Witam, jestem facetem i chciałbym zasięgnąć opinii kobiet. Otóż problem jest następujący: Jestem w związku rok z dziewczyną. Kocham ją i ona mnie bardzo kocha. Pasujemy do siebie pod względem charakterów. Lubimy te same rzeczy. Lubimy razem spędzać czas. Od jakiegoś czasu otoczenie (rodzina) zaczęła mi zwracać uwagę na to, że ten związek nie ma przyszłości. Na początku ignorowałem te opinie ale teraz cały czas o tym myślę czy aby nie mają racji. Problemem jest to, że ja i moja dziewczyna różnimy się podejściem do życia. Moi rodzice ciężko pracowali całe życie aby rodzina mogła żyć na poziomie i dla nich liczy się wykształcenie i praca. Jej rodzina jest biedna i żyje z dnia na dzień. Dzięki tym wartościom osiągnąłem dobre wykształcenie techniczne i dobrą pracę. Moja dziewczyna nie ma ani wykształcenia ani dobrej pracy. Studia zawaliła a pracuje na kasie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że raczej nie ma ambicji na więcej. Jest tzn. osobą niezaradną życiowo. Do tego dochodzi jej charakter wiecznej dziewczynki. Nie dba o siebie. Nie potrafi załatwić najprostszych spraw. Nie jest kobietą, która by potrafiła być tzw. szyją rodziny. Nie pomyślcie sobie, że jestem materialistą i szukam pomocy domowej. Sam mam wystarczająco dużo pieniędzy dla nas 2 oraz sam gotuję, sprzątam itp. Po prostu nie widzę w niej oparcia, osoby z którą można by bezpiecznie iść przez życie. Chciałbym abyśmy razem tworzyli rodzinę. Na dzień dzisiejszy zapowiada się tzw. słodkie klepanie biedy bo o ile moja pensja jest wystarczająca dla jednej osoby to dla rodziny z dzieckiem będzie już trochę mało. I nie zapowiada się aby z jej strony coś się poprawiło bo ona ma charakter osoby dość niezaradnej. Co powinienem zrobić? Miłość minie i zostanie tylko brak szacunku i wieczne problemy finansowe?
Podobne tematy
2 2012-10-01 23:46:21 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-10-01 23:46:42)
Hm...dość rozsądnie podchodzisz do kwestii swojej przyszłości- szkoda, że mnóstwo osób przed Tobą nie pomyślało o tym, że...... sama miłość nie wystarczy. Bo naprawdę nie wystarczy, zwłaszcza, że Ty zaczynasz widzieć wady, które przełożą się na Wasze wspólne już życie.
Obawiam się, że im bardziej będziecie brnąć we wspólną przyszłość tym mniej będziesz ją z czasem szanował; człowiek (normalny, myślący) chce mieć u swego boku PARTNERA. A partnerstwo oznacza równość, zaradnośc, liczenie na siebie nawzajem i wywiązywanie się z tego. A w życiu codziennym te cechy drastycznie się ujawniają i zaczynają wadzić jak nigdy przedtem. Tylko że po slubie, po wspólnym zamieszkaniu, nie da się juz nic zrobić.
miłość macie
dogadać się potraficie
a może po prostu namówisz ją na działanie, dasz wsparcie, popchniesz trochę
postaw jej jakiś cel który osiągnie a potem następny trochę trudniejszy i tak do góry
skoro całe życie tak żyje jak miała się tego nauczyć
po to jest miłość aby właśnie w takim przypadku ją wykorzystać
a kochasz ją prawda?
dlaczego z góry zakładasz że się nie uda,
odejść zawsze zdążysz
czasem człowiek nie wierzy w siebie i wystarczy, że znajdzie się ktoś kto na początku uwierzy za niego
nie oceniaj jej tylko skoro kochasz pomóż stać się kimś zaradnym,
może nigdy nie osiągnie twojego poziomu ale jakiś próg na pewno jest wstanie sobie wyznaczyć
a może okaże się utalentowana bardziej niż myślisz?
ja bym tak zrobił jakbym kochał
Piszesz ,ze ona pracuje na kasie,i że jest niezaradna życiowo,w jakich sytuacjach ta niezaradność się przejawia?i że nie dba o siebie ,troche więcej szczegółów mógłbyś podać.W dzisiejszych czasach nawet osoby po studiach pracują na kasie,lub wogóle nie mają pracy.A jeśli spotkasz osobe która będzie na tym poziomie co Ty a charaktery niestety nie ,więc taki związek też może okazać sie porażką.Pozatym ja uważam ,że jesli sie kogoś kocha to nie jest sie w stanie myśleć o rozstaniu.Może i kochasz ale nie wystarczająco skoro pieniądze przesłąniają Ci wiele.Moim zdaniem to wyświadczysz tej dziewczynie przysługe jeśli odejdziesz teraz,nie przedłużaj tego związku bo ja myśle ,że ją i tak zostawisz.
