Ile chcielibyście zarabiać? Nie chodzi mi o to ile zarabiacie, tylko ile chcielibyście i za jak duży wkład pracy.
Wiadomo każdy ma jakieś stałe wydatki, a chciałby trochę więcej, by starczyło na ładną sukienkę, może na fajne wakacje, albo na emeryturę. Z drugiej strony życie w dużym mieście jest inne niż w małym miasteczku, wykształcenie, doświadczenie - to wszystko sprawia, że inaczej oceniamy swoje możliwości.
Poza tym, po przekroczeniu pewnej "granicy bezpieczeństwa" niektórzy zwracają uwagę na inne aspekty typu miła atmosfera w pracy, siedziba blisko domu, samodzielna-kreatywna praca, albo brak/ częste wyjazd, itp.
Macie górną granicę przy której czulibyście, że już jesteście wystarczająco bogaci?
Podobne tematy
ja chyba nie mam
![]()
3 2013-02-07 17:23:49 Ostatnio edytowany przez ban (2013-02-07 17:26:20)
Na dobrych planetach nie ma czegoś takiego jak pieniądze. Tam ludzie mają wszystko co potrzeba. Wstęp do idei można znaleźć na hasło "michael journal wyspa rozbitków".
W tym kontekście nie mam górnej granicy zarobkowania -- chciałbym po prostu nie myśleć o pieniądzach -- chciałbym iść po chleb i dostać chleb, gdybym chciałbym lecieć na koniec świata to wszedłbym na samolot i leciał, potrzebowałbym nowe auto to bym je dostał. Pewnie gdybym zarabiał 20 tys na miesiąc to tak by się żyło.
mówią, że " w miarę jedzenia apetyt wzrasta". Wydaje mi się, że im więcej zarabiam tym więcej wydaję i koło się zamyka. Pewnie jesli ktoś posiada umiejetność oszczędzania to zarobi więcej i zaoszczędzi więcej. Jak myślicie?
ban - mi chodzi o pracę, nie o samo bogactwo np. wolny zawód w stylu fotograf - sam decydujesz ile chcesz zarabiać (= ile chcesz pracowac).
Kiedys mój mężczyzna stwierdził, że on mógłby nawet za darmo pracować w jednej bibliotece, byle mieć dostęp do materiałów, które go interesują. Skoro można płacić za swoje hobby, czemu nie można po prostu mniej zarabiać :-) We dwoje zarabiamy więcej niż nasze koszty utrzymania, więc gdyby rzeczywiscie chciał to zrobić, nie miałaby żadnego argumentu przeciwko.
Wydaje mi się, że im więcej zarabiam tym więcej wydaję i koło się zamyka.
Dobrze jest wtedy mieć "hamulcowego" ![]()
Ja mam w postaci mojego męża. W przeciwnym razie pewno wydawałabym coraz więcej.
mówią, że " w miarę jedzenia apetyt wzrasta". Wydaje mi się, że im więcej zarabiam tym więcej wydaję i koło się zamyka. Pewnie jesli ktoś posiada umiejetność oszczędzania to zarobi więcej i zaoszczędzi więcej. Jak myślicie?
Dokładnie. Ja jestem sknerą i lubię odkładać pieniądze. Im więcej zarabiam, tym więcej jestem wstanie odłożyć. Czynię to zawsze na coś. Teraz leczę zęby, a więc "wyciągam ze skarpety" na dentystę;)
Nie mam górnej granicy. Jak kiedyś będę zarabiać za dużo to na pewno się podzielę z jakąś fundacją lub kimś potrzebującym pomocy.
chciałabym tak ok 3 tys i było by super
napewno jakość życia by się podniosła ![]()
sporo:) chciałabym, żeby mój mąż zarabiał tyle, żeby ja nie musiała pracować zawodowo. zajmowałabym się tym, co teraz robię tylko amatorsko (fotografia) i domem oczywiście. fajnie by było być z Małą całe dnie, gotować, piec i latać z aparatem po ogrodzie...marzenia. a tu trzeba jutro do pracy wstać....ehhhhhhhhh życie;)
Niema górnej granicy dla mnie. Mam coraz więcej i dalej chcę więcej.
15 tysięcy przy wolnych wieczorach i weekendach. Po opanowaniu koniecznych inwestycji typu generalny remont, odświeżenie ogrodu mogłabym zarabiać o połowę mniej i też byłoby dobrze.
Górnej granicy nie mam ale tak realnie patrząc to 25k/m odstresowałoby mnie.
Na chwilę obecną ze 3 tys. byloby w sam raz. Choć pewnie apetyt z czasem by wzrósł. ![]()
Myślę, że chciałabym ok 2 tysięcy by tak nie odmawiać sobie wszystkiego, choć wiadomo, zawsze może być lepiej
Najlepiej 3-4 tysiące. Nie mam wielkich oczekiwań, po prostu to byłoby dobre. No, ale to Polska na co tu liczyć.
A mnie ostatnio dopada taka właśnie myśl, że chciałabym mieć dochód, który spokojnie wystarczy na życie - da mi komfort, że nie muszę się zastanawiać czy warto wydać na to albo na tamto, czy na leczenie zębów wydam mniej czy więcej... Z drugiej strony fakt jest taki, że apetyt zawsze rośnie... Mam znajomych, którzy uczą się "poprzestawać na małym" - w tym pozytywnym znaczeniu oczywiście. Ale dla mnie to trudne myślenie, bo nie umiem się przestawić na wyrzeczenia - choć i tak mam ich sporo. W tej chwili z chłopakiem prowadzimy firmę - zajmujemy się pozycjonowaniem stron. Jest to fajne, choć dopiero zaczynamy, ale boję się zaangażować w to całkowicie i pracuję jeszcze normalnie na etacie. Dziś zdałam sobie sprawę z tego, że trochę jakby marnuję czas na pracę dla kogoś, zamiast rozwijać swoją firmę... Cieszę się, że dzięki temu więcej zarabiam, ale jak przychodzę z pracy i zaraz... zabieram się znowu do pracy, tyle że w "domowym biurze", to trochę mam tego dość. Tęsknię za czymś co przede wszystkim da mi satysfakcję i kasę na normalne życie... Tylko ile to jest? ;/
To jest bardzo ciekawe pytanie
. Ja chyba nie mam górnej granicy, im więcej tym lepiej. Do tej pory miałam tylko jedną pracę i to w trakcie studiów na pół etatu, i nie zarabiałam kroci, ale posiadanie własnych pieniędzy, zarobionych własną pracą, jest super uczuciem. U mnie ta granica może byłaby przy pięciu zerach, ale nie umiem podać konkretnej liczby, która by mnie zadowoliła
.