieszczęściu.
Powiedziałam że potrzeba mi czasu do namysłu, a S**** powiedział, że nie da rady mnie zatrzymać, skoro nigdy nie bylam jego.
Napisałam kilka maili do byłego, jednak on już po pierwszym odpisał mi, że nie wie po co piszę, bo minelo pół roku, on stara sie zapomnieć i ułożyć życie na nowo, że niby kogoś poznał. Życzył mi wszystkiego dobrego.... Moja rozpacz sięgnęła dna... Utopiłam smutek w winie, po czym próbowalam zrobić sobie krzywdę, jednak S*** mnie powstrzymał.
Napisałam mu też kilka smsów, na ktore odpowiedział, między innymi przeprosił mnie za wszystkie przykrości które mi wyrządził i słowa, które mnie zraniły. Zaproponowałam spotkanie, powiedział, że to chyba nie jest najlepszy pomysł. Powiedziałam, że nie wspomnę o nas jeśli nie będzie sobie tego życzył, że chce go tylko zobaczyć, zapytać jak sobie radzi, co robi, że chce się spotkać i pogadać na luzie. Powiedział, że przemyśli to. Nie odpisał mi dziś na 2 smsy które napisałam to zadzwoniłam do niego. Odebrał. Rozmowa była, krótka i rzeczywiście wyglądała tak jakby nie miał jak gadać. Powiedział, że cały weekend ma zajęty i ze może zadzwonić jutro. Ponieważ telefon mi zawodził, napisałam mu sms, ze rozmowa w 4 oczy to co innego nniż przez telefon i że milczenie to najgorsza kara jaką może mi wymierzyć, jednak ucieszę się ze wszystkiego, nawet z krótkiej rozmowy telefonicznej. Nie odpisał.
Tak bardzo mi na nim zależy, dopiero teraz po pół roku zdałam sobie sprawę, że właśnie powiedziałam "dziękuję" miłości mojego życia. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że kocham jego wady, kocham jak nazywa mnie "złą kobietą" Kocham muzykę, której słucha, mamy podobny gust. Uwielbiałam nasze spacery z psem, rozmowy o wszystkim, plany na przyszłość, nasze małe i duże wyjścia i teraz mi go tak cholernie brakuje. Rozumiem już, ze w związku jest potrzebna przestrzeń i wiem, co to za czas wolny, o który tak walczył. Rozumiem też, że mógł się unosić, skoro go nie wspieraałam w jego problemach, których miał sporo.
Dlaczego trzeba mi było takiego kopa w dupę żeby zrozumieć że tak bardzo go kocham? Jak to wszystko naprawić czy ma to jeszcze sens?? Ponad 2 lata temu też mieliśmy rozstanie ale mniejsze tak na ok. 2-3 mies. I wtedy unikał kontaktu ze mną, nie odpisywał, nie odbierał tel. Pojechałam wtedy pamietam i czekalam aż nie wyjdzie pogadac.
Co robić?? Nie chce zyc bez niego! jestem pewna że to mój książe!
Dla mnie jest to typowa toksyczna miłość. Brniesz coraz bardziej. Potrzebujesz dystansu, może rozmów z fachowcem. Niestety nigdy nie będzie dobrze między wami.
zgadzam się z koleżanką powyżej. poczytaj sobie o toksycznym uczuciu od którego tak trudno się uwolnić. może już zapomniałaś jak źle się przy nim czułaś, że źle Cię traktował. dopóki nie poradzisz sobie z tym problemem, to z żadnym facetem nie stworzysz szczęśliwego związku. to nie ma najmniejszego sensu, wiem, że ciężko, ale musisz uwolnić się od obu tych facetów
Wiecie dziewczyny, ale ja też w sobie dostrzegam pewne rzeczy, których wczesniej nie widziałam bądź nie chciałam widzieć. Że go nie rozumiałam, że czasem stawialam go w trudnej sytuacji, choć zdaje sobie sprawę, że miłość ocenia się po tym, kto ile czasu Ci poświęca. Być może mamy problemy jak inne pary, moja koleżanka też jest ze swoim facetem długo bo dwa razy tyle co ja z byłym i mówi że miała identyczną sytuację, rozstała sie z facetem na pol roku, poznała innego tylko po to, by zrozumieć, że to była jednak miłość. Ja do tej pory cały czas stawiałam sobie pytanie czy to jest na pewno ten jedyny, myślałam, ze zawsze powinno byc idealnie ze spory nie przybierają aż tak dużej skali, myślałam że tylko ja tak mam. Teraz wiem, że miłość nie pamięta złego i ja tego nie pamiętam. Nie pamiętam, niczego, o co się kłuciliśmy, wręcz przeciwnie pamiętam tylko te dobre chwile, pełne uczucia i Naszej miłości.
