netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

rozstanie po sześciu latach...

42 odpowiedzi3 955 wyświetleńzałożony przez Rose_23, 27.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie po sześciu latach...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

1

Temat: rozstanie po sześciu latach...

Byliśmy bardzo młodzi, ale jestem przekonana, ze to była Miłość. Jeśli się mylę to w takim razie chyba Miłości nie ma...
Ale do rzeczy.. Zaczęliśmy być razem 6 lat temu. Było między nami różnie, wiadomo.. "docieraliśmy się", szczególnie 2 ostatnie lata były dość ciężkie ze względu na różne problemy rodzinne i z jednej i zdrugiej strony. Ale jednak zawsze trzymaliśmy się razem. Poza tym, że dobrze dogadywaliśmy się  w codziennych sprawach mieliśmy też identyczne spojrzenie na życie, na kwestie typu dom, pieniądze, sposób wychowywania dzieci itd. Łączyła nas ogromna więź emocjonalna, ale także namiętność. Sex zawsze był dobry, nigdy nie wkradła się rutyna..
Sytuacja zmieniła się w listopadzie. Praktycznie z dnia na dzień On przestał się odzywać, ciągle mówił, że nie możemy się zobaczyć bo jest zmęczony po pracy itd. Nie widywaliśmy się po tydzień, później już po dwa... i nie sprawiał wrażenia jakby mu tych spotkań brakowało:(
Zaczęłam coś podejrzewać.. Całą sobą czułam, że coś jest nie tak, że coś oddala Go ode mnie.. Inaczej już mnie przytulał, wyraźnie widziałam, że zaczyna Go niemal irytować to moje klejenie się do Niego. . wiecie o co chodzi- im bardziej On się oddalał tym bardziej ja lgnełam bo brakowało mi tego ciepła i tej Miłości...
W miedzyczasie dowiedziałam się , że do pracy przyszła nowa koleżanka.. Zaczelam podejrzewać, że może go coś z nią łączyc.. Często o niej mówił, niby przy takich banalnych okazjach np. gdy pytałam się co jadł w pracy to wtedy przy okazji zaczynał też mówić i o Niej.
Poruszyłam ten temat, oczywiście się wyparł. i wypierał się tak przez 2 miesiące aż w końcu byłam już pewna. ( choćnie miałam żadnych dowodów ale po prostu czułam to całą sobą ). Spotkaliśmy się ostatni raz i On powiedział,że to koniec. Że tak będzie lepiej. Że On nie chce mnie ranić i zabierać mi życia. Ona nie jest wolna. Nie wiem czy są razem.. Nic nie wiem..
Minęły 3 tygodnie, w ciągu których schudłam , straciłam chęci i jakiekolwiek cele. Straciłam całe poczucie własnej wartości. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze :(
Ja do Niego nie dzwonię.. Zabija mnie Jego chłód i obojętność, które narodziły się dosłownie z dnia na dzień. Moja Mama mówiła mi,że krótko przed tym wszystkim On mówił Jej w wielkiej tajemnicy, że planuje zaręczyny......  nic z tego nie rozumiem... jest tylko ból i pustka....

2

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rose, tak się zdarza. I najlepiej wybić go sobie z głowy jak najszybciej i żyć dalej swoim życiem, skoro nie potrafił być nawet an tyle odważny, by się przyznać, ze jest z inną a na to wygląda. Noo teraz te zaręczyny!; raczej nie poznał jej tydzień temu! Masz odpowiedź: znalazł inną.

3

Odp: rozstanie po sześciu latach...

wiem, że ma , a nawet jeśli oficjalnie jeszcze jej nie ma,to emocjonalnie jest już daleko, daleko poza naszą relacją, która myslałam, że jest dla Niego ważna, a jednak myliłam się... ;(
powiedział, że przeprasza oraz cytuję :" nie wie co się z nim dzieje" ...
w pierwszym tygodniu myślałam, że umrę... budziłam sie po 10 razy każdej nocy z krzykiem i cała się trzęsłam.. nie mogłam nic jeść ani skoncentrować się na najprostszej rzeczy. Nie zdałam 2 egzaminów w sesji sad
On poznał ją jakoś w środku listopada i z dnia na dzień wszystko się zmieniło. A ona jest zaręczona.. tzn. pewnie była. Nie wiem.
Nie ma we mnie nawet złości na Niego i na Nią, tylko ten ból fizyczny i psychiczny, że ktoś kogo tak bardzo kochasz tak postąpił. Byłam u psychologa i usłyszałam, że mam głęboką depresję z której wyjście zajmie mi co najmniej rok ;( nie wiem co dalej...

