netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

9 odpowiedzi5 857 wyświetleńzałożony przez Dilla, 16.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Witam serdecznie,

Na wstępie chciałabym się ciepło ze wszystkimi przywitać - jestem tu nowa smile Znalazłam to forum, bo potrzebowałam miejsca w którym otrzymam wsparcie i radę w obecnej sytuacji. Sama już nie wiem co mam robić, co myśleć, dlatego zwracam się do Was.

Od 2,5 roku jestem we wspaniałym związku z mężczyzną mojego życia. Dopiero przy nim zdałam sobie sprawę z tego, jak silna może być prawdziwa miłość. W końcu wiem jak to jest móc na kogoś liczyć i czuć się bezpiecznie u boku mężczyzny.

2 lata temu zamieszkaliśmy razem na osiedlu pod miastem. Bywały chwile lepsze i gorsze, ale generalnie uważam to za najlepszy czas mojego życia i chciałabym, żeby taki stan trwał nadal.

Niestety, jak w każdej porządnej bajce i tutaj musiał pojawić się problem, który spędza głównym bohaterom sen z powiek (a przynajmniej mnie ;p). Mój partner pochodzi z miejscowości oddalonej o około godzinę jazdy od miejsca w którym mieszkamy. Mój dom rodzinny znajduje się dużo dalej, bo 200 km stąd. Jego miejscowość jest również blisko tego dużego miasta przy którym mieszkamy, tylko jakby z drugiej strony. Ja przyjechałam tutaj na studia 3 lata temu.

Bardzo lubię rodzinę mojego chłopaka. Są to ludzie ciepli i życzliwi. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że traktują mnie jak własne dziecko, a jeśli tylko widzą że coś jest między nami nie tak, to cokolwiek by to nie było mój M dostaje tzw. ochrzan, że ma mnie bez względu na wszystko dobrze traktować i nie chcą widzieć, żebym chodziła przez niego smutna. Życzyłabym każdej kobiecie takiej teściowej i takiego teścia. Są to też ludzie bardzo chojni... i tutaj niespodziewanie pojawia się problem.

Rodzice mojego partnera mają bardzo dużą działkę, której połowę oddali córce, a druga połowa przeznaczona jest dla mojego M. Na tej jego połowie znajduje się też ich dom (a właściwie dwa domy, jeden w którym aktualnie mieszkają i drugi mniejszy, w którym mieszkali dawno, zaraz po ślubie). Jakiś czas temu zakomunikowali nam, że sami wyremontują sobie ten mniejszy dom, a ten trochę większy wyszykują dla nas. Pewnie niektóre z Was pomyślą, że jestem jakaś chora, że nie podoba mi się ten pomysł- prezent w postaci domu, właściwie żadne zobowiązania finansowe... ale ja czułabym się bardzo nieswojo mieszkając tam.

Oba domki znajdują się bardzo blisko siebie, dzieli je tylko niewielki kawałek podwórka. Niewiele dalej znajduje się dom w którym mieszka siostra mojego chłopaka wraz z mężem i dziećmi. Może nie postrzegałabym tego aż tak negatywnie, ale mam okazję do obserwacji tego jak wygląda życie na tym "terenie". Poza weekendami, które czasami spędzamy u "teściów", przez jakiś czas bywałam tam też w tygodniu (pracowałam blisko 1-2 dni w tygodniu i zatrzymywałam się tam na kilka godzin). Mama M niemal wychowuje dzieci swojej córki. Ona wraz z mężem pracują w centrum dużego miasta i wracają do domu dopiero około 18-19. Do tego czasu to właśnie mama M zajmuje się wnukami, nawet jeśli część dnia dzieciaki spędzają z nianią... "teściowa" na stałe przejmuje obowiązki opieki nad dziećmi około 14-15 i czeka na powrót córki. Ich dom jest ciągle otwarty, każdy może do niego wchodzić i wychodzić kiedy mu się podoba. Nie ma tam zwyczaju pukania do drzwi. Jeśli "teściowa" czegoś potrzebuje do kuchni to po prostu wchodzi do córki i zabiera co chce... jeśli im to odpowiada to dobrze, ale dlaczego miałoby to się zmienić, kiedy obok zamieszka jej syn? Przecież niewyobrażalne dla nich będzie jeśli nagle zaczęłabym zamykać drzwi (i to od domu w którym sami kiedyś mieszkali). Mama M zapowiedziała mi, że ona w wychowaniu naszych dzieci też chce pomóc... a ja czegoś takiego jak widzę u jej córki nie zaakceptuję. Pomijając fakt, że byłoby mi ogromnie głupio... widzę jak kobieta chodzi przemęczona całymi dniami (zapomniałam dodać, że opiekuje się dzieciakami również przed przyjściem niani, o świcie do 7-8 rano), to chciałabym żeby moje dzieci wychowywane były przez nas.

