Nie bardzo wiem co napisać ... do jakiś wniosków dojdę ja ? do jakich wy kobietnetki
Póki co powiem, że byłam młoda ale nie młodziutka już i szaleńczo w nim zakochana ... nie była to moja pierwsza miłość ale nigdy wcześniej tak nie kochałam i nie pokochałam już nigdy ... od pierwszego dnia wiem, że to moja druga połówka ...
To co wybuchło nagle i gwałtownie tak też płonęło i poparzyło nas oboje dotkliwie.
Była ciąża dziecko wspólny dom ... kłopoty... alkohol, trawa, kłótnie, rękoczyny, płacz, błaganie, wyzwiska, długi, ciche dni, czułość, wielkie zrywy uczuć i znów dno i koszmar i ... rozstanie ... beznadzieja .. kilku pierwszych tygodni po rozstaniu nie pamiętam , wyrzuciłam je z pamięci a może byłam jak robot jak maszynka robiłam co trzeba nie myśląc, nie zastanawiając się ... były sprawy w sądzie najpierw o ustalenie wizyt bo on pił i ćpał, ale chciałam żeby miał kontakt z dzieckiem u mnie w domu a nie gdzieś nie wiadomo gdzie i w jakim stanie ... potem o alimenty ? nadeszła obojętność ale miłość nie minęła
... byliśmy osobno ... oboje żyliśmy swoim życiem ale jednak w zgodzie, o dziwo ! każde z nas próbowało układać sobie życie na nowo ... nie wyszło nam jakoś ... widywaliśmy się ze względu na syna, zawsze grzecznie, zawsze z uśmiechem, płacił alimenty i dokładał do wszystkich wydatków na małego. Z jego rodziną miałam dobry kontakt, jego mama i siostra nie były mi wrogie bo on zamieszkał u matki i wszyscy widzieli jak żyje jak pije i się zachować potrafi ? poza tym nasz syn jest ich ukochanym Kubusiem ? minęło 3.5 roku oboje dojrzeliśmy, zmieniliśmy się, on przestał pić, przestał ćpać i niewiem jak to się stało i kiedy ale znów coś zaiskrzyło ...
jak to się stało? Niewiem. Kiedyś przegadaliśmy ze sobą kilka godzin w nocy ... spotkaliśmy się sami w neutralnym miejscu ... płakaliśmy oboje ... Wybaczyliśmy sobie i do siebie wróciliśmy ... On poszedł na terapię do ośrodka leczenia uzależnień ... wprowadził się, nasz syn był szczęśliwy, że jesteśmy razem... obiecaliśmy sobie, że nie będziemy wracali do tego co było kiedyś, że nie będziemy pytać co robiliśmy przez te lata kiedy nie byliśmy razem- Gruba krecha jednym słowem ... udaje się póki co ... Minęły trzy lata ...
Ale od pewnego czasu ... od około pół roku ... coś się sypie ... on znów zmienia się w tego od którego uciekłam ... ja również zaczynam się zmieniać na gorsze... są wyzwiska i przykre słowa i kłótnie, które raczej można by nazwać dzikimi awanturami ... usłyszałam i powiedziałam takie słowa że wstyd je powtarzać .
Jesteśmy na jakiejś zasranej huśtawce emocjonalnej ... i nasze 9 letnie już dziecko również
Są tygodnie bez kłótni, boskie wspólne ukochane uśmiechnięte a potem jak grom spadają awantury wywoływane i przez niego i przeze mnie ... coraz częściej czuję, że niemam w nim oparcia i wsparcia w codziennych kłopotach ... Doprowadzona do ostateczności kilka dni temu rzuciłam w niego kubkiem ...
Czasem żałuję że wróciłam ... chciałabym odejść ... chciałabym z nim być ...
Myślę, że przyszedł czas aby szczerze się przyznać ... życie mnie pokonało ... leżę na łopatkach ... czołgam się i nie mogę wstać ... próbuję ale skutecznie ON podcina mi nogi.
jestem za słaba psychicznie, to co się dzieje w moim życiu i w moim związku nie daje mi siły a wręcz pogrąża ...
