Mam 29 lat, nie przepadam za seksem.
Miałam 2 partnerów, z pierwszym do stosunku doszło tylko kilka razy, seksu oralnego nie było, tzn. ja mu tak, on mi nie, bo nie chciał.
Z drugim partnerem byłam ponad 7 lat, i chyba przez niego zaczęłam nie lubić seksu.
Początkowo było ok, choć nie miałam orgazmu. Ale później z czasem, na samą myśl o seksie mi się odechciewało.
Nigdy nie miałam orgazmu, przynajmniej tak mi się wydaje że go nigdy nie miałam, czasem zdarzało się podczas seksu oralnego, że czułam że coś się zbliża, jakbym miała zaraz wybuchnąć i nagle nic, pustka i uczucie że czegoś tu brakuje. Takie jakby niedosycenie, brak tej satysfakcji. Niby były jakieś skurcze pochwy, ale nic więcej, tak czułam się jakby to nie był orgazm, więc nie mam pojęcia czy był czy nie.
Kiedy czasem sama się masturbowałam, to też skurcze pochwy były, ale odczucie bardzo słabe. Może mam takie małe prawie nieodczuwalne orgazmy, nie mam pojęcia.
Czasem zastanawiałam się czy to ze mną jest coś nie tak czy z moim byłym partnerem, że nie chce seksu.
Ale wiem że dużo było z jego winy.
Bo jak już dochodziło do pieszczot, seksu oralnego, to zawsze go nakierowywałam, mówiłam co mi sprawia przyjemność a co nie.
Ale on jakby nie słuchał. Czasem jak robił mi minetkę, to mnie bolało i mu mówiłam żeby tak nie robił, to chwile porobił inaczej, było fajnie, mówiłam żeby tak robił, a ten za chwile zaczął robić tak jak wcześniej i znowu mnie bolało, a że bólu nie lubię, to mu mówiłam, prosiłam, ale zawsze robił tak jak ja nie lubie.
W końcu po jakimś czasie nawet nie chciałam żeby mi minetkę robił, już zaczynałam myśleć że znowu będzie robił to czego ja nie lubię, co mi nie sprawia przyjemności a jedynie ból. Swoją drogą, nigdy wcześniej nie przypuszczałam że przy minetce można odczuwać jakiś ból.
I jak chciał się zabierać do robienia minetki to ja mu mówiłam że nie chce.
Zresztą źle się do tego zabierał, nieraz mu mówiłam, żeby najpierw zaczął normalnymi pieszczotami, żeby zaczął od szyi, potem piersi, potem niżej, a on zawsze od razu do cipki.
Nieraz mu mówiłam, że tak mi nie sprawi przyjemności, że ja muszę się nakręcić poprzez właśnie pieszczoty. Bo jak tak czasem robił, zaczynał od tego co ja lubię, czyli szyja, piersi potem cipka, to było ok, to wtedy miałam takie uczucie jak pisałam wcześniej, ten jakby orgazm.
A tak jak się chciał dobrać od razu do cipki to traciłam chęci na zbliżenia.
Jeśli chodzi o stosunek, to zawsze bardzo mnie wkurzały jego teksty, głupie pytania, typu "chcesz sex?"
Kiedy słyszałam to pytanie, moja odpowiedź zawsze brzmiała "nie".
I tak za każdym razem mu mówiłam że takim pytaniem nie sprawi mi ochoty na to, wręcz przeciwnie, to mnie zniechęcało.
Często mu mówiłam, że jak chce sex, to niech podejdzie, zacznie od tego co ja lubię, wtedy duża szansa że do stosunku dojdzie.
Ale niestety, przez ponad 7 lat, zdarzyło się tylko kilka razy żeby tak podszedł i zaczął, a tak to zawsze "chcesz sex?", jakie to wkurzające.