Uważam, że jest istotne jakie ma się priorytety. Jeśli rodziny bardzo się różnią, będą pojawiać się kłopoty. Dobrze, że to zauważasz.
Ale mężczyzna, który oczekuje, że żona po urodzeniu dziecka wypchnie swoje ukochane maleństwo do żłobka a sama poleci do pracy, to jakaś porażka.
Na wstępie dziękuję za wszelkie wpisy.
Najczęściej pytaliście się czy z nią o tym rozmawiałem. Otóż tak. Mieliśmy już trudną rozmowę. Na której ona obiecywała, że się za siebie weźmie. Poszuka lepszej pracy, zacznie studia, zacznie o siebie dbać itp. Minęło pół roku i jest tak samo. Nic się nie zmieniło. Taki typ osoby, że mówi, że coś zrobi ale tego nie robi. Mam dalej czekać aż się coś zmieni? Będę tak czekać a wszyscy wokoło już rodziny pozakładane z dziećmi? Nie chce rodziny zakładać dopóki nasz stan nie będzie stabilny.
Związek to partnerstwo. A jakie to partnerstwo kiedy nie mogę liczyć na drugą osobę. Chciałbym w przyszłości wziąć kredyt na większe mieszkanie. Nie jestem w stanie tego zrobić przy jej pensji. Co jak stracę pracę? I będę miał ją na utrzymaniu i dziecko? Przyjemności w związku też uzależnione są od tego czy zechcę jej coś zasponsorować bo przecież jej nie stać na wakacje czy kino.
..........ona obiecywała, że się za siebie weźmie. Poszuka lepszej pracy, zacznie studia, zacznie o siebie dbać itp. Minęło pół roku i jest tak samo. Nic się nie zmieniło. Mam dalej czekać aż się coś zmieni?
nie masz czekać, skoro ją kochasz możesz jej pomóc, ale na pewno nie przez stawianie wymagań, a raczej wsparcie w osiąganiu celu
poszukajcie razem lepszej pracy, podpowiadaj jak mogłaby dbać o siebie, zastanówcie się na jakie studia warto by iść (zainteresowania i aspekt ekonomiczny)
Związek to partnerstwo. A jakie to partnerstwo kiedy nie mogę liczyć na drugą osobę.
no właśnie partnerstwo, to skoro jak piszesz się kochacie, to bądź partnerem i oprócz zauważenia, że problem jest postaraj się go RAZEM z nią rozwiązać, bo jeśli tylko czekasz to czy ona może na ciebie liczyć w tym partnerstwie?
A ja zaś mam wrażenie, że bardzo zasugerowałeś się tym co mówi rodzina. Czyli nie liczy się Twoje zdanie, tylko rodziny. Oczekujesz dojrzałości od swojej dziewczyny, a sam czekasz na "zgodę" ze strony rodziców, zamiast podejmować samodzielne decyzje.
Jak sam piszesz wcześniej nie zwracałes na to uwagi, nie zauważałeś problemu dopóki rodzina nic w tej kwestii nie mówiła.
Czyli prawdopodobnie gdyby rodzina uznała, że pomimo pochodzenia Twojej dziewczyny z pewnością dacie wspólnie radę budując przyszłość to uznałbyś, że tak będzie. Jednak oni zasiali wątpliwości i te wątpliwości są już Twoimi wątpliwościami.
Po drugie jesteś zaradnym mężczyzną - jak piszesz tak Cię wychowano, nauczono samodzielności itp., a jednak mnie uderzają Twoje stwierdzenia, że w jakimś sensie oczekujesz, że to Twoja dziewczyna zapewni Ci poczucie bezpieczeństwa, ma być szyją w związku? Czyli to trochę tak jakbyś zakładał, że nie Ty planujesz być w przyszłości "głową rodziny", tylko oczekujesz, że to kobieta wyznacza zadania mężczyźnie, a Ty jesteś tylko od wykonania.
