Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Witam wszystkich,
Może zacznę od początku. Jestem aktualnie na II roku studiów, kierunek zarządzanie. Od samego początku wybór kierunku studiów był przypadkowy, nie wiedziałam co mam robić w życiu, a żeby nie zmarnować roku to za namową rodziców poszłam na ten właśnie kierunek. Pomyślałam, że trzeba spróbować, może chodziło też o to, żeby się trochę usamodzielnić, zobaczyć jak wygląda życie w innym mieście, jak sobie poradzę. Niestety ten kierunek to nie jest to co chciałabym robić w życiu, strasznie mnie to wszystko nudzi, nie podoba mi się sposób w jaki wykładowcy i ćwiczeniowcy prowadzą zajęcia. Mam wrażenie , że wszystko to co robię jest bez sensu. A zaczęło się to wszystko w 2 semestrze, kiedy przez cały semestr nie robiłam prawie nic oprócz przygotowania jakichś prezentacji i drobnych zadań domowych, a kiedy przyszła sesja wszystkie zaliczenia i kolokwia były na raz ( chociaż mogły być wcześniej tak aby na czas sesji było mniej ) i siedziałam nocami, aby to wszystko nadrobić. Ale wszystko pozaliczałam na bardzo dobrych ocenach. Miałam dużo myśli czy lepiej nie zrezygnować, ale rodzina i znajomi odradzają mi taką decyzję. Mówią że będę miałą ponad rok w plecy i radzą mi się przemęczyć te 2 lata już nie całe. Problem w tym, że ja nie dam rady. Teraz na 3 semestrze nie jest dobrze, kompletnie sie w tym wszystkim nie odnajduje, zawaliłam proste kolokwium, kolejne tez nie zapowiada sie dobrze, bo nic z tego nie rozumiem, nie mam siły do siedzenia po nocach. Tym bardziej, że miałam tygodniową przerwę z powodu choroby. Coraz częściej płaczę z tego powodu, jest mi smutno, jestem zmęczona tym wszystkim. Nie mam kompletnie motywacji żeby wziąć się za naukę, bo nie widzę w tym sensu.
Już na początku semestru postanowiłam coś z tym zrobić, zacząć robić coś innego jeszcze, coś co sprawia mi przyjemność. Chciałabym studiować architekturę. Zapisałam się na kurs rysunku.Nie jest to prosta droga, ale chciałabym iść w tym kierunku. Niestety pojawia się problem rezygnować z tych studiów czy męczyć się z nimi ? Najgorsze jest to ,że tworzy się zamknięte koło. Nie poświęcam wystarczająco dużo czasu na rysunek bo muszę przygotować sie na zajęcia na studiach. Olewam wykłady, zajęcia na studiach bo przygotowuje się do rysunku. Nie potrafie tego połączyć, przerasta mnie to wszystko.
Może ktoś miał podobny problem (a widziałam kilka podobnych tematów do mojego tutaj na forum) ,może ktoś spojrzy na to z innej strony i mi doradzi co mam w takie sytuacji zrobić.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

A nie możesz dokończyć tego zarządzania na poziomie licencjatu? Bo to chyba nie są jednolite pięcioletnie studia magisterskie. A dopiero potem zastanawiać się nad rozpoczęciem drugiego kierunku studiów. Poza tym, z tego co się orientuję, architektura to nie tylko rysunek i jest tam znacznie ciężej niż na zarządzaniu - ale to oczywiście zależy kto do czego się nadaje.
A tak w ogóle - to załamało Cię raptem jedno niezaliczone kolokwium w pierwszym terminie?

3

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Tylko po co ona ma te studia kończyć? Przecież jej się to nigdy w życiu do niczego nie przyda. Nie czuje tego. Zakuwa, zdaje i zapomina. Nie zostanie jej z tych studiów nic w głowie, co by się mogło przydać w jakiejkolwiek pracy. Zresztą ona i tak nie chciałaby w tym pracować. To męczenie się na darmo. Poza tym jej nie chodzi o to, że jest ciężko, tylko że to przypadkowy kierunek, w którym ona się nie widzi.

Nie rozumiem tego głupiego myślenia. "Zaczęłaś, to skończ" - moi rodzice też tak mieli. W ogóle często starsze pokolenie tak ma. To chyba jakieś popłuczyny po komunie. Musisz iść typowym schematem: szkoła średnia, potem studia, a potem praca. Starsze pokolenie często wierzy też w magię papierka. Tylko że tak może było kilkadziesiąt lat temu, teraz sam tytuł magistra lub licencjata jest kompletnie bezwartościowy, jeśli nie idą za tym umiejętności i doświadczenie. Pracodawcy mają gdzieś, co kończyli pracownicy, interesuje ich, co ci pracownicy umieją i do czego się przydadzą. Studia są fajne, ale tylko jeśli idzie z tym zainteresowanie tematem i konkretne plany zawodowe. Jeśli student jest zaangażowany, dokształca się, interesuje, zrobi jakieś staże to owszem, może mieć fajną karierę. Jak tylko odbębni, bo tego nienawidzi, to ląduje w pośredniaku i jest w gorszej sytuacji niż Zenek piekarz. I jeszcze jest zdziwiony.

Autorko, rzuć te studia w diabły. Skończenie ich niczego Ci w życiu nie da. Jeśli rzeczywiście chcesz być architektem, to się ucz tego rysunku. Możesz znaleźć sobie też jakąś dorywczą pracę i odłożyć trochę grosza. Ludzie dzisiaj studiują i pracują w każdej możliwej konfiguracji. Nie ma czegoś takiego jak rok w plecy, bo życie to nie wyścig. Ludzie dziś kilka razy w życiu się przebranżawiają, chodzą na studia w wieku 30 albo nie chodzą wcale i też im się dobrze powodzi. Przewidywana długość życia na naszej szerokości geograficznej to jakieś 80 lat, serio myślisz, że rok czy dwa robi tu jakąś różnicę?

