Witam, nie wiem czy w dobrym miejscu zaczynam dyskusję, ale dreczy mnie jedna sprawa i jest juz w mej duszy na tyle duza, ze potzrebuje porozmawiac z Wami.....moze bardziej trzezwym okiem popatrzycie na cala sytuacje....
Jestesmy para od niedawna bo niespelna dwa lata ale w miedzyczasie urodzilo sie dziecko (mam tez syna z poprzedniego zwiazku)....w sumie jest ok tylko dopadaja mnie watpliwosci natury finansowej
na poczatku on pracowal i utzrymywal dom w polowie ze mna tzn on placil rachunki a ja jedzenie.....(w ciazy bylam na zasilku z zus). nie bylo nas stac na luksusy ale tez nie narzekalam..... teraz jest tak, ze on od grudnia nie ma pracy....twierdzi ze szuka (widze ze jakies tam strony z ogloszeniami w necie przeglada) i jest coraz gorzej
ja z zasilku dla bezrobotnych nie bylam samam w stanie wydoic na wszystko...zaczelo sie pozyczanie itp historie....miesiac temu znalazlam prace, pracuje codziennie po kilkanasci godz od poltora miesiaca.....haruje po 13-15 godz na dobe...pozatym stram sie zajmowac jak najwiecej obowiazkow w domu...pranie itd......ciagle slysze ze go zaniedbuje i dzieci, ze nie zajmuje sie domem tylko kocham prace......a ja mysle, bo naroslo nam 1500tys zaleglych rachunkow a kolejne juz czekaja-te biezace.......za tydzien wezme wyplate.....zostanie mi 500zl na miesiac zycia.....a gdzie pieluchy, mleko dla maluszka, buty do szkoly dla starszaka?! Nawet raz nie uslyszalam dziekuje...ciagle tylko ze cos nie zrobilam albo ze zle zrobilam...... nie wiem juz co mam myslec?! jak odejde zostane sama...nie mam przyjaciol i rodziny zeby mi pomogli
powiedzcie co mam pomyslec gdzie zaczac dzialanie? kocham go ale nie stac mnie ta utzrymywanie wszystkich!jak go zmobiliozwac do znalezienia pracy? mieszkamy w miescie i jakos nie chce mi sie wierzyc ze nie ma ofert?! strasznie sie w tym wszystkim pogubilam....jak trzezwo patrzec na kogos kogo sie kocha i nie dac sie wykorzystywac?......zle to wyglada, prawda?
Podobne tematy
Jak nie ma na chleb, to owszem szuka się stałej pracy, ale w międzyczasie Twój partner powinien łapać wszystko co może: nawet noszenie worów z gruzem za 50 zł dniówka na czarno.
Jak on tego nie rozumie, tylko ma do Ciebie jakieś żale to dupa nie chłop.
Ty zapieprzasz, a on siedzi w domu i jeszcze ma pretensje? No sorry....
Rozmawiałaś z nim o tym? Tak spokojnie i rzeczowo?