Nie wyobrażam sobie takiej jednej wielkiej włoskiej rodziny- wszyscy na kupie. Poza teściami byłaby tam też przecież siostra mojego M, która jest jego kompletnym przeciwieństwem... bardzo ją lubię i szanuję, ale zdaję sobie sprawę z tego jak wścipską osobą jest, jak bardzo nerwowo potrafi reagować (jej krzyki słychać czasem z podwórka). Nie mają z moim chłopakiem najlepszego kontaktu. Jej mąż jest osobą spokojną, ale wszystko wie najlepiej. Co więcej, mają oboje nieładny zwyczaj podrzucania dzieci do nas w weekendy kiedy tam jesteśmy (głównie do teściowej, ale "ciocia i wujek przyjechali" jest dodatkową atrakcją dla maluchów)... teraz dzieciaki są trochę większe i same przychodzą do babci, która ich przecież nie wygoni... tak samo byłoby z przychodzeniem do nas.

Pomijając to wszystko co napisałam powyżej, jest jeszcze kwestia moich marzeń. Chciałabym, żebyśmy w przyszłości mieli coś swojego... wciąż się kształcę, wybieram się na studia podyplomowe jak tylko się obronię... i co jak co, ale szczytem moich aspiracji nie jest mieszkanie w domku po teściach, wszyscy obok siebie. Zdaję też sobie sprawę z tego, że wszyscy razem się tam ?pozabijamy?, a ja chciałabym mieć normalny kontakt z rodziną, zarówno swoją jak i partnera. Dodam jeszcze, że tak samo reagowałabym gdyby chodziło o mieszkanie z moimi rodzicami.

Przedyskutowaliśmy z chłopakiem to wszystko jakiś czas temu, znaleźliśmy porozumienie, ja wytłumaczyłam mu moje położenie, on też powiedział podobnie, że nie widzi nas tam mieszkających, że chciałby żebyśmy osiągnęli coś swojego, postawili chociaż jakiś mały domek, ale sami... dodał, że mieszkanie w domku po jego rodzicach moglibyśmy potraktować jak przejściowe, ewentualnie, gdybyśmy byli np. w trakcie budowy czegoś swojego. Przedstawiliśmy to jego rodzicom, właściwie to on mówił... było im żal, ale wydawało się, że zrozumieli.

No właśnie, wydawało się... sad W ten weekend byliśmy odwiedzić rodziców M. Remont w toku (ale ok, mieli go robić i tak, bez względu na nas). Jednak w pewnym momencie mama M wyskoczyła dosłownie z tekstem ?no bo ja to i tak dla Was robię!?. I jak reagować? Poczułam się jak jakieś dziecko, które gada głupoty i można zignorować to co mówi... skoro jak widać to co oświadczyliśmy wcześniej nie ma teraz najmniejszego znaczenia.

