Moje życie to kilka niesamowitych historii.. Lepszych i gorszych. Jak to zwykle w życiu bywa..
Gdzieś już wcześniej na tym forum poruszałam ten wątek.. Natomiast niedawno postanowiłam skończyć raz na zawsze tą historię i podzielić się nią z Wami...
Poznałam go na portalu ilove.. Pisaliśmy przez 5 lat... Przez tyle czasu myśleliśmy o tym, żeby się spotkać ... Nigdy nam to nie wyszło... Nasz kontakt na jakiś czas zamilkł.. Ale nie na długo. Któregoś dnia napisałam.. Był bardzo zadowolony, że o nim nie zapomniałam. Pisaliśmy całymi nocami.. Oboje uwielbiamy mrok i zwykle kładziemy się spać o świcie. Opowiadaliśmy o tym jak nam minął dzień, rozmawialiśmy o naszych planach, potrzebach.. Prawda jest taka, że wiedzieliśmy o sobie wszystko.. Brakowało tylko tego żeby spotkać się na żywo.. Owszem, wymieniliśmy się zdjęciami, ja miałam o tyle lepiej, że któregoś dnia zobaczyłam go w telewizji.. Zespół w którym grał na gitarze występował w programie dla początkujących muzyków rockowych. Jego uśmiech, styl, sposób poruszania, spojrzenie.. cały on.. To wszystko wzbudziło we mnie niekontrolowane emocje.. Tak bardzo pragnęłam poczuć Go... Poczuć jak dotyka.. usłyszeć jak mówi.. Był wymarzonym partnerem.. Zawsze mnie słuchał, zawsze był szczery. Nieraz mnie ochrzanił za to, że się dołuje, że w siebie nie wierzę.. Mówił, że mam się wziąść w garść, że całe życie przede mną. I tak naprawdę nigdy nie wkurzałam się na niego, mimo, że nieraz przepraszał że wybuchnął. Wiedziałam że chce dla mnie dobrze.. Był człowiekiem, który na wszystko miał odpowiedź.. Kulturalny, szarmancki, inteligentny, wykształcony, utalentowany pod względem muzycznym, pisarskim, wysportowany, był instruktorem snowboardu, narciarstwa, biegał, skakał w dal, grał w siatkę. Pracował w firmie komputerowej, pisał programy, interesował się sztuczną inteligencją.. Był po prostu niesamowicie barwną postacią.. Korzystał w pełni tego słowa znaczeniu z życia.. Bo wiedział że ma je tylko jedno.. Był tylko bardzo skrzywdzony przez kobietę.. Wyznała mu, że go nie kocha, przyznając się tym samym do zdrad na kilkanaście dni przed ślubem.. Mimo to się nie załamał.. Poświęcił się nauce..
Któregoś dnia.. kiedy zaliczył ostatni egzamin, napisałam mu, że teraz napewno potrzebował by kobiety, która go przytuli i dużo dużo snu...
Tak się zaczęło..
Kobieta która go przytuli, nagle położyła głowę na jego kolanach spoglądając w jego oczy.. On oddał pocałunek na jej usta.. Zaczęła się między nimi cicha i namiętna walka.. Walka, która odkrywała ich tajemnice.. CZuli się tak, jakby nic nie znali.. Jakby byli ciekawi siebie.. Oboje nie wytrzymywali napięcia.. ale brnęli w to dalej.. Całował każdy kawałek jej ciała.. Nie było już żadnej siły, która mogłaby ich powstrzymać.. Zdjął z niej ubranie.. Ona pozwalała mu na wszystko.. Nie zdąrzyli się spostrzec a byli juz całkowicie sami.. Oddychali rytmicznie, coraz szybciej...
Nawet nie wiem kiedy oboje zaczęliśmy pisać o sobie.. Wtedy pomyśleliśmy też że musimy się spotkać.. Że chcemy się przekonać, czy poczujemy coś do siebie gdy spotkamy się na żywo.. Czasem czułam się, że go Kocham.. że jest całym moim światem...
Nio i właśnie... najgorsze jest to.. że jestem zajęta.. Mam faceta.. D.(moja wirtualna miłość) twierdzi, że jestem w toksycznym związku.. Może ma racje.. Tym bardziej, że nie potrafię się rozstać, a choćby nawet sprzeciwić K.(mojemu chłopakowi)..
D.od początku wiedział, że mam chłopaka.. z którym jestem od niedawna.. Do dziś żałuje, że ie spotkałąm się z D. wcześniej.. Może teraz bylibyśmy razem.. Szczęśliwi.. Wierzę, że wtedy traktowałby mnie jak księżniczkę.. Bo on jest bardzo oddany..
Kilka dni temu miał urodziny.. Tego dnia miałam do niego przyjechac.. Spotkać się z nim jak z przyjacielem.. WIem, że mój facet by mi nigdy na to spotkanie nie pozwolił, a okłamywać go nie chce...
D. pytał czy przyjadę.. Powiedział, że będzie czekał na dworcu.. że jego nadzieja nie zgaśnie.. Że to jest nieprawdopodobne, że choć się nigdy nie widzieliśmy oboje tak na siebie działamy.. Że coś go we mnie intryguje.. Że chce się przekonać co to jest.. Ze chciałby mnie pokochać...
SEDNO SPRAWY.. Nie mogłam tak dłużej. Wiedziałam, że podejmuje złą decyzję.. Ale nie potrafiłam jej zmienić.. Napisałam że nie przyjadę. Że to koniec. Żeby wybaczył.. Tłumaczył, że to nic złego kiedy się spotkamy. Że nic nie ryzykuje. Że są dwa wyjścia. Nie zakochamy się w sobie, a ja nadal będę z K i wszyscy będą szczęśliwi. Albo się zakochamy w sobie.. będziemy razem i MY będziemy szczęśliwi..
Zapytał, czy jestem niewolnikiem K.. czy potrzebuje jego zgody.. I jeśli na tym polega miłość, to on nie chce nigdy kochać. Ale ma nadzieję, że jednak bedę szczęśliwa..
Byłam nieugięta..choć serce pękało z bólu.
Napisał, że skoro się rozstajemy, to powie mi szczerze, że zawsze będzie patrzył na moje zdjęcia z ekscytacją i ciekawością jak u dziecka..
Napisałam ostatniego smsa.. Że zamykam oczy i już nie czuje jego obecności.. Że łzy lecą po policzku.. Serce pamięta o wszytkich chwilach, które mimo, że tylko napisane, miało nadzieję, że kiedyś się spełnią.. Że był dla mnie wszystkim.. I teraz patrzę jak jego serce odchodzi.. Ale nie mogę podjąc innej decyzji..
Dostałam sms "nie wiem co straciłem, bo nie było nam dane tego spróbować. Badź szczęśliwa!"
Leżałam na łóżku, płacząć z bezsilności.. Wiedziałam że popełniłam największy błąd życia. Ale nie potrafiłam postąpić inaczej..
Jego ostatni sms tej nocy brzmiał .. "A ja czuje jakbyś była obok. Dobranoc"
Mija kolejny dzień... Nie ma go.. Tęsknie... Ale tak zadecydowałam.. Za kilka dni zobaczę się z moim facetem, który wraca z wyjazdu służbowego.. Nie wiem jak na niego spojrzę.. On wiedział o D. nie wiedział tylko że cos do niego czuje..
Nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta.. ale musiałam to komuś opowiedzieć.. wyrzucić z siebie ten żal...