netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Samotność to taka straszna trwoga

65 odpowiedzi13 213 wyświetleńzałożony przez Averyl, 04.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Samotność to taka straszna trwoga

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

1 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-03-04 11:57:03)

Temat: Samotność to taka straszna trwoga

...może powinnam założyć ten wątek w zakładce Samotność, ale chciałabym też jakieś bardziej pozytywne poglądy przeczytać.

Chodzą mi po głowie słowa piosenki "samotność to taka straszna trwoga..." Ostatnio rozmawiałam z żoną alkoholika, nie odejdzie od niego, bo boi się samotności, skoro już znalazła sobie męża, to woli trwać z alkoholikiem, niż znowu być samotna.
Rozumiem, ludzie boją się zmian, a zmiana na coś, co było przykrym doświadczeniem jest trudna.

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

2

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Jest masę rzeczy pozytywnych w byciu samotnym. Zawsze uważałam, że samotność jest lepsza od związku, a już szczególnie byle jakiego. Mam męża i nadal tak uważam.

3

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
NinaLafairy napisał/a:

Jest masę rzeczy pozytywnych ...

?

4

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Averyl napisał/a:

...może powinnam założyć ten wątek w zakładce Samotność, ale chciałabym też jakieś bardziej pozytywne poglądy przeczytać.

Chodzą mi po głowie słowa piosenki "samotność to taka straszna trwoga..." Ostatnio rozmawiałam z żoną alkoholika, nie odejdzie od niego, bo boi się samotności, skoro już znalazł sobie męża, to woli trwać z alkoholikiem, niż znowu być samotna.
Rozumiem, ludzie boją się zmian, a zmiana, na coś co było przykrym doświadczeniem jest trudna.

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

Averyl Też jestem z alkoholikiem jestem bezradna... boję się samotności bo nie ma nic gorszego jak umierać w samotności... Sama już nie wiem czy kocham Przemka ale wiem  , że mi go brakuje . Dziś sam pojechał do  szpitala poddał się terapii uzależnień jestem dumna z NIEGO ale na jak długo... ech jak znam życie to wyjdzie i znowu zacznie się to samo , chcę mu pomóc mimo wszystko. Zranił mnie przez te kilka miesięcy okradł mnie by mieć się z czego napić druga by go zostawiła a ja jakoś nie potrafię tyle razy mówiłam mu , że odchodzę i nic... trwam dalej bo wierzę , ze się zmieni , ze będzie tym samym facetem jakiego go znałam wcześniej... Straciłam poczucie bezpieczeństwa cały czas go chronię przed moimi rodzicami ale już nie daję rady brak mi sił...  Coraz mniej wierzę , ze Nasz związek przetrwa, obiecaliśmy sobie, że jak będzie się coś psuło to zawsze będziemy to naprawiać... ale ile można ja mu już nie wierzę...

5

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

To chyba taka nasza kobieca wada - z jednej strony strach przed zmianami, a z drugiej strony głęboko wiara, że jeśli będziemy trwać w dobrej wierze, to w końcu się uda, coś się zmieni.

Moje słowa nie były przeciwko kobietom, które kochają tak bardzo swoich mężów alkoholików, że tolerują tę trudną sytuację wbrew wszystkim i wszystkiemu, raczej to jest takie spojrzenie z boku.

Gdybyś spojrzała na siebie z boku, cudzymi oczami, prawdopodobnie zobaczyłabyś ile kosztuje to ciebie, ile nerwów, straconych i rozbudzanych nadziei, ile problemów - choćby z utrzymaniem rodziny, domu. Emocjonalnie to jest olbrzymi koszt.

Rozumiem jednak, że miłość, strach przed samotnością, potrafią być równie silne. Dlatego zapytałam się czy jest coś atrakcyjnego w samotności.

6 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-03-04 15:43:07)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
flores18261 napisał/a:
Averyl napisał/a:

...może powinnam założyć ten wątek w zakładce Samotność, ale chciałabym też jakieś bardziej pozytywne poglądy przeczytać.

Chodzą mi po głowie słowa piosenki "samotność to taka straszna trwoga..." Ostatnio rozmawiałam z żoną alkoholika, nie odejdzie od niego, bo boi się samotności, skoro już znalazł sobie męża, to woli trwać z alkoholikiem, niż znowu być samotna.
Rozumiem, ludzie boją się zmian, a zmiana, na coś co było przykrym doświadczeniem jest trudna.

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

Averyl Też jestem z alkoholikiem jestem bezradna... boję się samotności bo nie ma nic gorszego jak umierać w samotności... Sama już nie wiem czy kocham Przemka ale wiem  , że mi go brakuje . Dziś sam pojechał do  szpitala poddał się terapii uzależnień jestem dumna z NIEGO ale na jak długo... ech jak znam życie to wyjdzie i znowu zacznie się to samo , chcę mu pomóc mimo wszystko. Zranił mnie przez te kilka miesięcy okradł mnie by mieć się z trzego napić druga by go zostawiła a ja jakoś nie potrafię tyle razy mówiłam mu , że odchodzę i nic... trwam dalej bo wierzę , ze się zmieni , ze będzie tym samym facetem jakiego go znałam wcześniej... Straciłam poczucie bezpieczeństwa cały czas go chronię przed moimi rodzicami ale już nie daję rady brak mi sił...  Co raz mniej wierzę , ze Nasz związek przetrwa , obiecaliśmy sobie , że jak bedzie się coś psuło to zawsze będziemy to naprawiać... ale ile można ja mu już nie wierzę...

Wiecie co jest najwiekszym problemem alkoholika? Jego glupia partnerka, ktora przy nim tkwi jak pomnik nagrobkowy i utwierdza go w przekonaniu, ze on moze robic sobie co tylko zechce. Przy takiej kobiecie alkoholik nigdy nie wyzdrowieje, raczej stoczy sie na samo dno. I pociagnie ja oraz ich dzieci za soba.
A zamiast niej i jej wiernego psiego oddania powinien dostac kopa jak stad do Pekinu, zero zarcia i innych uslug od chwili obecnej do odwolania, malo tego - pod mostem powinien z pare dni i nocy spedzic na glodzie i chlodzie, a to mogloby nim na tyle wstrzasnac, ze moze by sobie inna droge zyciowa, niz przez monopolowy, znalazl. Teraz ma sielsko anielsko wiec po co sie starac i cokolwiek zmieniac?
Kazdy terapeuta Ci powie, ze alkoholika trzeba na samo dno zepchnac, zeby sie mogl od niego odbic,a nie poduszkami zycie jego zakichane wyscielac. Teraz to go w tym chlaniu tylko wspierasz i podtrzymujesz.

Medycyna na wszystko wynalazla juz lekarstwo, nawet esperal mozna kazdemu ochlajmordzie wszyc, ale na katar i glupote nadal nic lekarze nie maja.

Odpowiadajac na te rozwazania o "tragicznej" samotnosci to powiem tak: jak mam do wyboru post scisly i lekka glodowke albo jedzenie jakiegos obrzydliwego smierdzacego chlamu, po ktorym mi sie tylko na wymioty zbiera, to ja juz wole sobie ten moj organizm oczyscic. Ochlapow zadnych przyjmowac nie bede za zadna cene, nawet jedzenia w pojedynke. Przynajmniej zgagi nie dostane i w dobrym towarzystwie skonsumuje swoj zyciowy posilek.

7

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
flores18261 napisał/a:
Averyl napisał/a:

...może powinnam założyć ten wątek w zakładce Samotność, ale chciałabym też jakieś bardziej pozytywne poglądy przeczytać.

Chodzą mi po głowie słowa piosenki "samotność to taka straszna trwoga..." Ostatnio rozmawiałam z żoną alkoholika, nie odejdzie od niego, bo boi się samotności, skoro już znalazł sobie męża, to woli trwać z alkoholikiem, niż znowu być samotna.
Rozumiem, ludzie boją się zmian, a zmiana, na coś co było przykrym doświadczeniem jest trudna.