4

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Takie rzeczy się zdarzaja. Nic raczej nie zrobisz.....
Tylko czas moze ci pomoc... by zapomnieć. Depresja minie, oby szybciej niz rok.....

5

Odp: rozstanie po sześciu latach...

E tam głupoty: rok wychodzić z depresji. wink

OK., to jest tak:
Byliście ze sobą 6 lat- jeśli dobrze liczę, od 16.r.ż. z nim byłaś; był twoją pewnie pierwszą, wielką miłością, z którą wiązałaś jeszcze większe nadzieje. Widziałaś was razem już na zawsze: Czemu nie?! Było bezpiecznie, on mówił, że kocha ... i pewnie mówił prawdę!
Tylko w ciągu 6 lat, to znaczy od wieku nastoletniego do dorosłego wiele się zmienia. Człowiek nagle odkrywa, że nie zna świata. Nie wie, jak to jest z inną osobą, nie wie, kim jest dla innych osób (przeciwnej płci). Zna tylko swoją partnerkę/partnera i nagle przestaje mu to wystarczać. Stąd najwięcej rozstań po 5-7 latach związku, który zaczął się w okresie nastoletnim.

6

Odp: rozstanie po sześciu latach...

No, po pierwszym milosnym zawodzie to kto wie, czy nie rok (?)

7

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Mieliśmy oboje po 17 lat..
Wiem i też biorę to pod uwagę, że pewnie chciał przekonać się jak to jest z kimśinnym i akurat poznał kogoś i tak wyszło sad
Nie zmienia to faktu, że tęsknię, że nie umiem wyobrazić sobie siebie dalej bez  Niego ( to chyba najczęstszy bład popełniany przez kobiety).. Że czuję się najgorsza i najmniej atrakcyjna...
Nie wiem jak będzie dalej. Zapytał mnie czy go nienawidzę. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie. Nie wyobrażam sobie znienawidzić kogoś kogo tak bardzo kochałam, nieważne co by ta osoba nie zrobiła. Życze Mu jak najlepiej z całego serca. Czasem największym przejawem Miłości jest pozwolić komuś odejść. Jednak jest mi tak ciężko i tak bardzo sobie ze wszystkim nie radzę, że boję się co przyniesie następny dzień:( Już nawet nie mam siły płakać.. po prostu mijają kolejne dni, a ja stoję w miejscu , bo nie umiem przestać kochać i myśleć! ;( Chciałabym być juz daleko poza tym;(

8

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Z czasem będziesz daleko. Też sie niegdyś rozstałam, w wieku 23 lat z chlopakiem, ktory byl pierwszy dla mnie. Nawet miał byc ślub.
On się wystraszył - ze juz "nic się więcej nie wydarzy" i nasze drogi się rozeszły.  Zapewne byłam za nudna smile i było dla nas za wcześnie.
Historia minęła, wyszłam do ludzi i pojawiali się nowi....... A i wtedy cierpiałam dlugo, z kilka dobrych miesięcy. Ale z tego się wychodzi....

9

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rose, to minie.
Z tej fazy, w której jesteś całkiem za niedługo przejdziesz do fazy zobojętnienia, wierz mi. A potem będzie już tylko lepiej smile  Sama rozstałam się z facetem po prawie 8 latach związku, rozumiem co przeżywasz.

10

Odp: rozstanie po sześciu latach...

a jesteś zła na niego że Cię zostawił i nie próbował o Ciebie walczyć?

11 Ostatnio edytowany przez Rose_23 (2013-01-27 19:06:01)

Odp: rozstanie po sześciu latach...

dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa wsparcia..
powiem szczerze, że jestem taką osobą, która potrzebuje się wygadać, od razu wszystko po mnie widać.. Ale tym razem powiedziałam o wszystkim tylko jednej przyjaciółce. O tym że w ogóle się rozstaliśmy nikt oprócz niej i mojej mamy nie wie.. Ale Mamie nie powiedziałam o tym, że jest ktoś trzeci.. Może to głupie, ale nie chcę Jej tego mówić, nie chcę aby zmieniła o Nim zdanie. Ona bardzo Go lubi i chce aby tak zostało. Może bez sensu, ale to dla mnie ważne.
Co do Niego to nie odzywa się. i ja też nie chcę. I mimo, że nie czuję nienawiści to gdybym Go spotkała teraz przez przypadek to wiem, że praktycznie poczułabym to samo co w dniu kiedy zerwaliśmy.. Nie chcę nic czuć. W czasie kiedy jeszcze się wypierał że coś z tą dziewczyną go łączy powiedział mi " pamiętaj że Cię kocham " .... nie chcę pamiętać.
i właśnie może to absurdalne, ale nie jestem na Niego zła, tylko jestem bezsilna i nie umiem Go zrozumieć...

