Co takiego jest w tym, że człowiek ciągle poszukuje swojej drugiej połówki tego mitycznego jabłka, że ciągle się wydaje jakby bez tego, bez spełnienia w tym jedynym elemencie życia, właśnie to życie jest niepełne i niekompletne, choć jest mnóstwo innych elementów, w których można się spełniać, ale wszystkie inne wydają się jakby miały mniejszą wagę? Zadziwiające jest to, że w życiu może być różnie, może się wszystko walić albo wszystko nas przerastać, ale kiedy mamy dla kogo walczyć, to jakby odbiór całej tej rzeczywistości jest zupełnie inny; będąc samemu wszystko się odbiera tak, że czasem zupełnie nie chce się nic dla siebie robić bo wszystko wydaje się bezcelowe i pozbawione jakiegokolwiek sensu. I można sobie wmawiać, że tak nie jest, że nawet będąc długo samemu, żyje się tak jakby wszystko było dobrze, ale przecież w tle ciągle słychać ten szept własnego serca, że czegoś brakuje. Zastanawiające jest, że pieniądze, dobra materialne nie dadzą nigdy szczęścia, jeżeli nie ma się z kim nimi podzielić. Jak zlikwidować ten szept i zacząć po prostu żyć? Wydaje się to niemożliwe, przerzucenie kilku ton węgla wydaje się przy tym prostszym zadaniem...
Podobne tematy
Zgadzam się w zupełności. Ostatnio nawet 4 tony węgla wrzucałem
i wydawało mi się, że ręce mi po odpadną a tak jakoś przeszło to bez żadnych skutków dla moich rąk mimo narzuconego tempa i kilku litrów potu.
Wszystko to co zostało napisane jest prawdą. Nie raz się nad tym zastanawiałem i chyba zbyt głupi jestem bo do żadnych wniosków nie doszedłem. Na dzień dzisiejszy jedyna dobra opcja to chyba dalej mamienie siebie że nie potrzebuje nikogo, żadnej drugiej połówki jabłka/pomarańczy jak zwał tak zwał
. Zabijanie ciszy muzyką, czasu wolnego innymi obowiązkami. Tylko czym zapełnić lukę powstałą po stracie znajomych? Kiedy nie ma się do kogo odezwać i z kim wyjść nawet na głupi spacer? Ja wiem, że robię źle, że to kopanie dna ale ja tą lukę wypełniam graniem na konsoli . . . ewentualnie na telefonie w wściekłe ptaki. Wiem również, że robiąc to co robię nic nie zmienię, ale nie wiem jak to zmienić i gdzie szukać. Na siłę nie mam zamiaru bo tylko paskudną czkawką może się odbić ![]()
3 2012-12-29 08:30:49 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-12-29 08:31:52)
Bywają samotnicy. Szczęśliwi.
Szukanie na siłę dopełnienia w postaci drugiej osoby (nazywanej czasami drewnianą nogą) bywa, że kończy się zawodem. Zdarza się, że determinacja doprowadza do tego, że "niechby pił, niechby bil...". Czy wtedy osoby te są szczęśliwsze? Te niedojrzałe TAK - bo są "sztukowane" (podpórka byle jaka ALE JEST!) i mają czym się martwić, na co narzekać, o czym mówić...
Każdy ma wybór. Bycie całością i w komplecie NIE wyklucza spotkania drugiego człowieka też kompletnego
wtedy RAZEM można cieszyć się życiem i mnożyć szczęście... Bo czemu nie?
NIE należy TYLKO zamykać się na świat ![]()
Cóż - tutaj nie ma co odkrywać Ameryki, bo wyjaśnienie jest bardzo proste. Ewolucyjnie sensem naszego istnienia jest rozmnażanie się i przekazywanie dalej swoich genów, stąd też mamy "wdrukowane", że należy szukać partnera (w domyśle: do rozrodu). Wiem, to wszystko brzmi bardzo "sucho" i nieromantycznie, ale czy człowiek tego chce, czy nie, jest zwierzęciem podlegającym instynktom i atawizmom. ![]()
Cóż - tutaj nie ma co odkrywać Ameryki
...
czy człowiek tego chce, czy nie, jest zwierzęciem podlegającym instynktom i atawizmom.