Po drugie dzisiaj ludzie zarabiają róznie, nawet Ci po studiach. Kobiety w takich pracach jak praca biurowa (po studiach), obsługa klienta itp. często zarabiają gdzieś w granicach 1500 zł na rękę (nie piszę o Warszawie). Tak też czekając na to, że Twoja wybranka będzie zarabiać w sposób naprawdę satysfakcjonujący jest dość wymogiem trudnym do sprostania.
Po drugie znam pary, gdzie to kobieta ma lepsze warunki zatrudnienia od swojego partnera i nie mają problemu aby myśleć o przyszłości, wziąć kredyt. Zresztą mężczyźni też czasem zarabiają około 2000 zł na rękę (po studiach) co jest w zasadzie mało (w kontekście przyszłości). Takie są często realia! I czy z tego powodu kobieta powinna z takim zerwać? Jednak tacy ludzie planują zakładanie rodziny itp. Jest to kwestia zorganizowania się, szukania wspólnych rozwiązań. Przede wszystkim jest to kwestia miłości, determinacji bycia razem.
Po drugie tylko wymagasz od swojej dziewczyny, ale właśnie może powinieneś jej realnie pomóc poprzez szukanie z nią pracy dla niej, wspieranie ją poprzez pokazanie jej, że jest więcej warta stąd powinna sięgać po więcej. Może właśnie jak już tu było pisane, wspólnie wybrać kierunek studiów aby był dla niej osiągalny i jednocześnie przyszłościowy.
Może i ona jest nauczona bezradności ale często taka bezradność wynika z bardzo niskiego poczucia wartości, z braku pewności siebie. Z lęku, że sobie nie poradzi.
Jeśli ją kochasz uważam, że powinieneś jej pomóc, wspierać. Co innego gdyby przy całej Twojej pomocy i zaangażowaniu ona jednak nic nie zmianiła bo okazałoby się, że jej się zwyczajnie nie chce, to wówczas mógłbyś mieć wątpliwości.
Widzę też, że obecnie patrzysz na swoją dziewczynę krytycznym okiem, na zasadzie co ona może mi dać, jakie korzyści będę mieć zostając z nią.
A ja namawiam Cię abyś popatrzył na nią w inny sposób. Abyś odpowiedział sobie na pytania, co ona daje mi obecnie. Co mnie w niej pociąga, fascynuje. Dlaczego ją kocham, jakie jej cechy, zachowania powodują, że chcę z nią być.
Związek to partnerstwo. A jakie to partnerstwo kiedy nie mogę liczyć na drugą osobę. Chciałbym w przyszłości wziąć kredyt na większe mieszkanie. Nie jestem w stanie tego zrobić przy jej pensji. Co jak stracę pracę? I będę miał ją na utrzymaniu i dziecko? Przyjemności w związku też uzależnione są od tego czy zechcę jej coś zasponsorować bo przecież jej nie stać na wakacje czy kino.
Jak przestaniesz być trzyletnią dziewczynką i staniesz się mężczyzną, będziesz wiedział co robić.
Nie kochasz jej, traktujesz jak inwestycję i zastanawiasz się czy się opłaca. Odejdź i nie marnuj jej czasu. Może ona faktycznie cienka jest, ale dziewczyna, która siebie szanuje, kopnie Cię w tyłek błyskawicznie (albo w ogóle nie zauważy, że do niej podbijasz, bo będziesz przezroczysty). Kto ma sponsorować przyjemności dla niej? Czy aby nie mężczyzna, który ją kocha? Jeśli nie masz ochoty świadczyć na jej rzecz, to znaczy że jej nie kochasz.
Jak stracisz pracę, to masz znaleźć drugą a do tego czasu żyć z oszczędności, a nie oczekiwać, że będzie Cię utrzymywała kobieta.
Kurczę, czy dla zdrowego dorosłego faceta to nie obciach? Matka utrzymuje synka i to jest ok. (zwłaszcza gdy nie ma ojca). Ale jak sprawny facet żyje z pieniędzy kobiety... To nieudacznik i tyle. Planujesz być nieudacznikiem?
ethics przede wszystkim chciałam ci powiedzieć, że jestem pod wrażeniem tego, że wziąłeś sobie do serca uwagi swojej rodziny. Przeważnie jest tak, ze każdy w Twojej sytuacji jest zaślepiony miłością i nie chce słuchać uwag innych osób, a zwłaszcza bliskich. Decyzja co do przyszłości waszego związku jest w Twojej gestii. Może Twoja dziewczyna jest tak wychowana jak piszesz, ale może właśnie potrzebuje takiego "kopa" emocjonalnego żeby pobudzić jej ambicje życiowe? Spróbuj nad nią popracować. Może ona się po prostu boi wyzwań i dlatego sprawia wrażenie mało ambitnej? Wspieraj ją i zobacz sam co z tego wyniknie.
