Witam serdecznie wszystkie Forumowiczki. Bardzo proszę o realną ocenę sytuacji bo doszło do tego,że zastanawiam się czy jestem normalna!!
Jestem z facetem 9 lat,po 4 latach mieliśmy krótka przerwę (zostawił mnie ponieważ nalegałam na ślub). Na początku mieszkaliśmy u moich rodziców,po przerwie już nie,on ma mieszkanie w innym mieście. Zdecydowaliśmy się być dalej razem,obiecał mi ślub za 4 lata-tzn. jak się wybudujemy. Wszystko pokrzyżował brak pieniędzy,więc stwierdził,że wezmiemy ślub a pózniej kredyt na budowę. Ucieszyłam się!!!
A pózniej mówił o kredycie a o ślubie już nie. Przez te wszystkie lata doskonale wiedział na czym mi zależy; na normalnym życiu ,rodzinie,wspólnym przeżywaniu radości ,smutków tworzeniu wspólnych planów i zalegalizowaniu związku.
On twierdzi ,że na chwilę obecną nie mamy gdzie mieszkać(u moich rodziców nie chcemy). Mój partner ma mieszkanie,fakt na początku proponował aby zamieszkać u niego a ja się nie zgadzałam,miałam śmieszne wymówki a tak naprawdę to nie chciałam żyć z facetem w jego mieszkaniu na kocią łapę. Po czasie powiedziałam mu prawdę ,że to było by do zrobienia lecz nigdy nie chciał mnie jako żony. Nigdy nie uwzględniał nas-czyli mnie i mojego syna w swoich planach życiowych. Byłam towarzyszem aby wyjść do kina na basen etctr. Nie mam już siły tak żyć a on zarzuca mi histerię. Mam depresję stwierdzoną,myślę ,że w dużej mierze jest to spowodowane moim związkiem bez sensu. Cały czas słyszę ,że mam być ,,normalna,, mam normalnie żyć, nie histeryzować bo on się z tym zle czuje. Mój facet bardzo chce dzielić ze mną sypialnię ,mam opowiadać z detalami co się dzieje u mnie w pracy,mam się przytulać być miła ,ładnie wyglądać, być zadbana i dobrze ubrana. Nie mam już siły tak żyć!! On nie daje nic od siebie ,po prostu jest a ja mam być wdzięczna z tego powodu. Nigdy nie miałam jakiegokolwiek wsparcia gdy podejmowałam decyzje ważne dla mnie, mówił: ja ci nie doradzam,abyś mi pózniej nie zarzucała,że jak coś nie wyjdzie to będzie moja wina" Tworzył takie namiastki normalnego życia i mówił nie możemy normalnie żyć???
Facet ponad 40 lat ,ja 39 spotykamy się od lat jak nastolatkowie kilka razy w tygodniu,mam wrażenie ,że on nie chce żadnych zobowiązań,ja spełniam obowiązki żony( co prawda ostatnio bardzo rzadko),on nie spełnia żadnych obowiązków męża. Może jakaś mediacja z psychologiem pozwoli nam się dogadać? Często powtarza,że mi nie wierzy,że nie może ze mną wytrzymać itp. Myślę,że czasami ma rację: we mnie jest już tyle żalu i złości do niego, ze nie radzę sobie z tym.Całe życie mnie zwodzi a ja mu wierzę. Jak to rozwiązać,czy naprawdę nie ma wyjścia? Nie chce mi się żyć,przed znajomymi i rodziną udaję,że wszystko jest dobrze ale juz NIE MAM SIŁY. Jest to człowiek bardzo niezdecydowany ,robi krok do przodu pózniej dwa do tyłu,zabija mnie swoim rozchwianiem. Ja mam depresyjną osobowość a on to jeszcze bardziej pogłębia. Czuję się nikim przy nim a jednocześnie go kocham. Uważam,że przegrałam te 9 lat,jestem w matni. Jeśli chcecie więcej szczegółów to pytajcie kobietki,może wasze opinie pomogą mi podjąć decyzję.