Witajcie. Nie wiem czy w dobrym wątku piszę, jeśli nie to proszę o przeniesienie.
Ciężko zacząć. Jestem młoda, mam dziecko, męża, mieszkamy za granicą. Moja mama przyjechała do nas, bo straciła pracę w Polsce. Od początku mieszkamy razem (to już prawie 2 lata). Pomogliśmy mamie wyjść z długów, ma pracę, do rachunków się zaczęła dokładać miesiąc temu (w sumie to mieliśmy u niej dług, i dogadaliśmy się, że przez pierwsze dwa miesiące nie będzie płacić i będziemy już na czysto). Ja nie pracuję, bo wychowuję córeczkę, czekamy na miejsce w żłobku dla niej. Żyjemy z męża wypłaty (która jest trochę wyższa od wypłaty mamy czy mojej, ale nie są to kokosy). Mama znalazła sobie faceta, z którym się spotyka po pracy. Jednak nie chcą razem zamieszkać (mama nie chce, nie wiem dlaczego). Ostatnio pojawiła się opcja wynajmu mieszkania, to mama powiedziała, że tyle nie da (a my żyjąc z męża wypłaty i mając dziecko płacimy jeszcze więcej). Chyba chciałaby żeby jej ktoś coś za darmo dał albo jeszcze dołożył. Ja mam dość, bo ciągle chodzę tylko i sprzątam. Mama w ogóle nic nie robi i nie szanuje mojej pracy. W swoim pokoju ma straszny bałagan, nie pamiętam kiedy ostatni raz myła podłogę czy odkurzała. Gotuję też ja, czasami mama (zazwyczaj w niedzielę, ale to bardziej pod swoim kątem). Myślałam, że mama jest zmęczona po pracy, ale wzięła dodatkową pracę- sprzątanie (godzina dziennie), wieczorami chodzi do swojego faceta, nie wiem o której wraca, bo zazwyczaj już śpię. Lubi sobie wyjść na piwo, do znajomych, ma na to czas i siłę, a ja cały tydzień pracuję w domu i nie mam chwili wolnego. Mąż robi tyle ile może, bo bardzo długo pracuje.
Mam starszą siostrę, która zawsze była lepsza ode mnie (wg mamy). Teraz patrząc na to z perspektywy czasu, nie wiem w czym była lepsza. Matury nie ma, dwa rozwody za sobą, wiele związków, każdy facet ją bił, nie wyciągała wniosków ze swoich błędów i ciągle robi to samo. Mama była u niej na wakacjach i pierwsze słowa po powrocie "ale im ciężko". A nam oczywiście łatwo. Nas nikt nie widzi. Ostatnio nawet przez internet mama nie rozmawia z moją siostrą w domu, tylko u swojego faceta. Jakby nie chciała żebyśmy słyszeli o czym rozmawiają. Nie wiem o co chodzi. Rozmawiałam jakiś czas temu z siostrą o mamie. Mama ma problem z alkoholem (doszło do tego że podbierała mojemu mężowi albo piła po kątach i chowała butelki). Moja siostra powiedziała, że na moim miejscu nigdy nie zgodziłaby się żeby mama z nimi mieszkała. Wynajęła by jej pokój, opłaciła pierwszy miesiąc, znalazła pracę i dalej ma sobie radzić sama. Ja chyba za długo cackałam się z mamą, nadal to robię i nie potrafię tego zmienić. Zawsze żyłam w przekonaniu, że mama chce jak najlepiej dla dzieci, bo jest przecież matką. Teraz zaczęłam dostrzegać, że chyba w tej całej sytuacji jest coś nie tak. Jednak za chwilę przychodzą myśli, że może przesadzam. Nie wiem, pogubiłam się. Mam wrażenie, że wszyscy w pewnej chwili się od nas odwrócili, tylko nie wiem dlaczego. Czy to za sprawą mamy faceta, który na siłę chce mamę nastawić przeciwko nam, czy może my rzeczywiście zrobiliśmy coś źle. Ale nie wiem co? Ta sytuacja trwa już długo i z każdą chwilą jest gorzej, ale chyba tylko nam, bo mama nie pokazuje, że jest jej źle. Rozmawiałam z nią ostatnio i powiedziała, że dlatego tak często nie ma jej w domu, bo wie, że nam przeszkadza. Nawet jeśli tak czuje, to dlaczego dla poprawy stosunków między nami się nie wyprowadzi? Powiedziała, że chciałaby umrzeć. Nie potrafimy rozmawiać, każda rozmowa kończy się kłótnią. Mama często się obraża niewiadomo za co. Przyjdzie do domu, odzywa się, za chwilę przestaje albo odburknie i nikt nie wie dlaczego.