11 2012-10-03 15:32:56 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2012-10-03 17:09:44)
Autorze, pytasz: miłość czy rozsądek? A ja żadnej miłości w Twoich wpisach nie widzę. Wypowiadasz się z jakąś taką... pogardą o jej braku wykształcenia i kiepskiej pracy. O tym, że wszyscy już mają rodziny, a Ty nie i jak długo masz czekać... A te lodowate słowa o wakacjach i kinie, które musisz jej SPONSOROWAĆ, aż mnie zmroziły.
W czym Twoja dziewczyna jest gorsza od Ciebie? Ty masz to, co masz, dzięki rodzicom. Nie musiałeś pracować po nocach sprzątając kible i żywić się starymi bułkami z margaryną, żeby móc kupić sobie podręczniki. Twoja partnerka nie miała nikogo, kto by ją zachęcił do nauki, pomógł, doradził, popchnął... A mimo to nie wyrosła na kogoś z marginesu, ma pracę, zarabia, jest samodzielna i bardzo, bardzo silna. Powinieneś być z niej dumny, a nie słuchać głupich rad snobistycznej rodzinki.
I tak jak napisała Artemida, oczekujesz, że Twoja przyszła żona odda dziecko zaraz po narodzinach do żłobka i wróci do pracy?
Powiedz jej to, a zobaczymy, jak szybciutko ona poszuka sobie bogatszego
Bo cały czas podkreślasz, jaką to Ty masz wspaniałą pracę, a ta Twoja dziewczyna to phi, na kasie... o jakiej dobrej pracy mowa, skoro nie bedziesz w stanie utrzymać żony i JEDNEGO dziecka? ![]()
Na początku dodam link do krótkiej dyskusji na temat wagi pracy w związku: http://www.netkobiety.pl/t43653.html .
Właściwie nie wiem od czego zacząć, ale zacznę od dziwnej natury kobiet.
Tak więc część kobiet mówi, że świetnie, że posłuchałeś podpowiedzi rodziny, ale czytając forum, zauważyłem, że dla kobiet rodzina ich mężczyzny to zazwyczaj okropna matka i chłopak mami-synek. Właściwie w każdej dyskusji na forum, gdzie kobieta napisze, że jej facet to mami-synek, to inne kobiety nie chcą zrozumieć sytuacji, tylko od razu radzą, że trzeba od takiego uciekać. I ten sam przejaw widzę tutaj w dyskusji. Spytałeś się grzecznie o swoje wątpliwości, a zaczynasz dostawać po głowie, że słuchasz rodziców i że powinieneś zarabiać krocie.
W linku, który wrzuciłem, napisałem o Twoich wątpliwościach. Ambicja związana z pracą potrafi zniszczyć wiele związków. Chociaż w Twoim przypadku jest tutaj widoczny trochę przerost formy nad treścią. W końcu Twoja kobieta ma pracę, więc nie jest tak źle. Myślę, że nie powinieneś rozmawiać z nią na temat zmiany pracy, a raczej pytać co by chciała w życiu robić. Jaka praca czy zawód sprawiałby jej przyjemność (oczywiście w danej sytuacji przyziemny zawód). Może w ten sposób zarazisz ją by miała większe ambicje. Chociaż jeśli tak bardzo Ci to przeszkadza, to powinieneś się zastanowić czy to ma sens. Co jeśli ona stwierdzi, że jest jej dobrze z tym co ma? Będziesz mógł z tym przejść do porządku dziennego i nigdy więcej nie wspominać i wypominać jej pracy (mimo, że w obecnych warunkach w cale nie jest zła)? Zresztą żadna praca nie hańbi (no poza prostytucją).
Wiem jednak, że kobiety sukcesu są bardzo ciężkie w relacjach z mężczyznami. Jeśli nie potrafisz dobrze manipulować ludźmi to z taką kobietą można sobie "nie poradzić". W sensie dopasowania do związku, bo wtedy Ty możesz zmienić się w sfrustrowaną ofiarę.
Kto ma sponsorować przyjemności dla niej? Czy aby nie mężczyzna, który ją kocha? Jeśli nie masz ochoty świadczyć na jej rzecz, to znaczy że jej nie kochasz.
Wow!!! Lece to pokazac mezowi bo on chyba jeszcze o tym nie slyszal!!
Panowie na forum, czytajcie i stosujcie. Najlepiej obficie i nieustajaco!!
