Witajcie!
Cieszę się,że tu trafiłam. Chciałam wybrać się do psychologa ale najpierw postanowiłam Was prosić o radę i pomoc!
Może któraś z Was jest w podobnej sytuacji. A więc:
Jestem mężatką zaledwie 1,5 roku i już tak bardzo żałuję swojej decyzji,że wyszłam za mąż!
Przed ślubem wszystko było piękne, wspólne wycieczki, wyjazdy do kina czy pubów, spotkania ze znajomymi. Byliśmy bardzo szczęśliwi, planowaliśmy naszą wspólną przyszłość. Potem wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy razem a po kilku miesiącach zaczęło się to co trwa nadal! Mój mąż pracuje,natomiast mi nie pozwala pójść do pracy bo tam mogę kogoś poznać i na pewno go zostawię, od ślubu nigdzie nie byliśmy razem, bo na wszystko szkoda mu pieniędzy, nie mam już żadnych przyjaciół! Siedzę w domu zamknięta w czterech ścianach bez żadnych planów i perspektyw na życie, nie mam z kim szczerze porozmawiać nie mam już nic. Mieszkamy na wsi i nigdy się stąd nie wyprowadzimy bo mój mąż uważa, że w mieście na pewno bym go zdradziła...
Na marginesie wspomnę,że mam 27 lat i w młodości byłam osobą bardzo ambitną pełną planów i nadziei, kochałam podróżować (szczególnie do Grecji), poznawałam mnóstwo nowych ludzi,uwielbiałam spotykać się z przyjaciółmi i chodzić na imprezy!Studiowałam w Lublinie i kochałam to miasto, zawsze chciałam tam zostać na stałe, miałam tam tylu przyjaciół... Byłam szczęśliwą pełną życia dziewczyną z głową pełną marzeń! To wszystko pękło jak bańka mydlana, wszystko co kochałam zostało mi odebrane, moje marzenia legły w gruzach....
Z młodej energicznej i pełnej życia dziewczyny stałam się wrakiem człowieka, moje życie to wegetacja, czasem modlę się o to żeby to się w końcu skończyło, jak mam w ten sposób żyć jeszcze pół wieku to wolałabym umrzeć.
Mój mąż potrafi przyjść z pacy i się po prostu w ogóle nie odzywać bo taki ma kaprys, kłócimy się o takie głupie rzeczy...a potem ciche dni...
Nie deje już rady,siedzę w domu,płaczę i nie potrafię się pogodzić,że mój limit na szczęście już się wyczerpał...
Nigdy już nie zobaczę gór,morza,Grecji, nie zobaczę już nic....
Błagam pomóżcie!!! Co mam zrobić???
Poddać się i przeżyć tak życie??