Przepraszam za chaotyczny wpis. Jest tyle rzeczy, które chciałoby się napisać, ale na to czasu mało. Mam nadzieję, że ktoś odpisze, powie jak to wygląda z boku.
Podobne tematy
witaj,
patrzac z boku to wyglada na to, że masz jednak mądrą siostrę..i powinnas ja posłuchać.
Mama zdecydowanie ...mówiąc delikatnie naduzywa waszej dobroci.
Ruch po Twojej stronie...to ty masz problem...mamie jest dobrze, wygodnie, gdy by tak nie było zrobiłaby cos z tym.
3 2013-03-04 15:42:53 Ostatnio edytowany przez spinka1 (2013-03-04 15:53:52)
Dziękuję Soniu za odpowiedź. Boję się, że jeśli powiem mamie wyprowadź się, wszyscy się ode mnie odwrócą, cała rodzina. Z drugiej strony patrząc i tak nie mamy doskonałego kontaktu. Wiem, że każdemu będzie łatwo oceniać sytuację, ale tak naprawdę nikt nie ma pojęcia co się dzieje.
Gdy poznałam mojego męża, dopiero on pokazał mi, że można rozmawiać i się nie kłócić, pokazał mi jak wygląda normalne życie. To co miałam w domu było tego przeciwieństwem. Teraz stoję pomiędzy. Nie wiem czy za dużo się nasłuchałam, naczytałam czy rzeczywiście z moim rodzinnym domem jest coś nie tak. Zawsze czułam, że jestem inna niż mama i siostra, nawet zastanawiałam się czy jestem adoptowana.
Nie wiem jak rozwiązać tę sytuację.
Oboje szczerze porozmawiajcie z Twoją mamą - Ty i Twój mąż. To będzie ciężka przeprawa, a przede wszystkim bardzo trudne doświadczenie dla Ciebie, po którym długo będą męczyły Cię wyrzuty sumienia, ale uwierz osobie, która ma za sobą podobną historię, że to jedyne, słuszne rozwiązanie, które swoją drogą powinniście wcielić w życie dawno temu. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Każdemu byłoby wygodnie, gdyby jego jedynym obowiązkiem była praca, a po pracy cały szereg przyjemności, ale taka wygoda upośledza samodzielność. Wyprowadzka mamy jest głównie dla jej dobra.
TSE a Twoja historia czego dotyczyła, jak się zakończyła? Nie znam osoby, która miałaby taki problem jak ja. Zazwyczaj to jest odwrotnie, że dzieci mieszkają u rodziców. Gdybyśmy to my mieszkali u mamy, już dawno bym się wyprowadziła.
Moja historia jest inna właśnie pod tym względem, że to ja mieszkałam u mamy.
Żadnej łaski ze strony mamy w tym nie było, bo jednym z wielu obowiązków rodzica jest zapewnić swojemu dziecku dach nad głową dopóki te nie będzie pełnoletnie, i cieszę się, że chociaż z tego umiała się wywiązać.
Moja mama to zdrowa, bardzo zadbana 44-letnia babka po maturze, z doświadczeniem w handlu. Od wielu lat prezentuje postawę roszczeniową, tzn. co miesiąc biega do MOPS-u po zasiłki, zapomogi, i ulgi, a do pracy wcale się nie kwapi. Za każdym razem, gdy pytam ją jak idą poszukiwania, odpowiada że wysłała masę CV i jak zwykle nikt się nie odezwał. Tłumaczy to zazwyczaj swoim wiekiem, ale równie często podpiera się tym, że "wszyscy chcą zatrudniać studentów lub osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności, bo mają ulgi", rzadziej, że nie ma zdjęcia w CV.