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

Averyl Też jestem z alkoholikiem jestem bezradna... boję się samotności bo nie ma nic gorszego jak umierać w samotności... Sama już nie wiem czy kocham Przemka ale wiem  , że mi go brakuje . Dziś sam pojechał do  szpitala poddał się terapii uzależnień jestem dumna z NIEGO ale na jak długo... ech jak znam życie to wyjdzie i znowu zacznie się to samo , chcę mu pomóc mimo wszystko. Zranił mnie przez te kilka miesięcy okradł mnie by mieć się z trzego napić druga by go zostawiła a ja jakoś nie potrafię tyle razy mówiłam mu , że odchodzę i nic... trwam dalej bo wierzę , ze się zmieni , ze będzie tym samym facetem jakiego go znałam wcześniej... Straciłam poczucie bezpieczeństwa cały czas go chronię przed moimi rodzicami ale już nie daję rady brak mi sił...  Co raz mniej wierzę , ze Nasz związek przetrwa , obiecaliśmy sobie , że jak bedzie się coś psuło to zawsze będziemy to naprawiać... ale ile można ja mu już nie wierzę...

Przykro mi bardzo, ale sama jesteś chora,pozostając w takim związku. Bycie z czynnym alko, to jakby życie na skraju urwiska. W każdej chwili można spaść albo zostać zepchniętym w dół.

8 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2013-03-04 16:08:53)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

"...Wiecie co jest najwiekszym problemem alkoholika? Jego glupia partnerka, ktora przy nim tkwi jak pomnik nagrobkowy i utwierdza go w przekonaniu, ze on moze robic sobie co tylko zechce. Przy takiej kobiecie alkoholik nigdy nie wyzdrowieje, raczej stoczy sie na samo dno. I pociagnie ja oraz ich dzieci za soba...."


Sama byłam żoną alkoholika jestem wdową ale nie uważam się abym była głupia.
Łatwo powiedzieć komuś z boku odejdź, zostaw ale wiem to z autopsji, że nie jest łatwo.
Samotność była i jest. Tylko wcześniej była jeszcze nadzieja a teraz została tylko samotność.

Teraz dostrzegam "zalety" samotności wiadomo brak jest czasmi męskiego ramienia ale trzeba żyć uczyć się życia na nowo.

Mussuka to błąd z Twojej strony, że wszystkich bierzesz pod jedną kreskę.
Życie osób współuzależnionych jest trudne ale nie musisz nikogo nazywać "głupimi partnerkami"każdy przypadek osoby współuzależnionej jest inny.

9

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Może "głupia partnerka" to bardzo mocne słowa w stosunku do osoby, która również jest ofiarą choroby. Ale jest w tym stwierdzeniu trochę słuszności.
Była taka sytuacja między nimi: ona wylądowała w szpitalu po próbie samobójczej. Tydzień w czterech ścianach, bez pieniędzy dla alkoholika to poważny wstrząs, ale nie aż tak duży, by zerwać z nałogiem, a potem ona wróciła do domu i właściwie wszystko wróciło do starego stanu - dalej pozwala pasożytowi na sobie żerować. Jak to nazwać inaczej niż głupota?
Mwdowa81 ma rację pisząc, że nadzieja trzyma ją w tym chorym układzie, bo samotność już zna.

10 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2013-03-04 16:43:58)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Averyl gdyby nie to że mąż zmarł nadal bym była z nim bo ta cholerna nadzieja.
Mój pracował nie wynosił z domu nie awanturował się wiem to żadne usprawiedliwienie ale jak pisałam wcześniej nie wolno brać wszystkich pod jedną kreskę.
Wiem i to powiem w 100% gdyby podniósł na mnie rękę wyprowadziłabym się ja znów nie rozumie kobiet które są bite i poniewierane a są nadal ze swymi oprawcami.

Jak wcześniej pisałam byłam i jestem samotna tylko, że teraz samotność ma inny wymiar teraz wyfrunęłam z klatki teraz wiem, że żyję jestem tylko odpowiedzialna za dziecko i za siebie.
A co będzie dalej zaobaczymy.

11

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

To prawda co pisze Mussuka, kazdy teraputa powie ze jesli nie pomagaja prosby grozby i placz to albo trzeba zaczac stosowac tzw. twarda milosc lub trzeba odejsc chocby na jakis czas. Trzeba odejsc aby alkoholik osiagnal dno i zrozumial do czego doprowadza picie. I wtedy ma wybor: albo dalej trwa w nalogu albo probuje cos zmienic. Pozostawanie przy czynnym alkoholiku utwierdza go w przekonaniu ze nie musi ponosic zadnych konsekwencji, ze moze sie napic bo i tak partnetka/partner wycignie go z opresji. Dla wspoluzaleznionych jest to niebywale trudne ale mozliwe do realizacji.
Ja jestem teraz na drodze ucieczki, odeszlam 2 tygodnie temu i choc nadal nie moge przestac o nim myslec trwam w swoim postanowieniu. Robie to dla swojego i Jego dobra. Jest ciezko, ale zyje, oddycham, pracuje

12

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
niunia77 napisał/a:

To prawda co pisze Mussuka, kazdy teraputa powie ze jesli nie pomagaja prosby grozby i placz to albo trzeba zaczac stosowac tzw. twarda milosc lub trzeba odejsc chocby na jakis czas. Trzeba odejsc aby alkoholik osiagnal dno i zrozumial do czego doprowadza picie. I wtedy ma wybor: albo dalej trwa w nalogu albo probuje cos zmienic. Pozostawanie przy czynnym alkoholiku utwierdza go w przekonaniu ze nie musi ponosic zadnych konsekwencji, ze moze sie napic bo i tak partnetka/partner wycignie go z opresji. Dla wspoluzaleznionych jest to niebywale trudne ale mozliwe do realizacji.
Ja jestem teraz na drodze ucieczki, odeszlam 2 tygodnie temu i choc nadal nie moge przestac o nim myslec trwam w swoim postanowieniu. Robie to dla swojego i Jego dobra. Jest ciezko, ale zyje, oddycham, pracuje

Ja jestem niepijącą alkoholiczką i potwierdzam Twoje słowa z własnych doświadczeń. Oczywiście daleko mi do okrelenia kogoś jako głupiego, przecież każdy dokonuje własnych wyborów i ponosi ich wszelkie konsekwencje.

13

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Dla mnie osobiście zalety samotności to : nikt nie wtrąca się w moje decyzje ani finanse, skrajnie egoistyczne życie, mój dom wygląda tak jak chce by wyglądał, nie muszę z nikim dyskutować o tym czego chce i co czuje, nie muszę brać pod uwagę czyichś uczuć i poglądów. Nie muszę się dzielić niczym, nie muszę się tłumaczyć, chodzić na kompromisy, nikt nie zawraca mi głowy swoimi problemami życiowymi.
I tak dalej. Ja jestem stworzona bardziej do samotności niż do dzielenia z kimś życia. Z tym, że w tej mojej samotności jeśli miałam ochotę na seks, jeśli miałam ochotę się przytulić albo iść do kina i tak dalej to zawsze miałam do kogo.
Wracanie do pustego domu sprawia mi ogromną przyjemność, tak dużą, że kupuje drugi dom i będziemy mieszkać osobno.

14

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Samotność ma dwa oblicza. Można być samotnym z wyboru, można kogoś stracić i wtedy poczuć prawdziwą samotność. Nigdy nie byłam samotna. Mój mąż zginął tragicznie miesiąc temu. Dziś jestem sama... zagubiona... Pozostała cisza!

Warto mieć Kogoś bliskiego, samotność jest straszna

15

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
missnowegojorku napisał/a:
niunia77 napisał/a:

To prawda co pisze Mussuka, kazdy teraputa powie ze jesli nie pomagaja prosby grozby i placz to albo trzeba zaczac stosowac tzw. twarda milosc lub trzeba odejsc chocby na jakis czas. Trzeba odejsc aby alkoholik osiagnal dno i zrozumial do czego doprowadza picie. I wtedy ma wybor: albo dalej trwa w nalogu albo probuje cos zmienic. Pozostawanie przy czynnym alkoholiku utwierdza go w przekonaniu ze nie musi ponosic zadnych konsekwencji, ze moze sie napic bo i tak partnetka/partner wycignie go z opresji. Dla wspoluzaleznionych jest to niebywale trudne ale mozliwe do realizacji.
Ja jestem teraz na drodze ucieczki, odeszlam 2 tygodnie temu i choc nadal nie moge przestac o nim myslec trwam w swoim postanowieniu. Robie to dla swojego i Jego dobra. Jest ciezko, ale zyje, oddycham, pracuje

Ja jestem niepijącą alkoholiczką i potwierdzam Twoje słowa z własnych doświadczeń. Oczywiście daleko mi do okrelenia kogoś jako głupiego, przecież każdy dokonuje własnych wyborów i ponosi ich wszelkie konsekwencje.

Jesli mozna spytac to co takiego stalo sie w Twoim zyciu ze postanowilas skonczyc z piciem?

