Hej wszystkim, jestem nowa na tym forum.
Weszłam tutaj bo nie mam z kim porozmawiać, nie mam żadnej przyjaciółki.
Mieszkam z mężem i córką za granicą, już pare lat.
Ciągle się kłócimy, dosłownie co pare dni jest kłotnia i to zawsze jak on twierdzi z mojego powodu...
Mam dość obwiniania się, bo zawsze to robiłam, podkuliłam ogon i przytakiwałam, chociaż wiedziałam
że to nie tylko moja wina, bo ona zawsze leży po obu stronach.
Teraz już nie wiem co robić, tak mi ciężko. Dla niego to wszystko takie łatwie.
Jeżeli powiedziałabym mu że chcę odejść to bez problemu powiedziałby mi 'to kto się wyprowadza ja czy ty'
Tak tak wiem że to tylko przypuszczenia bo nigdy tak mi w twarz nie powiedział, ale ...
Ja bym tak nie potrafiła, na samą myśl ściska mi w brzuchu jak pomyśle że moglibysmy się rozstać.
Czy to poprostu faceci tak mają? czy to jemu wogóle nie zależy na mnie?
Jak jest wszystko dobrze, to czuję się jak w niebie. Mam ochotę żyć, chodzimy razem na kolacje do kina.
Ale jak już się pokłócimy to raczej on obrazi się na mnie to trwa to pare dni nawet.
Wtedy nie mam się do kogo odezwać, cały czas myślę o nim chcę się pogodzić a on nic, twardo pare dni
żyje sobie swoim życiem, nawet potrafi iść z kolegami z pracy na impreze wtedy.
Czy wy też tak macie???
Podobne tematy
Krystaliczna, witaj. Że tak zapytam na sam poczatek... dlaczego Ty nie masz żadnych znajomych?
Nie poznałaś żadnej sąsiadki w podobnym wieku?
Pracujesz?
Pracuję, ale w pracy są sami anglicy.
Nie mam żadnej dobrej znajomej, ponieważ jestem bardzo trudna w tworzeniu nowych znajomości.
Tam jakieś koleżanki na cześć cześć to tak, ale nie ufam im na tyle by sie im zwierzać.
A rodzinka (mama, ciotka) za daleko, a skype to nie to samo, co się wypłakać komuś w ramie.
4 2013-03-21 23:07:37 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-21 23:08:31)
Krystaliczna, ale mi nie chodzi o takie koleżanki, którym masz płakać w rękaw i się wyżalać.
Chodzi mi o to, czy masz w ogóle kogoś takiego, z kim mogłabyś wyjść do kawiarni, czy na piwo?
Mąż widocznie przyzwyczaił się do zbyt wielu rzeczy.
Do tego, że zawsze jesteś w domu(siedzisz w domu cały czas?).
Że to Ty zajmujesz się dzieckiem.
Zostawiasz czasami dziecko z mężem i gdzieś wychodzisz?
5 2013-03-21 23:13:29 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-21 23:17:33)
No właśnie chyba się za bardzo przyzwyczaił i nie docenia...
Że ma ugotowanie, wyprane, naszykowane rzeczy do pracy codziennie.
I teraz czuje się bezkarny. Że ja to wszystko powinnam robić.
A jak w domu jest bałagan (bo mam te dni) i boli mnie wszystko to dopiero
są problemy, a pracujemy po tyle samo godzin w tygodniu, a to ja zaprowadzam
i odbieram dziecko z przedszkola, gotuje i sprzątam. A on tylko pracuje, je, śpi i uczy się (dosłowinie)
A czy ja wychodze? Ani razu nie wyszłam nigdzie, bo jak już napisałam wcześniej nie mam z kim ![]()
Dodam że mam niecałe 20 lat, bo jeszcze 19 ![]()
A z żadną koleżanką z pracy, nie ma szans się choćby "zakumplować"?
Naprawdę powinnaś to zrobić, dla swojego zdrowia psychicznego ![]()
Uwierz mi, kobieta która myśli o sobie, ma jakieś zainteresowania, ma znajomych, wychodzi z domu i cieszy się swoim życiem jest naprawdę atrakcyjniejsza, nawet w oczach swojego faceta. Po prostu po iluś tam latach bycia razem, wiele rzeczy "powszednieje". Może pora na mała rewolucję? Może od czasu do czasu "Kochanie zostaniesz z dzieckiem na trochę, bo muszę wyjąć na zakupy(albo "umówiłam się z Aśką na kawę")?! To paaa... obiad macie w kuchni."