12

Odp: rozstanie po sześciu latach...

.......Bo cie kocha czy kochał, ale czasem się drogi ludzi rozchodzą.......

13

Odp: rozstanie po sześciu latach...
dziwnaismutna napisał/a:

.......Bo cie kocha czy kochał, ale czasem się drogi ludzi rozchodzą.......

a mi się wydawało, że jak się kocha to się nie odchodzi i jeszcze ze zdaniem " pamiętaj, że Cię kocham". czysty sadyzm.

14

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Można kogoś kochać, ale jak bliźniego- jest to całkowicie możliwe! Ale już bez chęci dzielenia z kimś dnia codziennego.

15

Odp: rozstanie po sześciu latach...

też do tej pory tak mi się wydawało, ale jednak bardzo się myliłam..
Wiem, że mam dla kogo żyć, mam najwspanialszą Mamę na świecie i nie zrobię nic głupiego choćby ze względu na nią, ale to jak się czuję kiedy budzę się rano, jak bardzo nie mam ochoty na kolejny dzień to mnie zabija. Najgorsza jest ta świadomość, że cokolwiek by mi się nie stało to on ma to gdzieś.. wiem o tym. czuje to. on nie musi mi nawet tego mówić.. Proponowałam aby zmienił nr, powiedział, że tego nie zrobi, bo jakbym czegoś potrzebowała to mogę dzwonić. Ale ja wiem, że nie mogę. Nie mogę tego robić samej sobie. To będzie jak jątrzenie rany, która i tak w najbliższej perspektywie nie ma szans się zagoić.
Nie byłam zakochaną nastolatką.. Znaliśmy się juz na tyle długo, że miałam i mam pełną świadomość zarówno Jego dobrych jak i złych cech.I właśnie takiego Go kochałam i potrzebowałam i nie mogę pogodzić się że to wszystko zniszczyło się tak po prostu, że rozsypało się jak domek z kart. Jak mam wierzyć w cokolwiek ? Nie umiem..

16

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rose_23 zabrzmi brutalnie, ale tak najpewniej będzie: on ułoży swoje życie na nowo, bez Ciebie, z inną kobietą, w której oczach obecnie się przegląda i nawet nie odpisze / napisze Ci smsa na święta czy urodziny.

Na razie obiecuje Bóg wie co, bo to jest świeże! Możliwe, że on ma jakieś tam drobne wyrzuty sumienia, że zostawia Cię tak samą, że on jest szczęśliwy a Ty nie. Ale i to minie.

17

Odp: rozstanie po sześciu latach...

też tak to czuję.. na pewno ma wyrzuty sumienia, bo sam mówił. mówił też że próbował "walczyć" z tamtym uczuciem.. co mi po tym;(
Od zawsze miałam problem z poczuciem własnej wartości, z chwilą kiedy zaczęłam z Nim być dużo się zmieniło. On bardzo mnie podbudowywał, dbał o mnie, czułam (a intuicję mam dobrą) że jest we mnie zapatrzony.. z resztą wszyscy inni też tak myślieli i mówili. teraz nawet nie mam siły w sobie by powiedzieć, że nie jesteśmy już razem. Gdy spotykam kogoś z naszych wspólnych znajomych lub ktoś do mnie dzwoni i pyta o R. o mówię, że wszystko dobrze i próbuję zaraz zmienić temat... Nie mam jeszcze w sobie tej siły by powiedzieć :" nie jesteśmy już razem". Pewnie dlatego, że sama jeszcze nie do końca w to wierzę, choć wiem, że nie ma odwrotu...

To uczucie nie jest destrukcyjne. Nie chcę mieć go dla siebie "za wszelką cenę", nie szantażuję Go emocjonalnie, nie wydzwaniam, nie mam chęci odwetu, nie chcę żadnej rozmowy ani wyjaśnień ze strony tej dziewczyny. Ja po prostu tylko jestem bezsilna... i kocham.

18

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rose_23 pozwól, że powtórzę: To minie smile A za każdym razem gdy ktoś dzwoni i pyta o R. powiedz "Nie jesteśmy już razem" - wtedy i szybciej to dotrze do Ciebie.