Owszem probowalam rozmawiac....zawsze konczy sie stwierdzeniem ze nie ma dla niego pracy i on nic na to nie poradzi
gdy ostrzej zaczynam rozmowe konczy sie tym, ze uwaza ze chce go rzucic bo jest biedny i nie umie sobie poradzic a ja szukam tylko pretekstu. kiedy mu zaproponowalam ze przyjdzie do mnie do firmy na pomoc na bar to stwierdzil ze on sie do tego nie nadaje a pozatym byl menadzerem to juz nie bedzie"obnizal lotow".......jemu chyba jest dobrze przed tym kompem i w domu tylko z dziecmi
przykro mi cholernie ze tak pisze ale moment kiedy ledwo wiazemy koniec z koncem to chyba nie jest dobry na unoszenie sie honorem tylko czas na prace, bo wydaje mnie sie ze nikt mu nie zabroni zmienic pracy na lepsza?! nie wiem kogo ja tu muz tlumacze siebie czy jego?! ![]()
4 2013-03-26 18:07:18 Ostatnio edytowany przez Eileen (2013-03-26 18:08:35)
Hm... z tego co piszesz, wydaje mi się, że jemu jest tak wygodnie. Nie musi nic robić, być może rzeczywiście szuka pracy marzeń. Jednak ten tekst o tym, że nie będzie obniżał lotów? Porażka. Spróbuj mu wytłumaczyć, że ta jego niechęć do obniżania lotów powoduje, że Ty pracujesz nie wiadomo ile i nie masz czasu na nic. I przykro mi o tym pisać, bo ogólnie jestem przeciwniczką ultimatum, ale jeśli on ewidentnie miał szansę na pracę i z niej nie skorzystał... dałabym mu jakiś termin znalezienia pracy jakiejkolwiek, może nawet na zmywaku czy przy sprzątaniu, a jeśli nie - to może nie koniec, ale coś w rodzaju separacji. Dopóki nie znajdzie zajęcia, nie ma powrotu. Pamiętaj, że jeśli Ty harujesz całe dnie i dodatkowo utrzymujesz jego, to tracą na tym Twoje dzieci - nie dość, że finansowo, to jeszcze rzadko widzą matkę. Czy warto poświęcać swoje i ich dobro dla kogoś, kto nie chce dla was iść do pracy, którą mu sama podsunęłaś?
To popierdółka jakaś nie facet... kobiecie udało się znaleźć pracę a facetowi nie ?! pierwszy raz słyszę o takim przypadku jak się chce to się znajdzie ! a tekst o obniżaniu lotów ? bo teraz to szybuje uhuhu ...żal. Nie wiem co Ci poradzić jak wywalisz z domu to będziesz musiała na nianie czy żłobek wydawać więc na jedno wyjdzie jeśli chodzi o finanse ... ciekawe co on by zrobił jak byś powiedziała pie*** nie będę robić rzucam pracę teraz zrób coś ty.
Jak Ty sie mozesz bac ze nie dasz sobie rady sama ? a co teraz robisz ? Jeszcze masz na utrzymaniu faceta.. njakbyscie sie rozstali to dodatkowo przysluguja Ci alimenty
Ale jesli dobrze Wam sie uklada, to szkoda rezygnowac z meza tylko z powowdu pracy tylko zmobilizowac go do dzialania jakiegokolwiek.
szkoda rezygnowac z meza tylko z powowdu pracy tylko zmobilizowac go do dzialania jakiegokolwiek.
Zmobilizować? JAK???
To nie jest facet, skoro nie pomaga, nawet Cię nie odciąży, o pracy nie wspomnę, po co Ci kolejny balast?
Sam powinien się zmobilizować.
To nie jest facet, skoro nie pomaga, nawet Cię nie odciąży, o pracy nie wspomnę, po co Ci kolejny balast?
Sam powinien się zmobilizować.
Jeszcze parę miesięcy tak pociągnij, a staniesz się marudną (nie do wytrzymania), zaniedbaną kobietą z podkrążonymi oczami. Wspomnisz moje słowa.
Zielony_Domek napisał/a:To nie jest facet, skoro nie pomaga, nawet Cię nie odciąży, o pracy nie wspomnę, po co Ci kolejny balast?
Sam powinien się zmobilizować.Jeszcze parę miesięcy tak pociągnij, a staniesz się marudną (nie do wytrzymania), zaniedbaną kobietą z podkrążonymi oczami. Wspomnisz moje słowa.
Do mnie to napisałaś czy jak?
onaona napisał/a:Zielony_Domek napisał/a:To nie jest facet, skoro nie pomaga, nawet Cię nie odciąży, o pracy nie wspomnę, po co Ci kolejny balast?
Sam powinien się zmobilizować.Jeszcze parę miesięcy tak pociągnij, a staniesz się marudną (nie do wytrzymania), zaniedbaną kobietą z podkrążonymi oczami. Wspomnisz moje słowa.
Do mnie to napisałaś czy jak?
Pomyłka, oczywiście, że nie do Ciebie Zielony domku, tylko do autorki wątku. Twoją historię znam już przecież z innego wątku.
Zgłupiałam, wybacz.
