Witam,
Pisałam już w którymś wątku o nauczycielce córki ze szkoły muzycznej.Moja córka jest najmłodsza w grupie i pewnie z powodu tego,że nauczycielka nie bierze faktu pod uwagę wynikają różne problemy.
Warto dodać jeszcze,że moja córka jest wyjątkowym wrażliwcem o niskiej samoocenie.
W zeszłym roku gdy była zerówkowiczem wynikła taka nieciekawa sytuacja,że córka przestraszyła się krzyku pani- obudziła się w nocy, z płaczem przybiegła do nas a potem przez parę miesięcy moczyła się w nocy.Pomogły wizyty u psychologa.Pytałam nawet czy nie byłoby dobrze zabrać córkę ze szkoły.Psycholog stwierdziła,że córka twierdzi,że ma fajne koleżanki,że jest lubiana i w związku z tym może warto na razie obserwować.
Kiedy pod rozdaniu świadectw zapytałam ją czy chce chodzić w przyszłym roku powiedziała,że chce bardzo.
No i chodzi teraz do drugiej klasy muzycznej a do pierwszej podstawówki.
Radzi sobie nieźle,jest zdyscyplinowana i pracowita.
Ale ponieważ ja kończę pracę coraz później zdarzyło mi się parę razy nie sprawdzić prac domowych córki.Na męża nie mam co liczyć w tym wypadku.
No i córce dostało się siedem jedynek- w tym dwie- tak stwierdziła pani- należały się mnie bo nie ponacinałam wszystkich kartek w książce córki ostrym nożykiem.
Nie byłam przy tej sytuacji ale moja córka,przypuszczam cała w stresie przetrwała półtorej godziny zajęć ale gdy lekcje się skończyły wybiegła do męża na korytarz trzęsąca się jak galareta i z płaczem.
Pani ma taki zwyczaj stawiania jedynek z prac domowych szczególnie za byle co: nawet za brak pokolorowanego jednego elementu jakiegoś obrazka.
Więc akurat tego dnia(zbliżał się koniec semestru) wychodziło sporo dzieciaków z kilkunastoma jedynkami.
Próbowałam ją pocieszać w domu i wydawało mi się,że chyba zapomniała.Ale przez kolejny tydzień córka kiepsko spała w nocy,była markotna i zdarzało się jej parę nasikać do łóżka.Pytałam co się stało,nic nie chciała mówić.
Sprawa rozwiązała się następnego tygodnia- gdy pani wystawiła oceny semestralne- piątkę i czwórkę.Córka była przeszczęśliwa i powiedziała mi,że myślała,że nie zda i stąd ten nastrój.
Zadzwoniła do mnie jedna z mam,której syn tak się zniechęcił do szkoły,że postanowił,że nie będzie już chodził.Mama poszła do dyrektorki,opowiedziała o metodach nauczycielki a przy okazji dowiedziała się,że nie jest pierwszą która z tym problemem przychodzi.Dyrektorka powiedziała jej,że jeśli zna dzieci z podobnymi problemami to żeby zachęciła by przyszły na rozmowę.
Postanowiłam wybrać się i ja.Od razu mówię(piszę),że ja nic przeciw stawianiu jedynek nie mam,chciałabym jedynie żeby nie było to nagminnie wykorzystywane.Do tego uważam,że dzięki nauczycielce moja córka ma sporą wiedzę.
Do szału doprowadza mnie jednak fakt,że ona nie potrafi motywować inaczej niż negatywnie.A jeśli o moją córkę i wiele innych dzieciaków wiem z doświadczenia,że pochwała potrafi zdziałać o wiele więcej.
Dyrektorka porozmawiała z panią i kazała jej zmienić metody.A następnego dnia nauczycielka zrobiła zebranie z informacją,że w związku z tym,że nie wszystkie dzieci sobie radzą postanowiła zmienić metody pracy i nie będzie już stawiać jedynek za brak lub źle odrobioną pracę domową.
Podniosły się natychmiast głosy mamuś- które na każdym kroku włażą pani w tyłek w prymitywny sposób,że jej metody są świetne.Ja i inni rodzice stwierdziliśmy,że może warto spróbować innej motywacji niż te jedynki.Podałam też przykład mojej córki jako najmłodszej,że jej jest trudniej niż trzecio czy czwartoklasistom i że bardzo wszystko przeżywa.
Jedna z mamuś stwierdziła,że skoro dziecko jest słabe,nie radzi sobie to możę warto je z tej szkoły zabrać.Zaskoczyło mnie to nieco bo z wiem,że jej córka w zeszłym roku ledwo wyszła na dwójkę na koniec roku.Moja córka nie ma problemów i tu chodziło raczej o to bo trochę zindywidualizować podejście do dzieci,szczególnie najmłodszych.
Rzeczona mamusia narobiła szumu,że ona w takim razie pójdzie do dyrektora z kontrą na te wredne mamy,które śmiały naskarżyć na taką fantastyczną nauczycielkę.
Nie wiem jak mam reagować bo mamusia ta gdy skończyło się zebranie głośno na korytarzu przy wszystkich stwierdziła,że życie jest ciężkie i lepiej bym dziecku to od małego pokazała i że nie umiem wychować dziecka.No ja nie zamierzam opowiadać o problemach emocjonalnych córki- wystarczy,że ja wiem i próbuje jej pomóc.I kosztuje to zarówno mnie jak i ją wiele.
Mamusia,która z delegacją jeszcze trzech mamuś była u dyrektorki powiedziała,że dyrektorka stwierdziła,że trzeba będzie zrobić taką konfrontację z nauczycielką,tymi mamusiami i innymi rodzicami,których dzieci cierpią z powodu metod pani.
Wyznaczony jest termin spotkania ale przyznam,że nie mam ochoty tam chodzić.Co miałam do powiedzenia powiedziałam już na tym zebraniu.
I w ogóle nie wiem jak na tą aferę reagować...
Co byście zrobiły na moim miejscu?