Jestem samotną matką, dwójki chłopaków. Mieszkam z nimi w jednym pokoju, w drugim rodzice. Oni dorastają i nikt tak naprawdę nie ma własnego kąta. Żeby pomyśleć, pouczyć się, pograć w coś, czy ja - czasem pomyśleć. Brak perspektyw na większe mieszkanie coraz bardziej mnie przeraża, nie mogę znaleźć pracy, w której w końcu usiądę na długo ( mam pecha do pracodawców, gnębią na każdym kroku i młode dziewczyny i faceci w różnym wieku - matko mam tylko, albo aż 35 lat!!). Ta ciasnota przytłacza mnie, brak satysfakcji z pracy jeszcze bardziej. Najgorsze, że odsuwam się od dzieci a one ode mnie, nie potrafię się z nimi dogadać, nawet już rozmawiać. Nie umiem ich pochwalić, przytulić, jestem zmęczona. Młodszy syn ma ogromne trudności w nauce, a ja nie mam już siły aby mu pomagać, przy tym krzyk, bunt i agresja z każdej niestety strony. Gdzieś się pogubiłam... tak ja, nie moje chłopaki. Kiedyś na każdym kroku byłam z nich dumna i chwaliłam, teraz nie umiem, bo nie mam czym się chwalić. Czuję, że wszystko przelatuje mi przez palce i nie potrafię ich złożyć ponownie... Nie oceniajcie mnie, bo to o nie o to chodzi, tylko mam pytanie do samotnych ale silnych mam, co robicie aby było lepiej? Zwłaszcza z dziećmi?
Podobne tematy
witaj. po pierwsze NIE PODDAWAJ SIE. po drugie zmie myslenie. po malu stopniowo. to ze mieszkasz z rodzicami jasne rozumiem nie napawa do szczescia. wiem ze gdy nie ma sie wlasnego kąta w domu mozna dostac depresji isie pograzac.
po malu zbierz sily. jesli znjadziesz prace poszukaj mieszkania do wynajecia a wowczas udaj sie do mopsu. czasami pomagaja w dofinansowaniu mieszkania nawe wynajetego.
spokojnie. moze byc tylko lepiej a nie gorzej.tylko prosze nie zalamuj sie. czasami mamy rozne zawirowania w zyciu. ale nie zawsze musi byc gorzej. jesli nie widzisz narazie perspektyw na przeprwadzke sproboj zmienic nastawienie. wychodz czesciej do zajomych lub chcesz to powiedz gdzie mieszkasz wejde na strony o prace i ci pomoge w szukaniu chocby ofert.
sytuacja cie przybija rozumiem wowczas nie fukncjonuje sie normalnie. zacznij od malych krokow. wstan rano usmiechnij sie do dzieci zrob im cos milego. wez do kina. lub wyjdz na spacer. motywacja jest w nas samych. w naszym nastawieniu. nie przychodzi ona latwo zazwyczaj najtrudniej.ale stopniowo pomalu. wyskocz gdzies na plotki, lub potanczyc. lub na spacer.
to nie koniec swiata ze masz sytuacje jaka masz. moze niedlugo poznasz kogos kto pokaze ci inne zycie. nie mowie ze lepsze ale sprawi ze bedziesz szczesliwa. skoro nie masz w domu kąta na swoje myslenie idz do parku wez sluchawki na uszy wlacz ulubona muzyke. to odpreza. jesli szukasz partnera a nie mozesz znalezc to moze pologuj sie na stronach internetowych. ze szukasz przyjaciela razem zawsze razniej. czasami na nas kobiety spada najwiecej obowiazkow i to my zazwyczaj jestesmy silne. to nasza bron:)wiec glowa do gory. zacznij sie usmiechac. napisz w czym ci pomoc?moze cos zaradzimy.
Zawsze wychodzę z założenia, że pisanie na "forum" o swoich problemach, to nic dobrego, bo co innych może obchodzić co się dzieje z drugim człowiekiem. Obojętność jest przerażająca. Dlatego nie ukrywam, zbierałam się długo aby coś wyrzucić z siebie na zewnątrz. Jestem bardzo zaskoczona Twoją odpowiedzią, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa, że faktycznie i kurcze!!! ludzie potrafią pomóc, doradzić, czasem utrzeć nawet nosa, ale odpowiadają i chyba to jest (tak myślę) motywujące do działania. Przede wszystkim dzięki za wsparcie i chęć pomocy w szukaniu pracy, jestem zalogowana chyba na wszystkich portalach odnośnie pracy i tak od stycznia, czyli mija rok i nadal "kryzys". Jakiś czas temu zdecydowałam się na bardzo desperacki krok i odeszłam z pracy, nie mając żadnego zaplecza!!!, ale już dłużej znieść się szefa nie dało. Dostałam od wielu po uszach ( jak mogłaś? a dzieci? co ty teraz zrobisz bez kasy, pensji?), ale nikt się nie zapytał o mnie. Kurcze, bolało z każdej strony, i to nie była łatwa decyzja, a mam tą świadomość, że mam dzieci i muszę o nie dbać. Ale godność człowieka, kobiety jest też bardzo ważna. I co z tego, że obecnie mam pracę, ale niestety na kiepskich warunkach!!! (nie życzę nikomu takich warunków). Oj zebrało mi się za dużo tego wszystkiego, mogłabym pisać i końca nie byłoby widać, ale nie wiem czy jestem gotowa aby się więcej otworzyć, nawet na forum.
A znajomi... mają swoje sprawy...i chyba zostanie mi park i przemyślenia; najgorsze jest to, że mam bardzo krótki termin na napisanie pracy magisterskiej i zero motywacji, a nie chcę dziekanki...
Ale jeszcze raz dzięki za dobre słowo, dla mnie to dużo...
wiem ze czasami nie idzie w parze żyć i nie przejmowac sie opinia innych ludzi.ale jesli Ty czujesz sie silna na tyle by zerwac umowe w pracy ze wzgledu na szefa to powiem Tobie jestes bardzo odwazna! moze myslalas ze jakos to bedzie ale im dluzej nie masz czegos kokretnego<chodzi o prace> przestajesz miec motywacje. to normalne. powiedz w jakim zawodzie szukasz pracy? i w jakiej miejscowosci? to moze pomoge , poszukam. a Ty zajmiesz sie swoja praca magisterska. motywacja jest w nas . pamietaj! jesli nie masz na cos sily jej tez zabraknie. trzeba miec plan dzialania. znajomi jasne maja swoje zycie ale wyskoczyc na kawe duzo tobie da. te 30 minut na pewno znajda dla Ciebie. jak to sie mowi " mozg sie dotlenia" zmienia nastawienie . zapomina sie na chwile o rutynie , mozna sie tez pocieszyc
ze wszyscy mamy problemy i ze nie TYLKO JA mam tak pod górkę.robisz studia wiec jest jestes mądra kobieta.czasami trzeba gdzies zasiac ziarno by moc pozniej zbierac plony. wiec siej powoli. zrob magisterke , nabierz sil do rozmowy z synami i do zmieniania czegos pomalu. jeszcze ci sie wszystko pouklada. 3mam kciuki:)