Cześć, otóż mam taki problem.
Od początku: niedawno zakochałam się w chłopaku praktycznie przez internet. Na żywo spotkaliśmy się (dosłownie) parę razy. Nie mogłam znieść niepewności, czy on mnie też tak lubi, więc kiedyś zainicjowałam zupełnie szczerą (przynajmniej z mojej strony) rozmowę, w której wyznaliśmy sobie miłość, postanowiliśmy ze sobą chodzić, powiedzieliśmy sobie o swoich wadach, cechach, w końcu nawet zaczęliśmy rozmawiać o ślubie i dzieciach (choć oboje przyznaliśmy, że to trochę głupio tak wcześnie, ale nie chcieliśmy przykrych niespodzianek później). To wszystko się stało bardzo szybko, ale na razie jestem pewna, że fajniejszego chłopaka nie poznam. Nawet mimo jego wad i przeszkód, jakie utrudniają nasze (ewentualne) małżeństwo.
Problem polega na tym, że nie jestem do końca pewna, czy on szczerze mnie tak bardzo kocha, jak twierdzi. Nigdy nic wyjątkowego nie zrobił, nie dał mi kwiatów, co prawda wymienialiśmy się słodyczami, ale nic bardziej typowego dla par. Byćmoże to przez to, że nigdy nie miał dziewczyny (jak twierdzi) i nie ma doświadczenia. Poza tym nie uważam się za kogoś, kogo ktoś taki jak on mógłby uważać za tą jedyną i ostatnią. Boję się, że jestem tylko tymczasowa. Ufam, że nie ma złych zamiarów wobec mnie, ale to przecież nie będzie jego wina, jeśli pojawi się lepsza na horyzoncie i będzie wolał być z nią. Sama bym szczerze wolała, żeby taki fajny chłopak był z lepszą ode mnie. Zasługuje sobie na najfajniejszą na świecie.
No ale nie mogę powiedzieć, że nie jestem wcale samolubna, i strasznie by mnie to bolało, gdyby kiedykolwiek zerwał ze mną. Ta myśl mnie przeraża, nie mogę (i nie chcę) przecież nic na to poradzić, że jest taka możliwość, że nie będziemy razem całe życie. Przez to często jestem przygnębiona, co prawda mój luby jest kochany i mnie próbuje zawsze pocieszyć, ale on ogólnie ma złote serce i każdego by tak pocieszał. Więc po tym pocieszaniu znowu czuję się źle.
Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Nie chcę, żeby ten bezsensowny niepokój wisiał mi cąły czas nad głową. Chciałabym się cieszyć z tego związku dopóki trwa. Czy ktoś mógłby wskazać, czemu tak jest i czy mogę coś z tym zrobić? ![]()