Wiem, że pewnie większości z Was wyda się to głupie, ale właśnie zajrzałam na jego profil i widzę, że polubił jakieś siłownie i motywatory treningowe. Zrobiło mi się trochę dziwnie, bo pamiętam jak jeszcze niedawno z nim rozmawiałam i pół żartem pytałam kiedy zacznie ćwiczyć, a on odpowiadał, że przecież nie ma kiedy, i jadł kebaba za kebabem.
Kiedy natomiast się poznaliśmy na pewnej imprezie już kolejnego dnia, a było to w niedzielę, z samego rana szedł na siłownię. Niedługo potem przestał.
Teraz z tego co wiem kogoś poznał, i pewnie zaczną się "wielkie zmiany"...
Jest mi strasznie przykro, że dla mnie się nie starał, a jak już nie jesteśmy razem to nagle bierze się za siebie, czy to dla tej nowej, czy może żeby kogoś poderwać. Moja koleżanka twierdzi, że może ta dziewczyna jest atrakcyjniejsza czy bardziej wysportowana i chce jej dorównać a mi nie musiał (mimo, że sama jestem szczupła). A może "tuninguje się" żeby znaleźć kogoś nowego?
W każdym razie to tylko jedna z miliona moich myśli dotyczących jego i naszego rozstania. Jak pewnie zauważyliście to ja jestem osobą poszkodowaną w tym układzie, on ma mnie głęboko w dupie, czemu dał wyraz podczas naszej ostatniej (nieprzyjemnej dla mnie) rozmowy. Zawsze uważałam go za człowieka o wysokiej kulturze i z klasą (również po naszym rozstaniu, był dla mnie bardzo dobry), teraz sama nie wiem. Wszystko mnie dobija, a przede wszystkim myśl, że mnie nie chce, i ma kogoś innego