Witam wszystkich
Bardzo proszę o poradę życiową, Mój Kochany Mąż postanowił popełnić samobójstwo, z wszystkimi się żegna, ma już ustaloną datę... na nić się zdają moje prośby i rozmowy, jak twierdzi już się wypalił... i ma raka duszy, a ma dopiero 40 lat, przeżył załamanie, stracił pracę i czuje się przegrany, na moją prośbę aby udał się do specjalisty - odpowiada że nie chce, bo nie ma w nim już chęci życia.
Proszę może ktoś mi powie jak z nim rozmawiać, jak go przekonać aby tego nie robił, ja już nie wiem co mam zrobić....
Podobne tematy
Jak najszybciej TY zgłoś się do specjalisty i pytaj jak z takim człowiekiem postąpić.
Twój mąż cierpi na depresjję. Ja bym zrobiła wszystko co w mojej .
Jeśli ma takowe myśli to pilnuj go. Szczególnie jak wypije, albo nagle gdzieś wychodzi. Poza tym zastosuj szantaż emocjonalny, bo i on stosuje. Powiedz mu coś czego się boi, nie wiem co to? Może rodzice, bliska rodzina, dziecko, które może zobaczyć tatę w chwili śmierci... Cokolwiek.
Pilnuj go, żeby nie wiem co się działo, nie rób wyrzutów, a najlepiej wyjedźcie razem, po powrocie pilnuj w dwójnasób. Ty musisz być w tym momencie, w którym on zechce to zrobić...By powstrzymać. Ma widać powody, w swojej psychice, staraj się je poznać, staraj rozmawiać jakbyś go wczoraj poznała...
Jeśli ma takowe myśli to pilnuj go. Szczególnie jak wypije, albo nagle gdzieś wychodzi. Poza tym zastosuj szantaż emocjonalny, bo i on stosuje. Powiedz mu coś czego się boi, nie wiem co to? Może rodzice, bliska rodzina, dziecko, które może zobaczyć tatę w chwili śmierci... Cokolwiek.
Pilnuj go, żeby nie wiem co się działo, nie rób wyrzutów, a najlepiej wyjedźcie razem, po powrocie pilnuj w dwójnasób. Ty musisz być w tym momencie, w którym on zechce to zrobić...By powstrzymać. Ma widać powody, w swojej psychice, staraj się je poznać, staraj rozmawiać jakbyś go wczoraj poznała...
a myślisz że upilnuje?mój szwagier w zeszłym tygodniu próbował sie powiesić,siostre moją gdzieś wysłał,upewnił sie czy wyszła,poszedł do łazienki i chciał sie powiesić ,na szczęście coś ja tknęło i szybciej wróciła do domu,zdążyła...
ale czy to cos da nie wiem,wypisał sie na swoje żądanie ze szpitala i raczej nie ma zamiaru szukać pomocy u specjalistów
jak zagubiona ma męża upilnować?nie da się siedzieć z kimś 24 na dobę
Dzwonisz po psychiatrę, który przyjeżdża do domu i decyduje co dalej, czy wystarczy farmakoterapia czy leczenie szpitalne.
Kaja74 tylko na to wszystko mąż zagubionej musi sie zgodzić
Jeśli jest bezpośrednie zagrożenie życia, to nie musi. Chociaż dobrze byłoby się poradzić lekarza jakie są możliwości pomocy mężowi.
A jakie inne wyjście ?
8 2012-11-29 12:55:22 Ostatnio edytowany przez ban (2012-11-29 12:57:23)
Dusza po śmierci ocenia swoje życie. Jeśli było źle, czyli jeśli nie jest doskonała, to znowu przybiera ciało i znowu musi przeżyć kolejne życie. Nauka jednak w tym nowym życiu jest ostrzejsza, problemy są większe, mają dać większego kopa. I tak w kółko aż ktoś w końcu zacznie rozumieć jak ma działać.
Dlatego jeśli twój mąż chce popełnić samobójstwo, to tak jakby powiedział -- "Hej! Dajcie mnie na start! Znowu chcę przeżyć takie samo beznadziejne życie -- proszę tylko o więcej wrażeń.".
