Witajcie. Piszę do Was ,bo sama nie mogę poradzić sobie z własnymi myślami.
Nigdy nie opisywałam swoich problemów na żadnym forum ale dziś chyba nadszedł ten dzień..
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o... mężczyznę. A dokładnie dwóch. We wrześniu ubiegłego roku zaczęłam spotykać się z 26 letnim M. Zakochaliśmy się w sobie ale pod koniec 2012r coś zaczęło się między nami psuć. Działo się coś niedobrego, ja szukałam pocieszenia w innych mężczyznach a on w innych kobietach. Oczywiście, nie dosłownie. Nie zdradzaliśmy siebie w sposób fizyczny, po prostu pisalismy z innymi ludźmi. Przestaliśmy szczerze ze sobą rozmawiać, przestaliśmy sobie ufać i rozstaliśmy się w połowie stycznia. Po dwóch dniach ogromna tęsknota znów zbliżyła nas do siebie i wróciliśmy. W połowie lutego znów zerwaliśmy, od słowa do słowa, zazdrość... brak wiary.. ale postanowiliśmy dać sobie drugą szansę i zacząć na zupełnie NOWYCH zasadach. Owszem, na początku było rewelacyjnie. M, bardzo się starał.. wówczas czułam ,że mnie kocha(generalnie on ma problem z wyrażaniem uczuć ,co często mnie irytowało). I tak było do 8 marca kiedy znów się rozstaliśmy, podobno "na dobre". Tydzień po rozstaniu postanowiłam umówić się z kolegą. W sumie to "umówić" to chyba zbyt duże słowo, pojechaliśmy po prostu na herbatę i spędziliśmy troche czasu ze sobą. M. dowiedział się o tym.. nie wiem skąd [o ironio] i zaczęły się telefony i sms'y. "Tęsknie .. jestem zazdrosny". Wczoraj przyjechał do mnie do szkoły, rozmawialiśmy aż nagle zaczął mnie całowac... znów poczułam to ukłucie serca co dawniej. Ale na dzień dzisiejszy nie potrafię sprecyzować co do niego czuje. Nie wiem czy go kocham, zbyt dużo się stało aczkolwiek jest on dla mnie ważny.. Natomiast ten "kolega" B... chyba się we mnie zauroczył.. spędziliśmy dziś pare godzin ze sobą. Jest przystojny, inteligentny i chyba mamy się ku sobie.
Problem jest w tym ,że ja nie wiem co mam robić, co mam myśleć. Z jednej strony jest w moim życiu M. którego znam od 7 miesięcy, z którym się kochałam, z którym się kłóciłam i zjadłam bardzo wiele nerwów, któremu nie ufałam i nie potrafiłam uwierzyć - jednak jest on dla mnie wciąż ważny... nie wiem czy to miłość.. nie potrafię tego sprecyzować. Po drugiej stronie jest B. , który chce się ze mną spotykać, którego lubię i co najważniejszę lubię spedzać z nim czas.
Co powinnam zrobić? Zerwać kontakty z M. i pozwolić kwitnąć nowej znajomości czy wrócić do M. na dobre i posklejać to jakoś?
Ja wiem ,że mój związek z M. wydaje się być toksyczny i strasznie chorobliwy ale jednak coś nas łączyło/łączy ale z drugiej strony mam możliwość zakochać się na nowo, w kimś kto może doceni mnie i pokocha w pełni...