Popatrz, związek z nim zaowocował Twoim poczuciem wartości- pozytyw! smile Na pewno przeżyłąś wiele fajnych chwil - pozytyw! Ten związek wiele Cię nauczył, bo rozpoczęłaś go jako.... pacholę, a zakończyłaś jako młoda kobieta- pozytyw!
Wierz mi- to jest TWOJE doświadczenie, którego nikt Ci nie zabierze, a które było bardzo cenną lekcją jeśli chodzi o budowanie Twojej przyszłości smile

19

Odp: rozstanie po sześciu latach...

masz rację, ale najgorsze, że nie radzę sobie z najprostszymi rzeczami. ciągle czuję że zawodzę rodzinę, że nie umiem sobie dźwignąć sie z tej sytuacji...
trzeba czasu, ale boje się też tego że przez to doświadczenie już nigdy nie zaufam żadnemu mężczyźnie. jedno jest pewne.. nie uwierzę już więcej w "na zawsze". . nie myślę nawet o związku, chciałam mieć dzieci, a teraz niczego nie chcę.. Jestem młoda, od rozstania nie uprawialiśmy sexu, już dość czasu mineło, a ja nawet nie mam na niego ochoty. nie myślę o tym. jestem chyba zbyt zraniona...nie wiem czy z kimkolwiek będę jeszcze w stanie to zrobić. ;(

20

Odp: rozstanie po sześciu latach...

hej
Mam pytanko  Zraniłem swoją partnerkę bardzo i jest mi z tego powodu zle co mam zrobić by się niegniewała

21

Odp: rozstanie po sześciu latach...

To wszystko co opisujesz, co przeżywasz jest zupełnie normalne! Nic nadzwyczajnego. Daj sobie czas, ale nie wykorzystuj całej energii na płacz. Pobądź sama ze sobą, rozejrzyj się, jak wygląda wreszcie po 6 latach świat bez mężczyzny smile  Bo na innego przyjdzie czas.... w swoim czasie smile

22

Odp: rozstanie po sześciu latach...

kazuji, możesz założyć nowy wątek dla swojego problemu używając opcji "Dodaj nowy wątek" widocznej na głównej stronie działu.

23

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Bardzo prosze pomuszcie mi bo bardzo ją kocham i niechce Jej stracić

24

Odp: rozstanie po sześciu latach...

dziękuję za wsparcie.. pewnie jeszcze będę tu pisać, jak wszystko się rozwija, tzn. jak przebiega proces gojenia serca:(
ide się uczyc..

25

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Ależ pisz smile To też dla Ciebie swoisty rodzaj terapii.

26 Ostatnio edytowany przez lilka19 (2013-01-27 20:17:14)

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Witaj:) Jestem w podobnej sytuacji jak ty:) A właściwie byłam. Mój eks we wrześniu, po niemalże 3,5 roku związku powiedział,że się zauroczył. Miał walczyć i w ogóle. Potem powoli wychodziło, że nie tylko nie chcę walczyć,że nie tylko nie zerwał z nią kontaktu (niby było wszystko po koleżeńsku,ona podobno nic od niego nie chciała, gadałam z nią), zaczał mnie olewać, stał  się oziębły i w końcu zerwał na początku listopada. Kobieto, co ja przeżyłam wiem tylko ja. Ból. Tak jak ty, czułam go, fizycznie, był nie do zniesienia. Nie mogłam spać, wpadałam w histerię i w ogóle dzwoniłam, pisałam. Co prawda u nas po zerwaniu była jeszcze szansa na zejście, ale szkoda gadać nawet:). Byłam w cholernie złym stanie,a ja potrzebowałam tylko bezpieczeństwa, pokazania, że ktoś mnie kocha. A to on powinien walczyć, przyleźć na kolanach i błagać o wybaczenie, bo co prawda fizycznie mnie nie zdradził, ale dla mnie to i tak zdrada. Minęły prawie trzy miesiące od rozstania. I wiesz co? Jest dobrze. Mam czasem takie dni, że nie wiem co się ze mną dzieję, dół i  w ogóle, ale przeważnie jest po prostu dobrze. Zadbałam o siebie, uśmiecham się do siebie na ulicy i do innych też:) Jedyne co, to mam nadal problemy ze snem. ale małe;) Trzymam za ciebie kciuki. bo to będzie boleć, ale mi też się wydawało kiedyś, że bez niego nie ma nic. A tu jednak jest:) Daję sobie czas dla siebie. Owszem boję się,że będę zawsze sama:P Ale to chyba raczej mało prawdopobne:) My kobitki jesteśmy silne. Nie mam żalu do eksa, raczej gniew że mnie okłamał, owszem czasem jest myśl "dlaczego?", ale zabijam ją czytając i odmóżdżając się ogladając seriale, albo łapiąc głupawkę z przyjaciółmi:)

27

Odp: rozstanie po sześciu latach...

