Zaglądam na to forum i powiem czasem śmiech mnie zbiera.Robienie problemu z jakiegoś jednego defektu urody jest moje Panie zwyczajnie śmieszne.Rozumiem gdyby to było łysienie plackowate, poparzona twarz - ale diastema, zez (pewnie niewidoczny), czy brak tali jest zwyczajnie śmieszny.Nie macie Kochane innych problemów niż te bzdety dające się najzwyzaniej skorygować przez ortodontę, zabieg korygujący czy odpowiednie ubranie?
Jeśli dla kogoś dramatem są małe piersi niech je sobie powiekszy, albo poszuka faceta dla którego małe są piekne.
Co ma powiedzieć osoba, która takich mankamentów ma więcej?KTÓRA JEST NAJZWYCZAJNIEJ NIEATRAKCYJNA FIZYCZNIE - CAŁOŚCIOWO, A NIE W POJEDYNCZYCH DETALACH?????
Czy na tym forum piszą kobiety czy sfrustrowane nastolatki?
Podobne tematy
Asterka, ja również czasem dochodzę do wniosku,że ludzie jeśli nie mają większych problemów to sami je sobie dołożą,tak,aby było ich więcej.
Potem nagle załamanie, frustracja. Ich te małe mankamenty dochodzą dla nich do rozmiaru niemal tragedii.
Prosty przykład jeśli chodzi np. o dwoje ludzi zakochanych w sobie.
On nie widzi świata poza swoją ukochaną, nawet mówi swojej kobiecie jaka jest piękna ,idealna ,wspaniała.
Ona po jakimś czasie stwierdza,że są ładniejsze od niej, z większym biustem, z ładniejszą figurą.
Nic do niej nie dociera pomimo tego ,że mężczyzna wybrał właśnie ją.
I sądzę ,że nie ma brzydkich kobiet ,one są tylko zaniedbane.
Jeśli czujemy się kochane ,szczęśliwe to dlaczego spada akceptacja własnej osoby?
Nigdy nie zaznamy szczęścia, jeśli nie pokochamy siebie, jako całości i wady i zalety.
Nigdy nie zaznamy szczęścia, jeśli nie pokochamy siebie, jako całości i wady i zalety.
Prawda:)
Tylko wiecie, dla każdej osoby jej niedociągnięcia są te największe.
często jest też tak, że my same widzimy coś złego w sobie, a ktoś inny nie, a gdy zaczynamy o tym mówić, nagle ta druga osoba to dostrzega - tak więc nie mówmy o swoich wadach, bo każdy! bo każdy ma jakąś wadę ![]()
Kocham siebie i nigdy z cienkich włosów, szerokich bioder czy innej cechy mego wyglądu nie robiłabym tragedii.Swoje zalety też znam.
Szczęśliwa staram się być acz kolwiek, jestem sama i pewnie już tak zostanie.
Nie rozumiem jojczenia kobiet, które mają kochających mężczyzn i wymyślają jakieś bzdetne mankamenty.
Moimi mankamentami mogłabym obdzielić spory zasób damskiej populacji i te mankamenty nie podobają się żadnemu facetowi.
Fakt, że moim zdaniem też dziewczyny wyolbrzymiają, ale dla każdego człowieka problem stanowi co innego, dla jednych coś jest mniejszym a dla innych większym kłopotem i trzeba to szanować. Ludzie ci szukają tu wsparcia, pomocy.
Siema jestem kamil bylem niesmialy ale prubuje to zwalczyć spotykam sie z nowymi ludzmi pracuje i tez bez wykształcenia nawet gimnazjum nie skaczylem pracowallem na budowie jako pomocnik a teraz jestem zbrojarzem moja rada dla nieśmiałych wyjdzcie z domu do ludzi
Zgadzam się z Tobą, Asterka10.
Kiedyś miałam masę kompleksów, ciągle coś mi się nie podobało, porównywałam siebie z innymi, no i przy okazji cierpiałam przez własną głupotę. Obecnie jestem zdania, że nikt nie jest idealny, nawet te z pozoru "idealne" osoby na pewno mają jakieś mniejsze czy większe wady. Zaakceptowałam siebie, a to co mogę-staram się poprawiać. I nie robię już z tego żadnej tragedii, myślę o sobie mega pozytywnie, pomimo wszelakich wad.
Niektóre problemy naprawdę wydają się śmieszne, jeżeli by je wziąć i porównać na przykład z chorobami. Ludzie w różnych częściach świata naprawdę cierpią i mają większe zmartwienia niż mały biust czy więcej centymetrów w biodrach.