Witam
Od sześciu lat jestem w zwiazku z moim narzeczonym, mamy 10 miesięczną córeczkę.
Od momentu narodzin naszej stokrotki nie uklada nam sie, on wyzywa mnie gnebi, nie wiem co mam robic, mam chec gdzies na kilka dni wyjechac ale mnie na to nie stac. NIKT MI NIE MOZE POMOC Z RODZINY. Macie jakies pomysly co dalej ?
Podobne tematy
Witam
Od sześciu lat jestem w zwiazku z moim narzeczonym, mamy 10 miesięczną córeczkę.
Od momentu narodzin naszej stokrotki nie uklada nam sie, on wyzywa mnie gnebi, nie wiem co mam robic, mam chec gdzies na kilka dni wyjechac ale mnie na to nie stac. NIKT MI NIE MOZE POMOC Z RODZINY. Macie jakies pomysly co dalej ?
Rozmawiałaś z nim na ten temat? Mówiłaś co ci nie pasuje? Że cię rani mówiać pewne rzeczy? Że też masz uczucia? Jeśli mówiłaś a on dalej wyżywa się na Tobie i gnębi Cię to ja na Twoim miejscu bym już dawno uciekła.. facet który poniża kobietę czy psychicznie czy w inny sposób to nie facet tylko jakiś potwór, nie zastanawiaj się tylko bierz maleństwo i zostaw go, może masz jakiś znajomych u których mogłabyś trochę pomieszkać? A co z rodzicami? Może poszukaj u siebie w mieście lub w pobliżu jakiegoś domu samotnej matki-tam na pewno Cię przyjmą i zapewnią bezpieczeństwo Tobie i Twojemu maleństwu, przecież teraz musisz myśleć nie tylko o sobie.
Rozmawiałam z nim o tym i to nie raz, za każdym razem mówi to samo że jakbym go nie denerwowała to by tak nie było, co ja zrobie to i tak jest zle. Bardzo bym chciała uciec ale boje sie ze rozpetalabym tym wojne i walke o dziecka. Nie mam zadnych dowodow ze on mnie tak traktuje nikt mi nie uwiezy. On twierdzi ze robi to wszystko dla mojego dobra.
Od pewnego czasu juz nie daje rady psychicznie, teraz np. powiedzial ze specjalnie przeziebilam malutka.
Twój narzeczony ma problem sam ze sobą.Nigdy nie pozwól, żeby obarczał Cię winą za to,że życie go przerasta.Teraz Cię poniża, oskarża o niestworzone rzeczy,za jakiś czas Cię uderzy.
Możesz z nim porozmawiać,ale najprawdopodobniej nie zrozumie co do niego mówisz...Czy masz jakiś znajomych,którzy mogliby Cię przenocować na wszelki wypadek?Jeżeli jeszcze raz Cię wyzwie,zrobi awanturę powinnaś wziąć dziecko pod pachę i wyjść.Może nie przy nim,żeby dziecka CI nie wyszarpywał z rąk.Powinien to odczuć,że Cię rani,że nie pozwolisz siebie tak traktować.
Może teraz mi się dobrze mówi(pisze),ale gdybym miała ten rozum co teraz 17 lat temu,uniknęłabym wielu dla mnie i moich dzieci dramatycznych przeżyć.
Uwierz mi, że od samego początku nie możesz pozwolić na takie traktowanie.Jesteś jego narzeczoną,matką jego dziecka i z szacunkiem i miłością powinien Cię traktować.Jeśli jest inaczej nie pozwól sobie na to.Otwarcie mów co się dzieje w Twoim związku,nie wstydź się tego, bo póżniej jak coś się stanie nikt CI nie uwierzy(każdy stwierdzi, że było dobrze bo się nigdy nie skarżyłaś).
Tak naprawdę jeśli ktoś nas naprawdę kocha nigdy nas nie wyzwie i nie podniesie na nas ręki.On jest słaby psychicznie,dlatego odgrywa się na Tobie...nie pozwól sobie na to bo potem będzie tylko gorzej.
Nikt mi nie moze pomodz, bo nie mam nikogo, bardzo bym chciala zeby ktos mi pomogl, sama si boje on mi powiedzial ze jak odejde i zabiore dziecko to mnie zniszczy zrobi ze mnie dziwke i nigdy nie zobacze coreczki.
Całe dnie placze, wstaje z łóżkaze wzgledu na corke.
Masz dla kogo żyć,masz dziecko.Też mnie były już mąż straszył,że mnie załatwi,że mi dzieci zabiorą,że do domu wariatów mnie zamkną itd itp.Wejdż na moje posty,jak masz ochotę...
Nikt Ci nigdy dziecka nie odbierze,w poradni ofiar przemocy domowej z którejkorzystałam przez kilka lat-adwokat mnie oświecił.Tak jak Ty święcie wierzyłam w jego groźby.
Proszę Cię zorientuj się czy niedaleko Twojej miejscowości jest Poradnia Leczenia Uzależnień(tam znajdziesz pomoc i odpowiedzi na Twoje pytania).Pamiętaj,że to Ty musisz zadecydować co dalej zrobić ze swoim życiem,nikt za Ciebie decyzji nie podejmie.Teraz Twój partner Ciebie gnoi potem zacznie dręczyć Wasze dziecko -pomyśl o tym.
Ja nie każę Ci od niego odchodzić,możesz szukać pomocy dla Was obojga w tej poradni,tak ja zaczęłam,niestety zmarnowałam na to kilka lat i moje dzieci na tym ucierpiały i to bardzo.Może Twój partner jest inny,tego nie wiem...
Sądy nigdy nie odbierają matkom dzieci-musiałabyś być jakąś menelką,narkomanką...Ty kochasz swoją córkę,dbasz o nią i nikt Ci jej nie odbierze,może sobie pogadać ten Twój facet.
Oprócz Poradni Leczenia Uzależnień jest też CEntrum Pomocy Rodzinie,polecam jednak to pierwsze...Daj znać czy to Cię interesuje.Napewno musisz coś zrobić ze sobą,wzmocnić się psychicznie,bo nie tylko siebie zniszczysz w takim chorym związku ale i dziecko.
Dasz radę tylko sobie coś postanów i dąż do celu.
Byłam na dnie,depresje,kompletna pustka i brak wsparcia rodziny,a dziś jestem szczęśliwą mężatką i moje dzieci są szczęśliwe,ze swoim biologicznym ojcem nie utrzymują kontaktu(jego zawiść i psycha wpłynęły na to).Powodzenia kobietko...nie łam się - poradzisz sobie.Nie taki diabeł straszny jak go malują.Nie masz z nim ślubu,nie jesteś jego własnością,możesz sobie zaoszczędzić problemów rozwodowych-jeśli ON ze sobą nic nie zrobi-bo to on ma problem ze sobą.