4

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Jestem tego samego zdania co Entropia. Nie ma się katować na studiach, których nie czujesz i które sprawiają, że czujesz się źle.
Też nie rozumiem jak można mieć stracony rok, bo się nie poszło na studia tuż po liceum. Moim zdaniem można równie dobrze pójść do pracy, zastanowić się, co chce się robić w życiu i dopiero wtedy kontynuować naukę.
Ja polecam rzucić studia, znaleźć pracę, dzięki której się utrzymasz i pracować nad tym, by dostać się na architekturę. smile

5 Ostatnio edytowany przez CaughtInTheMiddle (2018-11-19 13:07:33)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Owszem studia są dwustopniowe i teoretycznie zostało mi niecałe 2 lata do ukończenia licencjatu. Problem jest jednak taki, że nie widze sensu męczenia się na tym kierunku, wiedząc że nie chce wiązać z nim przyszłości. Mam poczucie, że trace czas zamiast zająć się czymś co przyda mi się za kilka lat. Gdyby to był I semestr to bym bez wahania zrezygnowała, jednak mam takie poczucie, że włożyłam w to swój czas, pieniądze i wysiłek, wiec też szkoda to skreślać.Kolejna rzecz to tak czy siak po prostu człowiek sie przyzwyczaja do takiego trybu. Kilka osób właśnie mi radziło, żeby skończyć licencjat z zarządzania i dopiero potem zacząć inny kierunek. W końcu nigdy nie wiadomo co się przyda w życiu. Jednak tyle opinii słyszałam na temat tego kierunku, że nie ma pracy, że bardzo dużo osób na to idzie, a potem pracuje w zupełnie innej branży. Były też różnego rodzaju żarty na przykład, że po tych studiach można zarządzać jedynie zasiłkiem dla bezrobotnych. Tak wiem, że w tych czasach prawie żaden kierunek nie gwarantuje pracy i trzeba był otwartym na zmiany i samemu sie dokształcać po studiach. Jednego jestem pewna, że na magisterkę się nie wybieram. Do tego trochę dołuje mnie fakt pisania i obrony pracy licencjackiej. Mam wrażenie, że mam znikomą wiedzę na temat tego kierunku, to co sie uczyłam na egzaminy już dawno wyleciało mi z głowy. Co prawda to jeszcze daleko przede mną, ale jednak jest taka myśl, która mnie przeraża.

Jednak z drugiej strony rzucenie studiów i zajęcie się czymś innym wiąże się z dużym ryzykiem. A co jeśli nie dostanę się tam gdzie chciałabym studiować albo okaże się, że materiał jest za ciężki i sobie nie poradzę. Tego się najbardziej obawiam, jeżeli jednak postanowię zrezygnować z tych studiów.

Może to nie chodzi o kolokwium tylko, bo oczywiście to nie koniec świata da się poprawić. Bardziej sam fakt tego, że mnie to męczy strasznie. Przez to, że nie wiem co mam robić, jaką decyzję podjąć nie mam na nic siły, nie zależy mi kompletnie na ocenach.

Entropia tak dokładnie to są słowa moich rodziców - "Zaczęłaś już te studia to skończ " albo " jak skończysz będziesz miała chociaż papierek". Właśnie kiedyś ten tytuł był czymś naprawde wyjątkowym , mało kto szedł na studia, jedynie ci bardziej zdolni. Więc przez takie coś zakorzeniło się myślenie, że do pracy wystarczy mieć papierek.

6 Ostatnio edytowany przez Entropia (2018-11-19 13:34:21)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Powtarzam to jak mantrę, ale studia to nie zawodówka. One nie mają dawać pracy, tylko wiedzę i umiejętności, a to student ma wiedzieć, co z tą wiedzą i umiejętnościami zrobić. Bardzo nieliczne studia są stricte zawodowe (np kierunek dentystyczny). To też jest takie archaiczne myślenie pokolenie naszych rodziców,że jedne studia = jeden zawód (moja rodzina wciąż nie ogarnia, czemu po anglistyce nie jestem nauczycielką). Zarządzanie jest jednym z tych kierunków, które dają wiedzę z kilku obszarów, ale to student musi wiedzieć, co z tym zrobić. Musi sobie znaleźć zawód i włożyć wysiłek w zdobywanie doświadczenia zawodowego. To też świetne studia dla osób, które chcą założyć własną firmę. Ale do tego potrzeba trzech rzeczy: pomysłu, pomysłu i pomysłu. A jak ludzie idą na to z takich samych powodów co Ty (bo nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić), to trudno się potem dziwić, że nie mają pracy.

CaughtInTheMiddle napisał/a:

Jednak z drugiej strony rzucenie studiów i zajęcie się czymś innym wiąże się z dużym ryzykiem. A co jeśli nie dostanę się tam gdzie chciałabym studiować albo okaże się, że materiał jest za ciężki i sobie nie poradzę. Tego się najbardziej obawiam, jeżeli jednak postanowię zrezygnować z tych studiów.

Nieskończenie żadnych studiów nie jest gorsze od skończenia byle jakich. Jako absolwent zarządzania bez żadnej konkretnej wiedzy, umiejętności i doświadczenia będziesz prawdopodobnie na gorszej pozycji niż osoba bez studiów, która ma już jakieś doświadczenie w pracy. Większość zawodów obecnych dziś na rynku pracy nie wymaga nawet skończenia konkretnego kierunku studiów. Kiedy pracowałam w branży reklamowej, to chyba z 1/3 moich współpracowników nie skończyła żadnych studiów, a mimo to mieli pracę umysłową i niezłą pensję. Na rozmowach kwalifikacyjnych też nikt o studia nie pytał, tylko wyłącznie o doświadczenie. Oczywiście różne są zawody i branże. Czasem skończenie studiów jest konieczne do wykonywania zawodu (np. architektura), ale takie zawody są w mniejszości. Czasem studia nie są konieczne, ale są bardzo przydatne (łatwiej być tłumaczem po filologii), a czasem można sobie darować, bo w samej pracy się więcej nauczysz.

Także nawet jak Ci z tą architekturą nie wyjdzie, to świat się nie zawali. Wiem, że teraz trudno to sobie wyobrazić. Jak byłam w liceum, to też miałam takie przekonanie, że jak nie skończę studiów, to będę mogła co najwyżej rowy kopać. Tak mnie nastawiali rodzice. Dlatego warto czasem samemu popracować, żeby się przekonać, jak jest naprawdę. Nie wspominam nawet o tym, że jak była w Twoim wieku nie wiedziałam o istnieniu połowy zawodów na rynku, nawet o niektórych, które sama potem wykonywałam. Nikt mi wtedy na przykład nie powiedział, że istnieje coś takiego jak project manager i że same zdolności organizacyjne pozwolą mi wykonywać tę pracę bez żadnego formalnego przygotowania i nieźle zarabiać.