Bardzo cierpię bo wczoraj przez telefon powiedział mi że dziś do mnie zadzwoni, czekałam cały dzień, nerwowo spoglądając co 3 minuty na telefon i... cisza... Po ostatnim wykładzie poszłam na spacer na stare miasto. Jechały 3 samochody z identycznym rozstawem świateł jak w jego samochodzie i przed każdym z tych pojazdów stawała mi ogromna gula w brzuchu, w nadziei że to właśnie on...
To nie miłość a zauroczenie, a jemu właśnie o to chodzi by wpędzić cię w poczucie winy, on teraz będzie ciebie męczył aż totalnie się zeszmacisz wtedy będziesz na jego zawołanie a on będzie non stop grał, także twymi uczuciami, będziesz podsuwała mu jedzenie do buzi a on będzie grymasił na tym się skończy.
Dla mnie jest to typowa toksyczna miłość. Brniesz coraz bardziej. Potrzebujesz dystansu, może rozmów z fachowcem. Niestety nigdy nie będzie dobrze między wami.
Uważam dokładnie tak samo.
Niepotrzebnie wpadłaś z jednego związku w drugi.
Nie dałaś sobie czasu na przemyślenia.
Odrobinę godności dziewczyno - nie widzisz że Twój były Cię nie kochał i dlatego nie chce być z Tobą? To że z nim zerwałaś nie ma nic do rzeczy.
Najlepsze że Ty też nie chciałaś być z nim, bo poczułaś że Cię nie szanuje... co się zmieniło? Czy teraz traktuje Cię jak kandydatkę na żonę? Nie. Jedyne co się zmieniło to fakt że rozpaczliwie potrzebujesz żeby Cię ktoś sponiewierał... eh chcesz być ofiarą to sobie bądź... z miłością nie ma to zbyt wiele wspólnego..
może poczytaj sobie trochę o toksycznym uzależnieniu od drugiej osoby to oczy Ci się otworzą. chyba już zapomniałaś, ze ta miłość przynosiła ci głównie cierpienie, chcesz zepsuć sobie życie na własne życzenie? nie porównuj swojego przypadku do koleżanki, u każdego jest inaczej. a co do tego, że u Ciebie jest to jakieś fatalne zaurocznie, nie mam wątpliwości
Wiecie dziewczyny, ale ja też w sobie dostrzegam pewne rzeczy, których wczesniej nie widziałam bądź nie chciałam widzieć. Że go nie rozumiałam, że czasem stawialam go w trudnej sytuacji, choć zdaje sobie sprawę, że miłość ocenia się po tym, kto ile czasu Ci poświęca. Być może mamy problemy jak inne pary, moja koleżanka też jest ze swoim facetem długo bo dwa razy tyle co ja z byłym i mówi że miała identyczną sytuację, rozstała sie z facetem na pol roku, poznała innego tylko po to, by zrozumieć, że to była jednak miłość. Ja do tej pory cały czas stawiałam sobie pytanie czy to jest na pewno ten jedyny, myślałam, ze zawsze powinno byc idealnie ze spory nie przybierają aż tak dużej skali, myślałam że tylko ja tak mam. Teraz wiem, że miłość nie pamięta złego i ja tego nie pamiętam. Nie pamiętam, niczego, o co się kłuciliśmy, wręcz przeciwnie pamiętam tylko te dobre chwile, pełne uczucia i Naszej miłości.
Bardzo cierpię bo wczoraj przez telefon powiedział mi że dziś do mnie zadzwoni, czekałam cały dzień, nerwowo spoglądając co 3 minuty na telefon i... cisza... Po ostatnim wykładzie poszłam na spacer na stare miasto. Jechały 3 samochody z identycznym rozstawem świateł jak w jego samochodzie i przed każdym z tych pojazdów stawała mi ogromna gula w brzuchu, w nadziei że to właśnie on...
Jesteś zakochana i to co czujesz jest normalne i nie będzie Ci łatwo sie odkochać, ale samą swoją miłością go nie zatrzymasz i nie zmienisz. Jemu nie zalezy i może jest niezdolny do prawdziwego uczucia. Nie ma co się w to pakować dalej, bo może być tylko gorzej.