Witajcie
nie mam za bardzo z kim o tym wszystkim porozmawiać... Mam 30 lat. Od dwunastu lat jestem w związku, pierwsza miłość, ślub, dzidzia... W kwietniu tamtego roku na mojej drodze pojawił się pewien mężczyzna i.... zakochałam się... Od ponad roku mam dwa życia, z jednej strony mąż i dziecko z drugiej on... Nie wiem co robić, z mężem nie układa nam się od dłuższego czasu, zanim jeszcze poznałam K. Choć bardzo bym chciała boje się zrobić jakikolwiek ruch. Tkwię w tej totalnej beznadziei z nadzieją, że wszystko jakoś się samo ułoży.... Niestety nic ułożyć samo się nie chce... a ja jestem rozdarta między miłością a obowiązkiem...
Podobne tematy
Po pierwsze miłość nie ma nic wspólnego z obowiązkiem. Jeśli nie układa się w małżeństwie to nie warto na siłę w nim tkwić, bo to dla dziecka też jest bardzo źle! Z drugiej strony musisz pstarać się być obiektywna, przeanalizować sytuację czy naprawde jest aż tak źle? Czy po prostu nie oddaliliście się od siebie z mężem poprzez poczucie obowiązku, zaniedbanie uczucia, małżeństwa, dążąc do stablizacji materialnej? I czy nie jest też tak że owy 'K' okazał Ci trochę uwagi, a ty nie bacząc na innych związałaś się z Nim? Uczucia też trzeba pielęgnować, to nie jest tak że się człowiek zakocha i już tak bd zawsze. A męża nie możesz oszukiwać, musi poznać prawdę bo wnoszę z opisu sytuacji że nie zasłużył na to. Musisz na spokojnie pomyśleć, to trudne ale obiekywizm jest tutaj niezbędny, wiadomo my możemy Ci radzić,opiniować to co piszesz ale każdy będąc w trudnej sytuacji staje się nieco tendencyjny. To nic złego, ale trzeba zdać Sobie z tego sprawę ![]()
A moze to jest takie standardowe zauroczenie ? Poznałąś kogos nowego spotykasz się z nim od czasu do czasu , nie macie żadnych obowiązków , planów ,kłopotów , problemów, i wszystko wydaje się cudowne Nawet on spotykając się co p[ewien czas może się zdobyć na bycie gentelmenem , możecie znajdowac wspólne tematy, rozumieć ale tylko dlatego ze spotykacie sie CZASAMI A życie jest życiem jesteś pewna że po 10 latach nadal bedzie taki czarujący , rozmowny uczynny ??
Odniosłam wrażenie, że stworzyłaś sobie jakieś swoje małe piekiełko. Życie w ciągłym kłamstwie. Chwile "uniesienia" z zakochanym mężczyzną Cię spełniają, ale najwyraźniej nie jest to takie zakochanie dla którego chciałabyś przeorganizować swoje życie. Poczucie obowiązku. Hmmm...to nie jest grunt na którym można budować coś stabilnego. I ważna, o ile nie najważniejsza sprawa-dziecko. Masz dylemat, Twoje rozdarcie wynika z poczucia, że je skrzywdzisz "deformując" mu rodzinę. Wiesz....myślę, że bardzo znaczny procent aktualnych małżeństw/związków z dużym stażem przeżywało kiedyś podobne dylematy. Zarówno kobiet jak i mężczyzn. I co?....Dzisiaj część z nich, to ci, którzy w wyniku podjętych decyzji, wypuścili z gniazda pisklęta, są "nieczynni" zawodowo i skazani już tylko na siebie. Przyzwyczajeni, pogodzeni, czasem tylko w najmniej oczekiwanych dla siebie chwilach, wspominający "po cichu" te swoje "porywy serca". Możliwe jednak, że mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku, przejścia przez życie w zgodzie z ich normami moralnymi, pocieszający i przekonujący samych siebie, że jednak słusznie wybrali. Są i ci, którzy postawili wszystko na jedną kartę i podążyli za głosem serca. Pewnie ich historie miały różny, niekoniecznie najszczęśliwszy finał, ale jeżeli zrobili to raz, to pewnie nie pogodzili się już na związek oparty na tzw. stabilności, bezpieczeństwie, przyzwyczajeniu. Możliwe też, że zafundowali swoim dzieciom i bliskim niezłe życiowe huśtawki. Jednak, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zazdrościć musiałabym jednak tym drugim. Życia nie otrzymuje się na próbę. Nie będzie możliwości powtórki. Czekanie na "samorozwiązanie" to skazywanie siebie na dalsze lata w rozdarciu lub prowokowanie, że sytuacja w pewnym momencie wymknie się z pod kontroli i wtedy dopiero przysporzy bólu i cierpienia wszystkim.
Daleka jestem od karmienia Cię komunałami typu "jesteś dorosła"...itd. Ale powinnaś zadać sobie pytanie, czy c h c e s z (bardzo ważne!), czy chcesz właśnie, ratować swoje małżeństwo, ale zrobić to przede wszystkim dla siebie. Myślę, że odpowiedź na to pytanie, pozwoli Ci powziąć słuszną decyzję co do dalszego postępowania. Cokolwiek postanowisz, mam nadzieję, że wybierzesz słusznie. Pozdrawiam
Dlaczego się nie układa z mężem?
Czy nowy mężczyzna nie jest czasem tym, czego brakuje Ci od męża?
12 lat związku to już sporo. Nie sądzisz, że warto najpierw ratowac związek (pomijając związki patologiczne, ale tego u Ciebie nie ma), a nie szukać czegoś nowego.
Spróbuj odświeżyć swoje uczucia do męża (czy też partnera jeśli nie macie ślubu). Coś Was przecież łączyło skoro jesteście tak długo. Chcesz to poświęcić dla...nowego uczucia czy też raczej zauroczenia.
Tango dobrze napisał. W związku coś źle się dzieje, są kłopoty, to taka osoba z doskoku bywa odmianą. To częsty błąd. Niestety czasem nie do naprawienia.
Mimo, że nie użyłaś tego słowa to rozumiem, że zdradzasz męża z tym drugim. Tego to już nie sposób zaakceptować.
Jeżeli z mężem jest Ci źle i postanowisz rozejść się to dopiero wtedy można na nowo układać życie. Inaczej jest to.....sama wiesz.
rozumiem ze sie nie uklada w malzenstwie ale moim skromnym zdaniem podstawą jest naprawienie relacji, walczenie o miłośc, w końcu się kochaliście bardzo mocno , bo jednak pobraliscie sie to musialo cos znaczyc, drugie zycie na boku jest najprostsza metoda na uciekanie od tego problemu. Moim zdaniem to ze Wam sie psuje w malzenstwie i nic z tym nie robisz to oznaka ze po prsotu nie kochasz męża i tyle i lepiej iść z innym niż z Nim, taka prawda. Jeśli uważasz, że nic Was z mężem nie łączy nie rań jego i waszego dzieciątka i po prostu zacznij życie od nowa.