ROSE,jestem w podobnej sytuacji.Może mam te 2 lata mniej,ale 3 tygodnie temu też odszedł ode mnie ktoś ,kogo kochalam jak nigdy nikogo.Zostawił mnie mówiąc,że kocha(PO co ???),ale już nie da rady dłużej być przy mnie.Tylko widzisz,on nawet nie umiał przyznać dlaczego odchodzi.Ty to wiesz, ja nie.Żyje domysłami i szczątkami wyjaśnień ,kilkoma ogólnikami które łaskawie z siebie wyrzucił...wypalenie,zmęczenie,mniej szczęścia.Cały czas mam w głowie pytania-DLACZEGO,DLACZEGO,wspominam momenty,kiedy planował naszą przyszłość ,mówił,że nigdy nie znajdzie wspanialszej,że on już wybrał,że chce być ze mną zawsze...i co?Mogę tylko domyślać się,że kiedy u nas pojawił się pierwszy kryzys(bo ostatnio się pojawił....),zadziałała jakaś' kolezanka' ,albo jakis impuls...i podjął decyzję.Bez uprzedzenia,bez wyjasnienia.Zerwałam kontakt,tak jest lepiej.A też mówił,że zawsze mogę na niego liczyć.Że się martwi,że chce wiedzieć co u mnie.Tylko po co nam to?Po co mamy słuchać relacji z ICH życia,skoro już nie chcą być NASZYMI?Nawet nie wiem,czy kogoś ma,czy się z kimś spotyka,czy o mnie myśli...pewnie nie,on musiał podjąć tę decyzję dawno temu,przyzwyczaić się do niej,a potem już tylko zbierał się na odwagę karmiąc mnie iluzją...

I wiesz co?2 pierwsze tygodnie były rozpaczą.wstawałam po nieprzespanej nocy,szłam do kuchni po wodę,a potem siadałam na zimnej posadzce i ryczałam z bezsilności.arzyłam,że zapuka do drzwi i powie 'Przepraszam,popelnilem blad zycia'.A potem zaczęłam czytać fora internetowe.Setki kobiet,które przeszły to co ja.I już mi lepiej.Nie łudzę się juz,że wróci,co więcej,coraz częsciej mam w głowie taki przebłysk,że ja tego już NIE CHCĘ.CHOĆ KOCHAM,to nie chcę.Po prostu,tak musialo byc.Nie bylismy dla siebie,to on stracil KOGOS TAKIEGO JAK JA.I juz nie odzyska.
Wyjdź do ludzi.Przysięgam,pomaga.Płacz,zamęczaj przyjaciół,analizuj,opowiadaj o tym i wyciągaj wnioski.Czytaj fora.Opisuj swoją historię.Zmien coś w życiu.Zamien negatywną energię w pozytywną.Ja w 2 tygodnie zdecydowałam wreszcie KIM TAK NAPRAWDĘ CHCĘ BYĆ.i czego oczekuję od zycia.a wczesniej nie umialam podjąć decyzji przez kilka lat:) I teraz juz tylko podążam do celu,a z kazdym dniem jest lepiej.Juz prawie nie placze.Nie mysle o nim.Troche mu wspolczuje,nie wie jeszcze,jak bedzie zalowal:)I dbam o siebie.Nigdy wiecej nie bede sie calkowicie uzalezniac od faceta.Najpierw ja,potem mężczyzna.
Trzymaj się i pamiętaj,ze nie jestes sama,kazda z nas tu przechodzi lub przeszla przez podobne piekło.Po prostu zaufaj czasowi smile