Jest to mało logiczne postępowanie. To już lepiej walczyć ile sił, dbać o ludzi, żonę, dzieci, otoczenie, o innych po prostu i żyć moralnie niż zakończyć w połowie drogi i wrócić na start. Między innymi dlatego niektórzy są kopani przez los niemal odkąd się urodzili.
No i gdyby już bardzo chciał popełnić samobójstwo, to może zgodziłby się wziąć miotłę i sprzątnąć koło domu, dalej chodniki...? Po co się zabijać, jeśli inni mogliby mieć pożytek. A Ty jako żona zapewnisz mu dach nad głową, jedzenie. Takie życie powinno być miłe.
Bardzo dziękuję Wszystkim którzy odpowiedzieli na moje pytanie dotyczące jak mam się zachować wobec samobójczych myśli mego męża i w jakiś sposób próbowali mi doradzić. Przyznam szczerze że sytuacja dalej jest taka sama, a nawet się pogarsza, depresja u niego się pogłębia, już nawet przestał się golić, nie chce się spotykać z ludźmi, wręcz unika ich, wczoraj wieczorem na przykład siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy, znów próbowałam do niego dotrzeć, uświadomić mu że to co chce zrobić jest bardzo egoistyczne, prosiłam by dał sobie trochę czasu do ponownego przemyślenia swojej decyzji ale On znów się zamknął w sobie słuchając przy tym piosenki Agnieszki Chylińskiej "Kiedy powiem sobie dość", na moje łzy nie zareagował...
Dalej nie nie wiem jak go nakłonić do leczenia, nie jestem też w stanie go upilnować bo dużo pracuję, a zamierzony przez niego termin zbliża się wielkimi krokami..., potrzebowałabym zapewne jakiejś porady od specjalisty, mieszkamy w Gdańsku, może ktoś zechciałby wskazać mi jakiegoś psychologa lub psychiatrę, z którym mogłabym porozmawiać, zależy mi na czasie.
Pewnie w Gdańsku jest Ośrodek Interwencji Kryzysowej - poszukaj namiarów w internecie. Tam, jak nazwa mówi, są różnego rodzaju specjalistki kompetentni w syt. kryzysowych, a terminy spotkań - błyskawiczne.
Jeśli mąż ma depresję, a z tego co piszesz pewnie ma, to nie "dotrzesz do niego", nie ma takiej opcji, nie "weźmie się w garść", ponieważ jest chory. Depresja to choroba, którą się leczy, a nieleczona może prowadzić do samobójstwa...
Telefon do szpitala, na oddział psychiatryczny, powiedzieć jaka sytuacja i zapytać co robić.
Zdecydowanie psychiatra, nie psycholog!
nie chce się spotykać z ludźmi, wręcz unika ich, wczoraj wieczorem na przykład siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy, znów próbowałam do niego dotrzeć,
Zgłoś się oczywiście do specjalistów. Niech reagują -- w końcu to oni mają na co dzień z tym do czynienia.
A czy jest szansa, abyście razem poszli pracować (niekoniecznie za pieniądze) -- chociażby grabić liście, sprzątać, auto odkurzyć, groby posprzątać? Brak pracy zabija.
Jeszcze raz dziękuje za szybkie odpowiedzi, zaraz po 15tej poszukam w internecie jakiegoś telefonu do psychiatry...
Jeśli 'ustalił datę" i Cię o niej poinformował to sprawa może nie być taka beznadziejna jak wygląda. To wołanie o pomoc.Niewątpliwie ma zaburzenia depresyjne ale komunikowanie ze szczegółami albo nawet próby uczynienia tego w założeniu, że ktoś pomoże, są właśnie wysyłanymi sygnałami. Niebezpiecznymi jak najbardziej, ale wciąż nie nieodwołalnymi.
Jak najbardziej trzeba spowodować aby udał się do specjalisty. Ale też zastanowić się czy przypadkiem nie ma innych powodów które powodują aż tak ekstremalne zachowania jak utrata pracy.Zresztą, jeśli udałaś się po pomoc, to z pewnością jesteś w dobrych rękach i będziesz wiedziała jak postępować. Życzę powodzenia.