A do tego totalnie się zaniedbałam ... Kiedy do siebie wróciliśmy byłam pełna energii, siły, radości uśmiechu i seksapilu? przez ten czas przytyłam strasznie- mam skłonność do tycia z powodu choroby hormonalnej, ciągle ryczę i nic z tym nie robię ... nie robię bo niemam siły ... On na szczęście nie wypomina mi że jestem gruba albo brzydka
totalna bieda finansowa jaka nas dopadła powoduje, że oszczędzam dosłownie na wszystkim co mnie dotyczy ... na jedzeniu, na kosmetykach, na jedzeniu, na lekach- tak na lekach, mam zaburzenia hormonalne, patologiczną tolerancję glukozy- insulinooporność, mam trądzik hormonalny i hormonalne owłosienie, nie regularne cykle ... czemu na lekach więc? bo powinnam brać antybiotyk doustny na trądzik ale 180 zł miesięcznie to zbyt wiele jak dla mnie poprostu, powinnam używać dermokosmetyków ze względu na cerę i alergię ale... cóż nie używam bo nie stać mnie. Usuwanie włosów laserowe- oj na to mnie nie stać również. Ćwiczenia ze względu na wagę? nie stać mnie.
A do tego ON ... on który sprawia, że znów jestem nikim ... nie, nie nikim a niczym ... ostatnio zostałam nazwana kretynką, tępakiem i idiotką, dziś nienormalną i chorą psychicznie. Ale to najładniejsze i najdelikatniejsze czułe słówka jakie słyszę notorycznie. Nie wspomnę o kłótniach i sprzeczkach, ciągle podniesionym głosie i hamskim tonie jaki ciągle słyszę. O ciągłym nie zadowoleniu i krytyce i złośliwych komentarzach.
Doprowadza mnie do takich huśtawek emocjonalnych, że co robię ... zażeram stresy i pochłaniam wszystko co wpadnie mi w ręce a czekolada i słodycze do których mam regularny dostęp- cóż specyfika zakładu pracy- ratują mi nastrój.
Dlaczego jednak z nim jestem? Niewiem ... nie zawsze jest źle, są dni że jest fajnie, są tygodnie że jesteśmy zgodni i uśmiechnięci, że jest dobry, miły, czuły, namiętny, pomaga mi w domu i tak naprawdę wyręcza mnie w bardzo wiele w pracach domowych bo ja niemam siły psychicznej żeby dbać o dom i porządek w nim ... ale potem zwrot o 180 stopni i tak naprawdę nie do końca chyba wiem dlaczego i co. Kiedy pytam za co znów dostaję zjebki słyszę że jak jestem idiotką i nie wiem o co to mój problem.
On jest egoistą i egocentrykiem i jest zadowolony kiedy jego jest na wierzchu, kiedy ja niczego nie chcę i nie wymagam ...
A ja? ja tak łatwo daję się wyprowadzić z równowagi, że aż mi samej siebie jest żal, że aż mi wstyd i ... zdarzyło mi się na wyzwiska i przykrości tak stracić cierpliwość, tak poczuć się zranioną i zaatakowaną i wściekłą i bezsilną że dwa razy rzuciłam w niego tym co miałam pod ręką, że zdarzyło mi się też podnieść na niego rękę
Jesteśmy dla siebie toksyczni ... on mnie zamęcza psychicznie bo nikt nie wytrzyma takiej huśtawki
Dlaczego, z nim jestem? chyba dlatego że jest Kubul, że jest rok szkolny ...
A napewno dlatego, że nie mam dokąd pójść ... bo od dwóch lat mieszkamy w mieszkaniu które jest jego. Właśnie o to jestem skonfliktowana z moją matką i jej mężem ... a poniekąd też z moją siostrą ... Niemam dokąd od niego odejść ... W mieszkaniu w którym żyłam wcześniej mieszka teraz moja siostra i jej mąż, matka mieszka u swojego męża i mnie nie przyjmą ... do tamtego starego mieszkania matka zabroniła mi się wprowadzać ... tak tak właśnie zabroniła mi się wprowadzać do mojego rodzinnego domu w którym układa sobie życie jej ukochana córeczka ... Mam tak niską pensję że nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, o kredycie na swoje nie wspomnę ... alimentów wysokich nie dostanę bo on ma duże opłaty i kredyt ... dom samotnej matki? o miejscu dla mnie tam nie ma mowy bo mam meldunek i mam gdzie mieszkać- teoretycznie ...
Czas się przyznać ? leżę na łopatkach i nie mam siły wstać