Ja cie chromole nie wiedzialam ze milosc mierzy sie iloscia wydanej na swoja osobe gotowki...
Kurcze dano mi prawo dopominania sie o diamenty i futro z norek!! ![]()
Mi się też zaczyna nie podobać ton niektórym wpisów z których można by wywnioskować, że kobieta oczekuje tylko od faceta pienędzy i tego aby ją utrzymywał i jego obowiązkiem było sponsorować ją i jej zachcianki.
Myślę, że każda kobieta oczekuje zaradnego faceta, który będzie umiał sprostać wyzwanią życia, przy którym będzie czuła się bezpieczna. Wiadomo też, że w okresie zajmowania się małym dzieckiem trudno aby kobieta była w stanie jeszcze pracować zarobkowo, stąd jej oczekiwania aby mężczyzny miał pracę są jaknajbardziej uzasadnione. Jednak w życiu bywa róznie, małżeństwo powinno być partnerskie. Różnie bywa raz lepiej, raz gorzej. Może być tak, że przez jakiś czas mężczyzna będzie utrzymywał rodzinę, ale czasem może być i tak, że to kobieta zarabia na rodzinę np. gdy facet straci pracę. Jak dla mnie najlepszym rozwiązaenim jest kiedy pracują obydwoje o ile w danym okresie jest to mozliwe. Jednak z drugiej strony kobieta ma zdecydowanie większe predyspozycje od mężczyzny w dbaniu o dom, zajmowanie się małym dzieckiem, zaś mężczyzna zdecydowanie lepiej czuje się w pracy niż kiedy miałby przez kilka godzin bawić dziecko.
Oczywiście, że nie ma co patrzeć stereotypowo w końcu mamy równouprwanienie, a związki coraz częściej są partnerskie. Stąd partnerzy powinni się nawzajem uzupełniać i w miarę możliwości w równym stopniu wspierać w codzinnych obowiązkach, trudach życia, najlepiej aby każdy w tym w czym sprawdza, czuje się najlepiej.
Do autora!
Twoja dziewczyna pracuje! Może nie zarabia za wiele ale w porównaniu z zarobkami w innych zawodach pewnie najgorzej nie wypada. Samo zajęcie w sobie może i niezbyt ambitne ale z pewnością nie ujmujące w niczym. Chyba, że Ty się wstydzisz swojej dziewczyny i tego, że pracuje na kasie.
Jednak są też zalety takiej pracy, a mianowicie nie "przynosi pracy do domu", po pracy może się odciąć od tego co w robocie i mieć więcej czasu i energii dla Ciebie.
Skoro pracuje to też nie jest tak, że TY ją utrzymujesz i Ty zawsze za wszystko płacisz!? Jakby nie było jest samodzielna, pracuje. Próbuje, coś robi, a nie np. siedzi w domu i użala się nad sobą.
Po drugie jeśli ludzie się kochają to nie wypominają sobie na wzajem ile, kto, kiedy, gdzie za kogo zapłacił. W naszym kraju w większości przypadków jest tak, że to meżczyźni mają wyzsze pensje od kobiet nawet często dokładnie na tych samych stanowiskach. To dość oczywiste, że zazwyczaj mężczyźni zarabiają więcej. Z drugiej strony gdyby Twoja kobieta zarabiała więcej od Ciebie pewnie też nie czuł byś się z tym za dobrze i też znów byłby jakiś problem.
Zresztą uważam, że skoro ją kochasz, masz więcej pieniędzy to naturalne powinno być, że sam z siebie chcesz jej coś dać, chcesz wesprzeć finansowo, skoro tak naprawdę za wiele Ci nie ubywa. Zresztą jakoś nie wierzę, że Twoja dziewczyna nic Ci nigdy nie dała, nie kupiła? Nigdy choćby w jakiejś części się do czegoś nie dołożyła?
Samo Twoje stwierdzenie, że Ty zawsze wszystko sponsorujesz, musisz sponsorować jest wyrachowane, nie ma w tym uczucia.
Może też być tak, że faktycznie do siebie nie pasujecie, jesteście z dwóch różnych światów i to, że coś się nie układa między Wami nie jest w zasadzie niczyją winą, a z pewnością nie jest to jej wina. Po prostu może faktycznie macie inne wyobrażenie wspólnego życia, inne priorytety, inne potrzeby i nie jest Wam razem po drodze.