Ostatnią pracę straciła 4 lata temu, i wówczas ja zaczęłam zarabiać na nasze utrzymanie. Miałam wtedy 14 lat, i moje życie zamieniło się w nieprzerwany etat. Pierw szkoła, potem praca, a następnie obowiązki w domu. Przez ten okres kilku lat byłam sprzątaczką, pomocą domową i opiekunką do dzieci , kelnerką. Zarabiałam na jedzenie, na rachunki, i na jej widzimisię. Z upływem czasu moje potrzeby stały się totalnie niewidoczne, a moja mama coraz bardziej się rozkręcała. Doszło do tego, że zaczęła posuwać się do najbardziej obrzydliwych form manipulacji, np. często traciła przytomność, Tylko o dziwo zawsze ją odzyskiwała, gdy chciałam dzwonić po pogotowie.
Wtedy nie analizowałam jej zachowania, bo byłam w nią ślepo zapatrzona i bezgranicznie jej ufałam. Teraz już wiem, że byłam współuzależniona, a ona bardzo sprytnie umiała to wykorzystać. Wmówiła mi, że mam tylko ją, że jak coś jej się stanie to zostanę sama, że matka jest najważniejsza, i dlatego powinnam o nią dbać. I tak sobie mdlała, a ja całymi dniami opiekowałam się nią, obdarzałam troską i współczuciem, i zawalałam szkołę. W rezultacie dziś, mając 18 lat, jestem na etapie gimnazjum.
Moja poprzednia szkoła oczywiście zainteresowała się moją sprawą, i powiadomiła Sąd Rodzinny o tym, że nie uczęszczam na zajęcia, a z matką jest słaby kontakt, ale mama nawet sąd potrafiła tak urobić, że dostałam tylko kuratora, podczas gdy groził mi ośrodek opiekuńczy. Potem kręciła kuratorem jak jej się tylko podobało. Wszędzie zasłaniała się moją chorobą (przez to wszystko nabawiłam się coś w rodzaju nerwicy), robiąc przy okazji z siebie wzorową matkę.
To tak w wielkim skrócie.
Cały ten ambaras z mamą dobiegł końca dopiero parę tygodni temu.
W Nowy Rok wyprowadziłam się z domu - wynajęliśmy z chłopakiem mieszkanie, zaadoptowaliśmy ze schroniska psa, w walentynki mieliśmy swoją pierwszą rocznicę. Jest jak w każdym innym, normalnym związku: raz pod górkę, a raz z górki, ale zawsze pchamy swój wózek razem. Czuję, że mam w nim oparcie, czyli znalazłam w nim to, czego w rodzicach nie miałam (ojciec alkoholik, aktualnie bezdomny, czemu rzecz jasna ja jestem winna). Kochamy się, i szanujemy, planujemy założenie rodziny.
Parę tygodni temu powstał pomiędzy nami mały konflikt, i wracając ode mnie z pracy zajechał do mojej mamy. Moja mama oczywiście nigdy nie przepadała za moim chłopakiem. Zawsze starała się go oczernić w moich oczach, mówiła że to duże dziecko, mojej kuratorce powiedziała, że jest słabiej rozwinięty intelektualnie ode mnie i długo ten związek nie potrwa, uważała że to przez niego wyprowadziłam się z domu. Nieźle się wtedy popstrykaliśmy. Gdy wszedł do mieszkania mojej mamy, emocje jeszcze nie opadły, a mama postanowiła wykorzystać okazję. Powiedziała, że od dawna już chciała zorganizować konfrontację między nami, bo nie mogła patrzeć, jak go od dłuższego czasu okłamuję. Że wcale nie pracuję gdzie pracuję, tylko pracuję w klubie. Zamawiam mięso i wędliny, ale prostytutką nie jestem, bo inaczej bym się ubierała. Że mówiłam, że mój chłopak mi się oświadczył, ale pierścionka nie noszę, bo jest za mały.
Rzekomo powiedziałam też, że nie współżyjemy, on cały czas ogląda filmy pornograficzne i się nie myje.
