od tygodni mysle o napisaniu wlasnego tematu...chyba dojrzalam..
od czego zaczac...
jestemz mezem ponad 6lat i 5lat po slubie, mamy 2 dzieci(jedno nie meza)
mimo ze maz jest wstanialym czlowiekiem, bardzo nas kocha i wiem ze wszystko robi dla nas to nie umiem dluzej go nieobwiniac za problemy...szkoda byloby zeby wszystko sie rozwalilo i to nie z powodu problemow miedzy nami tylko wlasnie wkolo nas
1.Problem mieszkaniowy
wynajmujemy u meza "znajomych"(starsi ludzie) czesc domu, a w drugiej czesci mieszkaja owi znajomi, mieszkamy prawie 1,5r i laczy nas jedynie wspolne wejscie, placimy normalnie za mieszkanie, staly czynsz(sredniej wysokosci) przez ten czas zostalam wiele razy zle potraktowana, opiep...a za cos jak malolata, poza tym musze im sie podporzadkowac np zapowiadac sie jak wracam do domu(gdy pracuje to nocuje u rodzicow), musze slac lozko dosc wczesnie bo im wysywanie mego lozka przeszkadza i ciage uspokajam dzieci zeby nie biegali bo to stuka i wiele innych, do tego nie jest szanowana moja prywatnosc, mam przekladane rzeczy pos swoja nieobecnosc itp...
tu moje pierwsze pytanie, jakie mam prawa w nieswoim domu? place, ale w gruncie rzeczy to wszystko ich... zaczelam ich unikac bo nie widze wyjscia, dzien dobry zawsze mowie, trzymam pozadek i staram sie byc jak najwiecej poza domem bo tu spotykaja mnie same przykrosci(szczegolnie kiedy meza nie ma)
do tego gdy maz dzwoni na tel stacjonarny(taniej) to nie umiemy rozmawiac, boje sie cokolwiek mowic bo zdaje mi sie ze dziadkowie podsluchuja(wystarczy przeciez ze podniosal sluchawke) i jak mam powiedziec ze mi ciezko mieszkac? ja mam powiedziec ze chce mi sie kochac z nim? wiem sa smsy ale maz mowi ze wolalby pogadac, wtedy wychodza sprzeczki ze ja niechcem mowic i sie rozlaczamy, taka to rozmowa, on wie ze niechcem gadac bo boje sie nasluchu a on teskni i chce mnei sluchac i kolo sie zamyka...
i tu pierwszy problem bo dzis po wysluchaniu kolejych uwag co mam zmienic pomyslalam ze gdyby nie maz to bym nie musiala tego znosic...
2.Problem z rodzina meza
przyslowiowa tesciowa to skarb przy tej co ja mam, jest alkoholiczka, na poczatku naszego zwiazku wydzwaniala w dzien i w nocy, pozniej dzwonila pijana zeby jej kase dawac aj pisalam kiedys jak wiele krzywd mi i mojej corki wyzadzila.
brat meza tez popija i zajmuje sie przekretami, powysprzedawal sprzet meza a do tego porzyczyl dla nas znaczaca sume pieniedzy i nie ma zamiaru oddac. odcielismy sie od nich wlasnie wyprowadzajac sie z mieszkania ktore bylo komunalne ale na matke(mieszkalismy sami, ale wydzwaniala ze ona dala itp) no i z problemu drugiego zrobil sie problem pierwszy
takze mysle o tym ze gdyby nie maz nie mialabym takiej rodziny, wiem ze nigdy nie bedzie inaczej a szkoda...
3.Problem finansowy
z racji rodziny jaka maz ma, nie wyniosl z domu nic, nie mozemy liczyc na zadna pomoc finansowa, moja rodzina mimo ze zamozniejsza tez w azden spsosob nie pomaga(tyle co porzyczki no i cos tam dzieciom) ciezko gdy jezdzimy na parapetowki do znajomych bo tatus pomogl kredyt wziasc, czy mamusia zagranica zasowa i kupila mieszkanko, czy rodzice oddali swoj dom itd... my ciagle nic...
to co mamy to wlasnymi silami, mamy z 20tys zl oszczednosci, chcemy przeznaczyc je na dzialke, ktora mamy upatrzona, do tego maz pracuje znow zagranica od tego miesiaca, pieniadze beda tylko do tej pory ze starej pracy nei wyplacili pieniedzy a ja nie mialam kasy, wiec sprzedalam swoj samochod aby miec za co zyc kolejny miesiac...zostalo auto meza, do tego mamy sporo sprzetu domowego i zwiazanego z meza fachem...
co nie zmienia faktu ze w tej chwili licze kazdy grosz!
tez mysle czasem, gdybym byla z innym, co by dostal cos to byloby latwiej a dzieci nei ciagalyby sie po stancjach...
no i to wszystko powoduje ze ciezko nam, maz przeprasza ze tak jest, ja mowie ze damy rady, ze wiedzialam w jakiej jest sytulacji a mimo to wzielam go za meza...
staram sie ale nie widze w tym sensu, jestem pacowita i obrotna, sama teraz zajmuej sie 2 dzieci, do tego mam babcie ktorym sprzatam mieszkania, np przed swietami teraz, pracuje u memy w sklepie ok 15dni w miesiacu, zajmuje sie naprawa aut, czy wszelkimi robotami ktore trzeba zrobic, nie staje i nie czekam az maz wroci bo przeciez musze poradzic. przez to chyba zarznelam sie do granic mozliwosci, nie widze szans na zmiane naszego losu.
o ile rodzina meza jest odcienta od nas(oststnio zmarl dziadek, widzielismy sie, wszytskie kontaktu urzedowe, wstydu znow narobili) to z kasa i mieszkaniem problem sie nei skonczy a ja walcze z tym wszytskim sama
z racji ze corka chdozi do szkoly chcialabym do konca roku tu jeszcze pomieszkac aby nie zmieniac wszystkiego przy koncowce roku szkolnego, chcem mieszkac na osiedlu na ktorym mam rodzinie i mi pomoga chocby przy odbieraniu corki ze szkoly, mam ciocie(rozwiedziona z moim wujkiem, wiec taka "ciocia") ktora ma dom ktory wiem ze wynajmuje, mysle ze do kasy bysmy sie dogadali, jest blisko szkoly i mojej rodziny, niby idealny gdyby nie fakt ze moj maz nie ufa jej i boi sie tam mieszkac, dom stoi pusty, ona mieszka z afcetem 2 ulice dalej a sama chyba popija od czasu do czasu, poza tym przy rozwodze z wujkiem narobila mase problemow wszytskim, niby to bylo z 15lat temu i do mnie nigdy nie zrobila cos nie tak to byc moze tez by byly jakies niespodzianki... niechce wpasc pod to samo co i mam!
wynajecia mieszkania z ogloszenia mnozy moj dotychczasowy czynsz conajmniej 3 krotnie!
zawsze mozna wyjechac razem zagranice i tu znow naprzeciw
moja matka nie pociagnie sama sklepu, musze pomagac+wyjazd(choc mam paszort dziecku) bylby wielka wojna z ojcem bio dziecka
PROSZE MADRE OSOBY CO ROBIC?
rozmawiac z dziadkami sie boje...mam powody