Jeżeli oboje znajdziecie jakąkolwiek pracę to spokojnie sobie poradzicie. Jeśli będziecie razem wynajmować jakiś pokój czy kawalerkę - też nie zrujnuje was to finansowo. Więc spokojnie 
Ja byłam na geografii. Mój wymarzony kierunek, więc nauka sama mi do głowy wchodziła i nie musiałam siedzieć nad książkami. Niestety, sporo ćwiczeń praktycznych, więc trochę zarwanych nocek było nad rysowaniem jakiś mapek, w których po wielogodzinnym ślęczeniu na koniec jakaś kreska była krzywa, więc trzeba było od nowa kolejnej nocy robić
Zajęcia na pierwszym roku miałam z reguły jakoś od 8 do 14 - 16. Potem do Maca. Do 22-24, zależnie od dnia. Czasem robiłam sobie wolne. Od pracy albo od uczelni. Żeby nie paść na ryjek
Wykłady opuszczałam notorycznie (obecność nieobowiązkowa), bo i tak na nich usypiałam.
Z perspektywy czasu stwierdzam, że nie musiałam wtedy tyle pracować. Po pierwszym roku miałam odłożone wystarczająco, żeby na drugim nic nie robić (przy bardzo skromnym życiu). Ale to głównie dlatego, że na pierwszym roku zupełnie nie miałam czasu na wydawanie moich zarobków
Z doświadczenia bliższych i dalszych znajomych: praca jako hostessa, wszelkie jadłodajnie typu KFC, McDonald's, pizzerie, ulotki, rozdawanie gazet na skrzyżowaniach, rozkładanie towaru w hipermarketach, pomoc przy organizacji wesel, praca kelnerki, barmanki, korepetycje, opieka nad dziećmi, praca na kasach w hipermarkecie, praca w kinie - to wszystko są zajęcia bardzo dobre dla studentów dziennych, bo pozwalają na dostosowywanie grafiku do zajęć na uczelni. Znajomi ze studiów zaocznych zwykle pracowali na normalny etat na stanowisku mniej lub bardziej (przeważnie mniej
) związanym ze swoim wykształceniem.