Ze sprzątaniem, to tez troszkę trzeba przystopować. Nie ganiaj z mopem co drugi dzień. Czasami, gdy jesteś "niedysponowana", powiedz "Kotek zrób ... bo ja dzisiaj tak bardzo źle się czuje". Nawet gdybyś czuła się wspaniale
Daj się trochę jemu wykazać.
7 2013-03-21 23:24:06 Ostatnio edytowany przez Krystaliczna (2013-03-21 23:27:24)
Chyba z nieba spadłaś, chciałabym Cię tutaj mieć...
Wiem, on mi też powtarza że siedzę w domu jak taki cybork.
Ale ja jakoś odtrącam wszystkich, zupełne jego przeciwieństwo on ma tyle znajomych.
Postaram się znaleść nowe towarzystwo.
A może masz jakiś sposób na przerwanie 'monotonni' małzeńskiej, za wiem że to może dziwnie brzmi z ust 19-latki
Ale jesteśmy razem 5 lat i znamy się na wylot. chciałabym go czymś zaskoczyć. (nie kino, czy kolacja) to się już stało powszechne, może coś bardziej wystrzałowego? tylko co...
Chciałabym stać się bardziej kobieca, bo nadal czuję się jak zbuntowana nastolatka, może dlatego go odtrącam...
Krystaliczna, mnie niestety tam nie ma, a chętnie wyrwałabym Cię z tego domu. Taka młoda dziewczyna musi mieć znajomych, a nie tylko dom, praca, dom... obowiązki obowiązkami,mąż i dziecko... ale Ty dziewczyno nie zapominaj o sobie. Koniecznie rozejrzyj się wokół siebie, na pewno znajdzie się choć jedna osoba, z którą uda Ci się nawiązać bliższy kontakt. Towarzystwo jest wbrew pozorom koniecznością, człowiek to stworzenie stadne. Mąż i dziecko, to najbliższe stado... ale do towarzystwa to za mało
Musisz troszkę postarać się zmieniać role w domu. Jak mąż wróci z pracy, daj mu godzinkę odpocząć, żeby nie marudził, a potem. "To jak...zajmiesz się dzieckiem,a ja idę robić... (coś tam), czy ty wolisz... A ja zajmę się małą? Bo sama nie dam rady." Nie pokazuj, że wszystko zrobisz sama, że dasz przecież radę. Faceci to wykorzystują, gdy pokaże się, że kobieta sama za dużo rzeczy potrafi zrobić ![]()
9 2013-03-22 09:26:11 Ostatnio edytowany przez Gawanna (2013-03-22 09:28:52)
Miałam podobny problem z tą różnicą że nie jest to mój mąż lecz chłopak. Spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę i kiedy się kłóciliśmy on zawsze miał wyjaśnienie, zawsze święty i nietykalny
w końcu przestałam się z nim widywać (tak jakbym się wyprowadziła) prawie wcale nie utrzymywaliśmy kontaktu (było mi strasznie ciężko bo myślę o nim bardzo poważnie i jest mi niedobrze na samą myśl że moglibyśmy się rozstać). On mówił "no ok to idź" tak pewny siebie mówił że mu to nie przeszkadza. Jednak sam prosił mnie o wybaczenie znalazł (nawet jeśli "Wymyśloną") winę, przyszedł z kwiatami i teraz już się nie kłócimy bo boi się, że mnie straci. Jak spędzałam czas wolny? Czasami malowałam paznokcie czytałam książki (byleby tylko się nie nudzić i nie dopuszczać do siebie myśli "Zadzwoń do niego"). Tobie na drodze do wyprowadzki stoi córka którą chyba możesz wziąć ze sobą. Facet czuje się przy Tobie zbyt pewny, wie, że go nie opuścisz, być może ma cię za swoją własność. Feministką NIE JESTEM jednak uważam że mężczyzna powinien swoją kobietę zdobywać codziennie i pokazywać jej że ją kocha i kobieta tak samo powinna się zachować w stosunku do mężczyzny. Takie "traktowanie siebie jak własność" jest bardzo toksyczne... Po czasie przestajecie się doceniać, nawet nie chce się ze sobą rozmawiać. Moim sposobem na rozładowanie napięcia między mną a moim facetem jest wspólne gotowanie
np. kupujemy sobie babeczki i robimy je wspólnie. To na prawdę działa! ![]()
Tak szczerze mówiąc, to sama nie wiem co robić. Jednego dnia mam już tego wszystkiego dość a następnego dnia rano już wszystko jest okey i tak zawsze to samo.. teraz juz 4 dzień jest 'dniem ciszy' tzn, zero przytulania, buziaków, rozmawiania dłużej niż... to pa.