7 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 14:36:57)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

Owszem studia są dwustopniowe i teoretycznie zostało mi niecałe 2 lata do ukończenia licencjatu. Problem jest jednak taki, że nie widze sensu męczenia się na tym kierunku, wiedząc że nie chce wiązać z nim przyszłości. Mam poczucie, że trace czas zamiast zająć się czymś co przyda mi się za kilka lat. Gdyby to był I semestr to bym bez wahania zrezygnowała, jednak mam takie poczucie, że włożyłam w to swój czas, pieniądze i wysiłek, wiec też szkoda to skreślać.Kolejna rzecz to tak czy siak po prostu człowiek sie przyzwyczaja do takiego trybu. Kilka osób właśnie mi radziło, żeby skończyć licencjat z zarządzania i dopiero potem zacząć inny kierunek. W końcu nigdy nie wiadomo co się przyda w życiu. Jednak tyle opinii słyszałam na temat tego kierunku, że nie ma pracy, że bardzo dużo osób na to idzie, a potem pracuje w zupełnie innej branży. Były też różnego rodzaju żarty na przykład, że po tych studiach można zarządzać jedynie zasiłkiem dla bezrobotnych. Tak wiem, że w tych czasach prawie żaden kierunek nie gwarantuje pracy i trzeba był otwartym na zmiany i samemu sie dokształcać po studiach. Jednego jestem pewna, że na magisterkę się nie wybieram. Do tego trochę dołuje mnie fakt pisania i obrony pracy licencjackiej. Mam wrażenie, że mam znikomą wiedzę na temat tego kierunku, to co sie uczyłam na egzaminy już dawno wyleciało mi z głowy. Co prawda to jeszcze daleko przede mną, ale jednak jest taka myśl, która mnie przeraża.

Jednak z drugiej strony rzucenie studiów i zajęcie się czymś innym wiąże się z dużym ryzykiem. A co jeśli nie dostanę się tam gdzie chciałabym studiować albo okaże się, że materiał jest za ciężki i sobie nie poradzę. Tego się najbardziej obawiam, jeżeli jednak postanowię zrezygnować z tych studiów.

Może to nie chodzi o kolokwium tylko, bo oczywiście to nie koniec świata da się poprawić. Bardziej sam fakt tego, że mnie to męczy strasznie. Przez to, że nie wiem co mam robić, jaką decyzję podjąć nie mam na nic siły, nie zależy mi kompletnie na ocenach.

Entropia tak dokładnie to są słowa moich rodziców - "Zaczęłaś już te studia to skończ " albo " jak skończysz będziesz miała chociaż papierek". Właśnie kiedyś ten tytuł był czymś naprawde wyjątkowym , mało kto szedł na studia, jedynie ci bardziej zdolni. Więc przez takie coś zakorzeniło się myślenie, że do pracy wystarczy mieć papierek.

Rzuć te studia w cholerę. Po co Ci papierek. Wszak to tylko taki sam papier, jak w Twojej łazience papier toaletowy. Znajdź dobrą pracę (co umiesz konkretnego za co można byłoby Ci dobrze zapłacić?) i rozpocznij studia na architekturze. Potem połącz ciężkie studia z pracą, bo niestety ale zarządzanie przy architekturze, to bajka. Ciekawa jestem jak szybko tam się załamiesz i stracisz zapał. Przy Twoim podejściu to pewnie po pierwszych kilku wykładach.

8 Ostatnio edytowany przez CaughtInTheMiddle (2018-11-19 14:59:47)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Zdaje sobie sprawę, że architektura jest o wiele bardziej wymagającym kierunkiem. A moje załamanie nie wynika z tego, że nie radzę sobie z materiałem, oczywiście są przedmioty, które też są trudne i wymagające, ale nie ma ich dużo. Jednak w głównej mierze załamuje mnie to, że robię coś co jest trochę bez sensu, nie czuje tego i stąd taki ogólny brak sił.
A to ,że mogę się kolejny raz załamać, tym razem przez ogrom materiału na architekturze to tego się obawiam. Wiele słyszałam na ten temat, o tym ile jest projektów do zrobienia, trudne przedmioty. I nie będę ukrywać boję się tego. Jednak myślę, że jeżeli jest to coś co mnie interesuje, to nawet głupia motywacja będzię większa, będzie chciało mi się starać o dobre stopnie, o to żeby wszystko pozaliczać i też coś wynieść z zajęć a nie tylko stosować zasadę 3 Z.

9

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Niekoniecznie. Nie na każdym kierunku studiów szczere chęci i zainteresowanie tematem równają się umiejętnościom.

10 Ostatnio edytowany przez CaughtInTheMiddle (2018-11-19 15:15:50)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Owszem, ale te umiejętności zdobywamy właśnie na studiach, poprzez to w jaki sposób przygotowujemy sie do zajęć. Jedynym wyjątkiem w kwestii architektury jest rysunek, którego trzeba się nauczyć jeszcze przed studiami, bo inaczej nawet się na ten kierunek nie dostanie. I to może trochę decydować (głownie w jakim stopniu opanowaliśmy rysunek) o tych umiejętnościach przynajmniej na przedmiotach związanych z rysunkiem.
A i w sumie jeszcze jedna kwestia a mianowicie niektórzy mówią też, że na architekturze trzeba posiadać wyobraźnie przestrzenną. Coś w tym jest. Natomiast mi na tym etapie trudno jest ocenić czy np posiadam taką umiejętność.

11

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

SonyXperia ja myślę, że ludzie też trochę przeceniają te wrodzone zdolności. No chyba że mówimy o ASP. Gdzie indziej to nawet najbardziej utalentowana osoba wyleci, jak sobie nie przyswoi materiału.

Nie jestem przekonana, czy kiedyś te studia rzeczywiście były dla wybitnie zdolnych, bo znam sporo osób, które je kończyły jeszcze w PRL-u i z ich poziomem wiedzy też bywa różnie. Ale na pewno było tych ludzi z wyższym wykształceniem wtedy mniej i dlatego to robiło wrażenie. Potem przyszły lata dziewięćdziesiąte, prywatne szkółki rosły jak grzyby po deszczu, a ludzie rzucili się na studia, bo wszystkim się wydawało, że czeka ich po tym świetlana przyszłość. Szli na byle co i byle gdzie, żeby tylko mieć papierek. No i sprawa się rypła, bo się okazało, że większość z tych ludzi jest na rynku pracy kompletnie bezużyteczna.

Niestety mentalność zmienia się dużo wolniej niż rynek pracy. Jak rzucałam swój pierwszy kierunek studiów, to moi rodzice też niemal rozdzierali szaty jak Rejtan. I z tą mentalnością się nic nie zrobi i żadne racjonalne argumenty nie pomogą. Spróbuj z tą architekturą, bo jak nie spróbujesz, to będziesz żałować do końca życia. A jak jednak stwierdzisz, że bycie architektem nie jest dla Ciebie, to zajmiesz się czym innym. To naprawdę żadna tragedia.

12 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 16:20:36)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

Owszem, ale te umiejętności zdobywamy właśnie na studiach, poprzez to w jaki sposób przygotowujemy sie do zajęć. Jedynym wyjątkiem w kwestii architektury jest rysunek, którego trzeba się nauczyć jeszcze przed studiami, bo inaczej nawet się na ten kierunek nie dostanie. I to może trochę decydować (głownie w jakim stopniu opanowaliśmy rysunek) o tych umiejętnościach przynajmniej na przedmiotach związanych z rysunkiem.
A i w sumie jeszcze jedna kwestia a mianowicie niektórzy mówią też, że na architekturze trzeba posiadać wyobraźnie przestrzenną. Coś w tym jest. Natomiast mi na tym etapie trudno jest ocenić czy np posiadam taką umiejętność.

