Pewnie wątek, jakich wiele już było, w końcu coraz więcej ludzi dręczy właśnie ten problem.
Mam 19 lat i jestem ciągle sama. Ktoś powie "Dziewczyno, przecież masz jeszcze masę czasu, nie przejmuj się". Może i prawda, jednak ten problem dość mocno mi już doskwiera. Już nie chodzi o to, że koleżanki i koledzy mają swoje drugie połówki i ja chciałabym tak samo, zazdroszczę im - bardziej o to, że potrzebuję bliskości drugiej osoby i to coraz bardziej. W sumie od zawsze tak było. Nigdy nie spotykałam się z żadnym chłopakiem poza relacjami czysto koleżeńskimi.
Ale może po kolei.
Jestem normalną dziewczyną. Może nie Cindy Crawford albo Heidi Klum, ale jednak dość ładna. Szczupła, dość wysoka i wysportowana - 8 lat w sporcie sylwetkę wyrzeźbiło. Bez kilograma "tapety" na twarzy, ale delikatny makijaż - jak najbardziej tak.
Od zawsze trzymałam się z chłopakami, to była norma. Może z powodu zainteresowań, może czegoś innego - nie wiem. Zawsze - max jedna koleżanka i co najmniej kilku dobrych kolegów. Myślę, że niektórych z nich kiedyś nawet nazwałabym przyjaciółmi. Teraz jest inaczej, kwestia weryfikacji poglądów na różne sprawy. Zawsze byłam i nadal jestem "kumplem", z którym można pogadać naprawdę o wszystkim. Nigdy żaden z nich nie traktował mnie, jak potencjalnej dziewczyny. Z "wychodzeniem do ludzi" nie mam większego problemu, wręcz przeciwnie, wychodzę dość często, nie zamykam się w mieszkaniu, nie uciekam przed kontaktami z innymi. Lecz nadal to wszystko pozostaje tak, jak było.
Myślałam, że może czasy studiów to zmienią. Nic z tego, jest to samo. Jedna, może dwie koleżanki na roku, jedna przyjaciółka od serca, poznana jeszcze w czasach liceum (choć ona czasem twierdzi, że zbyt bardzo marudzę - może ma trochę racji, nie wiem) i kilku-kilkunastu kolegów. I po raz kolejny to samo - "Jesteś najlepszym kumplem, jakiego można mieć". Ale ciągle tylko i wyłącznie "kumpel". Czy coś ze mną nie tak? Dlaczego faceci kompletnie nie widzą we mnie dziewczyny?
Podobne tematy
2 2012-12-27 01:19:03 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-27 01:21:41)
Dlaczego faceci kompletnie nie widzą we mnie dziewczyny?
Kiedy czytałem Twój post, to przypomniała mi się moja koleżanka ze szkoły. Zawsze tak samo uśmiechnięta, skromna i piękna, z długim warkoczem po pośladki. Na dwa tygodnie przed maturą obcięła włosy i szok... zobaczyliśmy zupełnie inną dziewczynę.
Jakby wyszła z cienia na sam środek sceny w stroju kąpielowym. Neutralność tkwi w sposobie objawiania światu siebie.
Jakiś czas temu wśród młodych dziewcząt w pewnej szkole zobaczyłem taką, która miała we włosach wpięty kwiat. To ją bardzo wyróżniało z całego otoczenia. Dyskretny sygnał, znacznie lepszy od wyzywającego makijażu, który działa ambiwalentnie.
Dyskretny sygnał? Gdyby popatrzeć na mnie, wiele zmian można by za takowy uznać. Porównując mnie sprzed półtorej roku, może dwóch lat ze mną dzisiaj, fizycznie widzi się różne osoby. Wtedy ? niepewna, straszliwie zakompleksiona, z długimi po pas włosami, ale zawsze spiętymi, w szerokich, momentami można by powiedzieć workowatych ubraniach (aż w takim stopniu, że niejednokrotnie po treningach, gdy wracało się wieczorami w grupie kolegów do domu, zostało się z daleka pomylonym z chłopakiem), zero makijażu, próbująca ukryć się przed światem, trzymająca się tylko ze swoimi kolegami, również sportowcami, całkowicie zamknięta na poznawanie nowych osób. I dodatkowo jeszcze przywdziewająca maskę twardej, której nic nie jest w stanie ruszyć i ze wszystkim sobie poradzi. Dość skomplikowane to? Ale nastąpiło kilka ?przełomów?, kilka poważnych rozmów z chłopakiem, którego właśnie wówczas bez chwili wahania nazwałabym przyjacielem. I zmiany, dużo zmian. We własnej psychice, w patrzeniu na samą siebie, a w konsekwencji i w wyglądzie. Jednakże to nie zmieniło nastawienia facetów do mnie, nawet teraz, gdy kogoś poznaję, bardzo szybko przechodzi to wyłącznie na stopę czysto ?kumpelską?.