W Listopadzie zmienił pracę, (gorzej nie mógł trafić) tzn praca super, jak z bajki. Tyle że tak mi się jego towarzystwo nie podoba.
Sami faceci z wyjątkiem jednej kobiety. Która mi tak działa na nerwy jak nigdy nikt inny. Potrafi pisać codziennie na FB do niego, podlizuje się tak że już się bardziej nie da. Niby jest starsza od niego o 7 lat, ale widzę jaka ona jest zadbana, wysoka blondynka o dużych oczach. Wszystko się zaczeło od kiedy on zaczął tam pracować. Nie będe ukrywać jestem zazdrosna o nią i to bardzo, on o tym wie, bo jak ją widzę to się prawie trzęsę. Wychodzi co weekend z nimi (ekipa z pracy) tydzień temu gokardy, dzisiaj znowu idzie
już widzę dzisiejszy wieczór, odbiorę młodą z przedszkola i posiedzimy same, bo tatuś będzie się dobrze bawił. Nienawidzę tej kobiety chciałabym żeby znikneła.
Wczoraj tak wyszło że podwoziła nas do uniwersytetu, i ja nic nie wiedziałam że oni mają zamiar wyjść w piątek, a ona sobie ni stąd ni zowąd, kto tam się wybiera itd a ja mówie że kończe jutro pracę o 6 a ona to kto się zajmie jutro waszą mała? a mój mąż: poproszę mamę żeby się nią zajeła... No to wtedy już mnie tak zaczeło nosić że miałam ochote wyjść. Nie raczył mi wcześniej powiedzieć że chce gdzieś wyjść. A jak chcę z nim pogadać wyjaśnić, pogodzić. To mam odpowiedz: już się nagadałem, albo nie mam ochoty...
Boję się wyprowadzić z domu, bo wiem że na niego to nie zadziała. Od razu będzie chciał rozwód brać.
A nie macie z kim zostawic dziecka ? I wtedy moglabys isc z nim i za ta jego ekipa z pracy. Ja majac małe dziecko, pracujac, zajmujac sie domem nie pozwoliłabym zeby moj facet sobie gdzies swietnie sie bawił a ja siedziala w domu. Chociaz podzielilabym to jakos ze jak on np. we wtorek idzie ze znajomymi to ja w srode wychodze (chociazby na zakupy ale nie takie do domu a takie babskie, ciuszki, buciki itp) I nie chodzi o to zebys wydała miliony ale wyszła sama, pochodzila po sklepach, pobyla troche miedzy ludzmi i pomyslala o sobie i tylko o sobie.
Wychodzi na to ze ta kolezanka Twojego meza troche za bardzo sie nim interesuje. Czy poprostu jest miła a Ty sobie tworzysz jakies historie? Chyba jestes za malo stanowcza, zamiast postawic jakies warunki i zasady mezowi to Ty kulisz ogon i grzecznie pozwalasz na to wszystko, choc jest Ci bardzo przykro , trzymasz to w sobie bo boisz sie ze on Cie zostawi. I co tak chcesz sie cały czas bac ? I przyzwalac na to wszystko ? Usiadz z nim i pogadaj, ze chyba czas zeby troche przystopował - ma rodzine, potrzebujesz go.
Zobaczysz co Ci powie.
Głowa do góry ! ![]()
nooo pogratulować mężulka... Kobieto zagubiłaś się w tym "partnerskim" zwiazku... gdzie Twoj honor? Czy Ty kiedykolwiek sprzeciwiłaś się jemu?
No ale... tak szczerze- to sama sobie na to zaproacowałaś... Ciężka droga przed Tobą- jeśli chcesz wejść na dobre tory...
Nie powiem że nie bo byłam 3 razy z nimi na 'ich imprezach' ale czułam się tam nie swojo.