Masz idealistyczne podejście do jakości studiów, i ogólnie do jakości nauczania. Wydaje Ci się, że na architekturze będą uczyć? Na każdym kierunku studiów, studia to nauka samodzielna albo łapiesz i dajesz radę albo wylatujesz. A doświadczenie możesz zacząć zdobywać gdzieś tam na półmetku jak już coś tam teoretycznie kumasz wink

Znam kogoś kto kończył architekturę i teraz pracuje w biurze projektowym. Wysoki poziom matematyki, bo architektura to nie tylko rysunek, ale także dużo obliczeń. Także elementy innych dziedzin nauki (chociażby elementy prawa budowlanego, zagospodarowania przestrzennego, jak również przedmioty historyczne, elementy historii sztuki). To są wbrew pozorom bardzo wszechstronne studia. Nie wspominając już o czasie jaki trzeba poświęcić na praktyki aby uzyskać uprawnienia do projektowania bez ograniczeń.


Entropia napisał/a:

SonyXperia ja myślę, że ludzie też trochę przeceniają te wrodzone zdolności. No chyba że mówimy o ASP. Gdzie indziej to nawet najbardziej utalentowana osoba wyleci, jak sobie nie przyswoi materiału.

Nie jestem przekonana, czy kiedyś te studia rzeczywiście były dla wybitnie zdolnych, bo znam sporo osób, które je kończyły jeszcze w PRL-u i z ich poziomem wiedzy też bywa różnie. Ale na pewno było tych ludzi z wyższym wykształceniem wtedy mniej i dlatego to robiło wrażenie. Potem przyszły lata dziewięćdziesiąte, prywatne szkółki rosły jak grzyby po deszczu, a ludzie rzucili się na studia, bo wszystkim się wydawało, że czeka ich po tym świetlana przyszłość. Szli na byle co i byle gdzie, żeby tylko mieć papierek. No i sprawa się rypła, bo się okazało, że większość z tych ludzi jest na rynku pracy kompletnie bezużyteczna.

[...].

Tak jak wtedy, to i teraz i tak wszystkich weryfikuje rynek.  Natomiast nie chodziło mi o bycie wybitnym, lecz o to że na określonego rodzaju studia trzeba się nadawać. Nie każdy będzie w stanie zaliczać na Politechnice czy Akademii Medycznej.

13

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Każde studia to praca własna, ale często dopiero na tych studiach dowiadujemy się, czego nie umiemy i czego tak naprawdę powinniśmy się nauczyć. Dziewczyna nie może na pewno stwierdzić, czy da sobie radę z przedmiotem X czy Y, skoro nawet jeszcze nie wie, jaki jest jego zakres. Chodzi za to na ten kurs rysunku, więc już się chyba mniej więcej zorientowała, czy jej to idzie czy nie.

Architekturę też studiują normalni ludzie, nie róbmy z tego Bóg wie czego. Fakt, że to pracochłonne i czasochłonne studia, bo tych projektów trzeba robić sporo. Moja znajoma po architekturze zwróciła mi kiedyś uwagę, że te studia generują też wysokie koszty. Na same materiały do robienia tych wszystkich projektów idzie kilka stów.

SonyXperia napisał/a:

Nie każdy będzie w stanie zaliczać na Politechnice czy Akademii Medycznej.

Tak jak i nie każdy zaliczy na polonistyce. Do wszystkiego trzeba mieć pewne predyspozycje, ale reszta to praca własna.

14 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 19:24:47)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Nie będą Autorki namawiać do tego, aby rzuciła studia i rozpoczynała nowe, ponieważ Autorka sama nie wie czego chce. Ledwo rozpoczęła studia już jest pod górkę, więc myśli o rozpoczęciu kolejnych, których rozpoczynania też się boi. Na żadnym kierunku nie ma tak, aby wszystkie przedmioty były interesujące. Wydaje mi się, że tak jak nie miała pojęcia o zarządzaniu tak nie ma pojęcia jak naprawdę wyglądają studia na architekturze. Jeśli zawsze podobał jej się zawód architekta, to po co wybrała zarządzanie. Sama napisała, że nie wiedziała co chce w życiu robić i ktoś inny (rodzice) jej podpowiedzieli. Ale musi wiedzieć jedno - na tej architekturze też nie będzie w 100% pod każdym względem interesująco, bo architektura nie sprowadza się tylko do rysunku. Problem autorki leży w samym fakcie, że trzeba studiować, i nie zawsze to co nas wyłącznie interesuje. Wiec na tej architekturze przyjdą inne przedmioty, i też się moze okazać, że to jednak nie o to chodziło.

15

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Kompletnie tak tego nie odebrałam. Bardzo wielu maturzystów nie wie, co chce robić w życiu, a czuje presję, żeby pójść na studia (zwłaszcza ze strony rodziców), więc wybiera co bądź jak autorka. Autorka też nigdzie nie napisała, że samo studiowanie jej przeszkadza, a właśnie tematyka poruszana na tym kierunku.

Ciekawie, co byś sobie pomyślała o mnie 10 lat temu. Ja uważałam, że jestem przekonana, co chcę studiować, a po kilku miesiącach studiowania stwierdziłam, że mnie to nie obchodzi, poprawiam maturę i idę na co innego. Poszukiwanie własnej drogi, konfrontowanie oczekiwań z rzeczywistością jest normalne, kiedy ma się 19, 20 lat. Człowiek wtedy szuka swojej drogi. Trzymanie się uparcie nieudanego wyboru nie wydaje mi się zbyt mądre. Nawet gdyby autorka zaczęła trzy kierunki i żadnego nie skończyła, ale znalazła dzięki temu swoją drogę i wymyśliła, co chce robić w życiu, to znaczyłoby to, że nie zrobiła tego na darmo.

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Zarządzanie wybrałam tak jak już napisałam przypadkowo. Owszem nie wiedziałam dokładnie na czym te studia polegają. Teraz jestem na 3 semestrze, więc też nie jest tak że ledwo zaczęłam studia, a już myślę o zmianie na inne. Ta decyzje zaczęła chodzić mi po głowie podczas 2 semestru. Ja rozpoczynałam te studia to myślałam, że może jednak mi sie spodobają, starałam sie o dobre wyniki, myślałam że sie przyzwyczaję do nich. Jednak teraz coraz częściej jestem zdemotywowana, nie mam siły na naukę, wszystko jest mi obojętne. Tak jakbym się wypaliła, chociaż nigdy nie pałałam miłością do nauki na studiach, ale jednak dawałam radę.