28

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Wasze rady są dobre, sama wiem że to samo radziłabym przyjaciółce po rozstaniu, tylko.. jak ciężko to wszystko wprowadzić w czyn.. Najgorsze jest to, że niedługo minie miesiąc a ja nie jestem w stanie przypomnieć sobie co robiłam w tym czasie. Czuję jakby to był przepłakany, stracony czas, jakby ktoś zabrał mi ten miesiąc z życia i nie wiem czy tak nie będą wyglądały następne. Boję się tego. Każdy dzień jest wyzwaniem. Paradoksalnie nie mogę spać całymi nocami, przewracam się z boku na bok, ciągle sprawdzam która godzina a rano kiedy już muszę wstać to nie mam siły się ruszyć..
Co do sposobu odchodzenia to wiem ( nie tylko z własnego doświadczenia ale i z historii koleżanek) że Oni najczęściej odchodzą z powodu innej kobiety. Oczywiście jakieś 90% zasłania się motywami typu: "to nie ma sensu", "nie układało nam się" ," nie chcę marnować Ci życia" itd. a kiedy zapytasz czemu nie powiedział jak jest to odpowiada " bo nie chciałem Cię ranić". Dobrze, to nawet ma sens.. Ale boli jakby ktoś wsadził nóż prosto w serce.
To uczucie gdzieś na zawsze we mnie pozostanie, to nie jest tak że chcę w sobie zabić tę miłość. Nie da się tego zrobić. Ale chcę z tą raną iść dalej, pomimo że właśnie nawet nie wiem dokąd pójść. Nie mam pracy, jeszcze kończę studia, więc nie mam aż tak dużo zajęć, które zaangażowałyby moją uwagę i odciągnęły ją od tego co dzieje się we mnie;( Boję się każdego następnego dnia;(

29

Odp: rozstanie po sześciu latach...

"to nie jest tak że chcę w sobie zabić tę miłość. Nie da się tego zrobić. "--- da się. Tylko trzeba chcieć. Wtedy to zajmie mniej czasu. Gdy uporczywie nie chcesz: troszkę więcej, ale samo się zrobi.

30

Odp: rozstanie po sześciu latach...

przyznam że nie chcę, bo mam jeszcze gdzieś w podświadomości jakąś głupią nadzieję, że jeszcze będziemy razem;( wiem,że to idiotyczne i naiwne, ale piszę szczerze jak jest..
w końcu On był najważniejszą częścią mojego życia przez całe 6 lat. nie potrafię się z tego podnieść. sama przez czas tego związku zrezygnowałam z kilku rzeczy ( choć On nigdy mnie o to nie prosił) ale np. były to wyjazdy na dłużej za granice i nie chciałam rozłąki;( On rozwijał swoje życie a moje gdzieś staneło w miejscu. Niby studiuję, ale nie sprawia mi to większej satysfakcji i jednocześnie jest we mnie lęk o przyszłość.. bo przyszłość miała być z Nim, a stało się jak się stało..

31

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Wiem, ze nie chcesz- dlatego zasugerowałam wcześniejszą odpowiedź. Nie chcesz, bo masz nadzieję- to naturalne. Liczysz na cud, jesteś gotowa go przyjąć z powrotem i z miejsca uwierzysz, że to był tylko zły sen, że jemu się pomyliło i kocha tylko Ciebie.

Wybacz mi tą bezpośredniość, nie chcę urazić Twoich uczuć, ale jeśli masz mieć nadzieję czy przewidywać któryś z dwóch skrajnych scenariuszy, lepiej byś porzuciła ten powyżej i po prostu pogodziła się z tym, że wspólne życie nie było Wam pisane.
Czemu?
Ze wszystkich przypadków tym-podobnych (a jest ich na świecie całe mnóstwo) znam tylko 1, gdzie on do niej wrócił. Byli jeszcze bardzo, bardzo młodzi, on się przez 3 mies. wyszalał i wrócił. Cała reszta to były złudne nadzieje zarówno kobiety jak i faceta- bo takie przypadki też się zdarzają.

32

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rozum mówi by dać sobie spokój i nie karmić się żadną nadzieją, bo to może przynieść już tylko wiecej cierpienia niż dotychczas. Ale serce..nie słucha.
Od czasu rozstania nie widzieliśmy się, nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie abym miała go spotkać. Wiem na pewno, że nie byłoby łez ( w trakcie, bo po jego wyjściu to na pewno cały ocean) i że najprawdopodobniej byłabym miła, ale bardzo zdystansowana..
Ale nie chcę tego teraz. Choć mamy swoje rzeczy, które musimy sobie oddać ( ubrania i książki) to chyba jeszcze nie przyszedł dobry moment. Jeszcze nie opadły emocje.