A skąd jesteś? Może zastosujemy terapię wstrząsową? ![]()
hmm napisał/a:Dlaczego faceci kompletnie nie widzą we mnie dziewczyny?
Kiedy czytałem Twój post, to przypomniała mi się moja koleżanka ze szkoły. Zawsze tak samo uśmiechnięta, skromna i piękna, z długim warkoczem po pośladki. Na dwa tygodnie przed maturą obcięła włosy i szok... zobaczyliśmy zupełnie inną dziewczynę.
A niech to, a ja tak lubię dziewczyny z długimi włosami. Mogła zrobić coś innego.
Na Twoim miejscu hmm, prześledziłbym moment kiedy relacja przechodzi w czystko kumpelską. Tzn. jak zachowuje się pretendent przed przejściem relacji w kumopelską, i jakie jest Twoje zachowanie w tym czasie. Brak reakcji zwrotnej na zaloty bywa po prostu deprymujący
Co do wyglądu. Uśmiech i wyzywający ubiór za najczęściej zwraca uwagę ale nie jest niezbędny. Jeżeli np. dziewczyna jest bardzo wyzywająco ubrana albo dobrze ubrana (styl, płaszczyk, elegancja itp) to cytując "Misia" wielu chłopaków sobie myśli "takie są najgorsze". Ale może też zachodzić zupełnie odwrotna sytuacja, kiedy chłopaki bardzo Ciebie lubią ale wiedzą do czego są zdolni i nie chcą Ciebie skrzywdzić. Nie przejmowałbym się tym brakiem zainteresowania. Mnie się podobają moje koleżanki i przyjaciółki i często mam ochotę je pocałować gdy z nimi rozmawiam, ale po prostu są przyczyny dla których stawiam sobie granice. Co by to było, gdybym całował się z kilkunastoma osobami w ciągu jednego dnia? Część zaś nigdy nie odpowie na Twoje zaloty bo rówieśnicy prześladowali ich przez całą młodość i oni podświadomie wszystkich się boją i nie wykonają kroku naprzód, choćby wyglądali jak Brad Pitt, a ty jak kobieta która najbardziej Ci się podoba ![]()
5 2012-12-27 21:24:11 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-27 21:24:36)
Dyskretny sygnał? [...]zero makijażu, próbująca ukryć się przed światem, trzymająca się tylko ze swoimi kolegami, również sportowcami, całkowicie zamknięta na poznawanie nowych osób. I dodatkowo jeszcze przywdziewająca maskę twardej, której nic nie jest w stanie ruszyć i ze wszystkim sobie poradzi. Dość skomplikowane to? [...].
Mamy komplet. Makijaż jest maską, pod którą kryją się kompleksy. Ty nie masz kompleksów. Twoja maska skrywa kobiecość. To jest maska niewrażliwości i twardzielki.
Myślę, ze to ona jest przyczyną. Zrzuć maskę. Prawda jest piękna. Niektórzy nawet twierdzą, że tylko prawda jest piękna.
Pan Lewski, obecnie studiuję w Gdańsku. Początki dopiero, więc przez najbliższe kilka lat nie zanosi się na zmianę miejsca zamieszkania.
Z momentem, w którym relacja przechodzi w czysto kumpelską ? to zależy. Są tacy, z którymi następuje to już na samym początku znajomości, można powiedzieć, że wytyczane są od razu jasne zasady ? ?jesteśmy tylko kumplami, dobrymi znajomymi, kiedyś może przyjaciółmi, możemy się wygadać sobie nawzajem, pomagamy sobie ? ale to nigdy nie będzie nic więcej?. Są takie relacje, gdzie pozornie było ?nic poza kumpelstwem?, a świat i tak wiedział swoje. Jakieś żarty, dwuznaczności. Ale i tak nigdy nic nie wyszło, nadal pozostawało to relacją kumpelską. Moje zachowanie wówczas ? nigdy na początku nikogo nie skreślam, ale też nie zaczynam znajomości na zasadzie ?jeśli nie będziemy razem, to nasza znajomość nie ma sensu zupełnie?. Jestem osobą dość otwartą, czasem chyba aż nadto, nigdy też niczego nie wykluczam. I uważam, że warto dawać szanse, więc nie ma osób, które są u mnie skreślone, że tak to ujmę. Zawsze warto spróbować. Więc nie sądzę, żeby było to odbierane jako brak reakcji zwrotnej na zaloty. Choć wiadomo, mogę być w błędzie, nikt nieomylny przecież nie jest.