A gdy mój chłopak powiedział, że chcę kupić auto na lato, to ona teatralnie chwyciła się za głowę, powiedziała że to się leczy, i że ona musi się mną zaopiekować. Zaznaczyła też, aby nic mi nie mówił, bo wyjadę i sobie coś zrobię (wyszło na to, że mam swój świat i skłonności do samobójstw
), że jak mi coś powie, to się pogniewa. Mój chłopak powiedział jej, że to koniec naszego związku, a ona ucieszona zaczęła się śmiać.Gdy mój chłopak mi o tym opowiedział, to nie mogłam w to wszystko uwierzyć, ale znam swoją mamę, i wiem jaka jest z niej mitomanka i manipulantka. Jak sprytnie potrafi przekręcać rzeczywistość, byle by wszystko ułożyło się po jej myśli. Mój chłopak nigdy mnie nie okłamał, po drugie nie bronił się przed ewentualną konfrontacją.
Spinko, uwierz mi, że kocham swoją mamę bardzo i zrobiłabym dla niej naprawdę wiele, ale to zdarzenie odsłoniło mi oczy, i nauczyło mnie, że tak jak dzieci trzeba kochać mądrze, tak też swoich rodziców trzeba kochać mądrze. Trzeba ustalić granice. Granice są dobre, pozwalają normalnie żyć. Ja podjęłam rozmowę ze swoją mamą, w której powiedziałam wszystko co gnębiło moją wątrobę od dłuższego czasu. Zakręciłam kurek z gotówką (po wyprowadzce pomagałam jej jeszcze finansowo, aby nie została z pustą lodówką). W odwecie usłyszałam kilka bardzo niemiłych słów pod adresem swoim, i swojego chłopaka. Relacje w dalszym ciągu są bardzo oziębłe, ale czuję, pierwszy raz od dawna, że postąpiłam właściwie. Jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta. Moja mama po brzytwę chwytać nie musi, wystarczy że faktycznie przyłoży się do szukania pracy. Wierzę, że nasz kontakt kiedyś będzie zdrowo pozytywny. Spokojnie poczekam, aż poukłada swoje sprawy.
Spinka
myslę, że obie z siostrą macie problem w podejmowaniu decyzji . Pisze też o Twojej siostrze bo z jednego gniazda jesteście i po prostu nie wyniosłyscie tej zyciowo niezbędnej umiejetności z domu rodzinnego.
Jesli sie mylę to mnie popraw proszę.
U niej przekłada sie to na karkołomne zwiazki z facetami, u Ciebie wypłynęła sprawa w relacji z mamą.
Spinka dobra wiadomośc to ta, że mozna sie tego nauczyć ![]()
TSE podziwiam Cię, że pomimo takich przejść w życiu potrafiłaś odciąć się od matki. Zauważyłaś, że coś jest jednak nie tak jak powinno. A to trudne jeśli wychowujesz się całe życie w takiej rodzinie.
Sonia może i masz rację, że mam problem w podejmowaniu decyzji. Pytanie tylko jak się tego nauczyć. Mam na myśli tylko tę sprawę z mamą.
Nie było nas kilka dni w domu, mimo, że to był ciężki okres, to cieszę się, że mogliśmy pobyć tylko we troje. Jak wróciliśmy okazało się, że zwolniono mamę z tej dodatkowej pracy. Informację tę miał przekazać mamie mój mąż (jest prawą ręką szefa). Zrobiło mi się mamy szkoda, przez chwilę myślałam jak jej pomóc, ale z drugiej strony zasłużyła sobie na to, bo nie wypełniała swoich obowiązków tak jak należy. Nie miała z tego kokosów, ale jakaś tam część już nie będzie wpływać jej na konto.
Ciężko mi się pozbierać i napisać wszystko co czuję. Postaram się na dniach znaleźć czas i przelać myśli tutaj.
