Dzieńdobry
Mam 37 lat i moje życie właśnie sie sypie. Radością życia na obecną chwile jest mój Kochany syn Szymuś który ma 6 lat. Moja (chyba.. już jednak nie moja) Daga którą nadal bardzo kocham postanowiła ,że musimy sie rozstać.
Powiedziała ,że coś w niej pękło i juz mnie nie kocha.
Na początku jak sie poznaliśmy (pewnie jak w wielu takich przypadkach) było super. Chociaż przyznam ,że nie zakochałem sie od pierwszego wejrzenia. Widziałem jednak ,że jest to dziewczyna z którą mógłbym spędzić resztę życia ! Od tego czasu radośnie czas mijał
stawaliśmy sie sobie coraz bliżsi ,zamieszkaliśmy razem -było OK. (czasami były jakieś drobne zatargi ,ale szybko sie kończyły) Nie jesteśmy konfliktowi. Chociaż mamy sprzeczne charaktery ja kochałem ją a ona mnie wiedziałem o tym. Zawsze jak gdzieś jechałem ,albo coś robiłem to sie o mnie martwiła -czasami aż za przesadnie
Któregoś pięknego dnia dowiedziałem sie ,że będę tatą !
Super kochany Szymuś. I od tego czasu żyliśmy w trójkę uważam ,że szczęśliwie
Jednak od ponad roku wstecz zaczęło sie coś złego dziać. Nie wiem jakoś nie tak..
chyba powoli coś zaczęło sie psuć ,coraz mniej rozmów "takich se" tylko takie o życiu ,ustalenia jakieś itp. sex-u było coraz mniej pod koniec wcale (jak już coś miało być to bolała głowa .dziś nie itp.) nie wiem jakbyśmy tracili to "coś"
Pod koniec lata dowiedziałem sie ,że to nie ma sensu i ,że musimy sie rozstać.
Ja jednak nie potrafiłem sie z rozstaniem nawet spróbować pogodzić.
Prosiłem Ją o szanse dla Nas ! Mówiłem ,że ją bardzo mocno kocham i ,że przecież mamy syna !
Zgodziła sie ! Aż podskoczyłem z radości ! Kolejne dni jednak nie dawały większej poprawy..
Próbowałem często rozmawiać ,wyjaśniać nasze jakieś ewentualne problemy ale nawet ciężko było o rozmowę. Starałem sie pokazywać jej ,że bardzo mocno ją kocham ,że mi zależy -bardziej niż zwykle (wcześniej nie byłem typem romantyka na białym koniu z różą w zębach -wydawało mi sie ,że po prostu ona to wiedziała) Jednak mówiła mi ,żebym nie robił nic na siłę bo to nic nie daje.
Proponowałem żebyśmy poszli do psychologa -nawet umówiłem nas ,ale ona nie chciała nawet słyszeć o żadnym psychologu. Powiedziała że jest zmęczona i potrzebuje czasu ,że może jej sie odmieni ,ale na tą chwile to nie chce być zemną ,że mnie przeprasza ale mnie nie kocha (wcześniej było chyba Cię nie kocham)
od dwóch tygodni nie mieszkamy razem ,synem dzielimy sie na zmianę ,bo i ja i ona kochamy go bezgranicznie!!!
Nie chce żyć bez Niej. Chce byśmy byli razem Ona ja i nasz kochany Szymuś !
Teraz w dni gdy nie mam u siebie syna nie daje rady nie wiem co mam zrobić ze sobą myślałem ,że nie jestem jakimś lalusiem ,ale chyba jestem bo płacze kilka razy dziennie teraz jestem słaby psychicznie nie mam siły na nic. Nie mogę pracować ,nie mogę spać nie mogę nic..
Ja dalej kocham moja Dagusie :* (jest naprawdę fajną ,uczciwą ,kochaną ,ładną ,mądrą mamą i dla mnie niesamowitą kobietą)
Za chwile święta ..w samotności.. Dla mnie nie będą wesołe
Wiem doskonale ,że nie jestem idealnym człowiekiem -ale nigdy żadnej krzywdy Dadze nie zrobiłem.
Nigdy jej nie zdradziłem ,nie jestem pijakiem (lubię czasami wieczorkiem w domu po kąpieli wypić zimne piwko -z Dagą smakuje najlepiej) ,nie okradłem jej ,nie pobiłem ,nie odwróciłem sie nigdy gdy potrzebowała pomocy.
Dostałem jednak do życia porządnego kopa. Ale wiem teraz ,że powinienem być bardziej czuły ,bardziej okazywać miłość ,może za mało doceniałem to kogo miałem.
Mam taki mętlik w głowie ,że brak słów -nie mogę zrozumieć dlaczego ,dlaczego tak sie dzieje.
Cały czas wieże ,że jeszcze coś sie zmieni i dalej znowu będziemy razem na zawsze !
Kocham ją !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ps.napisałem to w skrócie na tym forum ,chyba dla siebie -żeby było mi lżej ,nie dla "poklepania po plecach"
Powiedziałem ,jej że czekam tylko na jakiś znak od niej i juz jestem przy niej !
..ale gdzieś tam wiem ,że tego znaku od niej może nigdy nie być..