Oni rozmawiali o pracy a ja siedziałam i się nie odzywałam, tym bardziej że to sami Anglicy
i po Angielsku rozmawiają a jak o pracy to połowy nie rozumiem.
I powiedziałam mu że fajnie że mnie zabrał ale więcej nie pójdę z nimi bo źle się tam czuję.
A co do tej kobiety to, sama nie wiem, ona niby do wszystkich jest taka jakaś milusia.
I myślę że zła była że ja poszłam z mężem na te imprezy bo ona lubi jak jest sama w ich towarzystwie
Jedna kobieta i jej to pasuje, a jak ja byłam po jakaś dziwna się robiła.
Dobra omińmy ją bo może troszkę już szukam winnego. Tylko nadal niewiem co zrobić z mężem.
On mi mówił żejuż nigdy sam bezemnie nigdzie nie pojdzie bo to lipa tak samemu.
A chodzi kurcze ciągle...
Pogadam z nim napewno ale dopiero jak mu przejdzie ten foch teraz.
Mieszkam z mężem i córką za granicą, już pare lat.
Dodam że mam niecałe 20 lat, bo jeszcze 19
nie rozumiem. w ogóle.
Autorko czytajac Twoje posty mam wrazenie ze zalatuje przemoca ,psychiczna ze strony Twojego meza.No moze i jest fizyczna ,jednak nie piszesz.
Dopoki nie postawisz jasnych granic to on bedzie robił z Toba co bedzie chciał.Spotyka sie z kobieta własciwie na Twoich oczach....Nie obowaizuje go zadne zasady.Ty natomiast jestes jego słuzaca,kucharka i sprzataczka.Prosisz zeby znajoma meza znikneła i,ze jej nienawidzisz.A czy tak samo traktujesz jego? On tez w tym uczestniczy,pisze z nia ,flirtuje.Boisz sie wyprowadzic ,bo sie z Toba rozwiedzie.To po co z nim jestes jak nie che byc z Toba?Jak sobie wyobrazasz dalsze zycie,jak bedzie czuło sie wasze dziecko majac taka rodzine.Ciagle istnieje wsród kobiet stereotyp "przeciez dziecko musi miec ojca"A co to za ojciec? jakie wzorce bedzie miało dziecko.Zgłos sie po pomoc dla osób z przemocy ,inaczej ciezko bedzie Ci uwolnic sie z takiego toksycznego zwiazku.
Własnie malina pieknie to napisałas!
on nie ma zadnych granic postawionych przez autorke watku
totalna samowolka...
ba! co wiecej nie ma zadnych obowiazków i konsekwencji za swoje zachowanie.
Autorko mysle ze bardzo zle zrobilas nie chodzac z nim na te spotkania i odrazu sie zraziłas. A teraz sie czepiasz ze sam chodzi. POwinnas wlasnie sie przełamac isc jako jego usmiechnieta zona i STARAC sie wtopic w towarzystwo. Anglicy sa bardzo wyrozumiali - przebywam z nimi codziennie. Nawet jak czegos bys nie rozumiala to maz mogl Ci tłumaczyc. Powinnas pokazac tamtej kobiecie ze jestes pewna siebie , masz rodzine, wspanialego meza i razem spedzacie czas. A co zrobilas ? szara myszke z siebie, ktora zrezygnowała ze spotkan i na wlasne zyczenie odizolowala sie od swita, schowala w kat i teraz cichutko placze i patrzy na to co robi jej maz. Sam Ci mowil ze chcialby z Toba chodzic bo samemu to ,,lipa,, jak mowisz. A Ty wolisz w domu siedziec z dzieckiem i marudzic ze sam chodzi
i koło sie zamyka, na wlasne zyczenie tak masz.
Chyba czas postawic jakies warunki i jasna granice. Ma Ci pomagac w domu , wymyslcie cos razem z dzieckiem- nawet jakis spacer czy cos,zacznijcie spedzac czas jak rodzina i na litosc Boska wyjdz z tego domu do ludzi idz z nim do tych jego znajomych, nie odcinaj sie od swiata bo jest tam jakas kobieta (ładna na dodatek) i Ty sobie wkreciłas ze ona by wolała zeby Ciebie tam nie bylo. Powiedz mi co ona ma do gadania ? no wlasnie...NIC
Krystaliczna napisał/a:Mieszkam z mężem i córką za granicą, już pare lat.