Spinko podziwiam Cie ,ze mimo tak trudnego zycia radzisz sobie,pamietaj,ze kazdy jest odpowiedzialny za swoje czyny i nikt nie przezyje za kogos zycia,kazdy powinien zyc na swoj rachunek.Dobrze zrobilas,ze zaczelas zyc swoim zyciem i nie dopusc zeby ktos Ci je zmarnowal!Ja na Twoim miejscu zrobilabym tak ,ze tylko pomoglabym mamie przez I miesiac,a pozniej juz powinna radzic sobie mama sama......kazda matka chce jak najlepiej dla swojego dziecka,ale wybacz Twoja mama jest tego zaprzeczeniem,ona zachowuje sie jak bluszcz,ktory chce zawladnac cala toba....nie daj sie!Ja uwazam(zreszta pisze otwarcie o tym),ze kazdy powinien mieszkac sam,ze mozna pomoc najblizszej osobie tylko w wyjatkowych sytuacjach.Jak bedziesz ulegla to ona zawladnie cala Toba i twoja rodzina.Powiedz mami,ze od przyszlego miesiaca powinna zamieszkac osobno i koniec ! Badz nie ugienta w swoim postanowieniu!!!Powodzenia
spinka1 po prostu wylej mamie co Ci leży na sercu.
Zacznij rozmowę od tego, że bardzo ją szanujesz, że liczysz się z nią, dlatego zdecydowałaś się jej pomóc. Ale przyszedł czas, że jest już na tyle samodzielna, że najwyższy czas, aby żyła swoim życiem, a wy swoim. Powiedz, że masz swoją rodzinę, że masz męża, dzieci, swoje problemy, swoje radości - tak samo jak i ona ma swoją pracę, swojego partnera, swoje problemy i swoje szczęścia. Przypomnij, że kiedy Ty miałaś problemy to ona Ci pomogła, kiedy ona miała problem - Ty jej pomogłaś. Teraz przyszedł czas, żeby każdy żył dla siebie.
Jeśli stwierdzi, że nie wie co ma zrobić to powiedz, że pomożesz jej w podjęciu decyzji podsuwając propozycje - np. żeby wynajęła mieszkanie, pokój, albo zamieszkała ze swoim partnerem, albo wróciła do Polski, albo cokolwiek.
Twojej mamie jest u Was najnormalniej wygodnie i to wykorzystuje. Ty swoim spokojem, komunikatami do siebie - bez oceniania jej - pokażesz, że Twoja rola w tym wszystkim się już skończyła. Przy rozmowie nie oceniaj jej - mów tylko "to mi się nie podoba..., ja tego nie akceptuję..., ja tak nie chcę..., ja mam tak..." - cały czas JA a nie Ty.
A jeśli ktokolwiek wtedy zarzuci Ci, że odtrąciłaś mamę to on ma problem a nie Ty. Jeśli zacznie Cię oceniać, odwróci się od Ciebie to oznacza tylko, że nie wart był Ciebie - Twojej przyjaźni, Twojego zainteresowania. Tacy ludzie sami się eliminują - i bardzo dobrze, bo po co nam tacy "bliscy" w życiu? ![]()
Ty masz być szczęśliwa ze swoją rodziną.
Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi.
W moim życiu nic się nie zmieniło. Mama dalej mieszka z nami, po cichu liczę, że niedługo sytuacja sama się rozwiąże. Może i jestem tchórzem, ale na razie nie potrafię z tym walczyć. Nie chcę czegoś robić na siłę, bo wiem, że kiedyś w końcu przyjdzie taki czas, kiedy dorosnę do tego żeby powiedzieć mamie co mnie boli.
Ostatnio powiedziałam żeby zaczęła bardziej dbać o swój pokój (konkretnie chodziło mi o sprzątanie podłogi), bo wyszorowałam fugi i kafelki w kuchni, ale co z mojej pracy jak i tak wychodząc z pokoju do kuchni, wynosi za sobą brud. Spojrzała się na mnie jakby mnie wzrokiem chciała zabić, jakbym powiedziała jej coś naprawdę okropnego. A ja tylko zwróciłam uwagę. Od tego dnia minął prawie tydzień i ani razu nie widziałam jej z mopem.