16

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
NinaLafairy napisał/a:

Dla mnie osobiście zalety samotności to : nikt nie wtrąca się w moje decyzje ani finanse, skrajnie egoistyczne życie, mój dom wygląda tak jak chce by wyglądał, nie muszę z nikim dyskutować o tym czego chce i co czuje, nie muszę brać pod uwagę czyiś uczuć i poglądów. Nie muszę się dzielić niczym, nie muszę się tłumaczyć, chodzić na kompromisy, nikt nie zawraca mi głowy swoimi problemami życiowymi.
I tak dalej. Ja jestem stworzona bardziej do samotności niż do dzielenia z kimś życia. Z tym, że w tej mojej samotności jeśli miałam ochotę na seks, jeśli miałam ochotę się przytulić albo iść do kina i tak dalej to zawsze miałam do kogo.
Wracanie do pustego domu sprawia mi ogromną przyjemność , tak dużą, że kupuje drugi dom i będziemy mieszkać osobno.

Jesteś samowystarczalna. A co z potrzebami emocjonalnymi? Nie wiem jak godzisz bycie ze sobą samą, a jednocześnie masz na tyle dobre relację, że zawsze jest ktoś i do pogadania i przytulenia. To już chyba wyższa szkoła jazdy big_smile
Wiesz ja czasem lubię samotność, bo trochę jak ty - mogę się realizować, mogę rozwijać się, ale jeśli czuję się samotna, to dlatego że potrzebuję głębszej relacji. Bardzo potrzebuję takiej prawdziwej rozmowy, nie tylko wymiany informacji - co na kolację, itp

17

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Bardzo przepraszam, to jak nazwac osobe, ktora wiedzac, ze sie parzy wklada reke w ogien, malo tego jeszcze go podsyca swoim milosiernym zachowaniem? Nadzieja? Dobrze wiecie czyja jest matka wiec prosze sie nie oburzac tylko sobie spojrzec prosto w oczy i powiedziec raz w zyciu szczerze - jestem z alkoholikiem, bo jestem slaba i glupia. Za slaba, zeby wziac swoj los w swoje rece i glupia, bo wierze w cuda.

Ja nie mam litosci dla osob, ktore widza i wiedza co sie dookola nich dzieje a tkwia jak kolki wbite w ziemie placzac, narzekajac i wznoszac modly do wszystkich swietych, zeby za nich czarna robote odwalili.

18

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Mussuka głównym tematem jest samotność, pozytywne aspekty bycia samemu w życiu, nie wątek alkoholowy.

19

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

A czy nie przyszło Ci do głowy przypadkiem że takie osoby po prostu się boją??????
Jeśli taka kobieta dostaje codziennie lanie z byle powodu to proste że nadskakuje bo boi się aby znów nie wywołać burzy. A jeśli jest otoczona tylko osobami Twoich poglądów to już w ogóle masakra. Warto pomyśleć że ktoś taki może po prostu potrzebuje aby wyciągnąć do niego rękę i poprowadzić w odpowiednim kierunku. Wybacz że nikt nie jest tak mega silny i rozważny jak Ty. Ja też byłam w takiej sytuacji i uwierz mi nie życzę nikomu tego ale właśnie dzięki wsparciu pewnych osób udało mi się wyplątać z tego. Bo gdybym tylko słyszała opinie że jestem głupia to raczej prędzej bym się załamała niż nabrała odwagi. Słaba owszem ale nie głupia...
I nie chodzi o miłosierdzie tylko strach przed przerwaniem tego układu,od którego niekiedy się uzależniamy. Bo jak ja sobie poradzę,bo gdzie pójdę,kto mi pomoże...to są najczęstsze pytania. A nie takie że co ja bez niego zrobię...
Zgodzę się że są osoby które ślepo wierzą w jakąkolwiek zmianę partnera i przez to pogrążają same siebie ale nie można wrzucać wszystkich do jednego wora.

20

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Temat zszedł na zły tor.
Pozytywne aspekty samotności.....
Hmmmmm nic mi do głowy nie przychodzi.
Choć czasami pewna dawka samotności jest wskazana ale na zasadzie samotny spacer,krótki wyjazd aby poukładać sobie różne sprawy,myśli.
Bo tak ogólnie to samotność jest przygnębiająca. Ja tam lubię się tulić smile a jak nie ma do kogo to ciężko oj ciężko...

21

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Kwiatuszek100 napisał/a:

A czy nie przyszło Ci do głowy przypadkiem że takie osoby po prostu się boją??????
Jeśli taka kobieta dostaje codziennie lanie z byle powodu to proste że nadskakuje bo boi się aby znów nie wywołać burzy. A jeśli jest otoczona tylko osobami Twoich poglądów to już w ogóle masakra. Warto pomyśleć że ktoś taki może po prostu potrzebuje aby wyciągnąć do niego rękę i poprowadzić w odpowiednim kierunku. Wybacz że nikt nie jest tak mega silny i rozważny jak Ty. Ja też byłam w takiej sytuacji i uwierz mi nie życzę nikomu tego ale właśnie dzięki wsparciu pewnych osób udało mi się wyplątać z tego. Bo gdybym tylko słyszała opinie że jestem głupia to raczej prędzej bym się załamała niż nabrała odwagi. Słaba owszem ale nie głupia...
I nie chodzi o miłosierdzie tylko strach przed przerwaniem tego układu,od którego niekiedy się uzależniamy. Bo jak ja sobie poradzę,bo gdzie pójdę,kto mi pomoże...to są najczęstsze pytania. A nie takie że co ja bez niego zrobię...
Zgodzę się że są osoby które ślepo wierzą w jakąkolwiek zmianę partnera i przez to pogrążają same siebie ale nie można wrzucać wszystkich do jednego wora.

Tak tak, skarbie, oszukuj sie i miliony takich jak Ty dalej. Tak wlasnie "leczy sie" alkoholizm.
Strachem i poddancza usluznoscia.


Averyl - o samotnosci pisalam, ale jak chcesz to drukowanyuymi powtorze - lepiej boso ale w ostrogach. Czyli lepiej samej na wyspie bezludnej w otoczeniu kwiatow niz w zasmrodzonym wspolnym M-x z alkoholikiem u boku. Teraz juz rozumiesz jakie sa plusy samotnosci w takim wlasnie wypadku: ja albo ja+ on + alkohol(tudziez inne "zalety")? Wolnosc, swoboda, godnosc osobista, bezpieczenstwo moje i dzieci, poszanowanie w oczach innych, korzysci finansowe tez mozna doliczyc.

Chyba, ze chcialas dywagowac o ogolnych zaletach samotnosci, bez brania pod uwage wczesniejszych zwiazkow z popaprancami. Tylko z poprzednich postow jakos to nie wynikalo.

Mam wrazenie, ze wiekszosc kobiet w naszym kraju po prostu nie umie byc same, nie potrafia sie cieszyc z wlasnego bytu, jestestwa, sa jak narkomanki uzaleznione od obecnsci faceta obok i czesto gesto biora byle co albo godza sie na totalne byle co, byleby tej "strasznej i gorzkiej" samotnosci nie doswiadczyc. Jak to nazwac jak nie glupota?

22

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Averyl napisał/a:

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

Ja nie uważam zeby było coś pozytywnego w byciu samotnym.
Często ludzie są sami ale nie samotni, samotność jest stanem ducha, że potrafimy mieć mnóstwo osób przy sobie ale czujemy pustkę wewnętrzną. W byciu samym nie ma nic złego jeśli chodzi o związki,różne są momenty w życiu(nie mamy partnera, albo jesteśmy oddaleni od rodziny, przyjaciół) ale osoba poukładana szybko będzie chciała nawiązywać nowe znajomości, to ze zdrowej natury poniekąd wynika.

23

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Pamiętam alkoholików z mojego dzieciństwa. Byli to moi sąsiedzi, a także brat mojego dziadka, który mieszkał w domku obok. Zawsze było tam brzydko i brudno, bałam sie tam wchodzić. Ciocia mówiła mi że wujek Gienek, bo tak się nazywał, w młodości był w wojsku, i był też bardzo zdolny i oczytany. Na starość został kawalerem i pijakiem samotnie siedzącym i pijącym. To było smutne i odrażające, taki widok..brzydkiegi, łysego faceta, sfrustrowanego i nieszczęśliwego..Dlaczego tak musiało sie stać...?!..nie wiem...Z kolei pijacy sąsiedzi to troche jak strażnicy stali pod płotem i pili, pijacki melanż .... brudne łachmany, starsi samcowie, mały człowiek truchlał na ich widok.....proste słowa, zwroty, ale tez trochę miłości do nas, rozlatanych dzieci...czuło sie troche to..a córka takiego jednego, moja super koleżanka..