Ale faktycznie masz racje z tym co napisałaś autorce wątku ![]()
Koteczku, przecieram oczy ze zdumienia czytając Twoje posty. Mam wrażenie, że jesteś typem kobiety która w swojej dobroci, zaangażowaniu i współczuciu zatraca się tak mocno, że nie dostrzega, że jest wykorzystywana. Niewykluczone, że granica pomiędzy wspieraniem, a dawaniem się wykorzystywać jest cieniutka, ale po Twoim opisie ja nie mam wątpliwości po której stronie Ty stoisz...
I nie mogę nie skomentować tego fragmentu o "niezaniżaniu lotów", choć mam dylemat jak to zrobić nie używając słów za mocnych na publiczne forum... Piszesz, że macie długi powstałe z racji braku bieżącego dopływu gotówki. To chyba nie jest właściwy moment na unoszenie się "ambicjami zawodowymi"? Powiem Ci, że nie tak dawno mój mąż -magister informatyk - zasuwał przez pare miesięcy w dzień z ulotkami, a nocką na magazynie na przemian z fuchą na budowie. Bynajmniej nie był tam jedynym z wyższym, ale też nie jedynym, który nie może sobie pozwolić na utratę płynności finansowej. Ktoś wyżej powiedział, że tak właśnie robi mężczyzna. A ja myślę, że tak robi dojrzały, odpowiedzialny człowiek - niezależnie od płci.
I jeszcze jedno mnie zaniepokoiło w Twoim poście - czy dobrze zrozumiałam, że Ty zasuwasz po kilkanaście h, on siedzi w domu i udaje ze szuka pracy, a obowiązki domowe są na Twojej głowie i jeszcze on ma pretensje, że zaniedbujesz dom?
Koteczku, przecieram oczy ze zdumienia czytając Twoje posty. Mam wrażenie, że jesteś typem kobiety która w swojej dobroci, zaangażowaniu i współczuciu zatraca się tak mocno, że nie dostrzega, że jest wykorzystywana. Niewykluczone, że granica pomiędzy wspieraniem, a dawaniem się wykorzystywać jest cieniutka, ale po Twoim opisie ja nie mam wątpliwości po której stronie Ty stoisz...
I nie mogę nie skomentować tego fragmentu o "niezaniżaniu lotów", choć mam dylemat jak to zrobić nie używając słów za mocnych na publiczne forum... Piszesz, że macie długi powstałe z racji braku bieżącego dopływu gotówki. To chyba nie jest właściwy moment na unoszenie się "ambicjami zawodowymi"? Powiem Ci, że nie tak dawno mój mąż -magister informatyk - zasuwał przez pare miesięcy w dzień z ulotkami, a nocką na magazynie na przemian z fuchą na budowie. Bynajmniej nie był tam jedynym z wyższym, ale też nie jedynym, który nie może sobie pozwolić na utratę płynności finansowej. Ktoś wyżej powiedział, że tak właśnie robi mężczyzna. A ja myślę, że tak robi dojrzały, odpowiedzialny człowiek - niezależnie od płci.
I jeszcze jedno mnie zaniepokoiło w Twoim poście - czy dobrze zrozumiałam, że Ty zasuwasz po kilkanaście h, on siedzi w domu i udaje ze szuka pracy, a obowiązki domowe są na Twojej głowie i jeszcze on ma pretensje, że zaniedbujesz dom?
Czytając te posty jest mi przykro. Autorka wątku nie jest jedyną kobietą doświadczającą problemu. Fakt jest taki, że problem jest wtedy kiedy się go dostrzega, autorka wątku wie, że coś jest nie tak. Z doświadczenia wiem, że wiele kobiet zakładajacych wątki na tym forum szuka jakby potwierdzenia: "nie, kobieto, wcale nie przesadzasz, wcale nie jesteś taka zła jak o sobie samej myślisz, twój zwiazek naprawdę jest chory!"
Moim zdaniem im szybsza reakcja tym lepiej. Potem obydwoje bedziecie czuć do siebie tylko chore przywiazanie.
Jeżeli facet autorki wątku tak postępuje, to śmiem twierdzić, że nie dojrzał do roli ojca i męża.