Powiem jeszcze, że często przez niego nie byłam w nastroju do pieszczot itp. dlatego że po przyjściu z pracy, od razu siadał do kompa i grał w jakieś gierki, wieczorem jak już skończył grać, to właśnie te głupie pytania zadawał.
Wiele razy z nim rozmawiałam o seksie, dobrze wiedział że nie mam orgazmów, tylko takie coś czego nie wiem czy orgazmem można nazwać.
On zawsze twierdził że to moja wina, bo się nie staram, on nie widział w tym swojej winy, twierdził że on się stara. Jakoś nie dał sobie przetłumaczyć że wcale się nie starał bo nie korzystał z moich wskazówek, nie robił tak jak mu mówiłam, nie robił tego co mi sprawiało przyjemność, nie zaczynał tak jak ja lubię. Uważał że on wie najlepiej.
Mogę powiedzieć jeszcze że ja byłam jego pierwszą kobietą, on całą swoją wiedzę czerpał z filmów porno.
I tak nieraz jak mi właśnie mówił że ja się nie staram itp., mówił mi też żebym sobie oglądnęła jakieś filmiki porno i zobaczyła jak kobiety się zachowują jak jęczą, stękają itp. i żebym robiła tak jak one. Jak tak mówił to nieraz miałam ochotę go walnąć.
Ja podczas pieszczot i stosunku to zawsze cichutka byłam, bo po prostu nie sprawiało mi to jakiejś przyjemności, a też nie jestem taka żeby udawać.
Może jakby od początku zaczynał tak jak lubię i robił tak jak lubię, a nie że on wie lepiej niż ja i robi tak jak on chce, to może by mi to sprawiało więcej przyjemności i bym była głośniejsza w łóżku, nie wiem.
Czasem jego zachowanie było bardzo egoistyczne, raz pamiętam, cały dzień siedział przed komputerem, do mnie nawet słowem się nie odezwał, nic, wieczorem ja kładę się spać, on z tekstem "szykuj się na sex", moja reakcja była oczywiście negatywna. Po jakiś 10 minutach przyszedł do łóżka, bo oczywiście musiał grę skończyć, położył się obok mnie i nic, leży. Ja mówię że jak chce sex to niech mnie trochę popieści, niech zrobi mi ochoty, a ten nic, za chwilę mówi żebym to ja jemu zrobiła ochotę na sex, ja dalej swoje, że jak chce sex to niech mi sprawi trochę przyjemności tak jak ja lubie, i mówię popieść mnie trochę po szyi, ten nic, leży, za chwilę z tekstem że przeze mnie się jemu odechciało. więc fajnie się wtedy poczułam, przeze mnie się jemu odechciało, tylko dlatego że poprosiłam o pieszczoty.
Zresztą nieraz był egoistyczny, przeważnie chciał żebym na jego komendę była już chętna i gotowa, żeby mógł sobie tylko wsadzić.
Rzadko się zdarzało że robił tak jak ja lubię, czasem jak już się zdarzyło że łaskawie mną się zajął, to tak jak wspominałam, od razu leciał tam gdzie nie trzeba. Przez to wszystko po prostu na samą myśl o seksie mi się odechciewało. Przestałam to lubić, przez to seks mógłby dla mnie nie istnieć.
Przez ok 7 lat nie docierało do niego to co mówiłam, albo docierało ale nic go to nie obchodziło.
Zresztą taki typ człowieka który wszystko wie najlepiej, by się kłócił godzinami twierdząc że on wie lepiej.
Np. mój brat pracuje na budowie, kilka lat temu razem z moim byłym, robili domek na działce, no i ten mój były, który pierwszy raz miał z tym do czynienia, oczywiście wszystko wiedział lepiej niż mój brat, który pracował w tym fachu wiele lat. I się z moim bratem wykłócał, bo wyczytał coś na necie i od razu wiedział lepiej.