24 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-03-05 13:30:49)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Czasymira - a jaki ma to związek z samotnością??? Gdyby Gienek nie był samotnym kawalerem, to nie piłby? A może pochwałą samotności jest, że jednak pił i jest o czym napisać.

Do moderatora - proszę zmieńcie tytuł - refleksje alkoholowe.

Dziękuję bardzo tym, którzy o samotności napisali.

25

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Mussuka przepraszam bardzo a kto powiedział Ci że ja się oszukuję??? Gdybyś się uważniej wczytała w mój post to być może doczytałabyś ŻE JUŻ NIE TKWIĘ W TYM ZWIĄZKU.
A co do kobiet w naszym kraju...może po prostu mają potrzebę bycia z kimś,rodzenia dzieci,ogólnie zakładania rodzin. A że być może biorą czasami byle co z własnej nieświadomości to wybacz,na pewno Tobie nigdy nie zdarzyło się popełnić błędu i trafić na takie byle co...
Nie każdy całe życie jest taki sam.ludzie się zmieniają...

26 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-03-05 13:35:56)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Averyl napisał/a:

Czasymira - a jaki ma to związek z samotnością??? Gdyby Gienek nie był samotnym kawalerem, to nie piłby? A może pochwałą samotności jest, że jednak pił i jest o czym napisać.

Do moderatora - proszę zmieńcie tytuł - refleksje alkoholowe.

Dziękuję bardzo tym, którzy o samotności napisali.

Averyl, przeczytaj no swoj pierwszy post dokladnie i ze zrozumieniem - ktos tu od poczatku jasno pytal: lepiej byc samej czy z alkoholikiem ze strachu przed samotnoscia. Tak zaczelas to tak sie potoczylo.

Trzeba bylo ogolnie, bez wplatania tego meza jakiejs tam pani. Bylaby rozprawka o urokach zycia singli a nie refleksje alkoholowe.

27

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Mussuka napisał/a:

Averyl, przeczytaj no swoj pierwszy post dokladnie i ze zrozumieniem - ktos tu od poczatku jasno pytal: lepiej byc samej czy z alkoholikiem ze strachu przed samotnoscia. Tak zaczelas to tak sie potoczylo.

Jasno i wyraźnie postawione były pytania:

Averyl napisał/a:

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

a moja intencja też była jasno i wyraźnie przedstawiona:

Averyl napisał/a:

...może powinnam założyć ten wątek w zakładce Samotność, ale chciałabym też jakieś bardziej pozytywne poglądy przeczytać.

natomiast to jakie obserwacje doprowadziły mnie do postawienia takiego pytania, to jest inna bajka. Każdy może czuć się samotny z innego powodu.

28 Ostatnio edytowany przez Elede (2013-03-05 16:17:00)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Nie ma co zmieniać tytułu, wystarczy wrócić do tematu wink

A więc...do samotności można miec chyba podejście dwojakie, a właściwie to trojakie. Po pierwsze, ktoś boi się samotności tak, jakby od tego zależało wręcz jego życie, i to jest chyba zrozumiałe. Dla małego dziecka samotność = śmierć, może w niektórych wciąż gdzieś tkwią te dziecięce uczucia? W sumie przetrwanie naszego gatunku zależy od współdziałania w grupie, od współzależności.

Po drugie, i to ja tak miałam, ktoś kto był od zawsze sam (niewazne że w rodzinie do 18 rż) trochę boi się innych ludzi, bo nie wyniósł dobrych wzorców z rodziny, czuje się trochę jak kosmita, nie wiadomo co z tymi innymi ludźmi robić, jak spędzać z nimi czas, a co dopiero z płcią przeciwną, to już w ogóle jest horror. Jest taki wątek 'co robić z kobietą', otóż też tak miałam, tylko pt. co robić z facetem (oprócz seksu oczywiscie :)Wydawało mi się wtedy, że dobrze mi zupełnie samej, nie rozumiałam koleżanek, które muszą kogoś mieć, żeby iść z nim na zakupy, do kina, czy wyjechać na wakacje. Dla mnie nie było problemem wyjechać z zupełnie obcymi ludźmi, bo w grupie czułam się najbezpieczniej, bez nawiązywania głębszych relacji, ani nie było problemem iść samej do kina czy gdziekolwiek  indziej. Jednocześnie tęskniłam gdzieś w środku do bliskości i podejrzewałam, że może to być coś dobrego.

Po trzecie, najzdrowsze podejście, do którego doszłam po jakichś 30 latach samotności i poczucia izolacji, to: nie mam faceta, ale mam znajomych i przyjaciół, mogę robić co chcę, mam swój kąt, nie muszę się przed nikim tłumaczyć, mogę rozwijać swoje pasje. U mnie jednak ta samotność, a raczej - singlowanie, to był z definicji stan przejściowy i cały czas dążyłam do poznania mężczyzny, nie za wszelką cenę jednak, a kiedy już postawiłam na sobie krzyżyk i pogodziłam się, że prawdopodobnie to nie nastąpi - bach, poznałam mojego obecnego męża.

Teraz, kiedy mam rodzinę o jakiej marzyłam, widzę jak fajna to sprawa i nie dziwię się tym, którzy do tego dążą. Wiem też jednak, że byłam już sama, że sama sobie poradzę, że z moim mężem nie muszę życ w kompletnej symbiozie, bo oboje nauczyliśmy się już życia osobno - to chyba daje samotność, poczucie że mogę na sobie polegać i że dam radę...

29 Ostatnio edytowany przez Kyntia (2013-03-06 00:35:27)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Averyl napisał/a:

Jesteś samowystarczalna. A co z potrzebami emocjonalnymi? Nie wiem jak godzisz bycie ze sobą samą, a jednocześnie masz na tyle dobre relację, że zawsze jest ktoś i do pogadania i przytulenia. To już chyba wyższa szkoła jazdy big_smile

Ja na przykład swojego czasu byłam sama i żadne emocjonalne potrzeby nie były mi w głowie.
Przytulenie się do faceta? Wypsikałabym przyjaciółkę męskim dezodorantem i lepiej by mnie przytuliła,pocieszyła,rozmawiała niż 50 facetów na raz wzietych wink

czasymira to już drugi post który czytam napisany przez ciebie i nie wiem co ma piernik do wiatraka,piszesz aby nabijać posty czy co?

I rzeczywiście trzeba zmienić tytuł postu bo nie wiadomo o co chodzi...

Kwiatuszek100 a co ma samotnosc do codziennego bicia,czy strachu? Ja ze strachu przed biciem odeszłabym, i całowałabym Swoją samotność po palcach i pietach u stóp...
Nie rozumiem Twoich postów.


I wybacz namawianie i wyciąganie ręki gów** da, skoro Ta osoba nie będzie chciała odejść, bo psychicznie jest uzależniona od partnera. Ja swojej matce wbijam i wkładam do łba srednio 4 razy na miesiąc,wyciagam dlon jako pomoc - i nie tylko ja, a ta ryczy,wyje,wyrzuca,wraca nienawidzi,kocha,chce zabić,prosi,klnie,przebacza,wyklina....

I Póki ONA sama nie będzie gotowa,nie odejdzie to każdą pomoc będzie można o kant...blatu rozbić.
A człowiek który nie chce odejść,nie czuje się gotowy będzie miał na podorędziu 2 tyś powodów dlaczego nie odejdzie,zaczynając od kasy,dzieci,po wspólny dywan w pokoju.

30

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Elede napisał/a:

Teraz, kiedy mam rodzinę o jakiej marzyłam, widzę jak fajna to sprawa i nie dziwię się tym, którzy do tego dążą.

Jasne, ja tez...tylko nie za wszelka cene.


Elede napisał/a:

Wiem też jednak, że byłam już sama, że sama sobie poradzę, że z moim mężem nie muszę życ w kompletnej symbiozie, bo oboje nauczyliśmy się już życia osobno - to chyba daje samotność, poczucie że mogę na sobie polegać i że dam radę...

Otoz to, masz teraz rodzine i jest super, ale bylas sama (nie samotna, to zupelnie cos innego) i tez bylo fajnie. Twoja sila w obecnym zwiazku polega na tym, ze Ty znalazlas najpierw siebie, swoje potrzeby i swoje wlasne ja a potem znalazlas (czy sie znalazl) meza. A nie odwrotnie jak 99% kobiet tu piszacych czyni.