Co NIJAK NIE WYKLUCZA używania rozumu ![]()
I tu zacytuję moją ulubioną p. psor (fakt autentyczny z wykładów z Układu Nerwowego):
" - P. Grzesiu - ma pan psa?
- owszem.
- jak zachowuje się psina wiosną?
- gania suczki po krzaczkach.
A Pan Grzegorz NIE.
I tym proszę państwa ROZUM człowieczy odróżnia nas od li tylko instynktownego zachowania zwierząt" ![]()
Co NIJAK NIE WYKLUCZA używania rozumu
I tu zacytuję moją ulubioną p. psor (fakt autentyczny z wykładów z Układu Nerwowego):
" - P. Grzesiu - ma pan psa?
- owszem.
- jak zachowuje się psina wiosną?
- gania suczki po krzaczkach.
A Pan Grzegorz NIE.
I tym proszę państwa ROZUM człowieczy odróżnia nas od li tylko instynktownego zachowania zwierząt"
Jak najbardziej się z tym zgadzam
Ale mój post był raczej ścisłą odpowiedzią na pytanie zawarte w pierwszym poście: tj. co powoduje, że tak się skupiamy na poszukiwaniach partnera i że często staje się to dla nas najważniejszą rzeczą w życiu. Bardzo interesuje mnie ostatnio psychologia ewolucyjna i uważam, że to zadziwiające, jak wiele rzeczy w naszym życiu - rzeczy, które dla nas mają duże znaczenie - jest uwarunkowanych przez zachowania i potrzeby naszych odległych przodków z epoki kamienia łupanego. ![]()
Byłam jakiś rok temu w parku gdzie wystawione były postaci z róznych epok. Była rodzina przy ognisku z jakiejś prehistorycznej epoki opisna jako początek społecznego łaczenia się w pary i zakłądania rodziny.
I chyba dlatego nie udaje nam się z tymi tysiacami lat ewolucji wygrać.
Jak ja cholernie chciałbym nie chcieć mieć kogoś!!!
Nic mi do szczęścia wiecej nie potrzeba
Zawodowo bardzo ok, materialnie itd.
Nawet nie muszę się odchudzać ![]()
TYlko to pioruńskie poczucie samotności.
Chciałbym bardzo aby sie z tego wyleczyć
Tyle że chyba nie ma to lekarstwa ![]()
...
Bardzo interesuje mnie ostatnio psychologia ewolucyjna i uważam, że to zadziwiające, jak wiele rzeczy w naszym życiu - rzeczy, które dla nas mają duże znaczenie - jest uwarunkowanych przez zachowania i potrzeby naszych odległych przodków z epoki kamienia łupanego.
Aaaaa... to owszem fascynujące
ale przekłada się furt na ewolucję naszego mózgu
też lubię te tematy "Zespół płata czołowego" powodujący zanik "człowieczeństwa"... 'Mózg gadzi" itp. BARDZO ciekawe ![]()
Kolejna samotna w sieci - samotności nie można wyleczyć. Można ją oswoić ![]()
Nie sądze żeby samotność można było "oswoić"
Są oczywiści ospoby które dobrze się czują same ze sobą ale ja do nich nie należę.
Moja samotność zawsze będzie mnie unieszczęśliwiała ![]()
Oswoić to można dzikie zwierzatko, a i to nie zawsze. I częsciej nie można niż można.
11 2012-12-29 21:12:36 Ostatnio edytowany przez Stokrotka30 (2012-12-29 22:56:09)
...
A czemu nie można zaakceptować istnienia osób, które nie umieją być optymistami?
13 2012-12-29 21:52:08 Ostatnio edytowany przez Stokrotka30 (2012-12-29 22:55:48)
...