Co do architektury. Myślałam nad niż już w liceum, jednak to były tylko plany i zawsze była jakaś przeszkoda. A to musiałabym dojeżdżać na kursy rysunku do innego miasta, co wiązałoby sie z dużymi kosztami. Później już za późno było cokolwiek zaczynać, bo rysunku w miesiąc czy dwa nie da sie opanować. Trzeba nad nim myśleć mniej więcej rok przed egzaminem. Także jednak ten kierunek już mi siedział w głowie od jakiegoś czasu. Co do samych przedmiotów, studiowania tego kierunku czytałam dużo artykułów, wypowiedzi na forach. Inni polecają, drudzy mówią, że to ciężkie studia. Tak jak z każdym kierunkiem zależy co komu odpowiada. Wiem, że architektura to nie tylko rysunek, ale wiele innych przedmiotów matematycznych, trochę fizyki, trochę historii. A to, że się boję rozpoczynać, tak boję się nie ukrywam.

17 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 19:55:01)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
Entropia napisał/a:

Kompletnie tak tego nie odebrałam. Bardzo wielu maturzystów nie wie, co chce robić w życiu, a czuje presję, żeby pójść na studia (zwłaszcza ze strony rodziców), więc wybiera co bądź jak autorka. Autorka też nigdzie nie napisała, że samo studiowanie jej przeszkadza, a właśnie tematyka poruszana na tym kierunku.

Ciekawie, co byś sobie pomyślała o mnie 10 lat temu. Ja uważałam, że jestem przekonana, co chcę studiować, a po kilku miesiącach studiowania stwierdziłam, że mnie to nie obchodzi, poprawiam maturę i idę na co innego. Poszukiwanie własnej drogi, konfrontowanie oczekiwań z rzeczywistością jest normalne, kiedy ma się 19, 20 lat. Człowiek wtedy szuka swojej drogi. Trzymanie się uparcie nieudanego wyboru nie wydaje mi się zbyt mądre. Nawet gdyby autorka zaczęła trzy kierunki i żadnego nie skończyła, ale znalazła dzięki temu swoją drogę i wymyśliła, co chce robić w życiu, to znaczyłoby to, że nie zrobiła tego na darmo.

To nie jest jej wybór. Propozycja rodziców. Jesli jeszcze nie wie co chce w zyciu robić, to może niech idzie do pracy. Ja po maturze też nie wiedziałam jaki zawód chcę wykonywać, ale znałam swoje zainteresowania oraz możliwości i świadomie wybrałam studia humanistyczne. Zawód akurat pokrywa się z wykształceniem kierunkowym, ale to dlatego że akurat ten kierunek studiów nie dawał w zasadzie zbyt wielu opcji.
Natomiast nawet gdybym tego zawodu nie wykonywała, to wiedza uzyskana ze studiów z pewnością nie byłaby nieprzydatna. Dlatego jestem zdania że jeśli sama nie wie co chce robić, to niech na razie skończy przynajmniej ten licencjat, a potem, niech się zastanowi co dalej. Jeśli chodzi o wykształcenie w takiej sytuacji, to lepszy rydz niż nic. wink

18

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

A i w sumie jeszcze jedna kwestia a mianowicie niektórzy mówią też, że na architekturze trzeba posiadać wyobraźnie przestrzenną. Coś w tym jest. Natomiast mi na tym etapie trudno jest ocenić czy np posiadam taką umiejętność.

Jeżeli chcesz zdawać na architekturę zainteresuj się lekcjami, korepetycjami z tzw. "kreski" - czyli geometrii wykreślnej. I to bywa określane jako egzamin z wyobraźni przestrzennej. Nie wiem jak teraz, ale gdy ja próbowałam zdawać na architekturę (no, przeszło dwadzieścia lat temu) to z trzech egzaminów z rysunku jeden był właśnie z geometrii wykreślnej, o której w tamtym momencie nie miałam zielonego pojęcia że takie coś istnieje. Ale potem okazała się całkiem łatwym przedmiotem smile
Jeżeli chodzi o moje zdanie, to ja radziłabym Ci jednak dokończenie tego drugiego roku studiów. Mimo braku zainteresowania, jednak niektóre wiadomości z tego zarządzania powinny się przydać w życiu zawodowym. Zwłaszcza, że architekt jest zazwyczaj wolnym zawodem działającym na zasadzie własnej działalności gospodarczej.

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

19 Ostatnio edytowany przez CaughtInTheMiddle (2018-11-19 20:14:57)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Entropia dokładnie tak było w moim przypadku. Zawsze kiedy ktoś zadawał mi pytanie na jakie studia chce iść to odpwiedź zawsze była taka sama, że nie wiem jeszcze. I tak było aż do samej rekrutacji. Przeglądałam informatory, strony internetowe, pytałam znajomych gdzie się wybierają. Duża część osób też nie miało na siebie pomysłu, część zmieniała swoje decyzje kilka razy podczas klasy maturalnej. Doszło nawet do takiego momentu, że chciałam sobie zrobić rok przerwy. Jednak rodzice poradzili żebym spróbowała jednak aplikować na studia.

Zresztą chyba jest trochę takich osób, które nie są zadowolone z wyboru kierunku studiów. Jednak im na dalszym jest się etapie tym trudniej zrezygnować. Może powinnam od razu zrezygnować, jednak myślałam, że to dopiero początek, na pewno potem będzie lepiej. A teraz nie mam odwagi tego zrobić, nie chcę zawieść rodziców, chociaż wiem, że to jest tylko wyłącznie moje życie i mój wybór. Poświęciłam już troche czasu, energii, pieniędzy (w tym też dużą pomoc dostałam od rodziców)na ten kierunek, ale czuje, że dalej ciągnąć go nie dam rady.

A tak btw. Entropia rzuciłaś studia po kilku miesiącach co Cię skłoniło do tego i czy nie żałujesz tej decyzji ? Jak poradziłaś sobie z reakcją rodziny na te wiadomość ?

20 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 20:19:44)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

Entropia dokładnie tak było w moim przypadku. Zawsze kiedy ktoś zadawał mi pytanie na jakie studia chce iść to odpwiedź zawsze była taka sama, że nie wiem jeszcze. I tak było aż do samej rekrutacji. Przeglądałam informatory, strony internetowe, pytałam znajomych gdzie się wybierają. Duża część osób też nie miało na siebie pomysłu, część zmieniała swoje decyzje kilka razy podczas klasy maturalnej. Doszło nawet do takiego momentu, że chciałam sobie zrobić rok przerwy. Jednak rodzice poradzili żebym spróbowała jednak aplikować na studia.