Powiem Wam szczerze, że boję się że podzielę los mojej siostry i z podkulonym ogonem wrócę do mamy. Że w życiu mi się nie ułoży, że partner mnie zostawi, że sobie sama nie dam rady. Wiem, że to głupie, ale często mam takie myśli. Tak naprawdę, to radzimy sobie całkiem nieźle, w związku też jest ok, póki co jestem jakby nie było na męża utrzymaniu (wychowuję córkę), ale to za dwa miesiące się zmieni. Nigdy mąż mi nie wypomniał pieniędzy, nigdy nie dzieliliśmy to jest moje, a to twoje, kiedyś był czas, że tylko ja pracowałam i wszystko jest ok. Nie wiem skąd takie myśli w mojej głowie. Moja mama jest po dwóch rozwodach, siostra też, boję się, że i mnie to spotka. Odkąd pamiętam często w życiu pojawiał się temat zdrady. Widziałam co robić żeby partner się nie dowiedział, jak kręcić, jak kłamać, ba nawet w niejedne kłamstwo byłam wciągana. Dziś bym się na to nie zgodziła, kiedyś nie potrafiłam powiedzieć nie, bo myślałam, że skoro jesteśmy rodziną, to musimy sobie pomagać. Przez to wszystko podejrzewałam swojego partnera na początku o zdradę. Po prostu się bałam, że skoro inni tak łatwo oszukują druga osobę, to on tez to robi. Tak wiem, głupie to. Karałam swojego partnera za cudze grzechy. Długo musiałam z tym walczyć, ale udało się. Dzięki niemu.
Czasami nie wiem co jest dobre, a co złe. Jak ludzie powinni się zachowywać, a jak nie.
po cichu liczę, że niedługo sytuacja sama się rozwiąże.
Nic się samo nie dzieje, nic się samo w życiu nie rozwiązuje.
Czasami nie wiem co jest dobre, a co złe.
Najważniejsze żebyś wiedziała co dla Ciebie jest dobre a co złe. Jeśli nie wiesz to usiądź spokojnie, zastanów się, pomyśl, nawet sporządź listę tego co jest dla Ciebie dobre a co złe. Czego pragniesz a czego nie. Czego potrzebujesz a czego nie. Co akceptujesz a co nie. Co jest dla Ciebie ważne a co nie.
Jak ludzie powinni się zachowywać, a jak nie.
Najważniejsze, żebyś wiedziała jak Ty powinnaś się zachowywać. Nad innymi nie masz władzy żeby przewidywać jak powinni się zachować. To nie jest ważne - Ty jesteś ważna.
spinka1
Przeczytałam Twoją historię i uważam, że powinnaś powiedzieć mamie, że to już najwyższy czas aby się wyprowadziła. Wiem, że to może być trudne dla Ciebie, ale trzeba zrobić ten krok. Mama nawet jak na początku się obrazi, to w końcu zrozumie. Masz własną rodzinę, męża, dziecko i o nich najbardziej powinnaś zadbać w tym momencie. Jesteś już dorosła i możesz żyć jak chcesz. Każdy jest kowalem swojego losu. Masz prawo być szczęśliwa
Problem chyba powoli jednak sam się rozwiązuje. Dowiedziałam się wczoraj, że mama planuje wyjazd do innego kraju. Mój mąż rozmawiał z mamy facetem, który powiedział, że sprzedaje auto i niedługo wyjeżdża. Opowiedział gdzie, do kogo, dlaczego itd. W domu mąż zaczął temat "dlaczego nie powiedziałaś, że X ma zamiar stąd wyjechać?". Mama na to "a ja nic nie wiem" i chciała uciąć temat. Mąż jednak drążył dalej i powiedział co wie. Wtedy mama to potwierdziła. Z tego co mamy facet powiedział, to najpierw on wyjeżdża, później mama ma dojechać. Przykro mi się zrobiło, że nam nic nie powiedziała. Wszyscy w koło wiedzieli, a my nie. Jeśli wyjazd dojdzie do skutku (w co tak naprawdę wątpię), to będą mieszkać w sumie niedaleko mojej siostry. Ona zresztą też wiedziała o ich planach. Nie raz powtarzała, że powinniśmy się tutaj trzymać razem, że jesteśmy rodziną itd. Nie mam pojęcia dlaczego to przed nami ukrywała, tym bardziej, że jej facet powiedział o tym dość otwarcie i żadnej tajemnicy z tego nie robił. Mama od nas by wszystko chciała wyciągnąć, wszystko wiedzieć i powtarzać swojemu facetowi. Przecież jak nawet wyjedzie, to ma do tego prawo, jest dorosła i sama podejmuje decyzje.