Uśmiech ? śmieję się bardzo, bardzo dużo. Mnie jest wszędzie pełno, z kumplami nie raz ?odstawiało? się różne sytuacje, dla zabawy. Staram się zawsze być pogodna, problemy chowam w sobie, wolę się wieczorem wygadać przyjaciółce, niż pokazywać całemu światu, że jest mi źle. Kiedyś niejednokrotnie był to uśmiech sztuczny, teraz ? nigdy, zawsze szczerość. Po prostu moi ?kumple? (że użyję ponownie tego aż nazbyt często pojawiającego się u mnie określenia) zawsze są w stanie doprowadzić mnie niemal do łez ze śmiechu. a gdy nie ma ich w pobliżu ? wystarczy przypomnieć sobie jakąś śmieszną sytuację z nimi związaną i od razu jest lepiej. Więc może faktycznie, śmieję się aż zbyt często, nie mam pojęcia.
Bardzo wyzywający strój ? to nie u mnie. Lubię czasem, jak każda kobieta, założyć szpilki i bardzo dopasowane rzeczy. Ale też nie jest to tak, że chodzę z dekoltem po pępek albo odstawiona codziennie jak stróż w Boże Ciało ![]()
Wiadomo, granice trzeba stawiać sobie, to byłoby co najmniej dziwne chyba
Animus, więc, jeśli dobrze zrozumiałam oczywiście, uważasz, że to właśnie niepokazywanie po sobie części uczuć, zwłaszcza negatywnych, przywdziewanie tej maski twardej dziewczyny, która ze wszystkim sobie poradzi, której nic nie może złamać może powodować to, że mężczyźni nie dostrzegają we mnie kobiecości, tak? Może faktycznie coś w tym jest?
7 2012-12-28 15:59:33 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2012-12-28 16:00:34)
Hmm, to dla mnie trochę za daleko
I niestety, muszę stwierdzić że tej sytuacji łatwiej by mi było odpowiedzieć na pytanie o początek wszechświata.
Z opisu ta sytuacja jest dla mnie niepojęta, musiałbym zobaczyć na własne oczy jak to wygląda żeby wyciągnąć jakieś wnioski.
Jedyny punkt zaczepienia widzę w ukrywaniu swoich słabości. Nauczyłem się, że czasami trzeba się odsłonić, żeby zbliżyć się do kogoś, to nawet też gdy mówimy o czysto przyjacielskiej relacji. Bo po pierwsze, ludzie zawsze instynktownie boją się silniejszych od siebie albo takich którzy potencjalnie mogą być silniejsi, a poza tym, jak się odsłonisz to ktoś może dostrzec cechy wspólne i powstaje jakby duchowe pokrewieństwo. Ukrywanie słabości, na dobrą sprawę uniemożliwia zawiązanie bliższych relacji, jakie by one nie były. To nie jest raczej zasadnicza przyczyna dla której nie masz partnera, bo jest to do obejścia, ale ludzie łączą się w pary w różne głupie sposoby więc to likwiduje jedną z możliwości. Poza tym, możesz przez to ogólnie czuć się bardziej samotna, bo na dobrą sprawę nie masz prawdziwych przyjaciół, no może poza tą jedną przyjaciółką. I choć jest na codzień zabawnie i towarzysko, to gruncie rzeczy jesteś wśród obcych ludzi. Wszystkie systemy obronne pozostają aktywne. Poza tym, gdy nie ukrywasz tego że jest Ci źle, że jesteś smutna, to ludzie którzy rzeczywiście Ciebie lubią, będą się martwić. Naturalną reakcją w takiej sytuacji jest przytulenie, czy pogłaskanie osoby której jest źle. A dotyk zbliża.
W ogóle to udawanie i ukrywanie się za maskami przez ludzi jest irytujące. Nie dość że prowadzi do samych nieporozumień, to jeszcze ciągle czuję się jak na wojnie...
Czyli nie ukrywać słabości, nie być wiecznie twardą, radzącą sobie samodzielnie, udającą, że nie ma problemów, a nawet, jeśli są, to mnie nie ruszają. Jeśli tak teraz zastanowię się nad tym, to faktycznie, wydaje mi się, że coś może w tym być. Pan Lewski i Animus, bardzo dziękuję za wszystkie rady i głęboko biorę je sobie do serca ![]()