Może jej już nie kochasz, i coraz bardziej zauważasz, że więcej Was dzieli niż scala. Zauroczenie się wypaliło i nie ma już nic. Tyle tylko, że mam wrażenie, że chcesz na siłę widzieć w swojej dziewczynie tylko same wady, chcesz ją obwiniać za rozpad waszego zwiazku aby sam przed sobą nie przyznać się, że po prostu już nie chcesz z nią być. Chcesz całą odpowiedzialność zwalić na nią.
Miałam kiedyś chłopaka : niewykształcony (etap nauki zakończył na 2 gimnazjum, więc cholernie niewykształcony-rodzice się rozwodzili i zapomnieli dopilnować dzieciaka żeby do szkoły chodził, on młody, głupi 'korzystał'.. w końcu jak 13-latek ma wiedzieć że szkoła mu się przyda w życiu). Ze względu na ciężkie dziecinstwo przymknęłam na to oczy, ale motywowałam go żeby tą szkołę zrobił. Suszyłam mu głowę, on podobnie jak Twoja dziewczyna zawsze mówił, że 'zrobi' , 'wydorośleje' (tu mam na myśli to, że księcia trzeba było pilnować, czy pracy szuka).
rozstaliśmy się.. z powodu głównie tego, że nie podobało mi się że 24 letni facet nie ma ambicji, nie chciałam żeby wszystko robił 'dla mnie', albo dlatego że ja go namawiam. Chciałam żeby sam dla siebie to robił, żeby czuł potrzebę rozwijania się.
Tak więc mój drogi, z jednej strony ciesz się ,że chociaż dziewczyna pracuje:) a tak na poważnie, to nie widzę przyszłości w związkach, gdzie ludzie mają różne priorytety. Ty masz jakieś ambicje, wykształcenie i ona może się przy Tobie źle czuć, w sensie gorsza. Z kolei ona ambicji na jakiś swój rozwój nie ma (nie mówie o wykształceniu wyższym, bo domyślam się że o brak takiego autorowi chodziło, nie każdy się na studia nadaje, odnajduje , czy tam ma na nie chęci) i to będzie z kolei Tobie przeszkadzać coraz bardziej.
Suma sumarum nie chodzi mi żeby oceniać ludzi po wykształceniu, tylko jeśli druga osoba nie motywuje nas do bycia 'lepszym', nie inspiruje ... to nie widzę przyszłości w takich związkach.
Artemida napisał/a:Kto ma sponsorować przyjemności dla niej? Czy aby nie mężczyzna, który ją kocha? Jeśli nie masz ochoty świadczyć na jej rzecz, to znaczy że jej nie kochasz.
Wow!!! Lece to pokazac mezowi bo on chyba jeszcze o tym nie slyszal!!
![]()
Panowie na forum, czytajcie i stosujcie. Najlepiej obficie i nieustajaco!!![]()
![]()
![]()
Ja cie chromole nie wiedzialam ze milosc mierzy sie iloscia wydanej na swoja osobe gotowki...Kurcze dano mi prawo dopominania sie o diamenty i futro z norek!!
Tak jest Artemida!!! Tez pokażę facetowi
wychodzi na to, ze mnie nie kocha sknera jedna ![]()
Sadie napisał/a:Artemida napisał/a:Kto ma sponsorować przyjemności dla niej? Czy aby nie mężczyzna, który ją kocha? Jeśli nie masz ochoty świadczyć na jej rzecz, to znaczy że jej nie kochasz.
Wow!!! Lece to pokazac mezowi bo on chyba jeszcze o tym nie slyszal!!
![]()
Panowie na forum, czytajcie i stosujcie. Najlepiej obficie i nieustajaco!!![]()
![]()
![]()
Ja cie chromole nie wiedzialam ze milosc mierzy sie iloscia wydanej na swoja osobe gotowki...Kurcze dano mi prawo dopominania sie o diamenty i futro z norek!!
Tak jest Artemida!!! Tez pokażę facetowi
wychodzi na to, ze mnie nie kocha sknera jedna
No jesli nie dostalas jeszcze od niego brylantow i RolsRoycea to ten twoj chlop cie napewno nie kocha i definitywnie nie szanuje.