Oczywiście, ja kończę ten dialog, wątek może zakończyć Mod,
składam sprzeciw przeciwko zakończeniu tego wątku :> tym bardziej, że taka dyskusja się wywiązała ![]()
przeczytałem wszystkie wypowiedzi, generalnie wniosek jest taki, że na samotność nie ma lekarstwa, może kiedyś wymyśla, choć wątpię. Przewinęła się też moja `ulubiona` maksyma, że najpierw należy umieć być samemu ze sobą, a dopiero potem szukać kogoś do związku. Uwielbiam to stwierdzenie :> A tak poważnie mówiąc, to uważam, że nie tutaj jest pies pogrzebany, bardziej skłaniałbym się do tego, że to jest jakaś odwieczna potrzeba ludzkości, aby się wiązać z kimś, i to wcale nie chodzi o zachowania instynktowne typu prokreacja i przedłużenie gatunku, ponieważ istnieją pary, które potomstwa nie posiadają i dają sobie bardzo dobrze radę. I też nie chodzi o to, że człowiek jest zwierzęciem społecznym, ponieważ nawet przy posiadaniu większej ilości przyjaciół, istnieje jakiś niedosyt, że nie posiada się tej drugiej połowy. Żaden przyjaciel drugiej połowy nam nie zastąpi, a druga połowa zastąpi nam najlepszego przyjaciela. Według mnie tak to działa. Trudno powiedzieć z czym to jest związane, może rzeczywiście człowiek szuka kogoś, kto go w całości zrozumie, zaakceptuje wszystkie jego wady, a przy okazji będzie kimś więcej. Oczywiście ktoś może powiedzieć w tym monecie, że zbytnio idealizuję w swojej głowie obraz związku, ale w takim razie po co człowiek miałby się wogóle wiązać? Przecież nie po to, aby codziennie się kłócić, czy zupełnie się nie dogadywać. Przyznacie sami, że taka strona związku nikogo nie interesuje. Wiążemy się z kimś własnie po to, aby takich rzeczy uniknąć. I owszem, można przejść całe życie samemu, od tego jeszcze nikt nie umarł (choć nawet naukowcy uważają, że samotni żyją krócej), i można się cieszyć tym co się robi, żyć pełnią życia, być kowalem własnego losu, ale tego właśnie podszeptu serca nie da się całkowicie wyeliminować ani zagłuszyć, i każdy w swoim życiu musiał choć raz coś takiego czuć. I wtedy się pojawia właśnie to dziwne uczucie, że jednak do końca nie jesteśmy spełnieni, choćbyśmy nie wiadomo co robili...
16 2012-12-29 22:54:49 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2012-12-29 22:58:07)
Mam wrażenie, że kiedyś ludzie wiązali z uwagi na inne potrzeby. Kobiety miały zapewnić potomstwo mężczyźnie (najlepiej synów), a mężczyzna miał zapewnić kobiecie utrzymanie i bezpieczęństwo raczej fizyczne (często kobieta nie miała prawa so posiadania własnego majątku, czy nawet prawa do głosowania). Poza tym najczęsciej to rodzice lub inni opiekunowie kojarzyli małżeństwa. Często przyszli małżonkowie nie znali się nawet przed ślubem, tak więc miłość miała z tym nie wiele wspólnego, przynajmniej na początku. Teraz mamy w tym zakresie wolność i każdy z nas może utzrymać się zupełnie sam, może być samowystarczalny. Cieżko jest zaakceptować czowieka z jego wadami i pojąć, że związek to nie jest romantyczna opowieść i kiedy spadną z oczu łuski zadurzenia, zostaje szarość dnia codziellnego. Polecam Psychologię Milóści autorstwa pana Wojciszke.
17 2012-12-30 16:13:12 Ostatnio edytowany przez Koliber (2012-12-30 16:36:22)
miłość to potrzeba dzielenia dlatego taka ważna, życie dla samego siebie się zawsze znudzi...
Kolejna samotna w sieci - samotności nie można wyleczyć. Można ją oswoić
oswoić,czyli co? przyzwyczaić się, tak to na pewno poprawi stan ducha ![]()
....chociaż dałaś minkę z przymrożeniem oka więc pewnie to był żart ![]()