Zresztą chyba jest trochę takich osób, które nie są zadowolone z wyboru kierunku studiów. Jednak im na dalszym jest się etapie tym trudniej zrezygnować. Może powinnam od razu zrezygnować, jednak myślałam, że to dopiero początek, na pewno potem będzie lepiej. A teraz nie mam odwagi tego zrobić, nie chcę zawieść rodziców, chociaż wiem, że to jest tylko wyłącznie moje życie i mój wybór. Poświęciłam już troche czasu, energii, pieniędzy (w tym też dużą pomoc dostałam od rodziców)na ten kierunek, ale czuje, że dalej ciągnąć go nie dam rady.

A tak btw. Entropia rzuciłaś studia po kilku miesiącach co Cię skłoniło do tego i czy nie żałujesz tej decyzji ? Jak poradziłaś sobie z reakcją rodziny na te wiadomość ?

Jeśli nie masz odwagi wprost rzucić studiów z uwagi na rodziców, to może po prostu wystarczy nie zaliczyć roku.
Dla rodziców bajka - sorry, ale nie daję rady. I po sprawie.
Czy może jednak nie potrafisz podjąć samodzielnie decyzji i wziąć za nią całej odpowiedzialność tego co na Ciebie spadnie? A może jednak czujesz minimum ambicji, bo przecież zaliczasz, więc nie jest tak, że nie możesz przez to przejść, tylko że sama nie wiesz czy Cię to kręci czy nie.

21 Ostatnio edytowany przez CaughtInTheMiddle (2018-11-19 20:47:47)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

SonyXperia Z uwagi na rodziców, ale też z uwagi na to, że poświęciłam troche czasu na to. Może to głupio zabrzmi, ale ten kierunek jest troche taką "bezpieczną ostoją". Dostałam się, zaliczam przedmioty, teoretycznie, z boku idealnie. Jednak w środku czuje brak sił do czegokolwiek na tym kierunku. Brak mi odwagi bo boję się porażki, a mianowicie, że nie dostane się na architekturę. Wiem na pewno, że aktualny kierunek mnie nie kręci.
Ale jeżeli zrezygnuje, to raczej wolałabym szczerze powiedzieć o co chodzi. Wtedy to było by trochę nie fair nie radzę sobie na zarządzaniu a wybieram się na kierunek, który wymaga o wiele więcej poświęcenia, czasu, pracy, ale jednak dla mnie interesujący. Chociaż w pewnym stopniu to prawda, że sobie nie radze ... ale psychicznie jednak.
Co do rodziców to rozmawiałam z nimi o tym, jednak on twierdzą, żebym skończyła ten kierunek. I ztego co zrozumiałam to rodzice najbardziej się obawiają że "zostane na lodzie " czyli zrezygnuje z tych, nie dostane się na inne i kompletnie się załamie i nie będę wiedziała co robić w przyszłości.

bbasia Słyszałam właśnie, że "kreska" jest często zmorą studentów architektury, a często pojawia się już na 1 semestrze. Zawsze można tym tematem sie trochę zainteresować, zobaczyć czy poradziłabym sobie z tym.Na egzaminie z rysunku z tego co wiem to chyba jej nie ma, jedynie może jakieś elementy związane z wyobraźnią przestrzenną. Nie wiem jeszcze nie jestem na takim etapie rysunku, żeby to stwierdzić. Poza tym z egzaminami jest inna kwestia, każda uczelnia ocenia rysunek w inny sposób.

22 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 20:54:35)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

SonyXperia Z uwagi na rodziców, ale też z uwagi na to, że poświęciłam troche czasu na to. Może to głupio zabrzmi, ale ten kierunek jest troche taką "bezpieczną ostoją". Dostałam się, zaliczam przedmioty, teoretycznie, z boku idealnie. Jednak w środku czuje brak sił do czegokolwiek na tym kierunku. Brak mi odwagi bo boję się porażki, a mianowicie, że nie dostane się na architekturę. Wiem na pewno, że aktualny kierunek mnie nie kręci.

[...]

Nie widzę problemu w dokończeniu studiów, przynajmniej do etapu licencjatu a następnie w rozpoczęciu przygody z architekturą. Aktualny kierunek Cię nie kręci, lecz jeśli nauka nie sprawia większych problemów, to moim zdaniem, rezygnując teraz możesz strzelić sobie samobója i zostać z niczym. Wydaje mi się też, że Twoi rodzice widząc Twoje niezdecydowanie jednak mądrze Tobą pokierowali, bo radzisz sobie na tych studiach, a więc masz określone predyspozycje.
Wiedza nie boli, zawsze może się przydać. smile

Ja zwróciłam uwage na te fragmenty Twojej wypowiedzi

CaughtInTheMiddle napisał/a:

Witam wszystkich,
Może zacznę od początku. Jestem aktualnie na II roku studiów, kierunek zarządzanie. Od samego początku wybór kierunku studiów był przypadkowy, nie wiedziałam co mam robić w życiu, a żeby nie zmarnować roku to za namową rodziców poszłam na ten właśnie kierunek. Pomyślałam, że trzeba spróbować, może chodziło też o to, żeby się trochę usamodzielnić, zobaczyć jak wygląda życie w innym mieście, jak sobie poradzę. Niestety ten kierunek to nie jest to co chciałabym robić w życiu, strasznie mnie to wszystko nudzi, nie podoba mi się sposób w jaki wykładowcy i ćwiczeniowcy prowadzą zajęcia. Mam wrażenie , że wszystko to co robię jest bez sensu. A zaczęło się to wszystko w 2 semestrze, kiedy przez cały semestr nie robiłam prawie nic oprócz przygotowania jakichś prezentacji i drobnych zadań domowych, a kiedy przyszła sesja wszystkie zaliczenia i kolokwia były na raz ( chociaż mogły być wcześniej tak aby na czas sesji było mniej ) i siedziałam nocami, aby to wszystko nadrobić. Ale wszystko pozaliczałam na bardzo dobrych ocenach. Miałam dużo myśli czy lepiej nie zrezygnować, ale rodzina i znajomi odradzają mi taką decyzję. Mówią że będę miałą ponad rok w plecy i radzą mi się przemęczyć te 2 lata już nie całe. Problem w tym, że ja nie dam rady. Teraz na 3 semestrze nie jest dobrze, kompletnie sie w tym wszystkim nie odnajduje, zawaliłam proste kolokwium, kolejne tez nie zapowiada sie dobrze, bo nic z tego nie rozumiem, nie mam siły do siedzenia po nocach. Tym bardziej, że miałam tygodniową przerwę z powodu choroby. Coraz częściej płaczę z tego powodu, jest mi smutno, jestem zmęczona tym wszystkim. Nie mam kompletnie motywacji żeby wziąć się za naukę, bo nie widzę w tym sensu.
Już na początku semestru postanowiłam coś z tym zrobić, zacząć robić coś innego jeszcze, coś co sprawia mi przyjemność. Chciałabym studiować architekturę. Zapisałam się na kurs rysunku.Nie jest to prosta droga, ale chciałabym iść w tym kierunku. Niestety pojawia się problem rezygnować z tych studiów czy męczyć się z nimi ? Najgorsze jest to ,że tworzy się zamknięte koło. Nie poświęcam wystarczająco dużo czasu na rysunek bo muszę przygotować sie na zajęcia na studiach. Olewam wykłady, zajęcia na studiach bo przygotowuje się do rysunku. Nie potrafie tego połączyć, przerasta mnie to wszystko.
Może ktoś miał podobny problem (a widziałam kilka podobnych tematów do mojego tutaj na forum) ,może ktoś spojrzy na to z innej strony i mi doradzi co mam w takie sytuacji zrobić.