Ty zyjesz Z mezem a nie DLA niego. A to uzyskalas dzieki Twojej "samotnosci".

31

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Kyntia jak już pewnie zauważyłaś to wątek zszedł na temat alkoholowy dlatego mój post. A każdy przypadek jest inny,Twojej mamie można tłuc do głowy i nic no to trudno. Życzę Tobie i jej aby się opamiętała. Odetchnie nie tylko ona...
Zresztą co to za różnica czy taka osoba mieszka ze swym "lubym alkoholikiem" czy nie,przecież i tak jest samotna.
A samotność...chyba taka z wyboru jest lepsza niż "samotność w związku".

32

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Mussuka napisał/a:
Elede napisał/a:

Wiem też jednak, że byłam już sama, że sama sobie poradzę, że z moim mężem nie muszę życ w kompletnej symbiozie, bo oboje nauczyliśmy się już życia osobno - to chyba daje samotność, poczucie że mogę na sobie polegać i że dam radę...

Otoz to, masz teraz rodzine i jest super, ale bylas sama (nie samotna, to zupelnie cos innego) i tez bylo fajnie. Twoja sila w obecnym zwiazku polega na tym, ze Ty znalazlas najpierw siebie, swoje potrzeby i swoje wlasne ja a potem znalazlas (czy sie znalazl) meza. A nie odwrotnie jak 99% kobiet tu piszacych czyni.

To kobieta będaca w zwiazku nie moze "odnaleźć siebie"(cokolwiek to znaczy)?
To by oznaczło że do jakiegoś czasu się poznajemy a później wchodzimy w związki,czyli nasz rozwój zakończył się na pewnym etapie, no ja tak nie mam.
A jeszce pytanie z drugiej strony, jak mam poznać jakie mam potrzeby nie wchodząc w związek?

33

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Koliber napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Elede napisał/a:

Wiem też jednak, że byłam już sama, że sama sobie poradzę, że z moim mężem nie muszę życ w kompletnej symbiozie, bo oboje nauczyliśmy się już życia osobno - to chyba daje samotność, poczucie że mogę na sobie polegać i że dam radę...

Otoz to, masz teraz rodzine i jest super, ale bylas sama (nie samotna, to zupelnie cos innego) i tez bylo fajnie. Twoja sila w obecnym zwiazku polega na tym, ze Ty znalazlas najpierw siebie, swoje potrzeby i swoje wlasne ja a potem znalazlas (czy sie znalazl) meza. A nie odwrotnie jak 99% kobiet tu piszacych czyni.

To kobieta będaca w zwiazku nie moze "odnaleźć siebie"(cokolwiek to znaczy)?
To by oznaczło że do jakiegoś czasu się poznajemy a później wchodzimy w związki,czyli nasz rozwój zakończył się na pewnym etapie, no ja tak nie mam.
A jeszce pytanie z drugiej strony, jak mam poznać jakie mam potrzeby nie wchodząc w związek?

Chyba rzeczywiscie pisze zbyt skomplikowanie dla niektorych.

Zeby umiec stworzyc dobry, niesamolubny ani niezalezny (od partnera) zwiazek trzeba znac wlasne wartosci i potrzeby wczesniej i byc szczesliwym samym ze soba. A jak ktos jest pusty jak przyslowiowy pustak (zero zainteresowan, wartosci, dazen, marzen, planow, zycia wlasnego) przed poznaniem tej drugiej osoby, to co wniesie do zwiazku? Proznie. No i uczepi sie tego zwiazku jak rzep ogona albo jak huba brzozy. To nie symbioza, to pasozytowanie. Czy uzaleznienie - jak zwal tak zwal.

Ja mezczyzn uwielbiam, ale jeszcze bardziej uwielbiam sama siebie. Potrafie byc i z nimi i bez nich. Sa dla mnie dopelnieniem mojego zycia a nie jego trescia od A do Z - teraz jasno sie wyrazilam?

34

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

To akurat wiem, że chodzi ci o skrajną postawę w związku, że związek oparty na miłości własnej jest dopiero związkiem zdrowym...

Piszesz żeby stworzyć dobry, niezależny związek to trzeba między innymi poznać swoje wartości, a jeśli dla kogoś wartością jest właśnie związek?

35

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Koliber napisał/a:

Piszesz żeby stworzyć dobry, niezależny związek to trzeba między innymi poznać swoje wartości, a jeśli dla kogoś wartością jest właśnie związek?

To wspolczuje takiej postawy. To wlasnie jak zycie huby, ktora szuka na sile brzozy, bo sama obumrze.

36

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

w takim razie(nawiązując do tematu) gdzie te profity w byciu samemu?

37 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-03-08 13:26:30)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Samemu to mozna byc na wyspie Robinsona Crusoe, choc i on tam sobie towarzyszy znalazl. W normalnych warunkach Europy Centralnej, jestesmy na codzien otoczeni setkami ludzi i mniej lub bardziej interaktywni w relacjach z nimi. Wiec ciezko w takim wypadku byc samemu.

Z tych relacji mozna bardzo wiele wyciagnac nauk i korzysci dla siebie na przyszlosc, ktore przydadza sie w tworzeniu pozniej zwiazku.

Mozna bedac "samemu" poznawac nauki, doksztalcac sie, rozwijac wlasne hobby, ksztaltowac kariere, poznawac swiat i inne kultury..do tego nie jest potrzebny zaden zwiazek. W niektorych nawet sytuacjach, np. nauka badz rozwoj w pracy, zwiazek moze paradoksalnie stanowic niejako hamulec. Ot, chocby w przypadku zaborczego partnera albo malego dziecka.

To bycie "samemu" ma dac czas mlodej czy ciut starszej nawet osobie na wlasny rozwoj i znalezienie wlasnej drogi do szczescia.

Dla mnie takie uzaleznianie swojego szczescia od znalezienia partnera i bycia z nim po kres wieczny to filozofia bluszczu. A wiele pan tak wlasnie, jak bluszcz, sie zachowuje. Bez partnera ani rusz, nic same nie potrafia i nie sa w stanie ani reka ani noga ani glowa ruszyc.

38

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Koliber napisał/a:

w takim razie(nawiązując do tematu) gdzie te profity w byciu samemu?

Myślę, że samotność to "stan" umysłu, nastawienie do rzeczywistość.
Można być samotnym w związku, bo nie możesz nawiązać głębszego porozumienia z partnerem, a można w dokładnie odwrotnych warunkach - w odizolowaniu czuć tę więź, która nie pozwoli czuć się samotnym, bo wiesz, że jest ktoś, kto myśli o tobie, kto czeka na ciebie.

Samotność może być też pozytywna - przez wieki w naszej kulturze przewija się wątek samotników, ludzi, którzy wybierają izolację, by nie dekoncentrować się na codzienność, a rozwijać siebie, swoją duchową stronę.
Każdy człowiek, gdy ma jakieś problemy, albo ciężkie przeżycia czasem potrzebuję odrobiny samotności, by poukładać w sobie te sprawy, by nauczyć się z nimi radzić, by coś przemyśleć. Czasem zrobienie "przerwy w związku" sprawia, że ludzie zaczynają bardziej szanować więź.
Kilka osób na tym forum zauważyło, że samotność jest fajna, bo nie tworzy potrzeby współdecydowania, ustępstw, kompromisów... itp
Dla niektórych jest to mniejsze zło - niż stawienie czoła problemom.

Problem chyba pojawia się, gdy odizolowanie zaczyna dominować, gdy przestaje to być stan wynikający z własnej potrzeby.

39

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Zawsze bałam się samotności czy bycia samej, uzależniałam swoje szczęście od drugiej osoby, która najczęściej nie była tego warta.
Zabijałam pustkę, którą sama miałam w sobie towarzystwem faceta.
Uciekałam od siebie, a dni kiedy mogłam spędzić sama w domu traktowałam jako zło konieczne.
Gdy przyszło mi zostać "samej", bo eks mnie rzucił to dopiero było coś dla mojej psychiki.
Ale cóż, wiedziałam, że to w końcu musi nadejść.
Skupiłam się na sobie, aczkolwiek to wymagało z mojej strony nadludzkiego wysiłku.
Zaczęłam powolutku doceniać siebie samą, spędzać z sobą czas, wsłuchiwać się w siebie. Spełniać SWOJE zachcianki, marzenia, byłam wolna! Rok który minął, a tyle zajęło mi składanie się do kupy to jeden z najcudowniejszych okresów w moim życiu. I teraz nagle stałam się wręcz domatorką, bardzo cenię sobie samotne wieczory gdy narzeczony jest w delegacji czy na szkoleniu.
Osoby, które są po toksycznych relacjach i co najważniejsze wyciągnęły z nich wnioski na problem samotności czy bycia samemu patrzą nieco inaczej.
I teraz gdy jestem w szczęśliwym związku, partnerskim bardzo pilnuje swoich przestrzeni, swojego terytorium i nie oddaje się cała mdlejąca mężczyźnie choć ten akurat "zasługuje" na to najbardziej, przypuszczam jednak, że taka frasobliwa i zapatrzona w niego jak w obrazek straciłabym na swojej atrakcyjności w swoich i jego oczach.
Teraz umiałabym odejść gdyby działa mi się krzywda.
Trudno, bolałoby, ale nader cenię sobie swoje towarzystwo i swój komfort by wisieć na kimś w myśl idei "miłość Ci wszystko wybaczy".
Nie, moja na pewno nie.

