Tak założyłam ten temat bo mam mały dylemat. Zawsze jak poznaję jakiegoś faceta to mam poczucie, że nic z tego nie będzie na dłużej z powodu tego jak bardzo się róznimy.
Ogólnie uważam, że najważniejsze to mieć podobne wartości, zasady, światopoglądy. Inne zaś sprawy nie muszą już być takie same, dopasowane.
Jednak co jeśli ludzie w tych ważnych kwestiach poglądowych się zgadzają, a mają zupełnie inne podjeście w takich prozaicznych sprawach jak to, że lubią inne rozrywki, ogolnie co innego lubią jeść, inaczej spedzać czas, inaczej spędzać wakacje itp? Czy takie cos w ogóle ma szanse bytu?
Ja rozumiem, że osoby w związku mogą mieć jakieś swoje indywidualne pasje. Każdy ma coś tylko dla siebie. Jednak ogólnie uważam, że ludzie powinni mieć jakieś wspólne zainteresowania, lubić podobne rozrywki itp.
Za duzo róznic wzbudza we mnie obawy ciagłych kompromisów, ciagłej potrzeby czegoś tłumaczenia, dochodzenia do wspólnych rozwiązań w sytuacji kiedy mogłoby coś po prostu być łatwe.
U mnie najczęściej jest tak, że uczucia swoje, a rozum swoje. Nigdy nie mam takiego całkowitego poczucia, że jest Ok! Nigdy jeszcze nie spotkałam faceta, do którego bym coś czuła i miała jednocześnie przekonanie, że bez bez obaw mogę się w to zaangażować.
Czasami myslę, że może chciałabym aby ten ktoś był za bardzo podobny do mnie, a trudno taką osobę znaleźć. Tzn. chciałabym aby mój facet był jednocześnie bratnią duszą, przyjacielem, kochankiem, partnerem - wszystko w jednej osobie. Czy tak się da?