W koncu norma jest ze zakochany facet wykupi dla ciebie caly hotel i luksusowa wysepke na wlasnosc ![]()
A jak nie to jest cie nie wart
Przeczytalam te wywody mezowi....popukal sie w glowe i stwierdzil "szalona" ![]()
Przeczytalam te wywody mezowi....popukal sie w glowe i stwierdzil "szalona"
oprócz tego zgorzkniała, samotna, żyjąca życiem wyimaginowanej przez siebie postaci, próbująca nie ustanie przelać trochę swojej żółci na inne tak aby stała się ich udziałem...szkoda czasu
Sadie napisał/a:Przeczytalam te wywody mezowi....popukal sie w glowe i stwierdzil "szalona"
oprócz tego zgorzkniała, samotna, żyjąca życiem wyimaginowanej przez siebie postaci, próbująca nie ustanie przelać trochę swojej żółci na inne tak aby stała się ich udziałem...szkoda czasu
A nie tego moj maz nie powiedzial
![]()
A nie tego moj maz nie powiedzial
![]()
Pokaż mu wszystkie posty...albo nie bo jeszcze się zmieni w takiego superhero
- ja pokazałem żonie zareagowała podobnie jak Twój mąż, rzuciła tylko kilkoma terminami medycznymi.
moj rzucil terminami psychologicznymi i lekka lacina ![]()
Nauczylam sie nowego okreslenia w obcym jezyku ![]()
22 2012-10-04 22:07:45 Ostatnio edytowany przez Lena (2012-10-04 22:42:50)
Sadie napisał/a:Artemida napisał/a:Kto ma sponsorować przyjemności dla niej? Czy aby nie mężczyzna, który ją kocha? Jeśli nie masz ochoty świadczyć na jej rzecz, to znaczy że jej nie kochasz.
Wow!!! Lece to pokazac mezowi bo on chyba jeszcze o tym nie slyszal!!
![]()
Panowie na forum, czytajcie i stosujcie. Najlepiej obficie i nieustajaco!!![]()
![]()
![]()
Ja cie chromole nie wiedzialam ze milosc mierzy sie iloscia wydanej na swoja osobe gotowki...Kurcze dano mi prawo dopominania sie o diamenty i futro z norek!!
Tak jest Artemida!!! Tez pokażę facetowi
wychodzi na to, ze mnie nie kocha sknera jedna
Oczywiście, że nie kocha, jeśli sknerzy.
Nie wiem czy naprawdę niczego nie rozumiecie czy tylko udajecie usunięte przez moderatora .
Nie chodzi o diamenty, ale o to, żeby zapytał na co mam ochotę i żeby dawał z radością. Co ma. Może być kino, może być cukierek, może być uśmiech, może być czas, może być przytulenie albo podanie solniczki.
Facet nie musi kochać, żeby się seksować, mówić że kocha i udawać (czasem dość nieudolnie) związek. Jest cała masa facetów, którzy tom robią, a kobiety pytają, tu, na Forum: czy on mnie kocha? Mają, biedaczki, wyprane mózgi. Przez takich jak WY.
Faceci chcą, żeby głupie kobiety wierzyły w słowa i nie oczekiwały działań. Im więcej będzie miało wyprane mózgi, tym wygodniej będzie im się żyło - tym łatwej będzie trafić na frajerkę, która będzie darmową służącą, kosztem własnego zdrowia i snu zadba żeby facetowi było wygodnie.
Glock, pokaż też Żonie posta, w którym piszę, że mój mężczyzna jak ma przesunąć szafę, chętnie to zrobi - jeśli tak może sprawić mi przyjemność. Ciekawe czy to też choroba. I czy by nie chciała, żebyś na nią zachorował.
Nie da się wytłumaczyć miłości, komuś, kto nie kocha i nie jest kochany. Współczuję Wam. Ale pomóc nie mogę.
23 2012-10-04 22:15:13 Ostatnio edytowany przez Glock (2012-10-04 22:17:42)
Glock, pokaż też Żonie posta, w którym piszę, że mój mężczyzna jak ma przesunąć szafę, chętnie to zrobi - jeśli tak może sprawić mi przyjemność. Ciekawe czy to też choroba. I czy by nie chciała, żebyś na nią zachorował.
Widziała, czytała i właśnie wtedy poleciała żargonem medycznym. Koniec końców jak sama stwierdziła nie jesteśmy ze sobą po to żeby przesuwać szafy ....którą zgodnie chcieliśmy i tak wyrzucić.
Nie da się wytłumaczyć miłości, komuś, kto nie kocha i nie jest kochany. Współczuję Wam. Ale pomóc nie mogę.
No i o tym właśnie próbujemy Ci powiedzieć, że nie wytłumaczymy Ci tego.
Sadie, Glock, Kobra - autor wątku prosił o pomoc a nie o Wasze przepychanki słowne i udowadnianie Artemidzie, że jej sposób myślenia jest wg Was błędny. W związku z powyższym każde z Was, również Ty Artemido (za niezbyt pochlebne stwierdzenie odnoszące się do użytkowników forum) otrzymujecie ostrzeżenie.