Krystaliczna napisał/a:Dodam że mam niecałe 20 lat, bo jeszcze 19
nie rozumiem. w ogóle.
Przeprowadziłam się do Anglii w wieku 12 lat, w wieku 16 wyszłam za mąż i nadal mieszkamy w Anglii.
Nie mogłam się już doczekać w pracy żeby tutej wejść. Jedyne miejsce gdzie mogę sie wygadać... Dzisiaj miałam okropny dzień wypuścili mnie z pracy szybciej po zemdlałam na zapleczu, zrobiło mi sie czarno przed oczami i padłam. Odebrałam córke z przedszkola i wrócilysmy do domu. Teraz ona ogląda bajki a ja jak cały dzień myślę co robić... Miałam już tysiące myśli przed oczami, co tam się może dziać.
Ja spędziłam z nim 1/3 mojego życia. i tak go kocham że oddałabym życie za niego. Niewiem tylko co się zaczeło z nim dziać niedobrego. Jeszcze niedawno twierdził że jesteśmy do siebie stworzeni, a teraz? On ma mi za złe że krzyczę na młodą ( tak jest, jestem strasznie nerwowa, jak mnie zdenerwuje to nie panuje nad soba), ale on potrafi ją uderzyć a ja jej wogole nie bije. I ja mu o to awantur nie robię.
Ale robiąc podsumowanie powiem mu tak: Z NIĄ spędzasz o wiele więcej czasu, pracujecie razem w tym samym gabinecie, chodzicie razem na lunche, co weekend balujecie razem, a ze mną? jak zapytałam Cię wczoraj czy pójdziemy w sobote do kina to odmówiłeś. Czy Ty wogóle chcesz być ze mna? .. i zobaczę co mi odpowie. jak myslicie?
Witajcie Wszyscy, jestem nowa na forum i widzę że nie jestem sama z tego rodzaju problemami. Jestem mężatką od prawie 6 lat, mamy 4ro letnią córeczkę. Przed wszystkimi uchodzimy za zgodne i udane małżeństwo, nawet przed moimi rodzicami. Nic im nie mówię bo boję się że usłyszę "a nie mówiłem", więc udaję cały czas że wszystko jest ok. A nie jest. Mam z mężem podobny problem jak poprzedniczki. Od pewnego czasu mój mąż się bardzo zmienił. nie daje się z nim porozmawiać, o wszystko ma pretensje, np. zrobię zakupy- oczywiście złe (słyszę często że sama będę to sobie jadła) Zrobię obiad to mu nie odpowiada ,bo napomknę że jest bardzo wybredny, a jak się pytam co by zjadł to nie daje odpowiedzi. Później wysłuchuję jaką jestem beznadziejną żoną, że nic nie potrafię zrobić. Na każdym kroku wytyka mi błędy. Mój mąż w ogóle nie bierze pod uwagę tego że ja też pracuję, on myśli że tylko on się narobi w pracy. A ja mam przyjść z pracy , zająć się dzieckiem , ugotować to co lubi, posprzątać itp. itd. Z tego wszystkiego wynikają awantury, on mówi mi wtedy że jemu nie zależy,że jak mi się nie podoba to mogę wypier... że on płakać z tego powodu nie będzie. Wiem że większość z Was pewnie powie ZOSTAW GO, ale w tym sęk że nie chcę go zostawić (albo nie mam na tyle odwagi). Kocham go mimo wszystko i tylko ryczeć mi się chce. Bywają nieliczne miłe chwile i wtedy zapewnia że mnie kocha ale ja już nie wiem w co mam wierzyć. Żal mi po za tym naszej córeczki, która to wszystko ogląda.c.d.n.
autorko tu nie ma co poradzić.....po porostu zbyt młodo zaczęliście taki poważny związek, przecież Ty jeszcze byłaś dzieckiem, ja się nie dziwię że teraz są same problemy u Was. Ja dopiero teraz w wieku jakim jestem tworzę normalny związek a w wieku 16 lat to za przeproszeniem ale nic jeszcze o tym nie wiedziałam. Nie wiem czy w Waszym wypadku da się tu jeszcze coś z Wami zrobić bo to chyba by wymagało rozpoczęcia związku jeszcze raz, tu od początku wszystko jest za szybko i nie tak moim zdaniem.