Coraz bardziej się od niej odsuwam, coraz więcej żalu w sobie mam. I wiecie co, macie rację, zacznę myśleć tylko o sobie i swojej rodzinie.
Witam Panie :)prosze pomożcie mi ! Nie wiem co robic;-( nikt mnie nie rozumie.. Wszyscy z rodziny sa zachwyceni starsza siostra ktora studiuje mnie nikt nie zauważa i w dodatku mama z ta siostra ciagle mnie obgaduja i wyśmiewaja sie ze mnie, nie mam wg z kim pogadac o tym , ciezkę mi jest żyć w czyms takim. Przez to wszystko nabawiłam sie nerwicy, nie wyczymam dluzej tego ;-( co mam zrobic?
Droga Spinko,
Wiem doskonale jak ciężko jest rozmawiać z rodziną na temat zachowań, które się nam w nich nie podobają, czasami łatwiej jest porozmawiać z kimś obcym...prawda?
Uważam jednak, że tylko rozmową możesz doprowadzić do rozwiązania tej sytuacji na pewno nie będzie Ona łatwa, ale to jedyne racjonalne rozwiązanie.
Moim zdaniem Twoja mama trochę zaczęła żyć wygodnie, ale widocznie ktoś jej na to pozwolił, wytłumacz jej że Ty już masz swoją rodzinę o która musisz dbać, a Jej już wystarczająco pomogłaś. Poproś o pomoc w sprzątaniu czy przy dziecku. Wytłumacz jej że razem tworzycie dom.
Powodzenia:)
:-( znow nie mam sily. Nie bylo nas wczoraj w domu, po powrocie zobaczylam w kuchni i w salonie popiol z papierosa. Tyle razy mowilam zeby nie palila w domu ze jest dziecko, ze nie chce zeby w domu smierdzialo itd. W oczy sie wypierala, ze nie palila. Ok. Po jakims czasie przyszedl sasiad i powiedzial ze ktos z okna wyrzuca papierosy i wszystko spada im do ogrodu. Mama tez sie wyparla. Powiedzialam, ze robi ze mnie glupka, ze ja prosilam itd. Nic nie powiedziala. Ja sie cala trzeslam z nerwow, a ona slowem sie nie odezwala. Ja juz nie wiem co mam robic. Nawet powiedzieć nic nie mozna, jak sie uwage zwroci to sie wypiera a pozniej nie odzywa. I jak tutaj rozwiazac problem?
Spinka
Twoja ma mama jest dorosła ,powinna wziac odpowiedzialnosc za swoje zycie.Ona jest Twoja matka ,nie Ty jej.Role sa pomylone.
Polecam powiedziec matce zeby sie wyprowadzila i zaczeła zyc na własny rachunek.Pomoglas jej wystarczajaco.Teraz ona ma sama powinna o siebie zadbac.Rozumiem ,ze moze byc to dla Ciebie ciezkie.Jednak nie szanuje Ciebie (z tego co piszesz) i wykorzystuje.To,ze jest Twoja matka to nie znaczy ,ze jej wolno tak sie zachowywac.Szantazuje Cie emocjonalnie piszac ,ze nie chce zyc ,jej zycie jej wybor.Piszesz ,ze ma problem z alkoholem ,moze byc uzalezniona,a takie osoby sa dobrymi manipulantami i tylko twarda miłosc moze im pomóc.Postawic granice i niech mama zacznie wkoncu swoje zycie,a co z nim zrobi to jej sprawa.Ty za nie nie odpowiadasz,za jej długi .Zniszczysz sobie zycie i zdrowie bedac jej opiekunka.
Nie potrafię powiedzieć mamie zeby sie wyprowadzila. Jest mi ciężko i źle, ale takie slowa nie przejdą mi przez gardło. Ostatnie poltora tygodnia nic nie pila, było całkiem inaczej w domu, mogłam z nią pogadać, a nawet pozartowac. Dzisiaj się do mnie nie odzywa, ja do niej tez.