Chciałbym abyśmy razem tworzyli rodzinę. Na dzień dzisiejszy zapowiada się tzw. słodkie klepanie biedy bo o ile moja pensja jest wystarczająca dla jednej osoby to dla rodziny z dzieckiem będzie już trochę mało. I nie zapowiada się aby z jej strony coś się poprawiło bo ona ma charakter osoby dość niezaradnej. Co powinienem zrobić? Miłość minie i zostanie tylko brak szacunku i wieczne problemy finansowe?
Czy uważasz, że jeśli jest niezaradna, to gorzej kocha niż Ty?
Jak mawiał Wergiliusz - nie wszyscy możemy wszystko. Jeden jest słabszy, ktoś inny silniejszy i ten silniejszy powinien zadbać o tego słabszego.
Miłość nie mija, zauroczenie mija. Miłość jest wieczna, tylko z latami nabiera innego wymiaru, dojrzałego, opartego na zaufaniu i chęci bycia z sobą. Poza tym, może właśnie ona pomoże Ci, jak nikt inny w życiu.
Jeśli jednak za ciężko dla Ciebie, musisz odejść, dla jej dobra.
I tylko dlatego, że dziewczynie nie wyszło ze studiami i nie ma odpowiedniego wykształcenia, myślisz o tym, czy ten związek ma przyszłość? A rozmawiałeś z Nią o tym? Może Jej też nie jest dobrze z tą sytuacją? Kto by chciał spędzić życie na kasie?
Jak byłam młodsza, też koniecznie chciałam mieć wykształconego, po studiach i tak dalej ble ble ble...
Ale trafiłam na mojego chłopaka- jest po zawodówce, potem chodził do jakiejś szkoły policealnej, która na nic mu nie była potrzebna. Pochodzi ze wsi. Jego rodzice są rolnikami, ale tata ma tez swoją działalność. Ja jestem z miasta.
Nieważne, nie do tego zmierzam. Chodzi mi o to, że jest na pewno dużo bardziej oczytany, inteligentny od moich kolegów ze studiów. Mogę z nim porozmawiać na różne tematy- historyczne, polityczne, przyrodnicze, itd. Zna język niemiecki i rosyjski, a ja angielski, niemiecki rozumiem. Więc w tej kwestii się uzupełniamy, ponieważ gdy gdzieś wyjeżdżamy, zawsze któreś z nas za granicą się dogada. A przecież on tylko jeździ na koparce i jest niewykształconym robolem. Z perspektywy czasu doszłam do wniosku, że co mi po wykształconym facecie, który nie potrafiłby nawet wkręcić żarówki (wiem, że są też wykształcone "złote rączki"). Mam wielki dom i ważne jest, żeby mój mężczyzna miał pojęcie nie tylko o historii, prawie, czy medycynie.
27 2012-10-06 12:44:27 Ostatnio edytowany przez patipati (2012-10-06 12:45:15)
Ja się władowałam w taki związek i jest słabo teraz, od porodu nie pracuję bo opiekuję się naszym dzieckiem budżet domowy baaardzo się uszczuplił i zaczęły się schody. Nie szukaj partnerki którą będziesz ciągnął w górę przez całe życie bo jak Ci się noga z jakiegoś powodu podwinie to szybko poszybujecie oboje w dół a twoja partnerka tylko rozłoży ręce i załamie się.
Wasze różne oczekiwania od życia mogą być przeszkodą na zbudowanie zdrowego, szczęśliwego związku. Macie inne priorytety inne podejście do życia i inaczej widzicie swoją przyszłość. Moim zdaniem nie pasujecie do siebie mimo miłości, żeby miłośc niewygasła potrzebne jest "uwielbienie" podziw jakim darzy się partnera... Dałeś szanse swojej dziewczynie, zwróciłes uwagę na problem, mam nadzieję że również pomogłeś jej w zmianie pracy czy zaczęciu studiów. Nie udało się?? nie zmianiła nic?? hmmm to masz odpowiedz. Ona znajdzie sobie kogoś, kto również nie będzie miał tak "ambitnych" planów na przyszłość a ty kogoś dla kogo budowanie kariery, wysoki poziom życia... będą tak samo ważne jak dla ciebie. Tyle, ani ty nie jesteś lepszy od niej ani ona gorsza, zwyczajnie wpojono wam inne wartości a życie to nie film, miłość nie wytrzyma wszystkiego ani nie przezwycięży wszystkiego ![]()