W domu poprosiłam partnera o kolejną rozmowę... chciałam, żeby poradził mi, jak mam w takiej sytuacji reagować... powiedziałam mu, że czuję się mało komfortowo i nie chciałabym z tego powodu zacząć unikać wizyt u jego rodziny. M powiedział, że nie bardzo wie co mi powiedzieć, że na pewno wystąpi taki moment, że będziemy chcieli tam zatrzymać się chociaż na jakiś czas... tak jak kiedyś ustaliliśmy... ale wtedy będziemy dorabiać się czegoś swojego... że jego rodzice mogą ten drugi dom wraz z kawałkiem działki sprzedać i tylko czekają aż zrobią drogę dodatkową, a wtedy wrócą do większego domu więc żebym nie bała się, że oni sobie wyobrażają nas mieszkających tam na zawsze. Problem w tym, że jego mama powiedziała mi, że ona w tym małym domu chce mieszkać już do końca życia, że ona go lubi i jest jej tam dobrze. hmm

Powiedziałam też M, że boję się że jeśli kiedyś chociaż na jakiś czas się tam zatrzymamy, to nie będzie łatwo nam odejść, że będzie  gadanie w stylu ?no to już zostańcie, co was jeszcze miesiąc, dwa, rok zbawi...? aż w końcu zostaniemy na zbyt długo albo (odpukać!) na zawsze sad On jednak zapewnił, że z rodzicami to on sobie poradzi... i w to akurat powinnam wierzyć, bo jest człowiekiem który zawsze stawia na swoim i nie daje sobą sterować, również rodzicom.

M powiedział mi też, że jego rodzina ma działkę kawałek od ich rodzinnego domu (kawałek na tyle spory, że mogłabym tam zamieszkać) i ta ziemia też jest z przeznaczeniem dla niego, że tam moglibyśmy wybudować coś swojego.

Zabolało mnie trochę, że ani raz nie zapytał ?a gdzie Ty chciałabyś mieszkać? Może masz inny pomysł?? no ale obiecał, że będziemy o wszystkim decydować wspólnie i już nie będzie rozmawiał ze mną tak jakby to tylko on był osobą decyzyjną. Przeprosił mnie za to wszystko i zapewnił, że chce dobrze dla nas.


Wiem, że i jemu jest głupio w tej sytuacji... wie, że jego rodzina za mocno na pewne rzeczy naciska, z drugiej strony ma (tak jak i ja) świadomość, że przecież chcą dobrze sad

Wkurza mnie trochę to, że przez coś takiego zaczynamy znowu nerwowe rozmowy, po raz kolejny i kolejny wałkujemy ten sam temat... ja drugi dzień chodzę struta, nie mogę nic przełknąć... i pomyśleć, że te nerwy powstały z chęci uszczęśliwienia nas.

Czy któraś/któryś z Was miała/miał podobną sytuację, w której ktoś chciał Was uszczęśliwić na siłę? Jak reagować? Co odpowiadać? Czy jest jakieś rozsądne rozwiązanie tej sytuacji?

Dziękuję jeśli komuś z Was chciało się to czytać i dobrnął do końca. Musiałam to z siebie wyrzucić. Pozdrawiam smile

2

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Czy Wy jesteście już zaręczeni, albo macie wielkie postanowienie, że zostajecie ze sobą do końca życia? Bo to, wydaje mi się jest rzecz najważniejsza. Nie wyobrażam sobie mieszkać w domu po rodzicach człowieka, który jest tylko moim chłopakiem i nie mamy zaplanowanej przyszłości.

Teściowej podziękuj gorąco za dobre chęci i wychwal od wspaniałych, ale grzecznie i kategorycznie odmów prezentu, bo jest to swoisty prezent. Powiedz, że z całą miłością i szacunkiem do nich odmawiasz. Macie wspólne plany i marzenia i chcecie je realizować. Będziecie wdzięczni za wszelką pomoc od nich, ale tylko wtedy jeśli o nią POPROSICIE. Jeżeli twoja "teściowa" ma poczucie humoru możesz jej powiedzieć, że bardzo ją lubisz i niech tak zostanie dlatego nie wprowadzicie się do nich na podwórko. Zapowiedz, że być może w przyszłości będziecie chcieli skorzystać z ich propozycji tymczasowo jeżeli nadal będzie ona aktualna i koniec. Taką rozmowę należy przeprowadzić raz, a porządnie. Spokojnie i z rozwagą, ale stanowczo. Gdy teściowa mówi "ale my to dla was robimy" to odpowiadaj, że jest Ci bardzo miło i być może w przyszłości skorzystacie z ich propozycji, ale na razie niech sobie z Wami głowy nie zawraca.