20 2013-03-24 03:23:59 Ostatnio edytowany przez Krystaliczna (2013-03-24 03:31:26)
No to wam powiem, że dzisiaj świat już jest piękniejszy... Tego mi brakowało ![]()
Poważna rozmowa, i to dzięki wam się na nią odważyłam. Już jest okey. wszystko wiem.
Koleżanka z pracy to żaden problem, traktuje ją bardziej jak matke, od ktorej się uczy niż jako dziewczyne.
Widziałam jak to mówił, powiedział że wie że może to tak wyglądało z mojej strony nie fer, i postara się to zmienic ale nie muszę się martwić o nią. Nawet przeczytałam rozmowy na fb i nic w nich nie bylo z flirtem zwiazane, ale raczej z praca.
Zrobiłam dzisiaj coś czego nigdy nie robiłam, zaczełam gotować obiad (w tym czasie mąż odprowadził córke na przestanek bo pojechala na nc do babci) kiedy wrocil wyłączyłam prąd z piecyka i powiedziałam ze jak chce obiad to ma sobie dokonczyc a ja jade do miasta... ![]()
Zrobiłam WIELKIE zakupy!!! byłam u fryzjera. napisałam mu smsa- o 20 bądz gotowy. Pojechalismy do kina. było super!
Pogadalismy, podzielilismy się obowiązkami, i powiedzielismy sobie czego oczekujemy od siebie
Dawno sie tak dobrze nie czułam, zakupy pomogły, rozmowa pomogła!
Jesteśmy na dobrej drodze!
Tegan- nie zgodzę się z Toba. Niestety nie masz racji. Wiek tutaj nie ma nic do znaczenia w naszym przypadku.
Dlatego że moi rodzice i rodzice mojego męża właśnie są podczas rozwodu, tak samo jak nasi sąsiedzi po ponad 20 letnim małrzeństwie.
Ludzie w tych czasach zapominają jak żyć razem. Ale może w wiekszosci przypadków tak jest że rozejdą się bybyć wolnym...
Nie mów takich słów jak :Nie wiem czy w Waszym wypadku da się tu jeszcze coś z Wami zrobić bo to chyba by wymagało rozpoczęcia związku jeszcze raz, tu od początku wszystko jest za szybko i nie tak moim zdaniem.
Nie znasz sprawy na tyle dobrze by to tak ocenić... wiesz ze mozesz kogos zdołować i przygnębić takimi słowami na tyle że podejmie decyzje ktorej bedzie żałował do konca zycia...
21 2013-03-24 14:15:38 Ostatnio edytowany przez Tegan (2013-03-24 14:17:46)
No wiesz, oceniałam na podstawie tego co napisałaś i swoich poglądów, to prawda że wszystkiego na Wasz temat nie wiem, fajnie że Wam się poprawiło, ale niestety prawda jest taka że mało związków zaczętych w tak młodym wieku trwa do końca życia.
Nie przerzucaj odpowiedzialności za swoje życie na osobę która napisała post w Twojej sprawie, choćbyśmy nie wiem co tu pisali to decyzja jest zawsze Twoja i nie możesz zrzucać na kogoś obcego odpowiedzialności za swoje życie. A że post dołujący? No trudno, życie nie jest usłane różami i dobrze o tym wiesz, ja nie potrafię cukrować na siłę, piszę zawsze tak jak uważam.
witam wszystkich, jestem nowa na tym forum, mam 30 lat mieszkam z mezem i synkiem za granica. Moje zycie nie wyglada kolorowo, ciagle sie klociny z byle powodu, szkoda mi mojego synka bo on jest swiadkiem tych klotni .Czasami juz nie mam sily i nie wiem co robic. On twierdzi ze to z mojego powodu, ze ciagle sie dasam i obrazam. jestesmy razem 7 lat od poltora roku malzenstwem choc nieuklada nam sie od 2 lat. On ciagle mnie poucza , ciagle wszystko poprawia za mna i we wszystko sie wtraca. Ja nie potrafie z nim normalnie rozmawiac, bez docinkow.Stalam sie nerwowa i po tym jak sie zdenerwuje zaraz placze. Naprawde nie mam juz sily cos wemnie peka, nie wiem czy nadal go kohcam.Prosze o rade