Jeśli 'ustalił datę" i Cię o niej poinformował to sprawa może nie być taka beznadziejna jak wygląda. To wołanie o pomoc.Niewątpliwie ma zaburzenia depresyjne ale komunikowanie ze szczegółami albo nawet próby uczynienia tego w założeniu, że ktoś pomoże, są właśnie wysyłanymi sygnałami. Niebezpiecznymi jak najbardziej, ale wciąż nie nieodwołalnymi.
Jak najbardziej trzeba spowodować aby udał się do specjalisty. Ale też zastanowić się czy przypadkiem nie ma innych powodów które powodują aż tak ekstremalne zachowania jak utrata pracy.Zresztą, jeśli udałaś się po pomoc, to z pewnością jesteś w dobrych rękach i będziesz wiedziała jak postępować. Życzę powodzenia.
Zgadzam się z tym w 100% . Czujność jak najbardziej , ale nie dać się szantażować , bo to co robi Twój mąż to jest ewidentna próba zwrócenia na siebie uwagi. Psychologiem nie jestem , ale samobójcy rzadko w tak spektakularny sposób ( żegnanie z najbliższymi za życia , ustalanie daty śmierci i podawanie do wiadomości publicznej) rozstają się z swoim życiem. Chodzi mu coś po głowie , czegoś oczekuje , może nawet próbować coś sobie zrobić , tylko zadaj sobie pytanie , czy Ty masz siłę żeby nad tym wszystkim czuwać , i temu poradzić ? Mam nadzieję , że zgodnie z Twoimi zapewnieniami , udasz się po pomoc . Życzę Ci dużo siły i wytrwałości.
Kurczę, nie jest to łatwa sytuacja, którą da się rozwiązać w dzień lub godzinę. Musisz go bardzo wspierać i cały czas podkreślać, że jest Tobie i rodzinie potrzebny i że świata poza nim nie widzisz. Spróbuj może też poprosić jego kolegę, przyjaciela, kogoś jemu bliskiego by w tych dniach teraz szczególnie miał z nim kontakt, może gdzieś go wyciągnął na męskie pogaduchy. Wiem jak na mężczyzn działa utrata pracy. Ty też się trzymaj i bądź silna. Jesień pomału mija, listopad najgorszy, może będzie lepiej. Specjalista by dużo pomógł i to nie gadaniem tylko lekami. Mój znajomy dostał tzw. "rozweselacz" i był taki okres s jego życiu, że bez tego nie egzystował, ale pomogło i już odstawił. Do tej pory funkcjonuje normalnie. Życzę Wam dużo siły.
Oi siły bedzie wam potrzeba i to nie na teraz czy jutro ,to zostanie na długie lata ,ale mąż naprawdę chce na siebie zwrócić uwagę bo gdyby nie to zrobił by to nikogo nie informując.coś o tym wiem moja córka miała taką próbę i trochę się nachodziłam po poradniach i to czego sie dowiedziałam to mnie przerosło .Ale sytuacja do dziś jest jakas taka nie wiem ? choć już mineło pięć lat ,a to cały czas jest gdzies wśród nas napewno nie jest łatwo ,wtdaje mi się ze męza nie upilnujesz nie jesteś w stanie zostaje rozmowa .Jeśli sie wymądrzam to sorki ale tak myślę
Ponownie dziękuję za wszystkie Wasze rady, zadzwoniłam wczoraj do poradni zdrowia psychicznego, jednak terminy aby udać się do specjalisty są odległe, po 20 grudnia, a ja muszę działać już i teraz, niestety nie udzielają oni wizyt domowych, więc muszę szukać gdzieś prywatnie. Ale dalej mam problem jak nakłonić męża do leczenia, kiedy stawia kategoryczny opór.
Myślę, że gdyby mój mąż, który do czterdziestki prowadził bardzo intensywny tryb życia, piastował wysokie stanowisko, tworzył i wymyślał, miał szereg innowacyjnych pomysłów, przy tym także duże grono znajomych znalazł jakieś stałe zajęcie, ale takie na jego poziomie to może to mogłoby go utrzymać przy życiu, jednak szanse są niewielkie? a nawet gdyby znalazł, to może przydarzyć się jakieś potknięcie, czy też nieprzychylność ludzka i znów może wpaść w depresję i wróci do punktu wyjścia. W tej chwili męża zajęcie oprócz tego że zajmuje się gotowaniem obiadów, polega na tym, iż pomaga mi pracując w mojej firmie, to moja druga praca, po tej etatowej. Jeszcze jakiś czas temu oboje z dużym entuzjazmem podchodziliśmy do tej pracy i razem lubiliśmy tam przebywać i tworzyć, ale ostatnimi czasy przyszła recesja w naszej branży i spadek obrotów, co spowodowało, że mąż stracił zainteresowanie i chęć do tej pracy.
