Witam wszystkich
Od prawie trzech lat jestem w związku małżeńskim i od dłuższego czasu dochodzi między nami do kłótni. Chciałbym Państwu przedstawić sytuację i chciałbym prosić o radę bo nie wiem co ja już mam zrobić?
No więc zacznę od początku. Pobraliśmy się prawie trzy lata temu. Na samym początku to nic nie zapowiadało naszych problemów - mieliśmy przecież całe życie przed sobą więc mogliśmy rozpocząć planować. Jeszcze przed ślubem zamieszkaliśmy u jej rodziców. Nie minęło pół roku a ja wyjechał do pracy za granicą (przebywam tam do tej pory). Widywaliśmy się średnio co 6 tygodni. Decyzję o wyjedzie podjęliśmy wspólnie ponieważ chcielibyśmy żyć jakimś przyzwoitym poziomie. Po roku czasu kupiliśmy sobie dobrej klasy auto. Wraz z zakupem auta podjęliśmy też decyzje o budowie domu. Troszkę oszczędności mieliśmy a poza tym ja miałem w miarę pewną pracę tak że powoli postanowiliśmy sobie na ten dom uskładać. Pomoc zaoferowali też teściowie i moi rodzice. Czyli wszystko ładnie i super wyglądało.
Po pewny czasie zaczynały się jednak pojawiać problemy. Pierwszy z nich dotyczył bezpośrednio mojej żony. Problemem tym był brak satysfakcji zawodowej mojej żony (a ścisłej brak pracy). Żona zaraz po studiach podejmowała pracę ale zwykle to były pracę na tzw. umowy śmieciowe które nigdy nie potrafiły jej w pełni rozwinąć skrzydeł. Współczułem jej naprawdę bo jest osobą wykształconą i teoretycznie nie powinna mieć problemu ze znalezieniem pracy. Ale wiemy jak jest w Polsce. Więc postanowiliśmy wspólnie że zabiorę ją do siebie (za granicę) i poszukamy jej pracy tu. Plany ruszyły z wielkim rozmachem. Znalazłem fajny i niedrogi apartament do wynajęcia (przyznam nie było łatwo). I kiedy byłem już o malutki kroczek od podpisania umowy z właścicielem stało się to co nie powinno się stać. Firma w której do tej pory pracowałem zwolniła mnie z pracy (redukcja etatów
). Nasze plany o wspólnym mieszkaniu runęły w gruzach. Żona wiązała z nimi ogromne nadzieje ( a ja tym większe). Zostałem bez pracy
Zwolnienie mnie z pracy wprowadziło też zmiany w naszym życiu. Stopniowo zaczęły się pojawiać pretensje. Żona zaczęła martwić się o pieniądze, o dalszą budowę domu, generalnie o wszystko. Powiedziała też, że nie może na mnie liczyć itp. Z trudem przyjąłem to wszystko na siebie i mimo wszystko postanowiłem działać. Będąc za granicą ustaliśmy, że będę szukał nam pracy abyśmy mogli nadal razem tu pracować. To jednak nie jest takie proste. Ja znam znam kraj w którym pracuje i znam jego realia, i wiem że pracę dla siebie tu znajdę. Problem jednak z nią, mianowicie ona nigdy nie pracowała za granicą. Język w którym się tutaj porozumiewamy ona nie zna (zna angielski ale to trochę zaczyna być za mało jak na ten kraj). Kolejnym krokiem milowym jest doświadczenie którego ona nie posiada. Tu nawet jak chcesz pracować na byle jakim polu to się pytają czy kiedykolwiek to robiłeś/aś. Poza tym konkurencja przeogromna. No ale mimo to szukam. Jednak nie jest dobrze bo każdego dnia na Skype kłócimy się. Czuję ogromną presję że muszę jej tą pracę tu znaleźć za wszelką cenę bo ona w domu zwariuje. Ostatnio nawet powiedziała mi, że jak jej nie znajdę pracy to ona sama gdzieś pojedzie (bez zemnie). Ja rozumiem jej frustrację z powodu braku pracy ale robię co mogę na serio. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie naszego małżeństwa jakby ona wyjechała sama gdzieś do innego kraju. Chyba bym osiwiał zamartwiając się. Możemy też powiedzieć to działa w drugą stronę , a mianowicie co ona myśli jak ja jestem tutaj. W moim przypadku jest jest inaczej gdyż ja już od dawna wyjeżdżam i zawsze byłem uczciwy wobec niej. Poza tym jestem facetem a ona jest kobietą. Nie jestem seksistą ale kobiety za granicą są łatwym kąskiem i nie chcę aby się jej tu stała jakakolwiek krzywda (tym bardziej jak są tu same i pierwszy raz). Wiele też widziałem i wiem co mówię. Pewnie uznacie że nie mam zaufania do mojej żony ale ja je mam na 100%. Chodzi o to że jest ona bardzo miłą i ufną osobą a takie najłatwiej jest omamić. Nie chce jej też ograniczać ale jak słyszę takie pomysły to aż się we mnie gotuje. Mam nadzieje że wiecie o co mi chodzi.
Nie wiem co mam teraz zrobić z tym? Jestem tu obecnie i szukam pracy dla nas obojga. Sam nie pójdę do pracy bo to będzie na mnie wyrok i spełnienie jej gróźb wyjazdu do innego kraju. Szukam i nie mogę nic dla par znaleźć. Do Polski nie mogę wrócić bo tego domu nie wybudujemy nigdy (nie zarobię tyle). Na razie puki co teść nam bardzo pomaga w budowie ale nie mogę go tak wykorzystywać.
Jak mam ten problem rozwiązać??? Chcę mieć szczęśliwą żonę i bezcenny spokój. Poradźcie co robić??