Wiem, że łudzenie się że On wróci/ zrozumie że kocha itd. nie ma sensu.. i walczę z tymi myślami z całych sił:(

33

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rose_23, może zastosuj technikę, którą w takich przypadkach stosują faceci; zajmij się życiem smile Swoimi sprawami, hobby, odśwież kontakty z ludźmi, idź do kina, przeczytaj książkę i napisz recenzję;) Chętnie Cię zobaczę w dziale "Kultura" smile

34

Odp: rozstanie po sześciu latach...

tylko, że ja właśnie czuję jakbym nie miała żadnego życia poza Nim... wiem, że to straszne i że sama to sobie zafundowałam, ale skoczyłam w tej miłości na najgłębszą wodę i chyba nauczy mnie to by więcej tak nie robić. dla samej siebie. bo nie można całego życie poświęcać komuś innemu, w ogóle innym. Na końcu i tak nikt nie doceni... Moja mama tak robiła całe życie  ( i robi nadal) i ja już też nie mogę patrzeć na to jak się męczy w małżeństwie z moim ojcem a nie potrafi z tego wyjść. i boję się , że moje życie też tak będzie wygladało, że jestem na to niemal skazana:(te mysli są silniejsze ode mnie. dlatego też poszłam na terapię i mam nadzieję, że przyniesie ona efekty.
dziękuję Ci Catwoman w zaangażowanie w mój problem.. uważam jednak że tu nie tylko jest problem z powodu odejścia mężczyzny, ale też problem tkwi we mnie samej , w braku celu, poczuciu beznadziei i niskim poczuciu własnej wartości:( a z tym już nie tak łatwo wygrać...

35

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Rose, wspaniale, że to wszystko sobie uświadomiłaś! Pomyśl, co by było, gdybyś "obudziła się" za 10-15 lat i była żoną, która nie ma życia poza swoim facetem.

36

Odp: rozstanie po sześciu latach...

tak, to zdecydowanie prawda! dużo trudniej jest się podnieść  wprzypadku rozstania gdy jest się już w małżeństwie, ma sie dzieci itd.
jednak wiadomo, że każde rozstanie jest trudne.. trzeba tylko znaleźć sposób by sobie poradzić dalej ze swoim życiem. ja jeszcze go nie znalazłam, ale szukam.. życzcie mi wytrwałości, odwagi i odzyskania wiary w samą siebie..

37

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Ja trzymam za ciebie kciuki, bo wiem,że to ważne- wsparcie, nawet takie głupie, na forum:) Mi to bardzo pomogło:) Trzymaj się i nie daj się złamać. Ja wierzę,ze będe jeszcze szczęśliwa, kto wie- może jeszcze szczęśliwsza niż z eks?:)

38

Odp: rozstanie po sześciu latach...
Catwoman napisał/a:

E tam głupoty: rok wychodzić z depresji. wink
OK., to jest tak:
Byliście ze sobą 6 lat- jeśli dobrze liczę, od 16.r.ż. z nim byłaś; był twoją pewnie pierwszą, wielką miłością, z którą wiązałaś jeszcze większe nadzieje. Widziałaś was razem już na zawsze: Czemu nie?! Było bezpiecznie, on mówił, że kocha ... i pewnie mówił prawdę!
Tylko w ciągu 6 lat, to znaczy od wieku nastoletniego do dorosłego wiele się zmienia. Człowiek nagle odkrywa, że nie zna świata. Nie wie, jak to jest z inną osobą, nie wie, kim jest dla innych osób (przeciwnej płci). Zna tylko swoją partnerkę/partnera i nagle przestaje mu to wystarczać. Stąd najwięcej rozstań po 5-7 latach związku, który zaczął się w okresie nastoletnim.

Dodam od siebie coś ważnego (chyba). Autorka była w związku 6 lat. Ok. Ale to był związek na "dochodzenie", bo wszak razem nie mieszkali. W takich okolicznościach to związek - przepraszam autorkę - w pewnym sensie śladowy. Owo "docieranie się", poznawanie siebie = także, niestety.
Do autorki:
Tylko prawdziwe życie, poznawanie się - nie na spacerach, w kinie czy dyskotece (poznawanie wzajemnych reakcji na różne sytuacje) - a w prawdziwym życiu, patrzenie na partnera gdy stoi w obliczy problemu, gdy widzimy jak reaguje powszedniego dnia, jak - podenerwowany sytuacją - Ciebie traktuje, jaki jest co dnia od świtu do świtu - weryfikuje tą znajomość drugiego człowieka. Widać nie na tyle go poznałaś...

