oj ja to mam wiele takich wspomnień
np w gimnazjum mieliśmy mieć pracę klasową z niemieckiego i ja z racji swych zdolności zrobiłam sobie bardzo małą ale bardzo dokładną ściągę, pożyczyłam ją koledze i jak się potem okazało on skserował ją dla innych 16 osób... i oczywiście ktoś miał swoją na wierzchu na matmie, nauczycielka oblukała i zabrała kopię by pokazać nauczycielce niemieckiego. potem zaczął się niemiecki, i babka poważna jak nigdy wyciągnęła ściągę do góry i mówi, mam tu kopię kto jest autorem oryginału? ja się zdygałam no ale z racji swej szczerości wstałam i powiedziałam "ja" a nauczycielka mówi do mnie- ściaga rewelacyjna, wszystkie potrzebne informacje, siadaj dostajesz 5
cała klasa
szok i brawa
heh normalnie kosmos
fakt potem pilnowano mnie bardziej na sprawdzianach ale w końcu znałam się na "robocie" i nauczyciele spodziewali się po mnie nowych materiałów 
a historia z liceum:
facet o gery to super luzak, zawsze jak skończyliśmy szybciej temat to opowiadał dowcipy albo anegdoty z zycia, no i coś było o przekleństwach, między innymi o słowie poj***ny. wszyscy hi ha ha, bo nasz nauczyciel powiedział że to nie jest przekleństwo. potem poszliśmy na polski, omawialismy jak zwykle jakies nudne wiersze, lekcja się ciągnęła pół klasy spało, pół pracowało indywidualnie nad analizą wiersza. ogólnie cisza w klasie i nagle ni stąd ni zowąd podnosi rękę jeden z kolegów( klasowy filozof- naprawdę filozofował, zresztą teraz studiuje jakiś kierunek z tym związany) i mówi do naszej pani profesor, kobiety obytej z językiem polskim, której biblią jest Pan Tadeusz,a pytanie za każde spóznienie na lekcję dotyczyło właśnie Pana Tadzia, no i ten kolega zgłasza się babka mówi, słucham M. a on na to " mam pytanie właściwie stwierdzenie, mniemam iż słowo poj***ny wywodzi sie od staropolskiego jeb*ć!!" babka gały jak talerze, cała klasa szok i w ryk
:D pani profesor mało nie upadła jak to usłyszała
choć i na jej twarzy pojawił się usmiech 
a jeszcze przypomniała mi się historia z matmy, właściwie dwie 
na matmie jak to zazwyczaj był straszny rygor, więc każdy bał się przed kartkówkami itd. no i raz właśnie tak cała klasa siedziała pod salą, ucząc się powtarzając. dzwonek. babki nie ma. czekamy czekamy... wszyscy się cieszą bo może jej nie będzie.. ale jednak idzie.. i.. woła "Natalia pozwól proszę na chwilę", no to ja zcykana o co chodzi, podchodzę a ona mówi do mnie-mam taką delikatną sprawę.. prośbę do Ciebie- mam problem, poszło mi oczko w rajstopach, mogłabys pójśc do sklepu i kupić mi nowe?" a ja szok i mówię yhy, oczywiście. no i poszłam, nim znalazłam, kupiłam, wróciłam to minęło z 15 min. wpadam do sali, babka chwilę po mnie już w nowych rajstopkach, i mówi, "no przepraszam za spóźnienie, małą awarię miałam ale już dobrze, macie szczęście dziś klasówki nie będzie
"
a druga akcja miała miejsce tez na matmie, mieliśmy zajęcia z rachunku prawdopodobieństwa. i przy tablicy stała dziewczyna która kompletnie nie rozumiała tematu. i babka chcąc jej pomóc, mówi do jednego chłopaka "G. daj trzy monety" no on dał i ona mówi do tej dziewczyny, rzuć nimi i zobacz co wypadło. a ta kolezanka patrzy patrzy i nic.. no to babka mówi "no M. zobacz co wypadło?" a dziewczyna na to " hmm 1zl, 50 gr i 2 gr" !!!! a chodziło o to czy orzeł czy reszka
ale sie smiałam, biedna dziewczyna ale no taka szczera 