Witajcie,
piszę tu ponieważ już sama nie wiem co mam robić, może ktoś mi powie co o tym sądzi, co by zrobił na moim miejscu. Może po prostu ja na to wszystko patrze źle, może jest inaczej niż mi się wydaję.
Chodzi mi tu o mojego męża.
Mam 23 lata, on 38 (15lat różnicy), wiem wiem duża różnica wieku, ale gdy się zakochałam tej różnicy nie widziałam...każdy mi odradzał a ja cały czas to ciągnęłam bo przecież byłam taka zakochana. On też, wszystko dla mnie robił, dużo rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się, nie mogliśmy się od siebie odkleić. Tak mi mówił,że mnie kocha, że będzie o mnie dbał, prosił żebyśmy nigdy nie uciekali od problemów, żebyśmy zawsze rozmawiali jak coś jest nie tak, mieliśmy mówić sobie wszystko.
Dziś jesteśmy 2 lata po ślubie, mamy synka który za miesiąc kończy 2 latka a nasze małżeństwo jak dla mnie nie istnieje....
Już miesiąc po ślubie się zmienił, zaczęły się kłótnie, minęły 4 miesiące i nie mogłam wytrzymać gdy powiedział zabierając mi pilot z ręki "to jest mój dom, mój tv i będziemy oglądać wtedy jak ja będę chciał jak ci sie nie podoba to sie wynos", dużo tych słów było ale te najbardziej zapamiętałam. Spakowałam siebie, dziecko, zadzwoniłam do brata i wyszłam. Tydzień się nie odezwał, później przyjechał pogadać, przepraszał..płakał... wróciłam bo obiecywał,że się zmieni.
Prawda,zmienił się ale czy na długo... hm...4 miesiące był super. Później wszystko wróciło.
Dzieckiem się nie zajmuję, wszystko muszę robić sama, jak go poproszę o to by go nakarmił to wielce obrażony,że 'jak to? a ty co bedziesz robic' i tak ja musze to zrobić.
Uważa,że jak on pracuje to nic nie musi robić... wróci z pracy i mówi, że jest zmęczony i chcę odpocząć,
a ja kiedy mam odpoczywać?
To,że jestem cały czas w domu to nie znaczy,że nic nie robię... ale on tego nie rozumie.
Potrzebna mu jestem do tego by przynieść pod nos śniadanie, obiad, kolację, posprzątać, poprać, nawet pilot do ręki mu muszę podać bo mu ciężko wstać.
Wraca z pracy, siada przed kompem i gra w swoją gierkę.... nic więcej go nie obchodzi, nie porozmawia ze mną bo 'o czym ty chcesz gadac'
Seks jest na 'odwal sie', tylko tak żeby mu było dobrze i tylko wtedy gdy on chce.
Ciągle słyszę od niego "jesteś chora, powinnaś się leczyć, wkurwiasz mnie, o jaka ty jestes madra, itp
Czuję się taka samotna.... nigdzie nie mogę wyjść, zapomnieć o wszystkim. On sam z dzieckiem nie zostanie....
Tak bardzo chciałabym gdzieś z nim wyjść. Powiedziałam mu,że może wybierzemy się do kina to sie zaczal smiac i mi powiedzial zebym sobie sama poszla.
Często myślę o tym jakby było gdybyśmy się rozstali, ale mimo wszystko mamy razem dziecko, chcę żeby miało mamę tatę...
Staram się cały czas, robię to co on chce a co dostaje w zamian..... nic, kompletnie nic.
Nie wiem co mam jeszcze zrobić, dlatego tutaj napisałam.
Nie wiem czy ktoś z was mnie zrozumie.
Nie wiem nic.
Nie wiem czy ten post ma w ogóle sens,przepraszam.