Właściwie ten stan depresji w którym mąż się znajduje, narastał od dawna, odkąd stracił pracę i wszelkie próby znalezienia nowej pracy nie powiodły się, zaczął niejednokrotnie przebąkiwać że nie chce żyć, bo już wszystko co miał zrobić, dokonało się, jednak nie przyjmowałam do siebie tego, ale gdy o swoim zamiarze wspomniał bardzo bliskiej nam cioci, to wreszcie też i do mnie to dotarło. Kochana ciocia i wujo, wspierają mnie psychicznie, a także moi rodzice i brat męża chociaż on mieszka za granicą, wszyscy oni a szczególnie ciociula martwią się i próbują pomoc jak tylko mogą, ale to ja muszę nakłonić go do leczenia i zrobię to bo go kocham i nie chcę stracić.
Bardzo Wam wszystkim jeszcze raz dziękuję za okazane mi zainteresowanie i ciepłe słowa otuchy.
Utrata pracy boleśnie odbija się na własnej samoocenie. Jeśli dotyka to mężczyznę, problem powiększa się wielokroć. Bo przecież w stereotypowym myśleniu to właśnie mężczyzna jest głową domu, to na jego barkach spoczywa utrzymanie go na odpowiednim poziomie, to on ma być tzw. głównym żywicielem rodziny. Mężczyzna traci pracę i... klops. Skąd brać przekonanie o własnej wartości?
Twój mąż ma wiele szczęścia, że jego żona jest tak zaradną kobietą. Jednocześnie może to być pretekstem do porównań niekorzystnych dla niego samego. Żona zaradna, a on?
To, czego on teraz potrzebuje najbardziej, to zapewnień, że jest dla Ciebie kochanym i wartościowym człowiekiem. Że tracąc pracę, nie stracił niczego w Twych oczach, w sercu też.
Dobrze, że dbając o dom i jego samopoczucie, masz wsparcie w innych, że możesz liczyć na ich pomoc. To ważne.
Dziękuje także Tobie "Wielokropku ", tak masz rację, utrata pracy dla mężczyzny to porównywalne do Gwałtu na kobiecie", podobno... taka sama trauma..
Masz rację także w tym, iż jestem zaradna, nie poddaję się i nie załamuję i to tez może być czynnikiem powodującym odwrotny skutek, gdyż w jego mniemaniu jak jego nie będzie, to ja sobie świetnie poradzę.
Prawie codziennie zapewniam męża, że wciąż go kocham, że jest dla mnie najważniejszy, ale to mimo wszystko za mało chyba...
Liczę na to, że przy udziale dobrego specjalisty uda mi się go odwieść od tych myśli...
Niestety, mój Kochany mąż trzy tygodnie temu powiesił się...
Witaj! Bardzo mi przykro, co Cię spotkało. Rozumiem to, bo mój mąż prawie 8 miesięcy zrobił to samo ![]()
Wejdź na dział psychologia i tam jest wątek Śmierć męża- jak sobie poradzić. Odnajdziesz wsparcie, bo jest nas dużo, bardzo dużo, które doskonale znają i rozumieją ten bół.
Ściskam Cię mocno i przytulam :*
Dziękuję, może skorzystam z rady, jest mi ciężko bo to dopiero stało się trzy tygodnie temu, a ja muszę żyć, pracować i opiekować się synem Konradkiem, ale sił mi brakuje....
Kochana to krótki czas i musisz pozwolić sobie na emocje. Ja mam dwójkę maluchów. W jakim wieku jest Wasz synek?
Powiem Ci, że praca pozwala uciec od myśli, ale to jeszcze nie ten czas.
Trzymaj się cieplutko! Jestem z Toba!