I tak ze wszystkim. Może też miał takie samo podejście do mojego ciała. Bo się naoglądał pornoli, brał z nich przykład. Nie pomyślał że z każdą kobietą jest inaczej, że każda lubi co innego. Ja mu mówiłam co mi sprawia przyjemność, ale on wiedział lepiej, i w końcu robił tak że żadnej przyjemności z tego nie miałam. Dlatego też na samą myśl nie chciałam tego.
Nie jestem z nim od jakiegoś czasu, rozstanie nie związane z seksem, inny powód był.
Mój były zaniżył moją samoocenę. Nie należę do atrakcyjnych kobiet, a przez niego czuję się jak jakiś potworek.
I tak się zastanawiam czy jak kogoś kiedyś poznam, to czy dalej na samą myśl o seksie nie będę go chciała.
Dla mnie to nic przyjemnego, nawet nie wiem czy to co miałam to był orgazm czy jednak nie.
I nie wiem czy to naprawdę coś ze mną nie tak, czy po prostu trafiłam na nieodpowiedniego faceta.
Nieraz mi mówił że jestem w tym do kitu, tylko szkoda że porównanie miał z kobietami z pornoli.
Ale przez takie jego słowa, sama zaczęłam w to wierzyć.
Zawsze mówił że się nie staram, że nie jęczę nie stękam, że się nic nie ruszam, że nigdy sama pierwsza nie zaproponuje itp.
Oczywiście nigdy nie zaproponowałam sama sexu, tzn nigdy nie spytałam wprost tak jak on, "chcesz sex?" lub podobnie.
Ale nieraz, np leżąc na łóżku, pod kołderką, odkryłam trochę ciałka, spytałam np. "może przyjdziesz się przytulić?", lub idąc pod prysznic zapytałam czy się przyłączy, czasem przyszedł i od razu pchał łapki nie tam gdzie trzeba, i wtedy go proszę żeby zaczął od szyi, ale ten swoje.
Nieraz jak siedział przed kompem, to usiadłam mu na kolana, zaczęłam całować, usta, szyje, nieraz mnie dosłownie zepchnął z kolan, twierdząc że mu przeszkadzam, bo akurat grał, no to super że gra była lepsza niż ja, później gadał że nie mam kiedy przychodzić.
No ale tak, przyszedł z pracy, od razu do kompa, i tak do wieczora, i cały czas grał, to niby kiedy miałam przyjść żeby mu nie przeszkadzać.
Nieraz starałam się zainicjować zbliżenie, ale on nie chciał. W końcu z czasem przestałam tak robić bo wiedziałam że i tak nic z tego nie wyjdzie. No i denerwujące było jego twierdzenie że ja nigdy sama nie zaproponowałam seksu.
Tak samo to jak gadał że się nic nie ruszam, że tylko leżę jak kłoda. Przecież to chyba czuć jak kobieta się rusza no i też w jakiś pozycjach widać ruchy. Zawsze jak miałam możliwość ruszania się to to robiłam, jak nie mogłam biodrami ruszać, to chociaż rękoma jakoś masowałam jego ciało, czy sięgałam za jego jądra i pieściłam, ustami po szyi czy ramionach, czy chociażby moimi nogami po jego nogach, czasem biodrami nie mogłam bo jakoś mnie wgniótł w łóżko i nie dało rady. Ale np. czy na pieska, czy jeźdźca to się ruszałam, oczywiście nie skakałam po nim jak szalona, ale się ruszałam, ale on i tak twierdził że ja nigdy się nie ruszam. Jak mówił że jestem jak kłoda to czasem się zastanawiałam czy to rzeczywiście prawda.
Przez niego mój stosunek do seksu jest taki że seks mógłby dla mnie nie istnieć, przez niego myślę że jestem w tym do kitu.
Boje się że jak kogoś poznam, to nie będę chciała seksu, boję się że będzie tak samo. A przez to że myślę że nie jestem w tym za dobra, nie wiem czy w ogóle będę chciała z kimś współżyć, wiem że będę się bała jakiegoś zbliżenia, przynajmniej tego pierwszego.