3

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Teo, nie jesteśmy zaręczeni, ale planujemy wspólną przyszłość, w tym ślub.

Dziękuję Ci za opinię i rady. Myślałam już, że jestem jakaś dziwna, że ten "prezent" wydaje mi się nie do przyjęcia i myśl o nim przyprawia mnie o zawroty głowy hmm

Problem w tym, że o tym, że nie będziemy tam mieszkać (na stałe) rozmawialiśmy już, jak mi się wydawało, dość dosadnie. Cóż, najwyraźniej trzeba będzie ową czynność powtórzyć hmm

4

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Ja Cie doskonale rozumiem bo sam sobie nie wyobrażam takiego życia związek obok rodziców. Zresztą ja jestem sam a wyprowadziłem sie od rodzinki bo nie mogłem tak dłużej. Zrobicie rzecz jasna jak postanowicie ale co bym poradził to może zastosujcie taki troche dyplomatyczny wybieg: skoro mieszkacie godzine drogi od teściów to znaczy ty prawdopodobnie znajdziesz sobie prace w tym mieście (nawet na niby), Twój chłopak pewnie ją już tam ma. No i oficjalnie z powodu dojazdów bedziecie tam dalej mieszkać a nie u rodziców. Takie troche kłamstewka ale moze to by było lepsze. W końcu i tak możecie do nich jeździć czasem na sobote czy niedziele czy na swieta, nie lecicie na księzyc. Ale mieszkacie na co dzień osobno.
Natomiast ja osobiscie nigdy by sie nie zdecydowł na żadne "czasowe" pomieszkiwanie u teściów, bo znajac życie to do grobowej deski to czasowe może trwać. Po prostu z czasem coraz trudniej i trudniej będzie się wyprowadzić. Wiesz jak jest.

5 Ostatnio edytowany przez amia_lak (2011-08-18 15:19:19)

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Może lepiej by było, gdyby to Twój chłopak pogadał z rodzicami? Jemu może być  łatwiej, bo mają z rodzicami bardziej bezpośrednie relacje. Chyba, że nie potrafi być wystarczająco stanowczy wink. Moi rodzice też chcięli, żebyśmy zamieszkali z nimi (bo wyremontują część domu specjalnie dla nas), ale ja już od kilku lat tłumaczę im, że o ile nie będzie to niezbędne, na przykład ze względu na ich zdrowie, to NIE MA MOWY.

Kilka argumentów, których ja użyłam:
- Ja zakładam własną rodzinę i choć z chęcią będę ich odwiedzać, to to nasze (moje i chłopaka) dorosłe życie i musimy się go sami nauczyć
- Jakbyście mieszkali tak blisko, to siłą rzeczy Wasze dzieci byłyby wychowywane w bardzo dużej części przez babcię. Dlatego musiałaby by im często czegoś zakazywać/nakazywać/uczyć. A nie fajniej i dla dziecka, i dla dziadków, kiedy jedzie w odwiedziny raz na tydzień i czeka na te spotkania z utęsknieniem bo przecież baqbcia i dziadek zawsze je trochę rozpieszczają?
- Pracowali całe swoje życie ciężko, więc niech teraz z tego pokorzystają. Zamiast babrać się w remontach dla Was, niech pojadą na fajną ekskluzywną wycieczkę.
- Zapytaj czy chcięli by mieszkać ze swoimi teściami (moje mama przy tym argumencie wymiękła) wink


Przede wszystkim musicie mieć wspólne zdanie Ty i Twój parner. I wkrótce pochwalić się rodzicom, że myślicie o kupnie małego mieszkanka po drugiej stronie miasta, bo bliżej do pracy smile.