Podsumowują jednym zdaniem: brak sprecyzowanych zainteresowań, realia nauki na wyższej uczelni (nudne zajęcia, ciężkie sesje), pierwsze niepowodzenie zakończone histerią,  i w rezultacie nowy pomysł na samą siebie.

Życzę podjęcia mądrej decyzji smile

23 Ostatnio edytowany przez CaughtInTheMiddle (2018-11-19 21:00:15)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Niby radzę, ale jednak teraz na 3 semestrze coraz mniej sobie zaczynam radzić. Czasami ciężko zabrać mi sie do nauki, trochę nałapałam zaległości, zaczęły się kolokwia a ja czuje się jakbym była w innym świecie. Na ocenach mi nie zależy zbytnio jedynie co to po prostu zaliczyć materiał.

No tak to jest trochę, aczkolwiek pomysł zrodził się wcześniej, chodził po głowie, potem troche ucichło,ostatnio znowu wraca.

A ja dziękuję za rady smile

24

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

bbasia Słyszałam właśnie, że "kreska" jest często zmorą studentów architektury, a często pojawia się już na 1 semestrze. Zawsze można tym tematem sie trochę zainteresować, zobaczyć czy poradziłabym sobie z tym.Na egzaminie z rysunku z tego co wiem to chyba jej nie ma, jedynie może jakieś elementy związane z wyobraźnią przestrzenną. Nie wiem jeszcze nie jestem na takim etapie rysunku, żeby to stwierdzić. Poza tym z egzaminami jest inna kwestia, każda uczelnia ocenia rysunek w inny sposób.

Uczelnie na których są wydziały architektury organizują kursy rysunku. I chyba dobrze by było tam się zgłosić, bo prowadzą je wykładowcy którzy chyba wtedy kładą bardziej nacisk na naukę tych konkretnie rzeczy które mogą się zdarzyć na egzaminie.
Ale żeby podejść do egzaminu na architekturę nie musisz przecież rezygnować z obecnych studiów. Może decyzję o rezygnacji odłóż na razie do czasu poznania wyników egzaminu z rysunku.

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

25 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-11-19 21:08:05)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

Niby radzę, ale jednak teraz na 3 semestrze coraz mniej sobie zaczynam radzić. Czasami ciężko zabrać mi sie do nauki, trochę nałapałam zaległości, zaczęły się kolokwia a ja czuje się jakbym była w innym świecie. Na ocenach mi nie zależy zbytnio jedynie co to po prostu zaliczyć materiał.

No tak to jest trochę, aczkolwiek pomysł zrodził się wcześniej, chodził po głowie, potem troche ucichło,ostatnio znowu wraca.

A ja dziękuję za rady smile

Tak jest na studiach - zajęcia w większości nudne, sesje ciężkie pod względem terminów, zawsze może zdarzyć się tak, że czegoś nie zaliczysz. Architektura pod tym względem nie będzie wyjątkiem. Nie licz na to. Nie piszę Ci tego po to żebyś rezygnowała z marzeń, z aspiracji, ale po to abyś sobie przemyślała wszystko na spokojnie, a nie pod presją niepowodzeń, potęgujących Twoje obawy i to czy podjęte dotychczas decyzje są słuszne czy nie. To będziesz wiedzieć z perspektywy czasu.

bbasia dobrze Ci radzi.

26

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:

A tak btw. Entropia rzuciłaś studia po kilku miesiącach co Cię skłoniło do tego i czy nie żałujesz tej decyzji ? Jak poradziłaś sobie z reakcją rodziny na te wiadomość ?

Formalnie nie rzuciłam ich od razu, chociaż już wiedziałam, że nie chcę tego studiować. Zapisałam się za to na kurs językowy (musiałam poprawić angielski) i wypełniłam deklarację maturalną, żeby poprawić maturę. Głównie na nauce do matury się skupiałam, a na zajęcia na tym kierunku wpadałam raczej towarzysko (akurat towarzysko te studia mi się udały, bo poznałam tam bardzo fajnych ludzi, z którymi do dziś się przyjaźnię). Żeby było śmieszniej, to nie tylko zaliczyłam rok, ale nawet dostałam naukowe. Od nowego roku zaczęłam jednak chodzić na moje docelowe studia, a na te po prostu przestałam przychodzić. Rodzice trochę mnie męczyli i nasłuchałam się gadania, bo dla nich zmiana kierunku to była tragedia. Najpierw próbowałam rozmawiać, ale na wszelkie moje argumenty słyszałam "zaczęłaś, to skończ", więc po prostu postanowiłam to przeczekać. W końcu to jakoś przetrawili. 

Ale żeby podejść do egzaminu na architekturę nie musisz przecież rezygnować z obecnych studiów. Może decyzję o rezygnacji odłóż na razie do czasu poznania wyników egzaminu z rysunku.

To nie jest zła rada, ale pod warunkiem że obecne studia nie przeszkadzają Ci w nauce do egzaminu na architekturę. Możesz chodzić na zajęcia po linii najmniejszego oporu i nie rezygnować formalnie, a całą swoją energię włożyć w naukę do tego egzaminu. Pytanie tylko, czy dasz radę?

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
Entropia napisał/a:

To nie jest zła rada, ale pod warunkiem że obecne studia nie przeszkadzają Ci w nauce do egzaminu na architekturę. Możesz chodzić na zajęcia po linii najmniejszego oporu i nie rezygnować formalnie, a całą swoją energię włożyć w naukę do tego egzaminu. Pytanie tylko, czy dasz radę?

No właśnie w tym jest problem. Zauważyłam ostatnio, że coraz ciężej idzie mi godzenie tych dwóch rzeczy zarówno studiowania i rysunku. Szczerze mówiąc oceny na studiach mnie kompletnie nie interesują, wystarczy mi tylko to żeby zaliczyć dany materiał, bo nie chcę później męczyć się i zaliczać przedmioty w późniejszym terminie a nie daj Boże brać warunek. To byłby juz gwóźdź do trumny, wtedy bym zrezygnowała. Postaram się skupić głównie na rysunku.

