Mam chyba jakieś szczęście do 'internetowych znajomości'.
Dwa lata temu opisywałam swoje rozterki z facetem poznanym przez internet. Ostatecznie spotykaliśmy się chwile ale nie przetrwało to próby czasu i odległości i we wrześniu zakończyłam to ostatecznie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie dalej jak w październiku na forum uczelnianym napisał do mnie pewien chłopak. Studiujemy razem - z tym, że on w tym roku kończy studia a mi pozostały jeszcze dwa lata.
Z jego wiadomości ( długich, dopracowanych w najdrobniejszym szczególe ) wynikało, że jest zainteresowany moją osobą. Podaliśmy sobie swoje namiary na fb, numery gg, okazało się, że mamy wspólnych znajomych - którzy od samego początku wmawiają nam, że już słychać weselne dzwony (:P).
Na początku kilka razy proponował kino czy jakiś spotkanie ale to działo się tak szybko, że nie byłam przekonana, poza tym kino z mimo wszystko obcym facetem wydawało mi się złym pomysłem więc zaproponowałam mu, że bardzo chętnie spotkam się z nim po sesji tak ażebyśmy mogli na spokojnie porozmawiać. On na początku narzucił bardzo duże tempo, zadawał....w żartobliwym tonie jakieś pytania z podtekstem, pytał czy może mogłabym się czasami do niego zwrócić troche bardziej osobiście - ale powiedziałam mu, że chyba nigdzie się nam nie śpieszy. Nie jestem jakąś wstydliwą dziewczyną ale mimo wszystko nie wiedziałam wtedy jeszcze na czym stoję więc byłam bardziej zachowawcza.
I rozmawialiśmy tak do lutego raz było lepiej raz gorzej, stawaliśmy sobie coraz to bliżsi, przestałam się bać tego, że wszystko się zepsuje, doszło do tego milion sms'ów i stwierdziłam, że chcę go poznać - teraz albo nigdy.
Zaproponowałam spotkanie - zgodził się i tak spotkaliśmy się na początku lutego. Mały spacer, później zaprosił mnie na kawe. Buzia mu się nie zamykała tak dużo mówił, patrzyliśmy sobie cały czas w oczy, było naprawdę baaaaaaaaardzo miło. Odprowadził mnie później na autobus, pocałowaliśmy się w policzek i odjechałam. Nie minęło 5 minut a już dostałam sms'a. Generalnie chyba wszystko szło w dobrym kierunku.
Później nasi wspólni znajomi zorganizowali wyjście do pubu na jakieś piwo, siedział cały wieczór obok mnie, czułam jak specjalnie dotyka swoim kolanem mojego, cały czas niby przypadkiem mnie dotykał. Znowu wydawało mi się, że spotkanie było bardzo udane.
Kilka razy napisał coś w stylu, że idzie z kolegą na miasto i czemu mnie tam nie ma, albo że idzie do kina z przyjacielem i czy bym sie nie chciała przyłączyć - ale to tak bardziej żartobliwie niż na poważnie.
Dzieli nas ok 50 km, on ma swoje magisterki w tym roku, ja też mam dość ambitny semestr teraz i coś czuje, że te nasze spotkania to się rozjadą strasznie w czasie - tym bardziej, że on też nic nie proponuje konkretnie teraz argumentując to tak jak powyżej, że on nie chce żebym specjalnie taki kawał drogi jechała, ja go do siebie chyba jeszcze też nie zaprosze bo mimo wszystko chyba jest za wcześnie, on ma tyle nauki -( a chłopak jest naprawde inteligentny i zdolny i po jego wynikach to widać, że siedzi nad książkami ) ja też na nudę nie narzekam jeżeli chodzi o ilość nauki ale gdyby coś zaproponował to bym pojechała ; / ....
Jako, że przez telefon cholernie łatwo o różne rzeczy wypytać, zapytałam go kiedyś jak widzi tą znajomość bo chce wiedzieć na czym stoje - a on zaskoczony powiedział, że nie wie czemu pytam bo to chyba wiadomo, że poważnie to traktuje ale żebym też zrozumiała ile ma teraz rzeczy na głowie... [ ja rozumiem, ale jak się tyle czyta o tym, że jak facet chce to rzuci wszystko i znajdzie czas to mam takie chwile, że wątpie w dalszy rozwój tej znajomości.]
Przez gg, smsy których to jest naprawdę bardzo dużo i nie mogę powiedzieć, że się nie stara zachowujemy się czasami już jak para, on mi wysyła zdjęcia na których pisze, że powinnam być obok niego teraz, ja jemu też coś miłego, coraz częściej dochodzą jakieś naprawdę gorące wiadomości.... i WSZYSTKO BY BYŁO PIĘKNIE GDYBY NIE TO, ŻE SIĘ TAK MAŁO WIDUJEMY ; /
Nie chce skończyć jako jego koleżanka z którą może sobie pogadać o miłych rzeczach ( co mu zresztą zakomunikowałam już, że jeżeli tak to widzi to traci czas )
Mam mu proponować ja spotkania? (żeby pomyślał, że jestem zdesperowana? ) Czy czekać ? ( i zadowolić się tym że spędzamy ze sobą te minimum 4 godziny dziennie na gg i mamy ze sobą z jego inicjatywy kontakt telefoniczny praktycznie co dwie godziny w ciągu dnia)...
Czy ta znajomość ma szanse rozwoju? Czy powinnam zejść na ziemie?
Nie bijcie, nie krzyczcie... winę zwalcie na hormony ![]()