Dziękuję za ciepłe słowa, mój synek ma 13 lat, jest nastolatkiem i bardzo wrażliwym dzieckiem, ale też nad wyraz rozwinięty i ma wszechstronne zainteresowania, czasem trudno mi z nim rozmawiać bo wciąż zadaje pytania, na które nie znam odpowiedzi, jest ciekawy świata, a Kocham Go nad życie i tylko dla Niego żyję...
Twój mąz to okropny egoista.
Twój mąz to okropny egoista.
Bounty jak mozesz tak nazywac meza Zagubionej........on nie byl egoista tylko chorym czlowiekiem,mial chora dusze.Nie sprawiaj przykrosci Zagubionej.
Moja kolezanka choruje na depresje teraz jest ok,ale 2 razy uratowalam jej zycie,nalykala sie tabletek i probowala podciac sobie zyly ,ale udalo sie jej pomoc,bo tego chciala.Nikt nie moze przezyc zycia za kogos innego i nie jest wstanie upilnowac doroslego czlowieka,ktory chce sobie cos zrobic.Mysle,ze maz autorki zalamal sie gleboko,bo dla niego widmo straty pracy i zycie w niedostatku bylo ogromna trauma.Mysle,ze nikt bez powodu nie odbiera sobie zycia
trzeba teraz wspierac Zalamana,a nie ja jeszcze bardziej dolowac!
bounty napisał/a:Twój mąz to okropny egoista.
Bounty jak mozesz tak nazywac meza Zagubionej........on nie byl egoista tylko chorym czlowiekiem,mial chora dusze.Nie sprawiaj przykrosci Zagubionej.
Moja kolezanka choruje na depresje teraz jest ok,ale 2 razy uratowalam jej zycie,nalykala sie tabletek i probowala podciac sobie zyly ,ale udalo sie jej pomoc,bo tego chciala.Nikt nie moze przezyc zycia za kogos innego i nie jest wstanie upilnowac doroslego czlowieka,ktory chce sobie cos zrobic.Mysle,ze maz autorki zalamal sie gleboko,bo dla niego widmo straty pracy i zycie w niedostatku bylo ogromna trauma.Mysle,ze nikt bez powodu nie odbiera sobie zyciatrzeba teraz wspierac Zalamana,a nie ja jeszcze bardziej dolowac!
Nie chce jej załamywać, ale skoro jego dusza była chora, mógł się leczyć, lub zagubiona mogła postarać się aby trafił do szpitala zamknietego, gdzie by mu pomogli. Oczywiscie, bardzo jej wspólczuje i życze z całego serca aby znalazła szczescie w zyciu, ale On jako osoba dla mnie jest egoistą, jak mozna swoje dziecko zostawić, które ma dopiero 13 lat, ten chłopiec w przyszłosci może mieć traume, rozumiem, że depresja to powazna choroba, ale zanim człowiek który ma rodzine zdecyduje sie na samobojstwo powinien poszukać pomocy najpierw postarać się zeby sens zycia wrócił. I do tego te pozegnanie z rodzina i mowienie o tym, że to zrobi jest OKRUTNE MOIM ZDANIEM !!!
Nigdy w życiu bym czegos takiego nie zrobiła swoim bliskim, tylko kogos egoistyycznego na takie cos stać. Nie zmienie zdania na ten temat to jest moja opinia i koniec kropka.
Zagubiona, bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, i nie chce abys poczuła że atakuje Twojego sw. pamięci ukochanego męża. Lecz w moim oczach tak wlasnie jest jak napisałam.
Pozdrawiam serdecznie.
Nie daje juz rady. Mam 20 lat a nie chce juz żyć. Od 3 lat jestem wyzywana od najgorszych. Dzisiaj uslyszalam od chłopaka z którym byłam ze jestem dnem człowieka. Od osoby która mnie kocha. Powiedział ze był ze mną tylko z przyzwyczajenia. Każdy mnie wyżywa. Juz nie daje rady, nie mamssiły. Chce zniknąć stad.
30 2015-10-30 13:21:56 Ostatnio edytowany przez NiebieskaTruskawka (2015-10-30 13:56:58)
Nie daje juz rady. Mam 20 lat a nie chce juz żyć. Od 3 lat jestem wyzywana od najgorszych. Dzisiaj uslyszalam od chłopaka z którym byłam ze jestem dnem człowieka. Od osoby która mnie kocha. Powiedział ze był ze mną tylko z przyzwyczajenia. Każdy mnie wyżywa. Juz nie daje rady, nie mamssiły. Chce zniknąć stad.