39

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Nie mieszkaliśmy razem, ale też to nie jest tak że żyliśmy w sielance, zapatrzeni w siebie jak para nastolatków i tak na prawdę potrzeba było aż sześciu lat by dojść do tego, że to jednak nie jest to. Zanim zaczęliśmy się spotykać znaliśmy się już kilka lat i to dość dobrze. To prawda, że nie mieszkaliśmy razem, ale często spędzaliśmy u siebie po kilka dni -raz ja u Niego, raz On u mnie. Wiem, że to nie to samo, ale przez ten czas poznaliśmy się już na tyle dobrze, że zdązylibyśmy oboje uznać że jednak nie pasujemy do siebie. Już wcześniej o tym pisałam- mieliśmy bardzo podobny sposób postrzegania świata, życia itd.
Pomijając fakt, że znalazł kogoś innego i że w końcu z tego powodu zdecydował się odejść sądzę, że być może nasze drogi gdzieś rozeszły się trochę wcześniej... Jesteśmy w tym samym wieku, ale mężczyzna 23letni nie myśli tak samo jak kobieta w tym wieku. i nie jest to zarzut. tak po prostu jest i trzeba się z tym pogodzić. Tylko, że ja myślałam jak każda kobieta :" On jest inny, dojrzalszy niż jego rówieśnicy, nie potrzebuje się wyszaleć bo w końcu znalazł mnie, a mówił , że jestem kobietą idealną, wymarzoną itd. itp. "
A tu wyszło jak wyszło.. Boli jak cholera, ale już z tej bezsilności zaczęłam tą całą sytuację usprawiedliwiać właśnie tym, że to była taka pierwsza miłość i mało kiedy się to udaje. Chociaż nie ma takich słów by wyrazić jak bardzo chciałam, żeby właśnie nam wyszło. Naiwnie sądziłam, że na przekór całemu światu nasza miłość będzie niezniszczalna.
Kocham Go, jestem pewna. Ta miłość nie jest zaborcza.. nie myślę sobie:" no jak to , przecież On jest moj a Ona mi go zabrała". Nie mam żalu do Niej. Nie wiem, może to dziwne.. Jedyne czego jestem pewna, co wyniosę z tej historii to to, że nigdy w życiu nie połączy mnie nic z żadnym zajętym mężczyzną. Nie chcę żeby jakakolwiek kobieta czuła się tak jak ja dzisiaj kiedy piszę te słowa.

40

Odp: rozstanie po sześciu latach...

Mam tak samo jak ty. Na początku miałam pretensję do przyjaciółki mojego eks.. w końcu mnie znała i wiedziała,że ja to ja;) Ale teraz.. no cóż. sam wiedział co robi. Ona w sumie nic złego nie zrobiła. Pewnie,że idealnie by było gdyby sama mu się postawiła, ale cudow nie wymagajmy;) Mój eks sam chciał, sam się zauroczył, sam olał i sam zerwał. Z jakiego by to powodu nie było. A co do mieszkania- my też nie mieszkaliśmy, a żyliśmy w sumie jakbyśmy mieszkali:) Więc to nie było własnie tak z doskoku. Nie ma reguły. A jak się w ogóle trzymasz autorko wątku? Jakbyś miała jakieś pytania, bo widze,że mamy baardzo podobną sytuację, a ja jestem już "do przodu z tym wszystkim", to pisz:)

41

Odp: rozstanie po sześciu latach...

czuję się różnie.. pierwszy tydzień był najgorszy: samo cierpienie fizyczne, nieprzespane noce ( budziłam się kilka- kilkanaście razy, czasami cała roztrzęsiona ) tępy ból brzucha, brak apetytu ( mogłam nic nie jeść cały dzień).. później mijały kolejne dni i dzisiaj po ponad trzech tygodniach jest raz lepiej, raz gorzej.. Są takie dni kiedy myślę, że poradzę sobie i że już właściwie Go nie chcę ( ale bardziej to sobie wmawiam niż tak jest na prawdę) a są też takie jak dzisiaj kiedy budzę się o 6 choć mogłabym spać jakieś2h dłużej i cały dzień nie mogę sobie znaleźć miejsca;(
dzisiaj już jestem zmęczona i sprobuję się położyc, może uda mi się zasnąć.. jutro na pewno tu wejdę i napiszę ...

42

Odp: rozstanie po sześciu latach...

dzis chyba będzie ciężko.. prawie w ogóle nie spałam i od rana myślę tylko o Nim;(
czuję się brzydka, nie mogę na siebie patrzeć..

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie po sześciu latach...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026