Poznałyśmy się równo cztery lata temu... mieszkałyśmy na wsi 200 metrów od siebie a poznałyśmy się na palarni szkolnej w liceum
. Zaprzyjaźniłyśmy się bardzo szybko. A to wypad rowerami... jakaś impreza, zwierzanie się sobie ze spraw, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Ufałam jej. Potem wyprowadził się do innego miasta- na studia, mimo to nasz kontakt się nie urwał... ja przyjeżdałam do niej, a ona odwiedziala mnie... Potem ja przeprowadziłam się do tego samego miasta co ona, więc już nie było większego problemu żeby się spotkać. Byłam przy niej zawsze kiedy tylko mnie potrzebowała, zaniedbując czasami przez to mojego M.- był wyrozumiały, wiedział jaka jestem, wiedział, że mam zakodowane w głowie, że jak trzeba i mogę to nie ma problemu z pomocą dla innych. Kiedy rozstawała się z facetem- byłam, nastawialam ramie na którym zawsze mogła się oprzeć, głaskalam po głowie i wycierałam łzy... potrzebowała kasy- nie było problemu... "oddasz kiedy będziesz miała, nie musisz się spieszyć"... robiłam prezentacje do szkoły, szukałam materiałów w internecie... pamiętałam o każdych urodzinach, doradzałam, podnosiłam na duchu kiedy miała doła... ale dopiero po jakims czasie zauważyłam, że to wszystko działa niestety tylko w jedną stronę...
Kiedyś powiedziałam jej, że jak chcialam jechac na imprezę to prosilam rodziców, żeby dali mi coś do zrobienia... chciałam po prostu wziąć te 5 dych z czystym sumieniem, żeby potem mi nie wygarniali, że pasożytuję... ostatnio dowiedzialam się od jej koleżanki ze stancji ( z E. możemy powiedzieć sobie wszystko prosto z mostu, zbliżyłyśmy się do siebie), że ja nie sprzątam u siebie na stancji, bo jak mieszkałam u rodziców to oni płacili mi za sprzątanie w domu, a teraz nikt mi nie płaci....- się zdenerwowałam- ujmując to delikatnie...
Zawaliła rok... nie zdała warunku w I semestrze III roku, więc z automatu ma pół roku przerwy i zaczyna III sem, od nowa... pisałam z nią podania... znowu pocieszalam i przytulałam....
a potem, gdy ja miałam problemy z zaliczeniem waruna (dzięki B ogu udało się) i powiedziałam jej, że chyba będę miała tak samo jak ona( podłałam się): jej reakcja: Śmiech!... ![]()
Kiedyś umówiłyśmy się, że pojedziemy na imprezę (to była jej propozycja)... przyszykowana idę do niej... dostala telefon od kumpla- umówiła się z nim na piwo... nie usłyszałam sorry, mało tego... nie usłyszałam nic... po prostu jakby naszej wcześniejszej rozmowy nie było!
Było jeszcze kilka podobnych sytuacji... mam ogromny żal... nie wiem co mam z tym zrobić...
Teraz nie rozmawiałam z nią dwa miesiące i powiem wam szczerze- w ogóle nie tęsknię.
Ale od tamtej pory ma problem z nazawnie kogoś swoim przyjacielm...