Pozytywnym aspektem dla mnie bycia samej (nie samotnej) to możliwość decydowania o sobie w 100%. Wolność przez duże W.

40

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Koliber napisał/a:

w takim razie(nawiązując do tematu) gdzie te profity w byciu samemu?

masz zajebisty święty spokój lol

41

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
alaclaudie napisał/a:
Koliber napisał/a:

w takim razie(nawiązując do tematu) gdzie te profity w byciu samemu?

masz zajebisty święty spokój lol

To zalezy od czego tez uwarunkowane sa te profity czy tez zaje..... swiety spokoj?
Czasami jestesmy tak samotni, ze nawet nas przy nas nie ma. Samotni a nie sami... a to jest znaczna roznica.

42

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Mussuka napisał/a:

Zeby umiec stworzyc dobry, niesamolubny ani niezalezny (od partnera) zwiazek trzeba znac wlasne wartosci i potrzeby wczesniej i byc szczesliwym samym ze soba.

Ja mezczyzn uwielbiam, ale jeszcze bardziej uwielbiam sama siebie. Potrafie byc i z nimi i bez nich. Sa dla mnie dopelnieniem mojego zycia a nie jego trescia od A do Z - teraz jasno sie wyrazilam?

Tu jest cały sens odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie.

Siedzenie i użalanie się nad sobą - jestem taka biedna, nieszczęśliwa, bo samotna - jest jakimś przeklętym kręgiem.
Skoro ktoś jest taki nieszczęśliwy bez faceta, oznacza, że nie jest szczęśliwy sam ze sobą - a to najgorsza rzecz w życiu jaka może być.

Uzależnianie swojego szczęścia od bycia z kimś w związku świadczy o byciu w niezgodzie z samym sobie. A to warto korygować - dla swojego szczęśliwego - i jak to mówisz samotnego - życia (jeśli los nie postawi na drodze żadnego mężczyzny odpowiadający potrzebom), albo dla szczęśliwego życia w związku.

Bo jeśli dziś jesteś taka nieszczęśliwa, bo samotna - to uwierz mi, że nie stworzysz szczęśliwego związku choćby ten facet miał się pojawić jutro, albo za dwie godziny.

Warto żebyś zastanowiła się dlaczego tak bardzo czujesz się samotna, dlaczego nie potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą. Zastanów się nad tym i pogadaj szczerze sama ze sobą wink

43 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-03-09 14:27:39)

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Mi się wydaje , że to zależy od człowieka.
Ja nie umiem żyć bez pracy i nie umiem żyć bez nauki, ciągle czytam książki o astronomii, historii i medycynie bo mam obsesje na punkcie tych trzech rzeczy. Gdyby ktoś mi to zabrał, może byłabym zagubiona, i czuła się źle. Ale kiedy zamknę się ze swoimi zbiorami książek, i po prostu czytam jedną za drugą tylko pijąc herbatę to nawet nie zauważę, że jestem sama. I mogłabym spędzić tak życie. Dla mnie cisza kiedy w chodzę do domu, i myśl 'jestem sama' to ogromna ulga i prawdziwy odpoczynek.
A stworzyć relacje z ludźmi jest mi i było bardzo łatwo, jestem lubiana i ludzie darzą mnie zaufaniem, dla nich jestem najlepszym przyjacielem.
Jestem mężatką, ale tylko dlatego, że pogodziłam samotność ze związkiem. A mój mąż ma podobnie do mnie.
Trzeba lubić siebie i mieć własne rzeczy, które lubi się samemu robić, a wtedy samotność nie jest taka straszna.

44

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Nina a dziecko wam nie przeszkadza?

45

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
kopi napisał/a:

Warto żebyś zastanowiła się dlaczego tak bardzo czujesz się samotna, dlaczego nie potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą. Zastanów się nad tym i pogadaj szczerze sama ze sobą wink

o to ja się nie muszę nad tym zastanawiać bo zawsze lubiłam swoją samotnosć, w pewnym momencie aż za bardzo, dlatego mnie to dziwi jak ludzie moga dażyć do tej samotni,to nic fajnego, bardziej rozwija kontakt z drugim człowiekiem niż czytanie tony książek

46

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Mam podwiązane jajowody i nie mam dzieci. Ale gdyby owe dziecko istniało byłabym bardzo złą matką.

47

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

To była twoja świadoma decyzja?Czy zabieg medyczny konieczny do życia.
Każda kobieta ma prawo wyboru.

48

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
kopi napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zeby umiec stworzyc dobry, niesamolubny ani niezalezny (od partnera) zwiazek trzeba znac wlasne wartosci i potrzeby wczesniej i byc szczesliwym samym ze soba.

Ja mezczyzn uwielbiam, ale jeszcze bardziej uwielbiam sama siebie. Potrafie byc i z nimi i bez nich. Sa dla mnie dopelnieniem mojego zycia a nie jego trescia od A do Z - teraz jasno sie wyrazilam?

Tu jest cały sens odpowiedzi na pytanie zawarte w temacie.

Siedzenie i użalanie się nad sobą - jestem taka biedna, nieszczęśliwa, bo samotna - jest jakimś przeklętym kręgiem.
Skoro ktoś jest taki nieszczęśliwy bez faceta, oznacza, że nie jest szczęśliwy sam ze sobą - a to najgorsza rzecz w życiu jaka może być.

Uzależnianie swojego szczęścia od bycia z kimś w związku świadczy o byciu w niezgodzie z samym sobie. A to warto korygować - dla swojego szczęśliwego - i jak to mówisz samotnego - życia (jeśli los nie postawi na drodze żadnego mężczyzny odpowiadający potrzebom), albo dla szczęśliwego życia w związku.

Bo jeśli dziś jesteś taka nieszczęśliwa, bo samotna - to uwierz mi, że nie stworzysz szczęśliwego związku choćby ten facet miał się pojawić jutro, albo za dwie godziny.

Warto żebyś zastanowiła się dlaczego tak bardzo czujesz się samotna, dlaczego nie potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą. Zastanów się nad tym i pogadaj szczerze sama ze sobą wink

Masz rację ja dopiero uczę się być sama ale nie samotna. Małymi kroczkami do przodu. Czy stworzę kiedyś nietoksyczny związek nie wiem, ale wiem, że muszę już nadtym pracować. Są chwile kiedy się użalam nad sobą ale wiem, że to nie jest wyjście z sytuacji. Tak byłam osobą uzależnioną od swojego męża ja rzuciłam dla niego znajomych, przyjaciół swoje zainteresowania myślałam, że dobrze robię ale to był błąd.
Polak mądry po szkodzie

49

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
mwdowa81 napisał/a:

Masz rację ja dopiero uczę się być sama ale nie samotna. Małymi kroczkami do przodu. Czy stworzę kiedyś nietoksyczny związek nie wiem, ale wiem, że muszę już nadtym pracować. Są chwile kiedy się użalam nad sobą ale wiem, że to nie jest wyjście z sytuacji. Tak byłam osobą uzależnioną od swojego męża ja rzuciłam dla niego znajomych, przyjaciół swoje zainteresowania myślałam, że dobrze robię ale to był błąd.
Polak mądry po szkodzie

Ale przynajmniej przez ten błąd możesz zobaczyć co Ci odpowiada, a co nie. Kim jesteś, a kim nie. Czego chcesz, a czego nie.
Możesz zacząć szanować swoją "samotność.
Uzależniałaś swoje szczęście od męża - jak widać nigdzie to nie zaprowadziło. Tak samo mnie, Ciebie jak i wielu innych smile

Tak jak wcześniej ktoś napisał - osoby, które były w toksycznych relacjach chyba jednak trochę inaczej spoglądają na temat "samotności" i nie boją się jej. I wydaje mi się, że po prostu te osoby są już świadome siebie, swoich potrzeb - właśnie przez trwanie w toksycznych relacjach.