Jednak coś co mnie dołuję to brak wsparcia w najbliższych mi osobach. Rodzice uważają, że marudzę, mówią, żebym skończyła te studia. Chyba kompletnie nie rozumieją co czuje i tego, że strasznie się męczę na tym kierunku. Co prawda są nastawieni pozytywnie co do rysunku, ale jednak to studia chyba są dla nich priorytetem. Dla mnie są kompletnie obojętne. Z chłopakiem jest jeszcze gorzej. Uważa, że chodząc na rysunek tracę tylko czas i że powinnam bardziej skupić się na studiach. Przez to mamy też wiele kłótni i nieporozumień. Problem w tym, że ja po prostu ani nie mam siły ani zamiaru strać się o dobre oceny. Nie chcę też uzależniać swoich wyborów od innych osób, uczęszczam na rysunek i jeżeli dla mnie jest to dobrze zainwestowany czas to swoich decyzji zmieniać nie będę.

28

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
CaughtInTheMiddle napisał/a:
Entropia napisał/a:

To nie jest zła rada, ale pod warunkiem że obecne studia nie przeszkadzają Ci w nauce do egzaminu na architekturę. Możesz chodzić na zajęcia po linii najmniejszego oporu i nie rezygnować formalnie, a całą swoją energię włożyć w naukę do tego egzaminu. Pytanie tylko, czy dasz radę?

No właśnie w tym jest problem. Zauważyłam ostatnio, że coraz ciężej idzie mi godzenie tych dwóch rzeczy zarówno studiowania i rysunku. Szczerze mówiąc oceny na studiach mnie kompletnie nie interesują, wystarczy mi tylko to żeby zaliczyć dany materiał, bo nie chcę później męczyć się i zaliczać przedmioty w późniejszym terminie a nie daj Boże brać warunek. To byłby juz gwóźdź do trumny, wtedy bym zrezygnowała. Postaram się skupić głównie na rysunku.

Jednak coś co mnie dołuję to brak wsparcia w najbliższych mi osobach. Rodzice uważają, że marudzę, mówią, żebym skończyła te studia. Chyba kompletnie nie rozumieją co czuje i tego, że strasznie się męczę na tym kierunku. Co prawda są nastawieni pozytywnie co do rysunku, ale jednak to studia chyba są dla nich priorytetem. Dla mnie są kompletnie obojętne. Z chłopakiem jest jeszcze gorzej. Uważa, że chodząc na rysunek tracę tylko czas i że powinnam bardziej skupić się na studiach. Przez to mamy też wiele kłótni i nieporozumień. Problem w tym, że ja po prostu ani nie mam siły ani zamiaru strać się o dobre oceny. Nie chcę też uzależniać swoich wyborów od innych osób, uczęszczam na rysunek i jeżeli dla mnie jest to dobrze zainwestowany czas to swoich decyzji zmieniać nie będę.

Rzuć studia. Idź do pracy, skup się na rysunku.
Szkoda tylko, że chłopak Cię nie wspiera. Rodziną się nie przejmuj, przejdzie im jak dostaniesz się na architekturę.

29 Ostatnio edytowany przez polis (2018-11-27 19:32:05)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Idź spróbować tej architektury, bo ewidentnie Cię ciągnie w tę stronę, a jak nie spróbujesz, to potem będziesz żałować.

Mam taki przypadek w rodzinie. Kuzyn rzucił studia na 3 roku, poszedł na coś totalnie innego i fajnie się w tym zawodzie potem odnalazł. Jak widzisz, życie nie zawsze pisze czarne scenariusze dla takich osób.

Popatrz na to tak, ani mama, ani Twój chłopak nie będą potem za Ciebie chodzić do pracy i siedzieć za Ciebie 40 godzin tygodniowo w robocie, której nie lubisz.

Co do matmy: na Internecie jest pełno filmików tłumaczących jak obliczać asymptoty, pochodne, całki, sposoby na obliczanie granicy ciągów i inne takie rzeczy. I tak masz tylko zrozumieć do pracy idee co to jest i do czego się to wykorzystuje, bo wiadomo, że teraz wszelkie skomplikowane obliczenia wykona za Ciebie komputer.

30

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia
polis napisał/a:

Idź spróbować tej architektury, bo ewidentnie Cię ciągnie w tę stronę, a jak nie spróbujesz, to potem będziesz żałować.

Mam taki przypadek w rodzinie. Kuzyn rzucił studia na 3 roku, poszedł na coś totalnie innego i fajnie się w tym zawodzie potem odnalazł. Jak widzisz, życie nie zawsze pisze czarne scenariusze dla takich osób.

Popatrz na to tak, ani mama, ani Twój chłopak nie będą potem za Ciebie chodzić do pracy i siedzieć za Ciebie 40 godzin tygodniowo w robocie, której nie lubisz.

Co do matmy: na Internecie jest pełno filmików tłumaczących jak obliczać asymptoty, pochodne, całki, sposoby na obliczanie granicy ciągów i inne takie rzeczy. I tak masz tylko zrozumieć do pracy idee co to jest i do czego się to wykorzystuje, bo wiadomo, że teraz wszelkie skomplikowane obliczenia wykona za Ciebie komputer.

Co do matmy - eTrapez i nie ma się czym przejmować.

31 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2018-12-01 00:38:18)

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Albo studia albo robota u stonki na kasie.
Trudno o lepsza motywacje.

Póżniej może nie być czasu na studia , niech autorka weźmie to pod uwage.
Chłopak , dziecko i koniec planów edukacyjnych.

A zeby studia , czy praca była jednoczesnie hobby to nie ma tak dobrze.

Może byc nawet kilka przedmiotów ciekawych a reszta nijakich.

Robota tez może być nudna ale stabilna i mało stresująca i dobrze płatna.
Bez studiów to będzie robota :nudna , wyczerpująca , niestabilna , stresująca i słabo płatna.
A może nawet wcale jej nie być.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

32

Odp: Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Bez sensu jest takie siedzenie na studiach, bo już się zaczęło. Co innego jakbyś była na ostatnim semestrze trzeciego roku i miała tylko pracę do oddania, a tak to trochę strata czasu. Mogłabyś zamiast tego przygotowywać się na architekturę, bo to wymaga dużo czasu + trochę popracować i odłożyć pieniądze. Poza tym skoro kierunek Ci w ogóle nie leży, to pewnie i tak nie bedziesz szukać pracy w zawodzie, więc to taka sztuka dla sztuki

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Jestem w kropce i najchętniej rzuciłabym te studia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018