onaxxs napisał/a:co mnie zmusiło ?
Kiedy sie rozwiodłam zostałam z małym dzieckiem bez srodków do zycia, głodna z tysiacem niezapłaconych rachunków z małym dzieckiem, które chce lizaka czekolade a ja mam tylko na bułkę. Z brakiem jakiejkolwiek pracy. Z lekiem o dzisiaj jutro i pojutrze. Najgorszy mozliwy lęk to poczucie zagrożenia swojej i dzieci egzystencji.
Posluchaj kto pracuje w takich miejscach. Wcale nie są to gwiazdy estrady piekne kobiety. Czasami dziwiłam się , że taka kobieta czy dziewczyna może byc prostytutką. Przedzial wiekowy zaczyna się od 18 lat a kończy na 65. Wykształcenie od zawodowego do wyższego. Każda chce w ten sposób komuś pomóc, dzieciom rodzicom rodzeństwu. Kazda z nas chcałaby miec normalne życie rodzinę i kochającego faceta, który jej pomoże ochroni będzie wspierał. Nie spotkałam nikogo kto by powiedzial lubię to. Bo co tu można lubić ? Tak naprawdę to ja zyję w dwóch światach. Jeden to burdel drugi to dom. Kazdy z tych światów jest inny. Ale najpiękniejszy jest w domu. Wracam i mojemu dziecku mogę kupić każda czekoladę. Nie boję się że nie bede miała co jeść. Czekam na pracę normalna czekam i się modlę. Doswiadczenie jakie nabyłam pozwoliło mi nabrać dystansu do zycia do ludzi do mężczyzn. Wiem ze swiat nie jest czarno biały ale szary rozmyty. Zazdroszczę kobietam, które żyja normalnie i nie doceniają tego co mają. Patrze na rodziny i powstrzymuje łzy. Uśmiecham się i czekam na normalnośc.
Mam dwie uwagi.
Pierwsza - nie uwierzę, że można zostać prostytutką (nie kurtyzaną, bo to zupełnie inne pojęcie), bo nie ma się z czego żyć. Przede wszystkim po rozwodzie trzeba było zażądać alimentów od eks męża (nie tylko na dziecko, al i na siebie), jeśli były tylko takie podstawy prawne. Myślę, że wybrałaś taką profesję, bo jesteś życiowo niezaradna i nie pisz proszę głupot o tym, że jest kryzys i nie ma pracy. Sama w tej chwili nie pracuję i wiem jak to jest, jak się ma nóż na gardle, dosłownie nie ma za co żyć, jak to jest jak się nie ma na rachunki, nie mówiąc o przyjemnościach. Wiem jak to jest, jak się skończy zasiłek i jak jest dramat, bo nie ma już pieniędzy. Jestem w takiej sytuacji i nigdy, nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego. Bo to pójście na łatwiznę. Niestety ale szukanie pracy i źródeł utrzymania boli, to coś trudnego, szukanie pracy to też praca. Nie pomyślałaś o tym, że mogłabyś pójść choćby do pracy "na słuchawkę", za 1100 zł plus premia? Że mogłabyś myć ludziom okna, sprzątać? Ogłoszeń, że ktoś potrzebuje osoby do sprzątania jest mnóstwo. Zawsze można coś wyhaczyć, jeśli tylko się chce. A sprzedać to nie masz czego? Komórka, biżuteria, nienoszone ubrania, książki... Każda z nas ma mnóstwo szmat, ja ostatnio sprzedałam te nienoszone i dostałam kwotę równą zasiłkowi! Prawda jest taka, że gdybyś chciała, to znalazłabyś pracę (bo kupczenie swoim ciałem to nie jest praca) i ogarnęłabyś zarówno rachunki, jak i potrzeby swoje i dziecka. Dlatego nie użalaj się nad sobą, jaka jesteś biedna, bo tak naprawdę to żyjesz świadomie i w taki też sposób dokonujesz wyborów. Wiedziałaś, z czym wiąże się prostytucja, kiedy postanowiłaś, że zostaniesz prostytutką. A skoro tak, to możesz mieć pretensje tylko do siebie o taki stan rzeczy. Nie do eks męża, bo cię zostawił bez środków do życia, nie do klientów, bo nie chcą ci pomóc (nie
po to są), tylko do siebie.
Druga - ty nie chcesz nic zmieniać. Ty chcesz dalej być prostytutką, bo ci tak wygodnie. Masz na wszystkie zachcianki swoje i dziecka. Szukasz sobie usprawiedliwień i jednocześnie użalasz się nad sobą, bo taką masz mentalność. Piszesz, że czekasz na pracę. A co, ona sama do ciebie przyjdzie? Robisz podstawowy błąd: jesteś bierna. Dajesz się nieść przez fale życia, zamiast decydować, w którą stronę popłyniesz. Dopóki nie osiągniesz dna, wszystko jedno jakiego, czy emocjonalnego czy moralnego, to nic nie osiągniesz. Musisz nauczyć się brać swój los w swoje ręce. Musisz działać. Aktywnie szukać pracy, wysyłać CV-ki, chodzić na rozmowy i przestawić się na mniejsze zarobki. Bo ja już znajdziesz pracę, to nie będziesz zarabiać tyle, ile teraz. Nie na początku i pewnie przez długi czas. Poza tym powinnaś poszukać pomocy psychologa, jakiejś fundacji, która pomaga kobietom wyjść z prostytucji. Oczywiście nikt cię z tego na siłę nie wyciągnie. To musisz ty sama się wygrzebać. Sama weszłaś w bagno to sama musisz wyjść. Ale chcenie to za mało. Wiesz, dlaczego myślę, że ty nie chcesz nic zmieniać? Bo czekasz. Nic nie robisz w kierunku, by twoje życie się zmieniło. Siedzisz, beczysz, użalasz się nad sobą, ale robisz swoje, dajesz nie powiem co za pieniądze. Jeśli nie będziesz żyć aktywnie to prześpisz w tym burdelu swoje życie. A twoje dziecko będzie miało piętno, którego będzie się pozbywać na terapiach: piętno dziecka, którego mamusia "musiała" prostytuować się, by jemu było dobrze. Już mu współczuję, łatwo mu w życiu nie będzie.