Cześć.
Mam 25 lat moja dziewczyna 23 lata, jesteśmy razem prawie trzy lata, ogólnie jest między nami cudownie, bardzo się kochamy i szanujemy, jednak mamy a raczej ja mam gdyż jeszcze o tym z nią nie rozmawiałem problem. Ona mieszka w bloku w dość dużym mieście, ja na obrzeżach miasta w domu jednorodzinnym, wybudowanym przez moich rodziców.
Nie dawno gdy siostra postanowiła przeprowadzić się do swojego narzeczonego dowiedziałem się że rodzice zapiszą mi dom. I tu zaczyna się problem, a raczej moje zmartwienie. Poruszałem kiedyś temat mieszkań z moją kobietą i z naszych rozmów wynikło że ona nie wyobraża sobie mieszkać w domu lub na wsi, marzy się jej na zawsze pozostać w bloku. (Jej rodzice mają działkę za miastem gdzie budują sobie domek "na stare lata" ona praktycznie nic tam nie robi i nie lubi tam przebywać, gdyż dla niej np. koszenie trawy kosiarką to coś strasznego).
Ja z kolei jestem przeciwnikiem mieszkania w bloku, dlaczego? Nie mając mieszkania własnościowego koszty są większe niż w domu, nie ma się swojej przestrzeni, tylko taka ciasnota... Oczywiście pracuje, ale nie zarabiam jakoś bardzo dużo i wiem, że mieszkając w bloku będzie trzeba bardziej oszczędzać i nie będzie mnie stać na jakieś częstsze wakacje lub coś podobnego.
Najgorsze to że z naszych rozmów wynikało że ona mieszkając w domu będzie nie szczęśliwa. (Może powodem jest to że nie lubi zbytnio obowiązków domowych, może po prostu lubi atmosferę blokowiska).
Nie zależy mi na tym żeby pozostać w domu rodzinnym, ale bardziej marzyłem o swoim małym domku niż o blokowisku.
Boje się że ona zgodzi się na mieszkanie w domu a potem będzie z tego powodu nie szczęśliwa...
Miał ktoś z Was podobną sytuacje?
Po prostu całkowicie mijamy się z własnymi oczekiwaniami w tej kwestii, ona "pragnie" mieszkania w bloku a ja nawet małego domu z kawałkiem zieleni wokoło i swoim podwórkiem, garażem...
Proszę o jakieś rady, chce to dobrze przemyśleć zanim poruszę z nią ten temat.