50

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Czy się nie boję samotności a raczej bycia samemu chyba jeszcze mam lęk ale to za wcześnie. Ja dopiero raczkuję i od nowa poznaje życie. Jak narazie na mojej liście mam więcej minusów niż plusów bycia samemu ale cały czas pracuję nadtym. Może kiedyś się uda.

51

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

To była moja decyzja świadoma, ten zabieg. Tu chodziło o moje poczucie bezpieczeństwa w życiu

52

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Chyba wszystkie tu piszące jestescie jeszcze bardzo młode,pracujecie,spotykacie codziennie róznych ludzi i wracacie do domku,gdzie macie ciszę i spokój.Ja jestem juz po 60-tce,jestem sama od 15 lat./tez się rozstałam z mężem alkoholikiem/.Jestem zadowolona,bo w zasadzie jestem sama,a nie samotna,prawie.Wychodzę do ludzi,spotykam się z koleżankami.Bardzo chciałabym jeszcze popracować,zeby troszkę do emeryturki dorobić,móc pozwiedzać troszkę świata.Ale,no właśnie,ale niestety dopadają mnie różne choróbska i wówczas nie jest tak fajnie być samemu.Bo nagle okazuje się,ze jedyne dziecko ma swoją rodzinę, pracę i masę różnych zajęć i dla schorowanej mamusi nie ma czasu/takie życie,wyścig szczurów/ja to wiem,rozumiem.Koleżanki nagle muszą sie opiekować wnuczkami lub maja inne zajecia.Samo życie.I wówczas człowiek nie jeż juz sam,lecz samotny.Nie lubię bardzo tych okresów/a zdarzają się coraz częściej/.I nagle jest się zupełnie samotnym.Dobrze,ze zdążyłam zaprzyjaźnić sie z komputerem,ze mam chociaz taki kontakt/kiedy jestem uziemiona w domku/.Ale generalnie lubie te swoja samotność,spokój,nicnierobienie/jak mam taki kaprys/.Lubię bardzo siebie,lubię ludzi,ale mój azyl/mieszkanko ciasne ale własne/jest dla mnie ważny.Pozdrawiam smile

53

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Cieszę się, że napisałaś Perla. Ciekawe jest spojrzenie osoby starszej.

54

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
NinaLafairy napisał/a:

To była moja decyzja świadoma, ten zabieg. Tu chodziło o moje poczucie bezpieczeństwa w życiu

Ale to w Polsce chyba nie jest możliwe, co?
Dobra, przemyslana decyzja.

Perła wspaniale, ze jestes na forum. Takie doświadczone osoby wiele mogą pomóc nam, młodszym:)

55

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Perla napisał/a:

.Lubię bardzo siebie,lubię ludzi,ale mój azyl/mieszkanko ciasne ale własne/jest dla mnie ważny.Pozdrawiam smile

Bo grunt to polubić siebie...pokochać,niezaleznie od wieku.
I uwierz mi i 25 latki, i 30 latki, i 70 latki moga czuć się samotne, w równym stopniu.

56

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Nie, w Polsce to nie możliwe. Może gdzieś tam nielegalnie, chociaż w sumie to niby nie jest nielegalne. Ale nie próbowałam nawet się dowiadywać.
Kiedy odwiedzałam prababcie, później dziadka i babcie w szpitalu i co chwile ktoś u nich siedział przynosił jogurty i soki, i rozmawiał i głaskał i kremował buzie. Wiedziałam wtedy, że ja jeśli w przyszłości będę w takiej sytuacji, będę leżała sama. Bo przecież moi rodzice i wszyscy inni, których mam raczej nie dożyją moich osiemdziesiątych urodzin. Jednak taka jest cena za nie zakładanie rodziny, i mogę ją zapłacić.

57

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Po przeczytaniu rad PolishRumble "Jak dbacie o związek przeciwdziałacie lub zwalczacie kryzysy?"
http://www.netkobiety.pl/t49200.html

dochodzę do wniosku, że chyba lepiej być samej niż tak napracować się przy facecie lol

58

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Perla napisał/a:

Chyba wszystkie tu piszące jestescie jeszcze bardzo młode,pracujecie,spotykacie codziennie róznych ludzi i wracacie do domku,gdzie macie ciszę i spokój.Ja jestem juz po 60-tce,jestem sama od 15 lat./tez się rozstałam z mężem alkoholikiem/.Jestem zadowolona,bo w zasadzie jestem sama,a nie samotna,prawie.Wychodzę do ludzi,spotykam się z koleżankami.Bardzo chciałabym jeszcze popracować,zeby troszkę do emeryturki dorobić,móc pozwiedzać troszkę świata.Ale,no właśnie,ale niestety dopadają mnie różne choróbska i wówczas nie jest tak fajnie być samemu.Bo nagle okazuje się,ze jedyne dziecko ma swoją rodzinę, pracę i masę różnych zajęć i dla schorowanej mamusi nie ma czasu/takie życie,wyścig szczurów/ja to wiem,rozumiem.Koleżanki nagle muszą sie opiekować wnuczkami lub maja inne zajecia.Samo życie.I wówczas człowiek nie jeż juz sam,lecz samotny.Nie lubię bardzo tych okresów/a zdarzają się coraz częściej/.I nagle jest się zupełnie samotnym.Dobrze,ze zdążyłam zaprzyjaźnić sie z komputerem,ze mam chociaz taki kontakt/kiedy jestem uziemiona w domku/.Ale generalnie lubie te swoja samotność,spokój,nicnierobienie/jak mam taki kaprys/.Lubię bardzo siebie,lubię ludzi,ale mój azyl/mieszkanko ciasne ale własne/jest dla mnie ważny.Pozdrawiam smile

Perelko jak ja Cie dobrze rozumie jestsmy w podobnym wieku.........podobno bylam  lub raczej jestem dusza towarzystwa,potrafie kazdemu  pomoc,doradzic,wysluchac..........no wlasnie potrafie byc dobrym sluchaczem sad Przeszlam w zyciu wiele ,ze starczyloby na kilkanascie osob i jeszcze czuliby sie ,ze to ich przytlacza,ale nie mnie .....potrafilam jak fenix z popiolu podnosic sie......do czasu teraz wiem ,co to ludzka bezinteresownosc,wiara w drugiego czlowieka..........jestem chora od  12 dni (ostre zapalenie oskrzeli i itp) mielismy pojechac do syna ,synowej i ukochanych wnukow,ale wszystko poszlo do bani.........zostalismy sami z mezem,mimo ,ze mamy blisko  swoje rodzenstwa z rodzinami......nikt nas nie zaprosil,nikt nie zapytal czy moze jakos pomoc,moze przyniesc cos swiatecznego......nie bylo zadnej pomocy nawet dobrego slowa,....nie istniejemy dla nikogo(syn wydzwania,ale tez synka ma chorego i brzydka pogoda,ktora nie  napawa bezpiecznym wyjazdem) wiec poznalam ,co to samotnosc od podstaw i  pseudo zyczenia.......ZDROWYCH ,RADOSNYCH SWIAT,WSROD NAJBLIZSZYCHH ....ITD,choc wiedza ,ze jestesmy sami,bez....swiatecznych klimatow,bez bliskich......SAMI!!!!! sad sad sad ale reszta rodziny bardzo dobrze sie czuje w swoim towarzystwie..........SAMOTNOSC JEST OKRUTNA I STRACH SIE JEJ BAC  sad sad sad

59

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Kryst54 napisał/a:
Perla napisał/a:

Chyba wszystkie tu piszące jestescie jeszcze bardzo młode,pracujecie,spotykacie codziennie róznych ludzi i wracacie do domku,gdzie macie ciszę i spokój.Ja jestem juz po 60-tce,jestem sama od 15 lat./tez się rozstałam z mężem alkoholikiem/.Jestem zadowolona,bo w zasadzie jestem sama,a nie samotna,prawie.Wychodzę do ludzi,spotykam się z koleżankami.Bardzo chciałabym jeszcze popracować,zeby troszkę do emeryturki dorobić,móc pozwiedzać troszkę świata.Ale,no właśnie,ale niestety dopadają mnie różne choróbska i wówczas nie jest tak fajnie być samemu.Bo nagle okazuje się,ze jedyne dziecko ma swoją rodzinę, pracę i masę różnych zajęć i dla schorowanej mamusi nie ma czasu/takie życie,wyścig szczurów/ja to wiem,rozumiem.Koleżanki nagle muszą sie opiekować wnuczkami lub maja inne zajecia.Samo życie.I wówczas człowiek nie jeż juz sam,lecz samotny.Nie lubię bardzo tych okresów/a zdarzają się coraz częściej/.I nagle jest się zupełnie samotnym.Dobrze,ze zdążyłam zaprzyjaźnić sie z komputerem,ze mam chociaz taki kontakt/kiedy jestem uziemiona w domku/.Ale generalnie lubie te swoja samotność,spokój,nicnierobienie/jak mam taki kaprys/.Lubię bardzo siebie,lubię ludzi,ale mój azyl/mieszkanko ciasne ale własne/jest dla mnie ważny.Pozdrawiam smile

Perelko jak ja Cie dobrze rozumie jestsmy w podobnym wieku.........podobno bylam  lub raczej jestem dusza towarzystwa,potrafie kazdemu  pomoc,doradzic,wysluchac..........no wlasnie potrafie byc dobrym sluchaczem sad Przeszlam w zyciu wiele ,ze starczyloby na kilkanascie osob i jeszcze czuliby sie ,ze to ich przytlacza,ale nie mnie .....potrafilam jak fenix z popiolu podnosic sie......do czasu teraz wiem ,co to ludzka bezinteresownosc,wiara w drugiego czlowieka..........jestem chora od  12 dni (ostre zapalenie oskrzeli i itp) mielismy pojechac do syna ,synowej i ukochanych wnukow,ale wszystko poszlo do bani.........zostalismy sami z mezem,mimo ,ze mamy blisko  swoje rodzenstwa z rodzinami......nikt nas nie zaprosil,nikt nie zapytal czy moze jakos pomoc,moze przyniesc cos swiatecznego......nie bylo zadnej pomocy nawet dobrego slowa,....nie istniejemy dla nikogo(syn wydzwania,ale tez synka ma chorego i brzydka pogoda,ktora nie  napawa bezpiecznym wyjazdem) wiec poznalam ,co to samotnosc od podstaw i  pseudo zyczenia.......ZDROWYCH ,RADOSNYCH SWIAT,WSROD NAJBLIZSZYCHH ....ITD,choc wiedza ,ze jestesmy sami,bez....swiatecznych klimatow,bez bliskich......SAMI!!!!! sad sad sad ale reszta rodziny bardzo dobrze sie czuje w swoim towarzystwie..........SAMOTNOSC JEST OKRUTNA I STRACH SIE JEJ BAC  sad sad sad

Ale Ty nie jesteś sama.... Masz męża....

60

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
Averyl napisał/a:

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

Tak.
1. W domu nic nie musisz. Jak ci się nie chce to nie musisz sprzatać, nie musisz gotować, a jak gotujesz to to co sama lubisz i nie musisz się obawiać że ktoś cię opieprzy że pomidorówka musi byc z ryżem a nie z makaronem. Jak chcesz, to może być nawet z ziemniakami.
2. Sama decydujesz o wydatkach. Mozesz np jeśc cały rok ziemniaki ale pojechać na wycieczkę do Australii czy kupic sukienkę Chanel jeśli uważasz że to dla Ciebie ważne.
3. Jesteś zupełnie wolna w podejmowaniu decyzji o zmianie pracy. Możesz się przenosić w obrębie kraju czy teraz nawet Europy i nie musisz nikogo pytać o zdanie.
4. Nikt ci nie zrzędzi.
5. Sama wybierasz co oglądasz w TV i nie musisz rezygnować z ulubionego serialu bo akurat jest mecz ligi podwórkowej.
6. Pojedyncza dawka prania i naczyń do zmywania.
7. Spotykasz się z kolezankami kiedy chcesz i nie martwisz że po powrocie ktoś w domu będzie miał jakieś obiekcje.

To w normalnej sytuacji.
No a jesli mąż czy partner chleje to jego brak w twoim życiu jest dobrem absolutnym bez względu na wszystko co wymieniłam wyżej.

61

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Hej dziewczyny bylam taka przybita,to zrobily te swieta,bo zawsze kazde celebrowalam,kazde byly wyjatkowe,piekne niepowtazalne.......az do czasu kiedy zmienil sie uklad i to ja chcialam byc jakos inaczej traktowana.........ot tak po swiatecznemu,wyjatkowo.........tylko wszyscy  sa zapatrzeni w siebie,bo przeciez zawsze bywalo inaczej to ja latalam wokol nich sad i teraz wiem  ,ze naprawde przyjaciol poznaje sie w biedzie,bo bieda to tez samotnosc,smutek sad sad sad Chcialoby sie byc traktowanym  tak jak ja innych traktuje.........a tu sie spazylam i to boli,bo nie ma dla nas miejsca prz ich stole............chociaz dla nas oni wszyscy byli najwazniejsi,helpilam ,wprost celebrowalam ich  rodziny.........teraz wydaje mi sie ,ze "kupowalam" ich przychylnosc,bo jak to mozna inaczej okreslic,ze tylko tyle jestesmy warci ile  maja z nas  wyciagnac  ot tak bez pardonu .Juz powinnam wiedziec,ze  tak bylo jest i bedzie,ze maja nas w glebokim powazaniu i nic dla nich nie znaczymy..........teraz wiem na czym stoje i musze sie  nauczyc  kolejny raz byc egoistka .....uczyc sie ,uczyc i jeszcze raz uczyc asertywnosci..........niby jestem madra w dawaniu innym rad,ale sama sobie nie potrafie......oj przykre to :(SAMOTNOSC TO STRASZNA TRWOGA  sad

62

Odp: Samotność to taka straszna trwoga
brzydulla napisał/a:
Averyl napisał/a:

Czy samotność może być atrakcyjna? Czy może być coś pozytywnego w byciu samotnym?

Tak.

A zamieniłabyś swoją samotność na bycie z kimś (facetem, z dzieckiem, przyjaciółką, rodziną) gdybyś miała taką możliwość/gdybyś miała dobrą relację z tą osobą?

Ja sobie tak myślę, że gdyby mój związek się rozpadł, to chyba nie chciałabym wchodzić w nową relację z innym mężczyzną.

63

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Oczywiście, że samotność może być atrakcyjna. Poza tym można różnie rozumieć SAMOTNOŚĆ. Można mieć męża, dzieci, rodzinę i być samotnym... Także to też nie jest kwestia posiadania rodziny. Samotność to brak otwarcia na ludzi, brak chęci rozmowy z nimi, a NIE brak męża czy dzieci. Myślę, że samotność może być na prawdę fajna. Zawsze uważam i myślę, że zawsze UWAŻAĆ BĘDĘ, że lepiej być sama niż z byle kimś. Jeżeli kobieta jest sama ma na prawdę bardzo dużo możliwości, może tyle rzeczy robić DLA SIEBIE , tylko i wyłącznie dla siebie.. ale oczywiście to nie oznacza, że kobiecie nigdy nie jest potrzebne męskie ramie, żeby się wypłakać, przytulić czy tak po prostu żeby ten kochający człowiek BYŁ przy nas, kiedy go potrzebujemy.

64

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Zgadzam sie z poprzedniczka powyzej. Samotnosc sama w sobie jest atrakcyjna. Zawsze robisz cos dla kogos, tym razem zrob cos dla siebie. Otworz sie na nowe mozliwosci. Co do alkoholizmu to nie powinno tu pasc stwierdzenie "glupia partnerka". Gdy wchodzisz w zwiazek malzenski przyzekasz sobie na dobre i na zle. Jego alkoholizm to wlasnie to "zle", ona trzyma sie swojej przysegi i walczy o lepsze jutro, podziwiam i brawo. Za pare lat on nie bedzi pil a ona bedzie dumna ze wytrwala.

65

Odp: Samotność to taka straszna trwoga

Myślę że można by było stworzyć osobny wątek o alkoholiźmie. Na pewno taki jest, ale potrzeba picia jest straszna...Jet teraz taki program w Tv - Śmierć na 1000 sposobów i tak mi się skojarzyło że czasem śmierć jest lepsza dla niektórych od tej samotności itd...mi np. samotność kojarzy się z takim światłem, które oślepia, niby jest poztywne, ale czujesz się w nim źle.....jesteś np. z osobą, którą uważasz że kochasz a nie czujesz szczęścia.....

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Samotność to taka straszna trwoga

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026