Po prostu - on Cię nie kocha, co więcej, coś z nim nie tak, skoro mówi do Ciebie w ten sposób.
Jesteś bardzo młoda i całe życie przed Tobą. Zerwij z nim wszelkie kontakty i daj sobie szansę na poznanie wartościowego człowieka. Być może spotkasz go dopiero za 10-15 lat
.
Inwestuj w siebie, w swój rozwój (nauka, rozwój zainteresowań, pielęgnowanie wartościowych przyjaźni), aby być kobietą niezależną i interesującą, masz wtedy szansę na poznanie ciekawych, wartościowych ludzi i spotkanie tego jedynego ![]()
To nic nie da. Jeżeli nie on znajdzie się druga osoba która będzie chciała mnie dobić, zniszczyć do końca
To nic nie da. Jeżeli nie on znajdzie się druga osoba która będzie chciała mnie dobić, zniszczyć do końca
Niewątpliwie spotkasz w swoim życiu m. in. ludzi, którzy będą do Ciebie wrogo nastawieni - trzeba ich unikać, a czasem podjąć z nimi walkę, bo nie zawsze unikanie jest możliwe. Takie jest życie, ma swoje cienie, ale i blaski.
Jestem za slaba na walke. Nie mamsil sil.juz zyc
Michalina, nie jesteś dnem człowieka.
Napisz więcej o swojej sytuacji, proszę.
Byłam z chłopakiem który mnie ciągle oklamywal wiec z nim zerwalam mówić ze chce być sama. On mówił ze mnie kocha i jak zerwiemy kontakt to będzie mnie brakowało. Za kilka dni dowiaduje się ze on ma dziewczynę i twierdzi ze to ja kocha a mnie zaczął wyzywać. Żebym udała się do psychologa, ze jestem dnem człowieka. Przez cały związek mnie obrażał tak inteligentnie. Wyzywał mnie po rozstaniu od suk, kurw, szmuli i najróżniejszych.
OK, podtrzymuję, nie jesteś "dnem człowieka". Do tego ta obelga nie jest inteligentna, tylko żałośnie niezgrabna.
Dobrze zrobiłaś, że zerwałaś z kłamliwym bucem.
Poczytaj trochę forum, zobaczysz że nie jesteś sama i że podobnych historii jak Twoja jest dużo. Są ludzie, którzy rekompensują sobie to, że czują się w środku mali i słabi, poniżając inne osoby i wyszukując w nich wady. Bo potrzebują się czuć lepsi, ale nie lubią wysiłku. Bo to łatwiejsze niż praca nad sobą. Taki człowiek nawet Einsteina nazwie idiotą i będzie z siebie zadowolony. Zaś co do wyzwisk przy rozstaniu, to klasyka. Chodzi o uniknięcie poczucia winy. Facet nie chce się czuć winny że zawalił, kręcił z innymi, więc przekonuje siebie, że to Ty jesteś ta zła, a on miał prawo robić to, co robił. Najzwyczajniej zwalił na Ciebie winę, bo jest za głupi i za słaby, żeby się przyznać do błedu. To nie ma nic wspólnego z Tobą. Chodzi o niego, o ten bajzel, który on ma w głowie.
Jedyny błąd jaki Ty popełniłaś to ten, że byłaś z kimś takim tak długo i tak długo pozwalałaś się traktować w ten sposób. Ale jesteś młodziutka, a na swiecie nie ma człowieka, który nie popełnia błędów.
Ważne co wyniesiesz z tego na przyszłość, na przykład - jakich facetów unikać.
Przytulam ![]()
Zabił mnie tymi słowami. Wiedział dobrze ze to właśnie mnie najbardziej zaboli.
Ale one nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Nie dotyczą Cię. Równie dobrze ja mogłabym Cię nazwać kraciastym pomidorem, albo śpiewającym abażurem - to bzdura przecież.
Nie mam juz sił. Steacilam chęć życia z chwila gdy do wiedziałam się tego wszystkiego