My na wszelki wypadek "uciekliśmy" do innego miasta, bo tam mamy dobrą pracę i odwiedzamy rodziców regularnie.

6

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Dziękuję za Wasze opinie... Upewniłam się tylko, że nie jestem jakąś chorą niewdzięcznicą wink

Problem polega na tym, że niestety mój chłopak uważa "czasowe zatrzymanie się u jego rodziców" za coś co zrobimy pewnie na 100%, bo prędzej czy później przyjdzie moment w którym będziemy potrzebowali czegoś na czas budowy/remontu domu/mieszkania. On próbuje mnie przekonać, że nie da się zakręcić rodzicom i przeciągać mieszkania tam dłużej i dłużej... ale ja wiem, że i tak by tak było (liczę tylko że nie udałoby im się w takiej sytuacji przeciągać sprawy zbyt długo). Najchętniej w ogóle wykreśliłabym taką ewentualność jak mieszkanie tam.

7

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

W takim razie widzę, że problem tkwi nawet bardziej w tym, że Twój chłopak nie dostrzega zagrożenia, które Ty dostrzegasz. Tu już Ci pomóc nie możemy, bo przede wszystkim musicie mieć RAZEM wspólne stanowisko i przedstawić rodzicom WSPÓLNĄ decyzję. Skoro Twój chłopak nie chce przyjąć do wiadomości, że mieszkanie wśród rodziny może(nie musi) mieć negatywny wpływ na Wasz związek, to powiedz, że generalnie tego nie chcesz, ale możecie spróbować, pod warunkiem, że
a) zakładacie wcześniej ustalony limit czasowy (roczek/dwa)
b) Jeśli tylko coś przestanie się między Wami układać, lub po prostu Tobie będzie tam niedobrze to się wyprowadzacie w ciągu miesiąca - tu pod warunkiem oczywiście, że Ty będziesz się starać wytrzymać przez ten roczek smile

Pamiętaj, że może się okazać, że kiedy przedstawisz rodzicom i siostrze swoją potrzebę prywatności, to wszyscy to uszanują i będziecie żyć w zgodzie i spokoju. Mało w to wierzę, ale warto spróbować smile.

8

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Moje zdanie jest takie, że przejmujesz się na zapas. Nie rozumiem dlaczego tak chcesz się oddzielać i zakładasz najgorszy scenariusz. Nie doceniasz że masz wsparcie rodziny. Gdy pojawią się dzieci pomoc bywa zbawienna. W/g mnie bardzo się izolujesz i chcesz odizolowac M, wygląda jakbyś była zazdrosna o jego rodzinę. Przecież życie weryfikuje i nie pozbawiaj radości "teściowej" tego że czuje się ważna, że chce wam pomóc i że traktuje was z przymrużeniem oka i to co mówicie. A "szwagierce" zawsze możesz powiedzieć co myslisz i w ogóle asertywność tak, ale uprzedzenia nie. Pamietaj, że mądra kobieta nigdy nie będzie odciągać mężczyzny od rodziny. Teraz nie, ale później mógłby to wypomnieć. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

9

Odp: Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Nie mam broń Boże zamiaru odciągać chłopaka od rodziny... po prostu nie chcę zgodzić się do mieszkania "wszyscy w jednej zagrodzie". I to jeszcze, żebym faktycznie sama tam gdzieś obok postawiła dom, czy kupiła... ale tutaj byłabym w domu po teściach... wchodzić do niego będzie każdy kiedy chce i na ile chce, a ja przecież nie wyproszę, bo nigdy nie będzie mi wypadało. Chcę czegoś swojego- prywatności.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wymarzony związek... i uszczęśliwianie na siłę.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026